REKLAMA

Shinobi: Art of Vengeance – recenzja gry – gdy zemsta niesie dobro 

Alan Zygaj

Opublikowano: 14 stycznia 2026

Spis treści

Shinobi to zapomniana już marka Segi, w której wojownik o imieniu Joe Musashi ratuje świat przed siłami zła. Dziś jednak przygody tego ninja zostały odkopane i odświeżone dla dzisiejszej widowni. Czy jest to udany powrót? Dowiecie się tego z poniższej recenzji. Zapraszam! 

 

Akt I : Atak 

 

Zacznijmy więc może jeszcze raz od pytania: czym dokładnie jest Shinobi: Art of Vengeance? Więc jest to klasyczna platformówka po brzegi wypełniona akcją, utrzymana w komiksowej oprawie graficznej. Gracz przejmie kontrolę nad legendarnym ninja, Joe Musashi, który prowadzi sielskie życie szkoląc młodych wojowników swojego klanu. Nie jest oczywiście samotny – u swego boku ma również żonę, z którą oczekuje dziecka, oraz wiernego czworonożnego kompana. Pewnego dnia jednak osada zostaje zaatakowana przez RUSE, prywatną organizację wojskową prowadzoną przez człowieka o tym samym imieniu. Za pomocą demonów oraz żołnierzy dziesiątkują mieszkańców, zostawiając przy życiu jedynie Musashiego oraz jego żonę, która zostaje pojmana. W tym momencie bohater postanawia pomścić swoich pobratymców i uratować świat przed zagrożeniem ze strony tajemniczego adwersarza. 

Shinobi: Art of Vengeance – recenzja gry – gdy zemsta niesie dobro | Źródło zdjęcia : Steam

Historia przedstawiona w grze, mimo bycia prostą, jest poprowadzona w ciekawy sposób, dzięki czemu bardzo łatwo wsiąknąć w ten tytuł. Joe jest postacią niemą, przez całą grę odzywa się zaledwie raz i to jednym słowem, co było fajnym zaskoczeniem. Na swoje drodze poznamy też parę postaci pobocznych, które mocno się wyróżniają i zapadają w pamięć na długo po ukończeniu tytułu. Mocny start – a będzie jeszcze lepiej, uwierzcie mi. 

REKLAMA

 

Akt II: Strata 

 

Rozgrywka Art of Vengeance jest jedną z najprzyjemniejszych, w jakie było dane mi zagrać. Jest to zręcznościowa gra akcji, która mocno polega na elementach platformowych i eksploracji, będąc jednocześnie podzielona na osobne misje. Te wybieramy z poziomu mapy świata, na której mamy też dostęp do takich rzeczy jak ekwipunek. W nim możemy dostosować swoje umiejętności specjalne, pasywne czy nawet strój, który chcemy przywdziać.  

Shinobi: Art of Vengeance – recenzja gry – gdy zemsta niesie dobro | Źródło zdjęcia : Steam

Najmilszym zaskoczeniem dla mnie była implementacja systemu combo. Joe może mieszać ze sobą silne i szybkie ataki, wykonując potężne kombinacje, mające na celu zmieść wszystkich przeciwników z planszy. Co ciekawe, działanie niektórych pasywnych perków jest uzależnione właśnie od wskaźnika ciosów. Otrzymanie obrażeń równa się z całkowitym spadkiem wartości do zera, więc warto mieć to na uwadze. Jeżeli doprowadzimy adwersarza bądź całą ich grupę na skraj wytrzymałości, nad ich głową pojawi się symbol. W tym wypadku, za sprawą dwóch przycisków wykonamy spektakularny ruch kończący, podczas którego bohater będzie przeskakiwał od wroga do wroga natychmiast kończąc ich żywot.  

 

Przeczesując poziom możemy natrafić na ukryte znajdźki w postaci specjalnych skrzyń, elitarnych drużyn, reliktów czy szczelin Ankou. Dwie pierwsze pozycje odblokowują nam dodatkowe umiejętności do wykorzystania podczas walki a trzecia jest walutą w specjalnym sklepie, na który natkniemy się parukrotnie podczas przechodzenia przez etap. Ten ostatni element jest najciekawszy, bowiem przenosi nas do zupełnie innego wymiaru, który sprawdzi nasze umiejętności zręcznościowe oraz bitewne. Sprawdziany są bardzo wymagające, a dotarcie do mety nagradza nas odłamkiem mrocznej katany. Po uzbieraniu wszystkich odblokujemy specjalny miecz, zadający o 20% więcej obrażeń. Szczerze, zmagania na torach przeszkód były moją ulubioną atrakcją. Wszystko za sprawą dopracowanej mechaniki poruszania się i pokonywania przeszkód. W tym dodatkowo wspomoże nas 5 specjalistycznych narzędzi, od pazurów do wspinaczki po specjalny materiał umożliwiający poruszanie się w powietrzu.

Shinobi: Art of Vengeance – recenzja gry – gdy zemsta niesie dobro | Źródło zdjęcia : Steam

 

Akt III: Gniew 

 

Jeżeli mówimy o zmaganiach, to kolejną rzeczą przychodzącą na myśl są starcia z bossami. W grze zawartych zostało 15 unikalnych szefów, z którymi będzie dane nam się zmierzyć. Rzeczywista liczba potyczek jednak się różni, ponieważ zastosowano tu mały… recykling w paru przypadkach. Powodów do nudy tu nie znajdziecie – pokonać będziecie musieli nie tylko wprawionych szermierzy, ale również mordercze maszyny czy istoty nie z tego świata. Co ciekawe, przynajmniej jeden duży przeciwnik jest żywcem wyciągnięty z poprzednich części przygód Joe. Który? Zachęcam, abyście odkryli to na własną rękę i poznali nieco historii tej serii.  

Shinobi: Art of Vengeance – recenzja gry – gdy zemsta niesie dobro | Źródło zdjęcia : Steam

Grafika wraz z udźwiękowieniem mocno przypadły mi do gustu. Oprawa wizualna utrzymana jest w stylu komiksowym, z bardzo grubą kreską oraz wyrazistymi kolorami. Działa to bardzo mocno na korzyść gry, nadając jej ponadczasowy wygląd, który jeszcze długo się nie zestarzeje. Miłym zaskoczeniem jest również ścieżka dźwiękowa. Każdy utwór przypisany do poziomu jest utrzymany w zupełnie innym stylu, od bardziej poważnych, przywodzących na myśl pojedynek, po elektroniczne brzmienia z domieszką hip-hopowego beatu. Mimo tego wszystko spina się w jedną, spójną całość, której słuchanie to czysta przyjemność. 

 

Akt IV: Podróż  

 

Nie obyło się jednak bez paru negatywów. Wracając jeszcze na chwilę do tematu bossów, to w moim odczuciu są oni nieco zbyt prości. Spodziewałem się większego wyzwania po takim Beast Masterze, kiedy gra straszy mnie nim od dobrych paru minut, przedstawiając go jako niezrównanego adwersarza. Tymczasem dochodzi do samej potyczki, a ja kładę go bez większego problemu, po prostu tłukąc go wszystkim, co tylko mieszczą kieszenie mojego stroju ninja.  

Shinobi: Art of Vengeance – recenzja gry – gdy zemsta niesie dobro | Źródło zdjęcia : Steam

Tak samo boli mnie fakt, że każdy z szefów ma dokładnie ten sam motyw przygrywający w tle. Tym bardziej, że Art of Vengeance ma naprawdę świetny soundtrack – z resztą tak, jak napisałem wyżej. Fabuła również mogłaby być bardziej rozbudowana, aczkolwiek nie oszukujmy się, to nie ona gra tutaj pierwsze skrzypce. 

 

Akt V: Zemsta 

 Shinobi: Art of Vengeance to naprawdę wybitna gra akcji, która oczarowała mnie swoją rozgrywką oraz oprawą audiowizualną. Nawet, gdy udało mi się znaleźć jakieś minusy bądź po prostu rzeczy, które dało się wykonać lepiej, były one nieznaczące i w żaden sposób nie wpływały na mój odbiór produkcji. Przygoda Joe Musashiego jest po brzegi wypełniona wartką akcją, masą kombinacji oraz widowiskowymi ruchami. Mimo, że grę skończyłem już jakiś czas temu, to bardzo chętnie do niej powrócę w niedalekiej przyszłości.  

 

Chciałbym bardzo gorąco zachęcić was do sprawdzenia tego tytułu i zmierzenia się nie tylko z zastępami złowrogich ninja, żołnierzy i maszyn, ale również morderczymi torami przeszkód, które nie znają słowa litość.  

 

No dalej, nie ma co zwlekać, idźcie i grajcie! A ja w tym czasie zabieram się za dalszą pracę. Miłej zabawy, oraz uważajcie na kolczaste ściany! 

 

ZALETY +

WADY -

Alan Zygaj

Entuzjasta gier wymagających, w wolnym czasie pochłaniający masowo wszelaki kontent na temat branży.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Star Wars. Wielka Republika. Na skraju równowagi. Przeczucie – recenzja komiksu – Czas na pokaz Yody

Star Wars. Wielka Republika. Na skraju równowagi. Przeczucie – recenzja komiksu – Czas na pokaz Yody

Gears of War Reloaded – recenzja gry – kotlet odgrzany po raz trzeci 

Gears of War Reloaded – recenzja gry – kotlet odgrzany po raz trzeci 

Moonlighter 2: The Endless Vault – recenzja wczesnego dostępu – Czy warto znów otworzyć sklep?

Moonlighter 2: The Endless Vault – recenzja wczesnego dostępu – Czy warto znów otworzyć sklep?

Tormented Souls 2 — recenzja gry — z deszczu pod rynnę  

Tormented Souls 2 — recenzja gry — z deszczu pod rynnę  

Onimusha 2 Samurai’s Destiny Remastered – recenzja gry – jakość się nie starzeje 

Onimusha 2 Samurai’s Destiny Remastered – recenzja gry – jakość się nie starzeje 

Star Wars. Wielka Republika. Na skraju równowagi. Tom 4 – recenzja komiksu – Moc jest w nas silna

Star Wars. Wielka Republika. Na skraju równowagi. Tom 4 – recenzja komiksu – Moc jest w nas silna