Wszystko ma swój kres. Wakacje, okres świetności Jedi czy multimedialny projekt Wielkiej Republiki. Tak, nie przesłyszeliście się, po kilku latach od startu tej ery zaczynają docierać tytuły wieńczące historię opowiadaną w książkach, komiksach, mangach czy słuchowiskach. Jednym z nich jest właśnie Starch Jedi.

Umiejętny duet powraca!
Za scenariusz ponownie odpowiada Cavan Scott, jeden z ojców projektu. Oprócz komiksów z Wielkiej Republiki ma on także na koncie kilka książek należących do tego cyklu. Razem z nim nad albumem pracowała także Marika Cresta. Jej rysunki przypadły mi do gustu już wcześniej, przy lekturze Ściganych oraz Cieni Gwiezdnego Blasku. W jej dorobku znajduje się także kilka innych tytułów związanych z Gwiezdnymi Wojnami. Za kolory odpowiada natomiast Jim Campbell. Okładki wyszły spod palców utalentowanego malarza – Phila Noto. Za przełożenie treści albumu na nasz język odpowiada Katarzyna Nowakowska, a sam komiks ukazał się na półkach księgarń nakładem wydawnictwa Egmont.
Zbliżamy się do końca
Najpewniej domyśliliście się już tego po moich wcześniejszych słowach, ale w Strachu Jedi jesteśmy świadkami końca. Końca konfliktu między Nihilami a Republiką, który odbił się na życiu wszystkich mieszkańców galaktyki. Keeve Trennis stoi na czele floty obronnej i raz za razem ściera się z siłami Nihilów, najczęściej wymykając się do hangaru i wskakując do myśliwca zamiast pozostania na mostku. Natomiast na Naboo Lourna Dee oraz jej łamacze Nawałnic starają się zepchnąć najeźdźców do defensywy. Natomiast na Eriadu garstka wymęczonych Jedi staje naprzeciw ostatecznemu wyzwaniu.
Na czoło tego rozdziału Wielkiej Republiki wysuwa się jedna z bohaterek – Keeve Trennis. Cavan Scott od początku cyklu odważnie stawiał ją w centrum wydarzeń. Tym razem jednak historia dochodzi do kulminacyjnego momentu. Obrończyni pokoju zaczyna wątpić nie tylko we własne decyzje, ale również w Zakon, który ją wychował. Mimo to nadal wiernie wypełnia narzucone jej zadania, choć wie, że kiedyś nadejdzie czas na podjęcie decyzji.

Niewiele gorzej wypada również Lourna Dee. Kiedyś była potencjalną antagonistką, jednak z czasem przeszła sporą przemianę i zaczęła walczyć dla Republiki. Mimo to nierzadko jej przeszłość okazuje się atutem, choćby w momencie, gdy podejmuje konieczną decyzję, do której nie był skłonny żaden Jedi. Co więcej, w końcu więcej sensu nabrał też zeszyt opowiadający o losach Kelnacci oraz jego padawana, który wrzucony do jednego z poprzednich albumów, sprawiał wrażenie oderwanego od reszty, jednak podczas lektury Strachu Jedi wszystko zaczęło do siebie pasować.
Jednym z najciekawszych elementów komiksu jest sposób, w jaki Cavan Scott wykorzystuje Bezimiennych, aby pokazać tytułowy strach Jedi. To przeciwnik zupełnie inny od tych, z którymi Zakon mierzył się wcześniej – nie tylko trudny do pokonania, ale przede wszystkim budzący w Jedi autentyczne przerażenie. Bezimienni potrafią wykorzystać ich lęki przeciwko nim, przez co nawet doświadczeni użytkownicy Mocy tracą poczucie kontroli. Dzięki temu zagrożenie ze strony Nihilów nie sprowadza się wyłącznie do kolejnej wojny. Scott pokazuje, że Jedi, którzy przez lata uczyli innych panowania nad strachem, sami muszą w końcu zmierzyć się z własnymi słabościami. To dobrze współgra z głównym tematem historii i sprawia, że Bezimienni są czymś więcej niż tylko kolejnymi potworami do pokonania.
Wybuchy, że aż miło oglądać!
Strona wizualna Strachu Jedi stoi na bardzo dobrym poziomie. Marika Cresta tworzy dynamiczne, czytelne plansze, które szczególnie dobrze wypadają podczas wielkich bitew i scen z udziałem Nihilów oraz Bezimiennych. Jej styl zachowuje charakterystyczny dla komiksów Wielkiej Republiki wygląd, dzięki czemu album dobrze wpisuje się w dotychczasową oprawę tej ery. Dużą rolę odgrywa również kolorystyka Jima Campbella – odpowiednio podkreśla zarówno widowiskowość kosmicznych starć, jak i mroczniejszy klimat momentów, w których Jedi mierzą się ze swoimi lękami. Całość jest efektowna, dynamiczna i przede wszystkim bardzo przejrzysta nawet w najbardziej chaotycznych scenach akcji.

Czas nadrobić zaległości
Strach Jedi to pozycja przede wszystkim dla osób, które śledzą Wielką Republikę i chcą zobaczyć kolejny etap konfliktu z Nihilami. Cavan Scott dostarcza historię pełną akcji, ale nie zapomina o emocjach bohaterów, a Marika Cresta nadaje jej odpowiednio widowiskową oprawę. Największym problemem pozostaje mocne uzależnienie od wcześniejszych wydarzeń – bez ich znajomości część emocjonalnego ciężaru może zwyczajnie umknąć.
Jeśli jednak jesteście już zaangażowani w tę erę, Strach Jedi powinien dostarczyć dokładnie tego, czego oczekujecie od finałowej konfrontacji: emocji, widowiska i kolejnego spojrzenia na to, czego naprawdę boją się Jedi.

