REKLAMA

Taniec ze Smokami. Tom II. Po uczcie – Recenzja Książki – Na Wichry Zimy przyjdzie nam jeszcze poczekać

Jakub Trojanowski

Opublikowano: 27 października 2026

Spis treści

Czytelnicy narzekają, monumentalna saga jedzie dalej, a G. R. R. Martin nadal nie napisał Wichrów Zimy. Zdaje się, że mimo kolejnych seriali z uniwersum, kontynuacja Pieśni Lodu i Ognia nadal pozostaje odległym snem fanów. Co prawda kiedyś trzymałem się z dala od Westeros, jednak potem dałem mu szansę, i jak dotąd nie żałuję. Jak zatem wypada ostatni (na ten moment) wydany tom wielkiej sagi tej lekko mrocznej fantasy?

Taniec ze Smokami. Tom II. Po uczcie – Recenzja Książki – Na Wichry Zimy przyjdzie nam jeszcze poczekać

Ile lat już czekamy?

Taniec ze smokami należy chyba do tych dłuższych potańcówek. W końcu od premiery minęło już ponad 15 lat, a w międzyczasie poszczególne tomy sagi doczekały się wydania serialowego czy ilustrowanego. Tym razem jednak dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka w sierpniu bieżącego roku w ręce czytelników trafiło odświeżone wydanie w twardej oprawie i z przepiękną ilustracją na okładce. Podobnie jak w przypadku poprzednich tomów wykorzystano przekład Michała Jakuszewskiego, którego możecie znać również z polskich tłumaczeń dzieł Glena Cooka, Stevena Eriksona czy Iana Camerona Esselmonta (ostatnia dwójka odpowiada za moje nemezis – świat Malazańskiej Księgi Poległych). 

W tym tańcu wystarczy jeden fałszywy krok

Westeros nadal żyje w stanie głębokiego kryzysu, który pozostawiła po sobie Wojna Pięciu Królów. Praktycznie żadne ze zwycięstw nie przeważyło w wystarczającym stopniu, by raz na dobre zakończyć zbrojne starcia. Za sprawą zdrad, własnych ambicji i walki o władzę nawet najsilniejsze sojusze zaczynają wisieć na włosku. Tym razem jednak autor prowadzi nas w stronę postaci, które w Uczcie dla wron pozostawały raczej na uboczu wydarzeń. Na północy zwierzchnictwo nad Nocną Strażą nadal sprawuje Jon Snow, jednak niedawne przybycie Stannisa Baratheona i zmierzające w stronę Muru niebezpieczeństwo zmuszają go do podejmowania wielu decyzji, które niekoniecznie spotykają się z aprobatą innych Czarnych Braci. W Królewskiej Przystani natomiast Cersei Lannister zderza się z konsekwencjami wyborów i knowań, które czyniła przez dużą część swego życia. 

REKLAMA
Taniec ze Smokami. Tom II. Po uczcie – Recenzja Książki – Na Wichry Zimy przyjdzie nam jeszcze poczekać

Jako czytelnicy spędzimy dużo czasu na zachodzie, w krainach odległych od kolebki tej wielkiej historii. W Braavos Arya Stark ciągle kontynuuje naukę wśród Ludzi Bez Twarzy, jednak kolejne wyzwania sprawiają, że zaczyna zastanawiać się nad tym, kim właściwie jest. Nie zabraknie także spojrzenia na losy prawdopodobnie dwóch najbardziej charakterystycznych postaci: Tyriona Lannistera, który przemierza Essos, wikłając się w coraz dziwniejsze zależności i sojusze, oraz Daenerys Targaryen, mierzącej się nie tylko z zarządzaniem podbitym miastem, ale także niełatwymi relacjami politycznymi i coraz bardziej niesfornymi smokami. Wydarzenia przedstawione w tym tomie zazębiają się z akcją Uczty dla wron, by potem zacząć łączyć nitki pojedynczych losów w fakturę wielkiej opowieści. Mimo że akcja toczy się w przeróżnych zakątkach świata, poszczególne historie zdają się łączyć jednym pytaniem: Jak dużo jesteśmy w stanie poświęcić, aby utrzymać władzę i uratować to, co jeszcze możemy? 

Historia to przede wszystkim bohaterowie

Nawet gdyby historia napisana przez autora należała do tych najbardziej błyskotliwych, a zwroty akcji byłyby naprawdę trudne do przewidzenia, to bez dobrze napisanych bohaterów mogłaby być co najwyżej interesującą kroniką. Co prawda w pierwszych tomach trudno było mi o nich pisać, jednak wraz z lekturą kolejnych rozdziałów sagi widziałem, jak za sprawą autorskiego pióra przechodzą przemianę w całkiem odmienne postacie. 

Na pierwszy ogień idzie więc Jon Snow, który zaczynał jako bękart – cieszył się sympatią rodzeństwa, ze strony przybranej matki, jak pewnie się domyślacie, raczej nie słyszał za dużo ciepłych słów. Jego pierwsze chwile na Murze również nie należały do łatwiejszych, jednak z czasem nauczył się podejmowania odważnych decyzji i stawania naprzeciw dawnym uprzedzeniom, nie oczekując w zamian pochwał czy ogólnego poparcia. Daenerys Targaryen za to przestaje przypominać niewinną dziewczynę, którą własny brat sprzedał Khalowi Drogo. Po zdobyciu miasta nieustannie uczy się, że rządzenie to sztuka wymagająca kompromisów i poświęcenia niektórych aspektów własnego życia.

Taniec ze Smokami. Tom II. Po uczcie – Recenzja Książki – Na Wichry Zimy przyjdzie nam jeszcze poczekać

Nie mogę nie wspomnieć także o Tyrionie, który w pierwszych tomach dał się poznać jako nader inteligentny strateg, dla którego sarkazm był jedną z najważniejszych umiejętności pozwalających na przetrwanie w Westeros. Po wszystkim, co się wydarzyło, nie jest już tylko błyskotliwym graczem – coraz częściej z tej skorupy wychyla się zraniony i zgorzkniały człowiek. Grono to domyka Theon Greyjoy, który niegdyś wychowywał się na dworze Neda Starka. Wcześniej próbował udowodnić swoją wartość i odnaleźć uznanie ze strony własnych krewnych, jednakże brutalne czyny zdrady, których się dopuścił, doprowadziły do tego, że stał się narzędziem w rękach innego lorda, a on sam pod wpływem fizycznej i psychicznej przemocy zaczął gubić swoją tożsamość. Pamięta jednak kto i co doprowadziło do takiej sytuacji i wie, że prawdziwy test ma dopiero nadejść.

 

To kto właściwie tańczy ze smokami?

Tytuł można odczytywać na kilku poziomach. Z jednej strony możemy pomyśleć o tych stworzeniach jako symbolu potęgi właściciela. Jednakże w swoim świecie Martin pokazuje, że nawet ogromna siła jest niczym, jeśli nie potrafi się jej właściwie wykorzystać. Osobiście skłaniam się bardziej do interpretacji związanej z potocznym określeniem rodu Targaryenów – smoków. Niemal wszyscy wiedzą, że w żyłach Daenerys płynie starożytna krew, pozwalająca nie tylko na panowanie nad wielkimi gadami, ale również na pretendowanie do tronu Westeros. Stąd z całego świata zmierzają do niej posłowie oferujący małżeństwa i układy. Zarówno sama zainteresowana, jak i wszyscy wokół niej muszą nieustannie pilnować swoich kroków, aby nie paść ofiarą własnych ambicji. Drugi człon natomiast wpisuje się w nazewnictwo poprzednich tomów – po pozornie zwyciężonej bitwie i uczcie nadeszła pora na rozliczenia i odnalezienie się w nowej rzeczywistości.

Taniec ze Smokami. Tom II. Po uczcie – Recenzja Książki – Na Wichry Zimy przyjdzie nam jeszcze poczekać

Powolny taniec, który nie każdemu przypadnie do gustu

George R. R. Martin po raz kolejny udowadnia, że potrafi snuć wielowątkową opowieść, w której równie istotne jak same wydarzenia są motywacje bohaterów i konsekwencje ich decyzji. Jego styl pozostaje przystępny, a liczne dialogi, intrygi i wewnętrzne rozterki postaci sprawiają, że nawet polityczne przepychanki potrafią wciągnąć na dłużej. Nie oznacza to jednak, że przez wszystkie 688 stron będziemy pędzić na złamanie karku. Wręcz przeciwnie, autor niejednokrotnie zwalnia, poświęcając sporo miejsca podróżom, rozmowom i kolejnym komplikacjom, szczególnie w wątku Daenerys. 

Nie każda scena przynosi istotny przełom, a część historii może sprawiać wrażenie kręcenia się w kółko. Z drugiej strony właśnie dzięki temu Westeros i Essos wydają się żywymi miejscami, w których wydarzenia nie toczą się wyłącznie wtedy, gdy patrzy na nie główny bohater. Martin buduje napięcie stopniowo, pozwalając poszczególnym wątkom zazębiać się i nabierać znaczenia. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość, zwłaszcza że finał nie zamyka najważniejszych konfliktów, lecz pozostawia nas z kolejnymi pytaniami. To wciąż świetnie skonstruowana opowieść, choć momentami można odnieść wrażenie, że autor sam zaplątał się w sieć własnych intryg.

Taniec ze Smokami. Tom II. Po uczcie – Recenzja Książki – Na Wichry Zimy przyjdzie nam jeszcze poczekać

Smoku, jesteś piękny!

Klimatyczną ilustrację na okładce po raz kolejny zawdzięczamy Maciejowi Łaszkiewiczowi. Artysta ten współpracował z wydawnictwem przy poprzednich tomach sagi oraz Historii Śródziemia. Wcześniej jednak związany był ze studiem CD Projekt Red, dla którego tworzył m.in. grafiki do Gwinta. Myślę, że sami przyznacie, że również w tym przypadku wspaniale odwzorowuje ona treść książki. Stawiając ten tom obok pozostałych części cyklu oraz ilustrowanego wydania Rycerza Siedmiu Królestw, na moment zachwyciłem się tym, jak wszystkie tytuły komponują się w pięknie wyglądającą serię.

W przypadku drugiego tomu Tańca ze smokami na okładce wita nas otoczony przez czerwień czarny smok i dosiadająca go białowłosa kobieta. Tutaj interpretacja jest jednoznaczna – Daenerys w końcu dosiada Drogona, największego z trójki jej dzieci. O tym, co sprawiło, że w końcu odważyła się na ten krok, opowiada właśnie Taniec ze smokami. Po uczcie. Odświeżone wydanie nie zawiera żadnej ilustracji w treści, jednak wyklejka wita nas widokiem herbów czterech najważniejszych dla fabuły rodów, a w tomie znajdziemy trzy mapy, skupiające się na Krainie za Murem, prastarej Valyrii i Wolnych Miastach. 

Taniec ze Smokami. Tom II. Po uczcie – Recenzja Książki – Na Wichry Zimy przyjdzie nam jeszcze poczekać

Smoczy taniec trwa, choć na kolejny krok jeszcze poczekamy…

Taniec ze smokami. Po uczcie to kolejny dowód na to, że największą siłą sagi George’a R.R. Martina pozostają bohaterowie, ich przemiany i świat, w którym nawet najlepsze intencje mogą prowadzić do katastrofy. Z przyjemnością obserwowałem dalsze losy Jona Snowa, Daenerys Targaryen i Tyriona Lannistera, a historia Theona Greyjoya ponownie przypomniała mi, jak daleko autor potrafi odejść od klasycznego podziału na bohaterów i złoczyńców. 

Nie wszystko działa tu jednak równie dobrze. Rozbudowana narracja momentami zwalnia, niektóre wątki przeciągają się, a brak wyraźnego domknięcia historii pozostawia spory niedosyt. Mimo tych zastrzeżeń nie żałuję, że dałem Westeros szansę. Pozostaje więc czekać na Wichry Zimy i mieć nadzieję, że Martin pozwoli nam kiedyś poznać dalszy ciąg tej historii. Jeśli tak jak ja lubicie rozbudowane fantasy, polityczne intrygi i postacie, które nieustannie zaskakują, zdecydowanie powinniście wybrać się na ten taniec. Trzeba tylko pamiętać, że orkiestra wciąż gra, a do ostatniego aktu jeszcze daleko

ZALETY +

WADY -

Jakub Trojanowski

Student medycyny, prywatnie wielki fan papierowego wydania Gwinta. Od dziecka pochłaniam książki i filmy o różnorodnej tematyce. W wolnych chwilach, przy pracy lub nauce zawsze w tle wybrzmiewa klasyczną i filmową. Zarówno w grach, jak i w życiu lubię nieszablonowo podchodzić do problemów. Nie mam ścisłej czołówki ulubionych uniwersów, ale podium zajmują Władca Pierścieni, Wiedźmin i Mass Effect. Co nie znaczy, że z chęcią nie podyskutuję, chociażby o Asasynach goniących po dachach Szturmowców Imperium Galaktycznego.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Hobbit. Powieść graficzna – Recenzja książki – Elrond, co ty masz z twarzą?

Hobbit. Powieść graficzna – Recenzja książki – Elrond, co ty masz z twarzą?

Jak to jest być Leśnym Strażnikiem? Dobrze? – recenzja gry Leśna Straż

Jak to jest być Leśnym Strażnikiem? Dobrze? – recenzja gry Leśna Straż
Grafika przedstawiająca plakat filmu Clayface

Clayface – recenzja filmu – Niewykorzystany potencjał

Clayface – recenzja filmu – Niewykorzystany potencjał
serious sam shatterverse recenzja gry

Serious Sam: Shatterverse – recenzja gry. Sam wrócił, ale bez formy?

Serious Sam: Shatterverse – recenzja gry. Sam wrócił, ale bez formy?

Call of Duty: Modern Warfare 4 – recenzja. Takiego powrotu serii potrzebowaliśmy

Call of Duty: Modern Warfare 4 – recenzja. Takiego powrotu serii potrzebowaliśmy
Grafika przedstawiająca plakat filmu Street Fighter

Street Fighter – recenzja filmu – Piękny pierdolnik <3

Street Fighter – recenzja filmu – Piękny pierdolnik <3