Jacob Case w najnowszej odsłonie Naznaczonego oferuje kolejną podróż do świata, w którym granica między rzeczywistością a tym, co czai się po drugiej stronie, od dawna nie jest tak wyraźna, jak mogłoby się wydawać. Seria, która przez lata uczyniła z The Further jeden z najbardziej rozpoznawalnych elementów współczesnego horroru, powraca z kolejną próbą zmierzenia się z tym, co niewidzialne, niepokojące i trudne do racjonalnego wyjaśnienia. Tym razem jednak już sam tytuł sugeruje pewne odwrócenie perspektywy. Nie chodzi wyłącznie o wejście w mroczny wymiar, lecz o możliwość wydostania się z niego czegoś, czego zdecydowanie nie chcielibyśmy zobaczyć po naszej stronie. To właśnie ta zmiana kierunku stanowi interesujący punkt wyjścia dla szóstej odsłony popularnego cyklu i sprawia, że trudno podejść do niej wyłącznie jak do kolejnego rozdziału dobrze znanej historii. Uniwersum od początku budowało swój charakter wokół atmosfery tajemnicy, duchowego zagrożenia oraz przekonania, że za pozornie zwyczajnym światem może kryć się coś znacznie bardziej przerażającego. Po tylu latach i kolejnych spotkaniach z The Further pytanie nie brzmi już więc tylko: co znajduje się po drugiej stronie? Znacznie ciekawsze staje się to, co się stanie, kiedy to, co po drugiej stronie, znajdzie sposób, by dotrzeć do nas.
Z przepustką do naszego świata
„Naznaczony: Wyjście z mrocznego wymiaru” przedstawia historię Gemmy, młodej matki samotnie wychowującej córkę w domu, w którym sama dorastała. Powrót do miejsca związanego z jej dzieciństwem szybko nabiera niepokojącego charakteru, gdy kobieta odkrywa, że posiada niezwykłą zdolność pozwalającą jej przenikać do The Further – tajemniczego wymiaru zamieszkanego przez zagubione dusze i nadprzyrodzone istoty. Z czasem Gemma zaczyna rozumieć, że jej więź z tym miejscem jest znacznie bardziej niezwykła, niż mogłaby przypuszczać. Nie tylko potrafi przekraczać granicę między obydwoma światami, ale również sprowadzać z tamtej rzeczywistości to, co się w niej znajduje. Odkrycie tej zdolności całkowicie zmienia sytuację, ponieważ zwraca uwagę istot, które zaczynają interesować się jej niezwykłym darem. To, co początkowo wydaje się osobistym koszmarem bohaterki, stopniowo zaczyna stanowić zagrożenie również dla jej najbliższych. Wraz z nasilaniem się nadprzyrodzonych wydarzeń granica pomiędzy światem żywych a drugą stroną zaczyna się zacierać. Gemma musi zmierzyć się zarówno z tym, czego doświadcza w swoim domu, jak i z rzeczywistością kryjącą się po drugim wymiarze. Jej zdolność, która mogłaby wydawać się niezwykłym atutem, staje się jednocześnie źródłem coraz większego zagrożenia, szczególnie gdy demoniczne istoty odkrywają, że mogą wykorzystać ją jako drogę do świata żywych. W ten sposób spokojne dotąd otoczenie zaczyna zamieniać się w miejsce, w którym zasady znane z wcześniejszych historii Naznaczonego przestają być tak oczywiste. 
Drzwi zostały otwarte
Największą zaletą produkcji jest to, że twórcy przynajmniej próbują lekko przestawić zwrotnicę całej serii. Po kilku odsłonach, które coraz mocniej korzystały z wypracowanych wcześniej schematów, trudno było oczekiwać całkowitej rewolucji, ale pomysł związany z Gemmą i jej nietypową więzią z The Further daje filmowi pewien powiew świeżości. Nowa bohaterka nie jest wyłącznie kolejną osobą, która przypadkowo zostaje zaatakowana przez duchy. Jej zdolności sprawiają, że relacja pomiędzy światem żywych i mrocznym wymiarem zaczyna funkcjonować nieco inaczej niż wcześniej. To interesująca zmiana, nawet jeśli scenariusz nie zawsze potrafi wycisnąć z niej wszystko, co najlepsze. Na pochwałę zasługują również niektóre sceny rozgrywające się w mrocznym wymiarze. Właśnie tam tytuł momentami przypomina, dlaczego ta seria wciąż potrafi przyciągnąć fanów horroru. Twórcy pozwalają sobie na bardziej surrealistyczne obrazy, niepokojącą scenografię i kilka pomysłowych sekwencji, które wyróżniają się na tle bardziej rutynowych fragmentów. Szczególnie dobrze wypadają sceny, w których groza nie opiera się wyłącznie na wyskakującym zza kadru demonie, ale wynika z samego wyglądu przestrzeni i poczucia, że bohaterka znalazła się w miejscu rządzącym się zupełnie innymi zasadami. Niektórzy krytycy wskazują wręcz na pojedyncze set pieces jako jedne z ciekawszych w całej serii. Film potrafi również zbudować napięcie poprzez dźwięk i atmosferę. Nie wszystkie próby straszenia są równie skuteczne, ale kiedy reżyser Jacob Chase pozwala scenie odpowiednio wybrzmieć, Wyjście z mrocznego wymiaru potrafi przypomnieć sobie, że horror nie musi nieustannie atakować widza. W kilku momentach oczekiwanie na to, co wydarzy się za chwilę, okazuje się ciekawsze niż samo rozwiązanie sceny. Jednocześnie produkcja nie rezygnuje całkowicie z charakterystycznych dla uniwersum jumpscare’ów, dzięki czemu fani klasycznego podejścia do serii również znajdą tutaj coś dla siebie. 
Problem zaczyna się wtedy, gdy dzieło Chase’a musi udowodnić, że stojące za nim pomysły rzeczywiście wystarczą na pełnometrażowy horror. Produkcja ma ciekawszy punkt wyjścia, niż ostatecznie potrafi z niego skorzystać. Koncepcja Gemmy, która może przekraczać granicę między światami, otwiera naprawdę sporo możliwości, ale scenariusz dość szybko wraca na znajome tory. Zamiast konsekwentnie rozwijać najbardziej interesujące elementy nowej mitologii, produkcja momentami zasypuje widza dodatkowymi informacjami i kolejnymi fragmentami historii, które nie zawsze wzmacniają główną opowieść. Największym problemem pozostaje jednak schematyczność. Przy szóstej części serii trudno całkowicie uniknąć powtarzalności, ale tutaj szczególnie mocno widać, że twórcy korzystają z rozwiązań, które widzieliśmy już wielokrotnie. Część jumpscare’ów jest możliwa do przewidzenia, a niektóre sceny wydają się konstruowane według bardzo znajomego horrorowego szablonu: cisza, narastające napięcie, podejrzany kadr, chwila oczekiwania i wreszcie głośny efekt. Taki sposób straszenia nadal może działać, ale po tylu odsłonach potrzebowałby większej pomysłowości, aby rzeczywiście zaskoczyć. Podobne zarzuty pojawiają się w wielu recenzjach filmu. Słabiej wypada również scenariusz, który chwilami sprawia wrażenie, jakby próbował nadać historii większą głębię, niż rzeczywiście jest w stanie zaoferować. Motyw rodzinnej traumy i powtarzania doświadczeń z przeszłości jest interesujący, ale zostaje potraktowany dość powierzchownie. Tytuł sygnalizuje poważniejsze tematy, po czym często wraca do mechaniki typowego horroru. Przez to emocjonalne elementy nie zawsze mają odpowiednią siłę, a niektóre rozwiązania można przewidzieć na długo przed ich ujawnieniem. Ostatecznie Naznaczony: Wyjście z mrocznego wymiaru jest więc filmem, który ma wystarczająco dużo dobrych elementów, żeby nie można było nazwać go kompletną porażką, ale jednocześnie zbyt wiele niewykorzystanego potencjału, żeby mówić o pełnoprawnym powrocie serii do najwyższej formy. Są tutaj pomysły pozwalające rozwinąć uniwersum, są przyzwoite występy aktorskie, kilka efektownych sekwencji i momenty, w których atmosfera rzeczywiście działa. Z drugiej strony wszystko to zostaje otoczone przez przewidywalny scenariusz, nierówne tempo i dobrze znane rozwiązania. 
Nowy rozdział starego koszmaru
Nowy Naznaczony jest idealnym przykładem tezy, że w przypadku długoletnich horrorowych serii największym wyzwaniem nie zawsze jest wymyślenie kolejnego potwora, lecz znalezienie powodu, dla którego widz miałby jeszcze raz przekroczyć próg dobrze znanego świata. Szósta odsłona cyklu przychodzi do kin w momencie, gdy uniwersum ma już za sobą zarówno naprawdę mocne momenty, jak i wyraźne oznaki zmęczenia materiału. Najbardziej interesujące w najnowszej części jest to, że nie próbuje udawać, iż odkrywa horror na nowo. Zamiast tego korzysta z rozpoznawalnego języka serii i momentami bawi się nim w całkiem przyjemny sposób. Twórcy wiedzą, po co widzowie przychodzą na kolejną odsłonę tego cyklu: ma być mrocznie, dziwnie, głośno i momentami absurdalnie. Właśnie ta charakterystyczna mieszanka sprawia, że Naznaczony nadal posiada własną tożsamość, nawet jeśli z biegiem lat coraz trudniej mówić o świeżości. Niektóre opinie zwracają uwagę, że film potrafi zaoferować kilka efektownych sekwencji i dobrze wykorzystuje przestrzeń The Further, podczas gdy inne wskazują na coraz większe uzależnienie serii od sprawdzonych schematów.

Jednocześnie trudno nie zauważyć, że Wyjście z mrocznego wymiaru znajduje się w specyficznym miejscu. Tytuł nie jest na tyle odważny, by całkowicie zerwać z tradycją, ale też nie zawsze potrafi wykorzystać tę tradycję w sposób, który dawałby poczucie obcowania z czymś naprawdę wyjątkowym. Część widzów otrzyma dokładnie to, czego oczekuje od kontynuacji, podczas gdy inni mogą mieć wrażenie, że seria coraz bardziej krąży wokół własnych pomysłów. To zresztą dobrze współgra z opiniami innych krytyków, które są mocno podzielone od głosów uznających film za przyjemny powrót do korzeni po recenzje zarzucające mu brak świeżości i nadmierne przywiązanie do franczyzowej formuły. Ostatecznie najnowszy Naznaczony najlepiej traktować jako kolejną wizytę w dobrze znanym domu, a nie próbę jego całkowitego przebudowania. Jeśli ktoś przez lata polubił charakterystyczną atmosferę serii, specyficzną estetykę mrocznego wymiaru i jej nieco kiczowatą, ale rozpoznawalną galerię zjaw, prawdopodobnie znajdzie tutaj wystarczająco dużo powodów, by dobrze się bawić. Jeśli natomiast oczekiwania wobec szóstej części były związane z prawdziwym odświeżeniem formuły, film może pozostawić pewien niedosyt. I chyba właśnie w tym tkwi jego największy problem, gdyż nadal ma swoją energię, ale coraz częściej wygląda jak seria, która doskonale wie, czym jest – tylko nie do końca wie, dokąd powinna jeszcze pójść. Nie każdy koszmar potrzebuje nowych drzwi, czasem wystarczy, że stare wciąż potrafią się otworzyć.
