REKLAMA

Cat Life Simulator Demo – recenzja gry. Kot, chaos i odrobina Goat Simulator. Jest potencjał, ale przyda się jeszcze kilka poprawek

Sonia Moćko

Opublikowano: 10 sierpnia 2026

Spis treści

Czy zastanawialiście się kiedyś, co robi domowy kot, gdy jego opiekunowie wychodzą do pracy? Cat Life Simulator próbuje odpowiedzieć na to pytanie, pozwalając nam wcielić się w czworonożnego rozrabiakę. Demo, które można było sprawdzić podczas Steam Next Fest, pokazuje fundamenty całkiem sympatycznego symulatora kota. Nie wszystko działa jeszcze idealnie, ale już teraz widać, że twórcy dobrze rozumieją kocią naturę. A przynajmniej tę jej część, która polega na zrzucaniu wszystkiego z półek. Zapraszam do lektury!

 Pierwsze wrażenie – długie ładowanie i wybór futrzastego bohatera

Pierwsze minuty nie należą do najbardziej dynamicznych. Już na starcie trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo ekran ładowania potrafi zatrzymać nas na kilkadziesiąt sekund. Po nim oglądamy nieruchomą planszę przedstawiającą Carla i Lunę – parę, która postanowiła przygarnąć nowego kota.

Demo pozwala wcielić się w jednego z trzech pupili. Każdy różni się wyglądem oraz dwoma parametrami: Aggressive i Lazy – przedstawionymi procentowo. Twórcy tłumaczą, że wybór kota wpłynie na nasze przyszłe przygody, choć w wersji demonstracyjnej trudno jeszcze odczuć większe różnice. Do wzięcia jest klasyczny europejski dachowiec, szary kot przypominający rasę rosyjską oraz typowy rudy rozrabiaka. Po zaklepaniu czworonożnego bohatera oglądamy… praktycznie tę samą planszę, tym razem z informacją, że nasz pupil zadomowił się już u nowych właścicieli. Pozostaje tylko pytanie: co będzie robił, gdy jego opiekunowie wyjdą z domu? Po kolejnym, równie długim ekranie ładowania wreszcie odzyskujemy kontrolę nad kotem.

REKLAMA

Koci park rozrywki we własnym domu

Sterowanie poznajemy podczas krótkiego samouczka. Poruszamy się klawiszami WSAD, rozglądamy myszką, a całość obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby. Już pierwsze chwile pokazują, że dom został zaprojektowany z myślą o kociej eksploracji. Wnętrza są przytulne, pełne drewna, kwiatów i mebli, po których aż chce się skakać.

I właśnie tutaj Cat Life Simulator pokazuje swoje największe zalety. Twórcy doskonale wiedzą, że kot nie chodzi tam, gdzie powinien. Kot chodzi tam, gdzie absolutnie nie powinien. Możemy więc przeskakiwać po kanapach, wspinać się na kredensy, półki czy komody, próbując pokonać cały dom bez dotykania podłogi. Każdy właściciel kota doskonale wie, że to jedna z ulubionych dyscyplin tych futrzaków.

Na drodze czekają oczywiście wszelkiego rodzaju bibeloty. Wystarczy chwila nieuwagi i z hukiem strąciłam gliniany wazon. Pomimo tutorialu mój koteł poruszał się niczym słoń w składzie porcelany, zrzucając przedmiot za przedmiotem. I wiecie co? Bawiło mnie to znacznie bardziej, niż powinno. Do dyspozycji mamy także charakterystyczny ruch łapką, dzięki któremu możemy celowo zrzucać mniejsze przedmioty z półek. To detal, ale świetnie oddaje codzienność życia z kotem.

Kamera potrafi zakręcić w głowie

Niestety, nie wszystko działa równie dobrze. Największym problemem okazała się dla mnie kamera. Jest bardzo czuła i momentami obraca się tak intensywnie, że czułam się jak na karuzeli. Zdarza się również, że podczas skoków widzimy przekrój modeli mebli, co skutecznie wybija z immersji.

Samo poruszanie chwilami wydaje się odrobinę toporne, a grafika miejscami traci ostrość. Po pogrzebaniu w ustawieniach sytuacja trochę się poprawiła, ale nadal widać, że gra potrzebuje jeszcze technicznego szlifu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to dopiero demo, które można było ograć podczas Steam Next Fest. Twórcy nadal pracują nad projektem i liczę na to, że właśnie kamera znajdzie się wysoko na liście rzeczy do poprawy. Bo momentami naprawdę miałam wrażenie, że siedzę na karuzeli, a nie steruję kotem.

Gdy kot wychodzi z domu…

Po domowych harcach przychodzi czas na opuszczenie bezpiecznych czterech ścian. Opiekunowie wykazują się zaskakującą beztroską, zostawiając szeroko uchylone drzwi wejściowe. No cóż… skoro już dali kotu okazję, to grzechem byłoby z niej nie skorzystać. Świat na zewnątrz wydaje się znacznie bardziej rozbudowany niż wnętrze domu. Już na pierwszy rzut oka uwagę zwraca spora liczba radiowozów, co od razu przywołało mi skojarzenia z Squirrel with a Gun. Jeszcze większą frajdę sprawiło jednak dokuczanie ludziom. Przechodnie spacerują z nosem w telefonach, a nasz futrzasty koleś może ich znokautować i ukraść smartfona. Wystarczy szybko podbiec i nacisnąć klawisz E.

Przyznaję bez bicia – bardzo mnie to rozbawiło. Nie każdy bohater i piewca slow life nosi pelerynę. Pastwienie się nad wirtualnymi ludźmi jako kot okazało się zaskakująco satysfakcjonujące. Szkoda tylko, że realizm szybko bierze wolne, bo okradzeni przechodnie dosłownie sekundę później zachowują się tak, jakby nigdy żadnego telefonu nie mieli. W tym momencie bardzo mocno przypomniały mi się Goat Simulator oraz Untitled Goose Game, bo podobnie jak tam największą frajdę daje po prostu sianie kontrolowanego chaosu.

Misje zachęcają do eksploracji

Demo oferuje również pięć misji, które pokazują, że pełna wersja gry nie będzie ograniczała się jedynie do swobodnego biegania po mapie.

W Treasure Hunter szukamy porozrzucanych po świecie zabawek i kolekcjonerskich figurek, które następnie zanosimy do domu. To klasyczna zachęta do eksplorowania każdego zakątka mapy.

Wings of Freedom opowiada historię ptasiego przyjaciela marzącego o wolności. Naszym zadaniem jest pomóc mu wydostać się z klatki i spełnić jego marzenie o lataniu.

Najciekawiej zapowiada się Missing Collar, w którym zaprzyjaźniony kot gubi swoją ulubioną obrożę. Problem w tym, że trafia ona do budy pilnowanej przez psa. Czeka nas więc odrobina skradania i sprytu.

W Faster Than Lightning stajemy do wyścigu z innym kotem, próbując jak najszybciej pokonać wyznaczoną trasę.

Z kolei Uninvited Guests polega na upolowaniu dziesięciu ptaków, które nie dają spać zmęczonemu kotu.

Za wykonywanie misji oraz różnych aktywności otrzymujemy punkty, które później możemy wymienić na nowe czapki dla naszego mruczka. To prosty system nagród, ale skutecznie motywuje do dalszej zabawy.

Kocie animacje kradną show

Jednym z największych atutów dema są animacje. Możemy drapać drzewa, zostawiając na nich swój zapach, a także obserwować charakterystyczne ugniatanie łapkami. Nie mogłam przestać rozpływać się nad tą animacją – wygląda niezwykle naturalnie i po prostu rozczula. Do dyspozycji mamy również koło animacji. Nasz kot może miauczeć, przeciągać się czy ziewać. Niestety na obecnym etapie jego obsługa jest dość kapryśna i nie zawsze reaguje tak, jak powinna. Nie zabrakło również polowania na gołębie. Kot przechodzi wtedy w specjalny tryb, jednak mimo wskazówek z tutoriala nie udało mi się skutecznie złapać ptaka. Być może dlatego, że żaden akurat nie znajdował się w odpowiednim zasięgu. Na koniec pozostaje jeszcze wspinanie się po radiowozach i czołganie wzdłuż nich niczym rasowy koci gangster. Takich drobnych, absurdalnych momentów jest tutaj całkiem sporo i właśnie one sprawiają, że demo zapada w pamięć. 

Werdykt

Cat Life Simulator ma naprawdę solidne podstawy. Największą zaletą gry jest to, że twórcy świetnie uchwycili codzienne zachowania kotów. Skakanie po meblach, zrzucanie bibelotów, wspinanie się na półki, urocze animacje czy możliwość robienia drobnych psot sprawiają, że naprawdę można poczuć się jak domowy futrzak. Jednocześnie demo wyraźnie pokazuje, że przed premierą jest jeszcze trochę pracy. Długie czasy ładowania, problemy z kamerą, chwilami toporne sterowanie, okazjonalne błędy graficzne i niedopracowane elementy interfejsu potrafią skutecznie wybić z zabawy.

Mimo wszystko bawiłam się dobrze i z ciekawością sprawdzę pełną wersję. Jeśli deweloperzy dopracują kwestie techniczne, Cat Life Simulator ma szansę stać się naprawdę uroczym, odprężającym symulatorem z dużą dawką humoru. A skoro już teraz mogłam bezkarnie zrzucać wazony, kraść telefony przechodniom i siać chaos niczym futrzasta wersja bohatera Goat Simulator, to zdecydowanie widzę w tej grze potencjał.

 

ZALETY +

WADY -

Sonia Moćko

Dziennikarka z wykształcenia, kinomanka z zamiłowania odkąd mając kilka lat, trafiłam na niedzielny cykl "Kocham kino" na kanale drugim Telewizji Polskiej. Oceniłam na filmwebie ponad 4 tysiące filmów, 600 seriali i prawie 200 gier. Paragracz. Byłam normalna 3 koty temu. Ubóstwiam Baby Yodę i Sailor Moon. Ulubione platformy to Nintendo Switch i Xbox. Kolekcjonuje retro Barbie. Na Instagramie jako @matkapraskaodkotow.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Echoes of Aincrad – recenzja gry (Xbox Series X). Wreszcie własna legenda w świecie SAO. Szkoda, że nie zawsze chce się ją pisać

Echoes of Aincrad – recenzja gry (Xbox Series X). Wreszcie własna legenda w świecie SAO. Szkoda, że nie zawsze chce się ją pisać

Model Kit Shop Simulator: Prologue – recenzja gry. Za darmo to uczciwa cena!

Model Kit Shop Simulator: Prologue – recenzja gry. Za darmo to uczciwa cena!

Pan Przeznaczenia – Recenzja książki – Uważaj czego sobie życzysz śmiertelniku!

Pan Przeznaczenia – Recenzja książki – Uważaj czego sobie życzysz śmiertelniku!

Avengers. Zebrani. Tom 13 – recenzja komiksu – Jason Aaron mówi Avengersom „do widzenia”

Avengers. Zebrani. Tom 13 – recenzja komiksu – Jason Aaron mówi Avengersom „do widzenia”

Moon Knight. Tom 3 – recenzja komiksu – Marc Spector znowu ma problemy

Moon Knight. Tom 3 – recenzja komiksu – Marc Spector znowu ma problemy

Batman: Miasto szaleństwa – recenzja komiksu – Podróż do mrocznego odbicia Gotham

Batman: Miasto szaleństwa – recenzja komiksu – Podróż do mrocznego odbicia Gotham