Nigdy wcześniej nie miałem większego kontaktu z serią MotoGP. Nie chcę skłamać, ale oprócz jakiś pikselowych tytułów, czy FIM Speedway GP od Techlandu, to właściwie jeździłem tylko na czterech kółkach, a nie dwóch. W gwoli ścisłości, motocykle lubię, wyścigi również, a nazwiska takie jak Marc Márquez, Francesco Bagnaia czy Valentino Rossi nie są mi obce. Jednak z grami od Milestone jakoś nigdy nie było mi po drodze. MotoGP 26 jest więc dla mnie szczególnym przypadkiem, bo po raz pierwszy postanowiłem sprawdzić, o co właściwie tyle lat chodziło fanom dwóch kółek. Czy warto było przesiąść się na motor?
Pierwsze okrążenie i pierwsza… gleba
MotoGP 26 od pierwszych minut pokazuje, że nie jest zwykłą zręcznościową ścigałką. Tutaj trzeba nauczyć się motocykla. Hamowanie, odpowiednie składanie się w zakręt, balansowanie ciałem motocyklisty, kontrolowanie gazu – każdy z tych elementów ma znaczenie.
I właśnie nowy model jazdy jest największą zmianą tegorocznej odsłony. Milestone mocniej postawiło na ruch ciała zawodnika, a przez to jazda stała się bardziej responsywna i wymagająca. Ja odczuwałem w tym lekką losowość, niemniej jest to ciekawe wyzwanie, szczególnie dla nowicjuszy.

Pierwsze kilka wyścigów było dla mnie walką o przetrwanie. Zamiast walczyć o podium, walczyłem z samym sobą. Hamowałem za późno, wypadałem z zakrętów, próbowałem odzyskać kontrolę nad motocyklem i… znowu lądowałem na poboczu.
Po kilku godzinach zacząłem jednak rozumieć, co robię źle, wtedy MotoGP 26 zaczęło dawać mi naprawdę dużo frajdy.

Demony prędkości
Jedną z rzeczy, która najbardziej przypadła mi do gustu, jest poczucie prędkości. Motocykl pędzący ponad 300 km/h robi swoje. Zwłaszcza kiedy na ekranie pojawia się kolejny zakręt, a ja zastanawiam się, czy tym razem zdążę zahamować.

Na PlayStation 5 gra prezentuje się bardzo dobrze. Tory są szczegółowe, motocykle wyglądają świetnie, a całość działa płynnie. Nie jest to jednak produkcja, która nagle wyznacza nowe standardy graficzne dla gier sportowych. Bardziej powiedziałbym, że Milestone bardzo dobrze wykorzystuje to, co oferuje obecna generacja konsol.

Podoba mi się również praca kontrolera DualSense. Wibracje i adaptacyjne triggery pozwalają lepiej poczuć zachowanie motocykla, a przy odpowiednich ustawieniach kontrolera naprawdę można poczuć niepowtarzalną immersję.
Nie tylko MotoGP
Na początku spodziewałem się, że cała historia będzie kręciła się wyłącznie wokół głównej kategorii. Nie wiem, skąd miałem taki pomysł, w końcu, chociażby w serii F1 od EA, dostajemy kierowców niższych serii.

Na szczęście tak nie jest. MotoGP 26 pozwala ścigać się również w Moto2 i Moto3, a dodatkowo otrzymujemy motocykle produkcyjne oraz zawartość związaną z Race Off. Ten drugi element jest szczególnie interesujący dla osób, które chcą czasami odpocząć od klasycznych wyścigów na torze. Minibike, Flat Track, czy Motard, to właśnie alternatywne formy zabawy.
Jest, więc co robić, nie jest to może gra, pękająca w szwach od trybów, niemniej na pewno nie ma tutaj nudy.

Szkoda tylko, że w pewnym momencie poczułem, że bardzo brakuje mi jednej rzeczy.
Gdzie są legendy?
Jestem w stanie zrozumieć, że MotoGP 26 skupia się na aktualnym sezonie. W końcu właśnie po to kupujemy grę na oficjalnej licencji – żeby ścigać się zawodnikami, których oglądamy w prawdziwych wyścigach. Nie mogę jednak zrozumieć, dlaczego nie możemy pościgać się legendami tego sportu.

Valentino Rossi, Casey Stoner, Jorge Lorenzo, Dani Pedrosa czy inni wielcy zawodnicy są częścią historii MotoGP. Możliwość zestawienia ich ze współczesnymi gwiazdami byłaby świetnym dodatkiem.
Jako osoba, która dopiero poznaje tę serię, szczególnie mocno odczułem ten brak. Dla nowego gracza legendy mogłyby być świetnym sposobem na poznanie historii sportu. Być może to kwestia związana z licencjami, jednak w innych grach sportowych, czy nawet konkretnie wyścigowych, nie jest to żaden problem.
Kariera – tutaj spędzicie najwięcej czasu
Tryb kariery jest jednym z najważniejszych elementów MotoGP 26. Możemy rozwijać naszego zawodnika, podejmować ważne decyzje, negocjować kontrakty i wpływać na swoją przyszłość.
Twórcy dodali również wydarzenia Race Off oraz nowe elementy związane z rozwojem zawodnika. To wszystko sprawia, że ten tryb jest zdecydowanie bardziej rozbudowany niż wcześniej.

Jednocześnie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że można było zrobić jeszcze więcej. To właśnie kariera powinna być miejscem, w którym gracz naprawdę czuje, że rozwija swoją postać i buduje historię. Tymczasem część zmian sprawia wrażenie raczej kosmetycznych niż przełomowych.
Padok pełen… pustki
Padok, teoretycznie powinno być to miejsce tętniące życiem. Mechanicy, zawodnicy, dziennikarze, członkowie ekip, kibice – przecież podczas weekendu wyścigowego dzieje się tam mnóstwo rzeczy.
W MotoGP 26 mam jednak momentami wrażenie, że wszyscy poszli na obiad.

Kręci się tam zdecydowanie za mało ludzi. Wygląda to nienaturalnie i odbiera trochę atmosfery całemu wydarzeniu. Niby jesteśmy na wielkim weekendzie MotoGP, a chwilami ma się wrażenie, jakbym wszedł na tor 10 godzin przed rozpoczęciem imprezy. To jeden z tych drobiazgów, które na początku można zignorować, ale po kilku godzinach zaczynają coraz bardziej rzucać się w oczy.
Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie za to możliwość wyboru języka komentarza. Do dyspozycji mamy: angielski brytyjski, angielski amerykański, włoski, francuski, hiszpański i niemiecki.
Sam najczęściej wybierałem angielski, ale możliwość przełączenia się na inne języki jest dużym plusem. Od zawsze lubię sprawdzać, na ile dopracowane są inne wersje językowe. Szkoda tylko, że zabrakło języka polskiego, choć przy tak niszowym w naszym kraju sporcie nie jest to dla mnie wielkim zaskoczeniem.
Czy początkujący ma tutaj czego szukać?
Zdecydowanie tak i jest to chyba największy komplement, jaki mogę wystawić MotoGP 26.
Jako nowicjusz nie zostałem wrzucony od razu na głęboką wodę. Gra oferuje szereg ustawień i asyst, dzięki którym można stopniowo przyzwyczajać się do jazdy. Możemy więc rozpocząć przygodę od przystępnego poziomu, a później wyłączać kolejne ułatwienia. Dokładnie tak, jak powinno to wyglądać.

W końcu nie każdy, kto kupuje MotoGP 26, ogrywa każdą odsłonę serii. Część graczy, tak jak ja, po prostu chce sprawdzić, czy wyścigi na dwóch kołach są dla nich. Jeżeli jesteście w podobnej sytuacji, mogę was uspokoić – są.
Czy Milestone wygrało ten wyścig?
MotoGP 26 nie jest rewolucją. Z jednej strony mamy nową fizykę jazdy, ale jednocześnie brak tutaj większych zmian. Tylko czy dla mnie jest to problem? Niekoniecznie.
To było moje pierwsze podejście do MotoGP od dawna i właśnie dlatego patrzę na tę grę trochę inaczej niż wieloletni fani serii. Nie mam porównania z każdą poprzednią odsłoną. Nie zastanawiam się, czy fizyka była lepsza dwa lata temu. Nie tęsknię za konkretnym trybem, który został usunięty, patrzę na to, co dostałem teraz.
A dostałem bardzo przyjemną, ale też wymagającą i naprawdę emocjonującą grę wyścigową. Największe problemy? Brak legend sportu, atmosfera w padoku i fakt, że dla wieloletnich fanów przeskok względem poprzedniej części może być po prostu zbyt mały.
Mimo wszystko po zakończeniu recenzowania MotoGP 26 miałem ochotę wrócić na tor. To chyba najlepsza rekomendacja, w końcu syndrom jeszcze jednego wyścigu jest bardzo ważny.
Jeżeli jesteście fanami MotoGP, najnowsza odsłona Milestone raczej was nie zawiedzie. Jeżeli natomiast – tak jak ja – dawno nie graliście w tę serię, również dajcie jej szansę. Tylko przygotujcie się na to, że pierwsze okrążenia mogą boleć, czasami nawet bardzo.
