Seria DC Compact wydawana przez Egmont wzbudza sporo dyskusji, choć sam pomysł nie jest wcale rewolucyjny. Mniejszy format komiksów, znany choćby z rynku amerykańskiego czy japońskiego, ma przede wszystkim jeden cel: obniżyć próg wejścia i ułatwić dostęp do klasycznych historii. Pytanie brzmi jednak, czy taka zmiana formy nie odbywa się kosztem doświadczenia czytelniczego – szczególnie w przypadku tak istotnych tytułów jak Batman: Trybunał sów, Strażnicy, V jak Vendetta i inne.
Z perspektywy wydawcy decyzja wydaje się racjonalna. Mniejszy format oznacza niższe koszty produkcji, atrakcyjniejszą cenę okładkową i większą mobilność produktu. DC Compact trafia więc do odbiorców, którzy niekoniecznie chcą inwestować w droższe, często obszerne wydania kolekcjonerskie. To także odpowiedź na realia mieszkaniowe i styl życia – nie każdy czytelnik dysponuje przestrzenią na rozbudowaną bibliotekę komiksową. Wiem, co piszę ; )
Forma jako część treści
Batman: Miasto sów w formacie compact zachowuje swoją narracyjną siłę. Historia Scotta Snydera pozostaje dynamiczna, a konstrukcja thrillera urbanistycznego nadal działa. Komiks czyta się płynnie, bez poczucia, że fabuła traci tempo lub czytelność. Problem pojawia się jednak na poziomie warstwy wizualnej. Rysunki Grega Capullo, pełne detali i gry cieniem, w mniejszym formacie tracą część swojej ekspresji. Nie oznacza to, że komiks staje się nieczytelny, ale jego wizualna „siła rażenia” jest wyraźnie osłabiona.
Jeszcze bardziej złożonym przypadkiem są Strażnicy. To powieść graficzna, w której forma jest nierozerwalnie związana z treścią. Dave Gibbons i Alan Moore wykorzystują siatkę plansz, powtarzalność motywów oraz ogromną liczbę detali ukrytych w tle. W wydaniu compact wszystko to nadal istnieje, ale wymaga większego skupienia. Czytanie staje się bardziej analityczne, mniej intuicyjne. Dla jednych będzie to wada, dla innych – naturalna cena za wygodę i przystępność.

Rytuał czytania
W tym kontekście często pojawia się pojęcie „rytuału czytania”. Tradycyjnie kojarzony jest on z dużym formatem, solidną oprawą i spokojnym obcowaniem z albumem. DC Compact nie tyle ten rytuał odbiera, co go redefiniuje. Mniejszy format sprzyja czytaniu fragmentarycznemu, w drodze, w krótszych sesjach. To inny sposób konsumpcji, dostosowany do współczesnego tempa życia, a nie jego zubożenie.
Dla kogo więc przeznaczona jest ta seria? Przede wszystkim dla nowych czytelników, którzy chcą poznać najważniejsze historie DC bez wysokiego progu finansowego. To także dobra propozycja dla osób traktujących komiks jako medium do czytania, a nie obiekt kolekcjonerski. Compact sprawdzi się również jako wydanie „użytkowe” – do ponownej lektury, podróży czy codziennego kontaktu z historią.
Sprawdź też: Flashpoint: Powrót – recenzja komiksu – Thomas Wayne znowu w akcji!

Alternatywa, nie zamiennik
Jednocześnie trudno uznać DC Compact za format docelowy dla odbiorców, którzy szczególną wagę przykładają do strony graficznej i edytorskiej. Zarówno Miasto sów, jak i Strażnicy zyskują w większym formacie, gdzie kompozycja plansz i detale wizualne mogą w pełni wybrzmieć. W tym sensie compact nie zastępuje klasycznych wydań, lecz funkcjonuje obok nich.
DC Compact od Egmontu to przemyślana i potrzebna inicjatywa. Nie jest to rozwiązanie idealne dla każdego, ale też nie próbuje nim być. To format kompromisowy, świadomie stawiający na dostępność i funkcjonalność. W przypadku takich tytułów jak Batman: Miasto sów czy Strażnicy sprawdza się jako alternatywa – nie jako zamiennik doświadczenia, lecz jako inna jego forma. I właśnie w tej różnorodności tkwi największa wartość całej serii.
Sprawdź też: Batman: Łowy – recenzja komiksu – Psychiatrów dwóch

