Uwielbiam japońskie produkcje i to nie jest tajemnica. Najwięcej czasu w grach spędziłam w baśniowych krainach, przemierzając kolejne mapy z lojalną drużyną, przy okazji masakrując wrogów ulepszonym mieczem. Gdy przeglądam nadchodzące premiery, mój radar zawsze jest nastawiony na produkcje z kraju kwitnącej wiśni. Granblue Fantasy: Relink była na mojej wishliście od dłuższego czasu. Czy słusznie? Odpowiedź znajdziecie w poniższym tekście.
Problemy z dostępnością fizycznej wersji gry na premierę

Grę zamówiłam w przedsprzedaży i przeżywałam istne katusze, czytając na amerykańskich grupkach jRPG, jak moi zagraniczni koledzy zagrywają się w nowy tytuł i są nim oczarowani. Pocieszałam się, że jeszcze kilka dni i gierka będzie miała swoją premierę. W momencie wypuszczenia produktu instagram zalała fala zdjęć i relacji. Poczułam, że coś jest nie tak, dlaczego mojej gry nie ma? Okazało się, że zainteresowanie było większe niż przewidziany nakład. W dniu premiery wersja fizyczna Granblue Fantasy: Relink została wykupiona ze sklepów, zarówno internetowych, jak i stacjonarnych. Dostałam suchego mejla, że towar jest obecnie niedostępny. Na szczęście z pomocną dłonią przyszła mi firma PLAION, która udostępniła kod do recenzji. Mogłam zanurzyć się w niesamowity świat i zrozumieć, na punkcie jakiej gry oszaleli grupowicze.
Granblue Fantasy to franczyza gier stworzona przez Cygames w koprodukcji z japońskim studiem Platinium Games

Jeżeli spodziewacie się porywającej historii, to możecie poczuć się rozczarowani, bo fabuła jest zaledwie wprowadzeniem do gry. Całość zamknięta w jakieś 14 godzin. Już sam początek gry jest kontynuacją historii, a nie nowym otwarciem. Z kolei o tym, co wydarzyło się przed początkowymi scenami, dowiadujemy się z tekstu na planszy. Może wynikać to z tego, że ten action RPG wzorowany jest na anime o tym samym tytule, będącym świetnym wprowadzeniem do serii. Jeżeli jednak go nie oglądaliście ani nie graliście w poprzednie gry z uniwersum, to nie ma znaczenia – bez problemu odnajdziecie się w gameplayu.
Do wyboru na starcie mamy żeńskiego bądź męskiego protagonistę, przemierzającego z załogą statku Grancypher podniebne przestrzenie i latające wyspy. Wraz z postępem fabuły gracz będzie odblokowywał kolejne, malownicze lokacje. Nie spotkamy tutaj wysmakowanych intryg, plot twistów czy istotnych przemian bohaterów. Dzieje się dużo, jeden srogi pojedynek może przejść w dwa kolejne. Gracz nie może narzekać na stagnację. Nie zabraknie też dramatycznych zwrotów, żeby nadać tempa rozgrywce.

Moja pierwsza sesja Granblue Fantasy: Relink trwała 10 godzin. Nie mogłam oderwać się od pada. Dawno tak dobrze nie grało mi się w grę. Tytuł w mojej opinii przebił nawet Final Fantasy XVI, które podbiło moje serduszko i doprowadziło dwukrotnie do łez. Zresztą kilka elementów rozgrywki w GF przypominało mi ww. Fajnala, szczególnie potyczki z Bahamutem.
Sprawdź także: Syberia 2 – recenzja gry. Kraina śniegiem i mrozem płynąca.
Steampunkowe anime fantasy

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy, jest prześliczna grafika. Mamy tutaj trochę z Tales of Arise, a trochę z anime. Miasta są niczym namalowane akwarelą, stylistyka gry to steampunk w nurcie anime fantasy. Postacie są charakterystyczne dla gatunku – kolorowe włosy, anime dziewczynki i chłopcy, a także białogłowe z dużymi oczami wprost wylewającymi się ze skąpego outfitu. Japoński dubbing również jest uroczy – fani anime usłyszą niejeden znajomy głos. Możemy odblokować blisko dwadzieścia postaci, które posiadają swój styl walki i unikatowe zdolności. Bohaterów możesz levelować, odblokowywać kolejne ciosy i bronie. Pomogą w tym Fate Questy, w których nie tylko poznajemy wcześniejsze losy wojowników, ale mamy też do wykonania nietuzinkowe zadania, często na czas, które będąc dość proste, wynagradzają nas solidnie.
Sprawdź także: The Sims 4: Do Wynajęcia – recenzja gry. Z pamiętnika wąsatego Landlorda.
Miodny system walki

Kolejny atut to sam combat – bardzo intuicyjny i przyjemny. Operujemy głównie combosami X,Y, potem dochodzą nowe super ciosy, no i oczywiście link attack oraz chain burst, które możemy wykonać całą naszą czteroosobową drużyną. Walki są intensywne, a długość ich trwania wzrasta proporcjonalnie do poziomu trudności naszego przeciwnika. Gra nie skupia się na farmieniu i bieganiu po mapie, jak to bywa w przypadku jRPG. To typowy akcyjniak – krótki przerywnik filmowy, nowa kraina, ciach, kolejni przeciwnicy albo wejście na arenę i klepanie się z bossem.
Gra w stylu Monster Huntera

Tak jak mówiłam, historia jest wstępem do gry. Po jej przejściu jesteśmy na przyzwoitym poziomie i możemy zacząć rozwalać kolejnych przeciwników. Tutaj gra przypomina Monster Huntera. Idziemy do kramiku z questami, wybieramy zadanie i bijemy się z demonicznym antagonistą. Jak wygramy, dostajemy złoto i elementy potrzebne do zwiększania poziomu naszej broni lub drzewka umiejętności, wracamy, powtarzamy. Zachwycony Asmongold w jednym ze swoich filmików przyznał, że tak naprawdę gra zaczyna się na maksymalnym, 100 levelu, kiedy to odblokowujemy coraz potężniejszych bossów.
Po ukończeniu solowej kampanii (42 level) oddałam się w pełni co-opowi. Grałam zarówno ze znajomymi, jak i randomowymi osobami. Wprawiłam nawet w zdumienie pewnego gracza, gdy wkroczyłam do jego lobby jako Donaldo Tusko Chan.
Naprawdę nie ma nic bardziej satysfakcjonującego niż wspólne masakrowanie wroga i odblokowywanie coraz to większej liczby skrzynek z lootem. Obecnie wbiłam level 71 i lecę po 100!
Gra działa świetnie i ani razu nie miałam problemu z bugami. Jedynie przy drugiej posiadówce gra po uruchomieniu nie widziała mojego pada, ale ponowne uruchomienie steama pomogło.
Werdykt
Sprawdź także:Wojna to nie tylko walka, ale przede wszystkim cierpienie – recenzja War Hospital
To dość ryzykowne stwierdzenie, bo mamy dopiero luty, ale jak dla mnie Granblue Fantasy: Relink to jedna z najlepszych gier 2024 roku. Nie dość, że ma prześliczną grafikę, to jest świetnym action RPG, które wciąga. Nie ważne czy jesteś laikiem, czy starym wyjadaczem RPG, ten tytuł Cię porwie swoją przystępnością. Ta niepozorna gierka ma w sobie wielką moc i od razu ląduje w mojej topce RPG. Zresztą sprawdźcie sami! Tymczasem zmykam na kolejną wyprawę, bo level sam się nie nabije.