REKLAMA

Dlaczego tak wielu graczy czeka na premierę The Blood of Dawnwalker? – Felieton Pod Pada

Jakub Trojanowski

Opublikowano: 31 lipca 2026

Spis treści

 

Przyznam się, że gdy po raz pierwszy usłyszałem o tej grze machnąłem ręką i poszedłem dalej, myśląc, że to po prostu kolejna gra o wampirach. Wraz z upływem czasu i odkrywaniem kolejnych informacji o tej produkcji moje zainteresowanie wręcz wybuchło i teraz niemal na każde ogłoszenie deweloperów reaguję z entuzjazmem. Nie będę ukrywał – The Blood of Dawnwalker jest jak dotąd najbardziej wyczekiwaną przez mnie grą w całej mojej popkulturowej karierze.

Po co psuć coś, co działa dobrze?

Swoje rozmyślania nad zadanym w tytule pytaniem pozwolę sobie zacząć od kolejnego. Tym razem to zapytanie, które usłyszałem na ubiegłorocznym PGA od jednego z pracowników pewnego polskiego dużego studia deweloperskiego. Nie będę ukrywał – miałem na myśli CD Projekt Red, z którego wywodzą się członkowie Rebel Wolves, czyli twórcy The Blood of Dawnwalker. Kluczowe nazwiska pracujące przy wspomnianym tytule to ludzie, który pełnili znacząco wpływali na rozw takich gier jak Wiedźmin 3: Dziki Gon czy Cyberpunk 2077.

Uwierzcie mi, lata spędzone przez nich z Białym Wilkiem przebijają się w wielu elementach, co wraz z wieloma innymi graczami zauważyłem już podczas pokazu na wspomnianej imprezie gamingowej. Dostrzegłem to między innymi w świecie gry, ale też w elementach interfejsu, a zwłaszcza w dialogach. Niedawno internet zalały pierwsze wrażenia ludzi, którzy mieli szczęście przez kilka godzin testować powyższą produkcję, w tym redaktora naczelnego naszego portalu – jego opinię możecie przeczytać pod poniższym linkiem. Ich lektura upewniła mnie, że duch Dzikiego Gonu jest obecny także na głębszych poziomach niż interfejs czy tekstury.

REKLAMA

The Blood of Dawnwalker – pierwsze wrażenia. Wiedźmin na sterydach?

Nie mówię jednak, że jest to kalka przygód Geralta z Rivii. Nazwałbym to raczej budowaniem nowej konstrukcji na tym samym, przetestowanym i bliskim twórcom szkielecie. Trochę jak dinozaury w Parku Jurajskim – z zewnątrz może i wyglądały podobnie do pierwowzorów i posiadały ich DNA, ale w rzeczywistości były to całkowicie nowe stworzenia. Myślę, że sami bardzo wiecie, jak mocno potrafi zadziałać moc sentymentu, więc nie powinno was dziwić, że gracze, którzy spędzili z Rzeźnikiem z Blaviken kilkaset lub nawet kilka tysięcy godzin bardzo chętnie sięgną po produkcję, która zawiera rozwiązania, których w niektórym przypadku nauczyli się na pamięć.

Najważniejszą przyprawą jest czas

Dla odmiany przejdę teraz do aspektu, który wyróżnia The Blood of Dawnwalker spośród wielu gier – zarówno tych wydanych, jak i tych zapowiedzianych. Jest nim niepowtarzalne podejście do czasu upływającego podczas przygód protagonisty. Nawet jeśli fabuła popycha nas do przodu, a dialogi straszą konsekwencjami naszego obijania się po otwartym świecie i np. uzupełniania talii do Gwinta o kolejne karty to najczęściej jest to tylko zabieg mający podziałać na naszą podświadomość. Bardzo rzadko ma on realne przełożenie na to, co stanie się z głównym bohaterem czy ludźmi, których ten miał uratować. Tym razem jednak nad graczami zawiśnie zdefiniowany, nieprzekraczalny termin – 30 dni i 30 nocy na wypełnienie celu. Co prawda twórcy zapowiedzieli, że sama rozgrywka nie zakończy się nagle po przekroczeniu tej granicy, jednak nikt nie obiecuje, że zakończenie fabuły, które wtedy otrzymamy, przypadnie nam do gustu. Z całym szacunkiem muszę tu przyznać, że tym odważnym posunięciem Rebel Wolves porywa się z motyką na słońce, chcąc naprawić wszechobecny absurd otwartych światów, jednak całym sercem kibicuję twórcom, bo to, co chcą zaproponować graczom, może wnieść dużo świeżego oddechu do nieco zastałej branży, pełnej bezpiecznych rozwiązań.

Ostrzymy swoje pazury i kły

Moim zdaniem kolejny powodem, który przyciąga zainteresowanie graczy, jest motyw przewodni wampirów, które nieustannie cieszą się popularnością w popkulturze. Pierwsi przedstawiciele krwiopijców zaczęli się pojawiać w dziełach kultury już w dobie romantyzmu, na początku XIX wieku. Na ich czele bezsprzecznie stoi Hrabia Drakula wykreowany przez Brama Stokera, który przez lata rozwoju kinematografii doczekał się wielu kreacji – trzykrotnie wcielał się w niego sam Christopher Lee, późniejszy odtwórca roli Hrabiego Dooku czy Sarumana Białego. Dla uczciwości wspomnę też o sadze Zmierzchu czy Pamiętnikach Wampirów, które jeszcze bardziej rozpromowały wampirze klimaty (choć w nieco odmiennym wykonaniu).

Dlaczego cieszą się one tak dużym zainteresowaniem mimo upływu lat? Tutaj podzieliłbym odpowiedź na kilka mniejszych kategorii. Na przód wysuwa się ich względna nieśmiertelność oraz wieczna młodość, czyli cechy, których podświadomie pożąda wielu ludzi. Nierzadko krwiopijcy jednak po wielu przeżytych latach zaczynają traktować to jako klątwę, z którą przyszło im żyć. Nie inaczej ma się rzecz z popijaniem krwi. Motyw, który narodził się z legend i podań o Vladzie Palowniku przez setki lat przeszedł ogromną ewolucję. 

W dzisiejszej popkulturze możemy odnaleźć wampiry, które obywają się bez tego czerwonego napoju (np. Regis), jednak przypłacają to walką z własną naturą. Sam akt popijania życiodajnego płynu związany jest też z przekraczaniem tabu i łamaniem norm społecznych (stawmy przed sobą obraz wampira pijącego krew z szyi młodej, dobrze wychowanej panny), czyli czymś, na co większość z nas nigdy się nie porwie. W takim przypadku powieści, filmy czy gry pozwalają na zaspokojenie swoich cichych pragnień. 

Jak w tym wszystkim odnajduje się zatem The Blood of Dawnwalker? Moim zdaniem zdecydowanie widać, w którą stronę chce zmierzać. Moim zdaniem bardzo dobrze zapowiada się podejście do tytułowego Dawnalkera jako hybrydy człowieka i wampira. Dualizm natury głównego bohatera według zapowiedzi nie ograniczy się tylko do mechaniki gry. Oczywiście najwięcej uwagi przyciągają osobne drzewa rozwoju dla obu tych składowych oraz odmienne drogi wypełniania zadań, które przed nami otwierają. Warto jednak pamiętać o czymś jeszcze. Bardzo możliwe, że dzięki postaci Coena zyskamy wyjątkowe spojrzenie na świat – jako postaci, która stąpa po cienkiej granicy między człowieczeństwem a wampirami. Same realia wybrane przez deweloperów ze studia Rebel Wolves również nie są przypadkowe. 

Odnajdziemy się w odosobnionej dolinie pośród górskich pasm Karpat, w której władzę przejmują wampiry przynoszące obietnicę ochrony przed panoszącą się po królestwie plagą. Dość oczywistym jest dla mnie wycieczka do miejsca i czasów zbliżonych do tych, które stanowiły inspirację dla tego najsłynniejszego krwiopijcy – Drakuli. Myślę, że taki swoisty powrót do korzeni i wspomniana wcześniej chęć stworzenia oryginalnego dzieła doprowadzi do tego, że jako gracze otrzymamy ciekawy tytuł. Mam cichą nadzieję, że zyska on na stałe miejsce jako wyznacznik jakości dla reszty branży, jak to miało miejsce w przypadku  Wiedźmina 3: Dzikiego Gonu, do którego Dawnwalker jest wielokrotnie porównywany.

Zdjęcie

Początek czegoś ciekawego

Nie sposób nie wspomnieć też o czymś, co twórcy wspomnieli podczas Summer Game Fest. The Blood of Dawnwalker nie będzie jedną grą, na której zakończy się historia Coena. W zwiastunie mogliśmy bowiem ujrzeć protagonistę żyjącego w czasach współczesnych, co dość szybko potwierdziło studio deweloperskie, oznajmiając, że Dawnwalker to tylko wstęp do nowego uniwersum, które żyje w ich głowach i na grafikach koncepcyjnych. Nieco później oznajmili też, że w ich kolejnych produkcjach będzie można importować zapis gry zawierający m.in. podjęte przez graczy decyzje. Biorąc pod uwagę, że Rebel Wolves powstało, by tworzyć gry cRPG, można cieszyć się jeszcze bardziej. 

Moją uwagę przyciąga także „narracyjny sandbox” wielokrotnie wspominany podczas pokazów czy rozmów o Dawnwalkerze. Wiąże się z tym kilka intrygujących zagadnień. Przede wszystkim odstąpiono od podziału zadań na główne i poboczne, stawiając na swobodę gracza i samodzielność w odkrywaniu tego, która misja poprowadzi nas bliżej celu, a która będzie związana z czymś, co niekoniecznie przybliży nas do ostatecznego zwycięstwa. Dodatkowo twórcy zapowiadają, że jako Coen będziemy mogli sprawić, że większość postaci niezależnych pójdzie do piachu – w tym potencjalni kupcy czy zleceniodawcy. W połączeniu z obietnicą, że rozgrywka nie zakończy się po wstępnie postawionym terminie 30 dni i 30 nocy, sugeruje to, że gracze otrzymają naprawdę ogromną swobodę rozgrywki.

Nie wiem jak wy, ale ja nie mogę się doczekać!

The Blood of Dawnwalker wzbudza ogromne emocje nie dlatego, że obiecuje kolejną historię o wampirach, ale dlatego, że sprawia wrażenie projektu tworzonego z odwagą i wyraźną wizją. Z jednej strony czerpie z doświadczenia ludzi odpowiedzialnych za Wiedźmina 3 i wykorzystuje rozwiązania, które gracze pokochali przez lata. Z drugiej nie boi się ryzykować – ograniczenie czasu do 30 dni i 30 nocy, narracyjny sandbox, konsekwencje naszych działań oraz bohater balansujący między człowieczeństwem a wampiryczną naturą to elementy, które mogą realnie wpłynąć na sposób projektowania gier RPG w przyszłości. Równie istotna jest świadomość, że Rebel Wolves nie tworzy jednorazowej produkcji, lecz fundament pod nowe uniwersum, w którym decyzje graczy mają wykraczać poza jedną odsłonę serii. Oczywiście wszystkie te obietnice wciąż pozostają jedynie zapowiedziami i dopiero premiera pokaże, czy twórcom uda się je spełnić. Mimo to trudno dziwić się, że wokół gry narasta tak duży entuzjazm. Jeśli nawet część zapowiadanych pomysłów zostanie zrealizowana na odpowiednio wysokim poziomie, The Blood of Dawnwalker ma szansę stać się nie tylko jednym z najważniejszych debiutów ostatnich lat, ale również tytułem, który ponownie przypomni branży, że odwaga w projektowaniu gier nadal potrafi rozpalać wyobraźnię milionów graczy.

Jakub Trojanowski

Student medycyny, prywatnie wielki fan papierowego wydania Gwinta. Od dziecka pochłaniam książki i filmy o różnorodnej tematyce. W wolnych chwilach, przy pracy lub nauce zawsze w tle wybrzmiewa klasyczną i filmową. Zarówno w grach, jak i w życiu lubię nieszablonowo podchodzić do problemów. Nie mam ścisłej czołówki ulubionych uniwersów, ale podium zajmują Władca Pierścieni, Wiedźmin i Mass Effect. Co nie znaczy, że z chęcią nie podyskutuję, chociażby o Asasynach goniących po dachach Szturmowców Imperium Galaktycznego.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Final Fantasy VII Rebirth (Xbox Series X) – recenzja gry. RPG, które pochłonie Cię bez reszty

Final Fantasy VII Rebirth (Xbox Series X) – recenzja gry. RPG, które pochłonie Cię bez reszty

Co obejrzeć na Crunchyroll? Top 5 anime na lato!

Co obejrzeć na Crunchyroll? Top 5 anime na lato!

The Blood of Dawnwalker – pierwsze wrażenia. Wiedźmin na sterydach?

The Blood of Dawnwalker – pierwsze wrażenia. Wiedźmin na sterydach?

Międzygalaktyczny odlot – relacja z Pyrkonu 2026

Międzygalaktyczny odlot – relacja z Pyrkonu 2026

Nagrywanie audiobooków wciąga – wywiad z Wojciechem Masiakiem

Nagrywanie audiobooków wciąga – wywiad z Wojciechem Masiakiem