MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Nowy rok, nowy CoD. „Call of Duty Vanguard” – recenzja gry

Vanguard to dwudziesta piąta odsłona serii Call of Duty (licząc z dodatkiem United Ofensive). Gra miała premierę 05.11.2021 r. na wszystkie topowe platformy — PC, PS4/5 oraz XONE/XSX. Jest to kolejna, po WWII, część osadzona w drugowojennych realiach. Tym razem przyjdzie nam się wcielić w członków elitarnego oddziału alianckich komandosów nazwanego Vanguard. Stworzonego z najlepszych żołnierzy różnych narodowości walczących na czterech frontach II Wojny Światowej. Zaciekawieni?

Nowy rok, nowy CoD. „Call of Duty Vanguard” – recenzja gry

Screen z gry Call of Duty Vanguard

Operacja Feniks

Hamburgu 1945 roku. Schyłek III Rzeszy. Cel – wykraść tajne dokumenty dotyczące Operacji Feniks. Sześcioosobowy oddział przedziera się do bazy U-bootów Kriegsmarine. Niestety zespół wpada w pułapkę i zostaje schwytany przez Oberst-Gruppenführera Hermana Wenzela Freisingera, antagonistę wzorowanego na szefie Gestapo, Heinrichu Müllerze. W tym miejscu mała ciekawostka dla historycznych wyjadaczy – przyjrzycie się patkom kołnierzowym na mundurze Freisingera. Pomimo stopnia generała w SS, to na umundurowaniu nosi dystynkcje podporucznika (Untersturmführera). Ot, taka mała niespójność. Twórcy zastosowali do przedstawienia fabuły znany nam motyw retrospekcji. Pojmani żołnierze w trakcie przesłuchiwania wspominają swoje misje, które doprowadziły ich do zwerbowania przez Zarząd Operacji Specjalnych.

Screen z gry Call of Duty Vanguard

Ale to już było

Niestety sam początek, zamiast mnie zachęcić to wręcz odwrotnie, zniechęcił mnie do dalszej gry. Przez cały początek towarzyszyło mi znużenie. Ciągła akcja, częsta wymiana ognia, wybuchy – filmowość pełną gębą, przez którą niestety nie potrafiłem się poczuć jak na froncie w 1945 rok a w kolejnej osłonie „Bękartów Wojny”. Pierwszy przerywnik filmowy, swoją drogą bardzo dobrze wyreżyserowany i w końcu coś zaiskrzyło. Czy było warto? Jasne, ale nie liczcie na linię fabularną zajmującą 8-12 godzin. Maksymalnie 6-7 h z cutscenami (których nie polecam pomijać). Teraz coś, co jest dla mnie dość miłym zaskoczeniem, bo najnowsze dzieło Sledgehammer Games zabierze nas w typowe fronty konfliktu przedstawione w zupełnie innych misjach niż do tej pory spotkałem w grach. Standardowo są to działania zbrojne w Afryce Północnej, Stalingradzie, Pacyfiku czy w Normandii, ale… D-Day to Operacja Tonga, czyli kryptonim operacji powietrznodesantowej przeprowadzonej przez brytyjską 6 Dywizję Powietrznodesantową, która miała miejsce między 5, a 7 czerwca 1944 r. Misja „Szczury Tobruku” jest swego rodzaju hołdem, ponieważ przydomek ten nadawany był australijskim, brytyjskim i polskim żołnierzom walczących w obronie Twierdzy Tobruk. Tu znalazłem kolejną nieścisłość, ale o niej wspomnę w dalszej części recenzji. Nie będę ukrywać, że jest to krótka, linowa, ale bardzo dobra kampania. Czy zapadły mi w pamięci jakieś szczególne momenty? Jak najbardziej! Pacyfik, pustynia nocą, próba ucieczki. Nie należą do wybitnych i nie pozostaną w mojej głowie tak długo jak te z CoD 4 MW czy Modern Warfare 2019.

Screen z gry Call of Duty Vanguard

Czas awangardy

Oddział składa się z wyselekcjonowanych specjalistów. Żołnierzy, którzy na polu walki wyróżnili się wyjątkowymi predyspozycjami. Warto im poświęcić więcej niż parę słów, ponieważ oparci są o sylwetki autentycznych bohaterów wojennych. W skład zespołu wchodzą:

  • Arthur Kingsley – jako ochotnik zaciągnął się do armii brytyjskiej. Sierżant po wykazaniu się męstwem w Operacji Tonga został mianowany na porucznika, a zarazem na dowódcę Grupy Zadaniowej ds. Operacji Specjalnych 001, tzw. Oddział Specjalny Awangarda. Fikcyjnej grupy utworzonej w celu udaremnienia Projektu Feniks i powstania IV Rzeszy. Postać oparta na drugowojennym bohaterze, sierżancie Sidneyu Cornellu, który jako ochotnik zgłosił się do sił powietrznodesantowych w trakcie służby w Royal Army Service Corps. Członek Kompanii B, 7. Batalionu Spadochronowego Lekkiej Piechoty. Podczas kampanii w Normandii wykazał się wielką odwagą. Odznaczony Distinguished Conduct Medal w 1945 roku.
  • Polina Borisovna Petrova – zostaje żołnierzem nie z wyboru, ale z potrzeby obrony swojego kraju. Za dziecka polowała z ojcem, co przełożyło się na niebywałe umiejętności strzeleckie. Jej życie to próba pomszczenia rodziny. Szeregowy Wojsk Radzieckich. Zwerbowana w 1944 roku przez kapitana Carvera Butchera do jego oddziału specjalnego, kartą przetargową była oferta zemsty. Awansowana do stopnia porucznika. Postać Poliny została wykreowana na fałszywej historii major Ludmile Pawliczenko, rzekomym radzieckim strzelcu wyborowym z 25 Dywizji Strzeleckiej, który miał miał wyeliminować 309 żołnierzy, w tym 36 snajperów wroga,
  • Wade Jackson – porucznik 6. Eskadry Bojowej Lotnictwa Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Inspiracją był porucznik Vernon „Mike” Micheel. Służył na lotniskowcu USS Enterprise jako pilot bombowca nurkującego. Uczestnik Bitwy o Midway podczas której zaliczył kilka bezpośrednich trafień w lotniskowiec typu Kaga. Wielokrotnie odznaczony za swe brawurowe działania,
  • Lucas Riggs – podporucznik 20. Brygady Armii Australijskiej. Oparty o nowozelandzkiego kapitana piechoty, Charlesa Hazlitta Uphama, jedynego podczas II Wojny Światowej żołnierza dwukrotnie odznaczonego Krzyżem Wiktorii. Wspominałem o nieścisłości – przedstawienie Riggsa jako Australijczyka wzbudziło wielkie kontrowersje wśród Nowozelandczyków.

Wybitne wyszkolenie każdej z postaci przekłada się na zdolności, które wykorzystujemy w trakcie rozgrywki. Lucas to ekspert od materiałów wybuchowych –posiada największy arsenał w tej kategorii. Arthur to urodzony dowódca, więc wydawanie komend odciągnięcia uwagi bądź ognia zaporowego swojemu oddziałowi nie są mu obce. Nasz strzelec wyborowy w damskiej skórze potrafi skradać się oraz dodatkowo wspinać w wyznaczonych do tego miejscach. Jedyny wyróżniający się na tle innych jest Wade. Posiada on zdolność wyczuwania wrogów przez ściany – działa to trochę tak, jak wiedźmiński zmysł Geralta. W trakcie trwania tego trybu potrafi szybko namierza wrogów podczas prowadzenia ognia. Talenty miały podkreślić iż każdy członek oddziału jest unikalny. To nowość w serii, ale nie przyciągnęła mojej uwagi, a tym bardziej nie jest game changerem.

Screen z gry Call of Duty Vanguard

Odcinanie kuponów?

Najnowsze Call of Duty zawiera podobne mechanizmy rozgrywki co wydany rok temu Black Ops Cold War. Mam tu na myśli możliwość opierania broni na płaskich powierzchniach oraz celowanie z niej podczas zmiany magazynka,  podwójny sprint czy wykonywanie takedownów. Jeżeli chodzi o gameplay to uświadczymy tu delikatny powiew świeżości. Nasz żołnierz płynnie porusza się po polu walki, sprawnie pokonuje przeszkody, wykonuje szybkie wślizgi. Co do broni – jej fizyka jest bardzo przyjemna. Czuć „ciężar”, dzięki Ireny wiemy, że używamy pistoletu maszynowego czy karabinu. Punktowanie wrogów headshotami daje dużo satysfakcji. Należy też wspomnieć o licznych modyfikacjach oręża. Niestety nie jestem w stanie zrozumieć idei dodawania rzeczy sprzecznych z historią. Rozumiem, że w ten sposób twórcy chcieli przyciągnąć większą rzeszę graczy i urozmaicić rozgrywkę (tym bardziej multiplayer), ale nie, nadal tego nie kupuję. O ile wplatanie fikcji w tło historyczne nie jest aż tak złe, o tyle MP40 z bębnowym magazynkiem czy celownikiem kolimatorowy to dla mnie za dużo. Pozostając przy negatywnych rzeczach – wszelkie odgłosy, które wydaje broń, są dla mnie po prostu płaskie i bez polotu. Porównajcie je sobie z tymi z Battlefield V, usłyszycie sporą różnicę.

Screen z gry Call of Duty Vanguard

Obrazem i dźwiękiem wojna malowana

Gra powstała na silniku IW 8.0, czyli tym od MW 2019 czy Warzone. Komentarz powinien być zbędny, bo dobrze wiem co to oznacza –- nierówna oprawa graficzna. W trakcie nocnych działań gra potrafi oczarować, a nawet spowodować opad szczęki. Tego samego nie powiem o dziennych misjach. Tutaj wychodzą wszelkie mankamenty silnika. Zróżnicowanej jakości tekstury, widoczne ząbki na małych elementach. Do tego statyczna woda w kałużach czy częściowo niezniszczalne otoczenie. Wracając do tekstur. Niektóre to nowy poziom wizualnych doznań, a część to powrót do 2010 roku. Podsumowując, im mniejszy i ciemniejszy obszar, tym ładniejsza grafika.

Gra posiada polski dubbing i niestety mi nie odpowiada. Szczerze powiedziawszy to ośmioletni Battlefield 4 posiada znacznie lepszy. Cóż, takie uroki polskiego udźwiękowienia i doboru aktorów. Za to na plus zdecydowanie odgłosy wybuchów i otoczenia. Miodzio! Standardowo polecajka, bo jakżeby inaczej. OST powinien wylądować w Waszych playlistach.

Screen z gry Call of Duty Vanguard

Czy oby napewno?

Prawie w każdym zdaniu tej recenzji krytykuję nowe Call of Duty. To źle, tamto źle, a to już w ogóle tragiczne. Jednak tak naprawdę czy to zła gra? Nie od dziś wiemy, jak wygląda cykl wydawniczy Activision i czego możemy się spodziewać w każdej kolejnej części. Recykling i nowy setting. Z jednej strony czy warto zmienić to co dobre? To było filmowe 6 godzin z Vanguard. Szybkie, ale jak emocjonujące. Jeżeli kupujesz nowego CoDa dla singla to niestety dostaje ode mnie 5. Jeżeli dla Ciebie Call of Duty to synonim dobrej zabawy, a Twój licznik przegranych godzin w multi pokazuje 3 cyfry – 9/10 i ani dziesiątej punkta więcej!

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

NAJNOWSZE WPISY

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ