REKLAMA

NBA 2K27 – recenzja gry. Miało być tak pięknie.

Darek Grzybowski

Opublikowano: 29 września 2026

Spis treści

Są takie gry sportowe, które kupujemy co roku, ponieważ chcemy mieć aktualne składy. Są też takie, które faktycznie próbują nas przekonać, że kolejna cyfra w tytule oznacza coś więcej, niż tylko nowy sezon. Z NBA 2K bywa różnie. Sam co roku sięgam po kolejne odsłony i za każdym razem zadaję sobie to samo pytanie: czy tym razem naprawdę jest po co kupować nową część?

 

Koszykówka przede wszystkim

 

Zacznijmy od najważniejszego, czyli samego gameplayu. Mogę śmiało to napisać: NBA 2K27 jest świetną grą koszykarską. Zanim ktoś zacznie krzyczeć, że przecież nie raz już narzekałem na coroczne wydawanie kolejnych części, to wstrzymajcie konie. Można jednocześnie powiedzieć, że gra jest bardzo dobra i że niekoniecznie trzeba kupować ją rok po roku.

NBA 2K27 – recenzja gry. Miało być tak pięknie.

Tegoroczne zmiany w rozgrywce są zauważalne. Piłka zachowuje się bardziej naturalnie, poprawiono fizykę kontaktów między zawodnikami, przechwyty, obronę, czy reakcje koszykarzy. Visual Concepts dorzuciło ponad 7000 nowych animacji bazujących na technologii ProPLAY, która wykorzystuje rzeczywiste nagrania z meczów NBA. To dobra zmiana, bo w ostatnich latach miało się wrażenie, że twórcy w ogóle o tym nie myślą.

REKLAMA

 

Teraz znacznie lepiej czuć fizyczność w grze, a obrona przestała być wyłącznie przeszkodą stojącą między nami a kolejnymi punktami. Jeżeli odpowiednio ustawimy obrońcę, możemy faktycznie zamknąć drogę do kosza. Próba ciągłego wchodzenia pod obręcz przestała być rozwiązaniem na wszystko. Dodano również nowe rozwiązania ofensywne, między innymi budzące kontrowersje w koszykarskim świecie step-through, ale także rozbudowane możliwości kozłowania oraz Dynamic Layup Engine. Animacje rzutów spod kosza są teraz zależne od kąta ataku, pozycji obrońcy i umiejętności danego zawodnika.

 

Rzuty i wsady

 

Nie obyło się oczywiście bez zmian w systemie rzutów. To już chyba taka coroczna tradycja w studiu Visual Concepts. NBA 2K27 nadal pozwala korzystać z prawej gałki, ale również klasyczne rzucanie przyciskiem sprawdza się całkiem dobrze. Sam wskaźnik celności pozostaje mocno uzależniony od pozycji zawodnika, jego umiejętności i tego, jak mocno naciska na niego obrońca. Jeżeli trafiamy w zielone pole, rzut praktycznie musi wejść. Jeżeli nie trafimy, piłka może nawet nie dolecieć do obręczy. Tutaj właśnie zaczynają się problemy.

 

Trochę brakuje mi w tym wszystkim elementu losowości. W prawdziwej koszykówce nawet najlepszy zawodnik może rzucić idealnie technicznie, a piłka zatańczy po obręczy i wypadnie. W grze robi się duży problem, kiedy myślimy o meczach online. W końcu już widać sporo nagrań, gdzie dzięki wypuszczeniu piłki w dobrym momencie, gracze trafiają seriami niemożliwe rzuty z połowy.

NBA 2K27 – recenzja gry. Miało być tak pięknie.

 

Nowością jest również zmieniony system wsadów. Teraz efektowne paki również wymagają odpowiedniego wyczucia, bo twórcy zdecydowali się na wprowadzenie shot-metera także tutaj. Im trudniejsza sytuacja i większa presja obrońcy, tym trudniej trafić odpowiedni moment. Jestem zdecydowanie na tak, jeżeli chodzi o tę zmianę. Jeżeli uda się przeskoczyć nad obrońcą i zapakować piłkę do kosza, satysfakcja jest ogromna. Jeśli jednak podchodzimy do tego bezmyślnie, możemy zostać efektownie zatrzymani. Koniec z niemożliwymi wsadami bez końca.

 

MyCAREER, czyli historia na kilka sposobów

 

MyCAREER od dawna jest jednym z najważniejszych elementów NBA 2K. Niestety traktowanym po macoszemu, jeżeli chodzi o fabułę, czy grę offline i skupiony w pełni na doświadczeniu online. W tym roku twórcy postanowili zrobić jednak coś, czego osobiście się spodziewałem — MyCAREER Eras.

 

Możemy rozpocząć swoją karierę w jednej z pięciu historycznych epok:

 

  • Magic vs Bird Era – 1984
  • Jordan Era – 1991
  • Kobe Era – 2003
  • LeBron Era – 2010
  • Steph Era – 2016

 

Dostaliśmy historyczne składy, wymiany, zasady, prezentację oraz odpowiednie dla danej epoki elementy wizualne. Możemy więc stworzyć zawodnika i sprawdzić, jak poradziłby sobie w czasach Larry’ego Birda, Michaela Jordana, Kobego Bryanta, LeBrona Jamesa czy Stephena Curry’ego.

 

Pomysł jest genialny, naprawdę. Jako fan NBA mogę spędzić mnóstwo czasu, zastanawiając się, co by było, gdyby mój własny zawodnik trafił do Chicago w czasach Jordana albo do Miami w czasach LeBrona. Brzmi fajnie, prawda? Tylko że jest tutaj jeden bardzo, bardzo duży problem. Nie możemy po prostu wziąć jednego rozwiniętego przez siebie gracza i przerzucać go między epokami. Poszczególne ery wymagają osobnych postaci, a stworzeni zawodnicy zaczynają z bardzo niskim overallem.  Czyli mamy fantastyczny pomysł, który ponownie wpada w objęcia grindu lub… kupowania wirtualnej waluty.

NBA 2K27 – recenzja gry. Miało być tak pięknie.

Jeżeli jednak chcecie przeżyć fabułę w MyCAREER, to twórcy przygotowali tym razem historię pod tytułem: Fire & Concrete. W tym roku jest ona znacznie dłuższa. Mamy 11 rozdziałów, czyli ponad dwa razy więcej niż w poprzedniej odsłonie. Nasz zawodnik zaczyna od szkoły średniej, Rucker Park, G League, aż w końcu zmierza w kierunku NBA.

 

Ponadto kreator MyPLAYER również został rozbudowany. Możemy oczywiście stworzyć zawodnika praktycznie od zera, ale pojawiła się też prostsza opcja, w której określamy rolę, charakter i styl gry, a SI proponuje nam gotową konstrukcję opartą na mieszance kilku prawdziwych zawodników NBA. Dla osób, które nie chcą spędzać godziny na zastanawianiu się, czy +1 do rzutu za trzy jest ważniejsze od +2 do szybkości, będzie to świetne rozwiązanie. Nie każdy chce studiować kreator zawodnika jak instrukcję obsługi reaktora atomowego.

 

The City znowu jest ogromne

 

I znowu można tam robić mnóstwo rzeczy.  Mamy mecze 2v2, 3v3 i 5v5, treningi, minigry, Streetball, The REC i inne atrakcje. Wprowadzono również Casual Corner, czyli miejsce przeznaczone dla graczy, którzy niekoniecznie chcą od razu zostać rozjechani przez kogoś, kto spędził w NBA 2K więcej godzin niż statystyczny Polak w pracy.

NBA 2K27 – recenzja gry. Miało być tak pięknie.

Nadal mam z tym trybem jeden problem. Po prostu czasami chcę zagrać w wirtualną koszykówkę. Nie chcę biegać po mieście, nie chcę jeździć pojazdem, nie chcę szukać kolejnego NPC. Chcę po prostu porzucać piłką do kosza. Właśnie dlatego im większe staje się The City, tym bardziej doceniam moment, w którym mogę je opuścić. Niestety jednak twórcy co roku próbują wmówić nam, że to najlepszy rodzaj rozrywki. Widać działa, bo dotarło do nawet do tegorocznego EAFC.

 

MyNBA w końcu ma swój czas

 

Jeżeli należycie do osób, które potrafią spędzić setki godzin na prowadzeniu własnej drużyny, NBA 2K27 skrywa dla was sporo ciekawych rzeczy. MyNBA zostało przebudowane zgodnie z sugestiami społeczności. Dodano między innymi bardziej rozbudowane zasady CBA, zmiany w wolnej agenturze, negocjacje kontraktowe, możliwość bardziej szczegółowego zarządzania składem oraz system zaufania GM.

NBA 2K27 – recenzja gry. Miało być tak pięknie.

Największą nowością jest jednak MyNBA Legacy. To osobny tryb, w którym możemy prowadzić karierę jednego zawodnika przez ogromny, nawet stuletni okres historii ligi, jednocześnie wpływając na funkcjonowanie całej organizacji. Ja nadal pozostaję fanem zwykłych meczów online, ale miło widzieć, że 2K i Visual Concepts nie skupiają się tylko na trybach MyPlayer.

 

MyTEAM do wora, a wór…

 

MyTEAM to kolejny tryb, który doczekał się zmian. Z racji mojego stosunku do tego typu zabawy, nie będę jednak skakał z radości. Najważniejszą nowością jest Player XP – każda karta może teraz zdobywać doświadczenie i odblokowywać kolejne nagrody. Rozbudowano także Exchange. Możemy wykorzystywać karty, które wcześniej często zalegały nam w kolekcji, do zdobywania nowych nagród. Do tego wraca kilka lubianych trybów sieciowych, między innymi Triple Threat Online oraz Clutch Time Online. Pojawił się również wspólny Auction House pomiędzy PS5, Xbox Series X|S i Nintendo Switch 2.

NBA 2K27 – recenzja gry. Miało być tak pięknie.

Analizując to jednak, dochodzimy do problemu, który ciągnie się za NBA 2K, a także innymi grami sportowymi od lat. Przeklęta wirtualna waluta. NBA 2K27 jest pełnoprawną grą za pełną cenę, mimo tego praktycznie wszędzie natykamy się na okazje do wydania kasy.

Chcesz szybciej rozwinąć zawodnika? Chcesz kupić ubrania, żeby się wyróżnić? Chcesz znacznie i to naprawdę, znacznie szybciej rozwijać swojego MyPLAYERa? Chcesz zrobić coś w MyTEAM? Twórcy wybrali dla Ciebie tylko jedną drogę: VC.

 

Oczywiście można grać bez wydawania dodatkowych pieniędzy. Można grindować, wykonywać zadania, grać kolejne mecze i cierpliwie rozwijać swojego zawodnika. Tylko pytanie brzmi: kto ma na to czas? Szczególnie że tak jak wspominałem, część nowych funkcji MyCAREER Eras wymaga budowania kolejnych zawodników od niskiego poziomu. Tworzy to wręcz patologiczne sytuacje w grze, która ma być rozrywką dla fanów koszykówki, a alternatywnych tytułów obecnie na rynku nie ma.

 

Sport jest kobietą 

 

Nie zapomniano również o kobiecej koszykówce, co cieszy, bo czasami miało się wrażenie, że te tryby traktowane są po macoszemu. MyWNBA i The W otrzymały nowe systemy progresji, możliwość budowania zespołowej chemii poprzez Team Badges i Teammate Badges, rozbudowane ustawienia oraz większą kontrolę nad prowadzeniem drużyny.

NBA 2K27 – recenzja gry. Miało być tak pięknie.

Co również ważne, NBA 2K27 pozwala również na większe przenikanie się zawartości kobiecej i męskiej w The City. To w końcu nie jest już tylko dodatek wrzucony do menu, żeby można było powiedzieć „mamy WNBA”. I bardzo kurczę dobrze.

 

Wygląda to jakoś znajomo

 

Pod względem technicznym NBA 2K27 wygląda bardzo dobrze, ale niestety nie jest idealnie. Menu, sposób poruszania się po kolejnych zakładkach i ogólna struktura są bardzo znajome. Jeżeli postawilibyśmy obok siebie NBA 2K26 i NBA 2K27, laik mógłby mieć problemy z rozróżnieniem obu produkcji. Nie zrozummy się źle, sama grafika jest dobra. Zawodnicy wyglądają świetnie, hale robią wrażenie, animacje są płynniejsze, a system ProPLAY pozwala jeszcze dokładniej odwzorować zachowanie koszykarzy.

NBA 2K27 – recenzja gry. Miało być tak pięknie.

Niemniej, prezentacja nie została przebudowana w takim stopniu, jak można byłoby oczekiwać. Przerywniki, studio i sposób prezentowania meczu nadal są bardzo podobne do tego, co znamy z poprzednich odsłon. Po kilku latach jest to naprawdę frustrujące, bo kiedyś co roku mogliśmy spodziewać się czegoś niesamowitego. Wygląda na to, że 2K i Virtual Concepts trochę osiedli na laurach.

 

Czy NBA 2K27 jest najlepszą częścią serii?

 

Moim zdaniem, niestety nie, ale to bardzo dobra gra o koszykówce. NBA 2K27 jest trochę jak zawodnik, który ma świetny sezon, ale przed rozpoczęciem kolejnych rozgrywek wszyscy oczekują od niego jeszcze więcej.

 

Problem tkwi w tym, że osoba kupująca NBA 2K rok po roku może mieć bardzo mocne poczucie deja vu. Jest to dość smutne, bo kiedy podsumowuję te wszystkie zmiany, jestem pod wrażeniem. MyCareer Eras, czy MyNBA Legacy? Świetny pomysł. Lepsza obrona, nowe animacje, wsady kontrolowane przez gracza. Tylko że jednocześnie nadal mamy VC, grind, bardzo podobną prezentację i poczucie, że część rozwiązań mogłaby spokojnie pojawić się w aktualizacji poprzedniej odsłony.

 

Czy warto więc kupić tę odsłonę? Jeżeli macie NBA 2K26 i gracie w nią regularnie, nie jestem przekonany. W końcu 2K sam udostępnia fanowskie creation center. Jeżeli jednak ominęliście kilka ostatnich odsłon, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dostajecie ogromną liczbę trybów, naprawdę dobry gameplay, historyczne ery MyCAREER, rozbudowane MyNBA, długą historię Fire & Concrete, kooperacyjne MyCAREER i mnóstwo zawartości.

Grając w tegoroczną odsłonę, bawię się naprawdę dobrze, jednak zmiany są tak mało zauważalne, że gdzieś uleciała ta magia, która rok w rok przyciągała mnie do tej gry, a moja przygoda trwa przecież od NBA 2K10.

 

ZALETY +

WADY -

Darek Grzybowski

Pasjonat filmów i seriali, muzyki oraz klocków LEGO. Moje życie kręci się wokół popkultury oraz futbolu amerykańskiego, w który gram od 2015 roku. Na wszystkich socialach znajdziecie mnie jako @MiamiBricks22.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

EA SPORTS NHL 27 – recenzja gry. Kolejny rok, kolejny zawód.

EA SPORTS NHL 27 – recenzja gry. Kolejny rok, kolejny zawód.

Orbitals – recenzja gry. It Takes Two, ale jako sci-fi anime lat 80?

Orbitals – recenzja gry. It Takes Two, ale jako sci-fi anime lat 80?

Absolute Batman. Zoo. Tom 1 – recenzja komiksu – Najbardziej edgy Batman, jakiego widział świat?

Absolute Batman. Zoo. Tom 1 – recenzja komiksu – Najbardziej edgy Batman, jakiego widział świat?

The Guild 1 Remake Europa 1410 – Pierwsze wrażenia – Praca, praca zawsze popłaca?

The Guild 1 Remake Europa 1410 – Pierwsze wrażenia – Praca, praca zawsze popłaca?

MFKiG 2026 – relacja – Strefa gier niezależnych

MFKiG 2026 – relacja – Strefa gier niezależnych

Jak opuścić tę przeklętą wyspę! – recenzja gry Gothic II Complete Classic

Jak opuścić tę przeklętą wyspę! – recenzja gry Gothic II Complete Classic