REKLAMA

Diabeł ubiera się u Prady 2 – recenzja filmu. Project Runway. Moda się zmieniła, Miranda nie. Czy to wystarczy?

Sonia Moćko

Opublikowano: 13 maja 2026

Spis treści

Czy powrót do świata, który kiedyś definiował styl i ambicję, może jeszcze czymkolwiek zaskoczyć? A może za elegancją i perfekcją kryje się dziś coś zupełnie innego niż kiedyś? Ten sequel skłania do pytań, na które odpowiedzi wcale nie są oczywiste. Zapraszam do lektury.

 

Witajcie w epoce cyfrowej transformacji

Diabeł ubiera się u Prady 2 – recenzja filmu. | Zródło zdjęcia : Kadr z filmu

Powrót do świata wykreowanego w Diabeł ubiera się u Prady to przedsięwzięcie obarczone dużym ryzykiem artystycznym. Oryginał, będący adaptacją powieści The Devil Wears Prada Lauren Weisberger, zyskał status filmu kultowego nie tylko dzięki błyskotliwemu scenariuszowi, lecz także za sprawą wyrazistych kreacji aktorskich i celnej diagnozy mechanizmów rządzących światem mody. Kontynuacja, która powstała po latach, musi więc zmierzyć się zarówno z nostalgią widzów, jak i ze zmienionymi realiami społeczno-kulturowymi.

Twórcy zdecydowali się osadzić fabułę w epoce cyfrowej transformacji, w której tradycyjne media drukowane tracą na znaczeniu, ustępując miejsca platformom społecznościowym i kulturze influencerów. To przesunięcie kontekstu okazuje się jednym z ciekawszych elementów filmu, pozwalając na refleksję nad ewolucją pojęcia prestiżu i autorytetu. Redakcja magazynu Runway nie jest już niedostępną twierdzą, lecz instytucją zmuszoną do redefinicji swojej pozycji w świecie, gdzie hierarchie uległy rozmyciu. To było bardzo odświeżające: zobaczyć despotyczną szefową, która sama musi wieszać płaszcz z cierpieniem na ustach po licznych skargach do HR. Nikt nie ucieka już w popłochu przed redaktor naczelną.

REKLAMA

 

20 lat minęło jak jeden dzień

Andy Sachs (Anne Heathaway) dwadzieścia lat temu opuściła mury Runway, żeby zacząć samodzielną karierę dziennikarską. Przez ten czas zbudowała sobie ugruntowaną pozycję, zjeździła cały świat, by uwypuklić i opisać ważne tematy. Wisienką na torcie miała być nominacja do bardzo prestiżowej nagrody. Jak na ironię losu, na chwilę przed ogłoszeniem wygranej naszej bohaterki, cała jej redakcja wraz z nią zostaje zwolniona… sms-em. Gorące emocje zostają obnażone w mowie zwyciężczyni, która która zamiast mieć charakter dziękczynny, naświetla wszystkie bolączki i patologie nowych mediów.. Równolegle kryzys wizerunkowy przechodzi Miranda Priestly (Melanie Streep). Dawna wyrocznia mody zostaje grillowana w social mediach za podjęcie współpracy ze szwalnią wspierająca przemysł fast fashion. Wszystko na chwilę przed długo wyczekiwanym awansem. W tych trudnych okolicznościach dawna podwładna i szefowa z piekła rodem spotykają się ponownie i muszą współpracować, jeżeli chcą ocalić siebie i swoje wartości. Scenarzyści co chwilę rzucają naszym fashionistkom kłody pod nogi.

Diabeł ubiera się u Prady 2 – recenzja filmu. | Zródło zdjęcia : Kadr z filmu

Pierwszą rzeczą, która uderzyła mnie najmocniej, był wygląd głównych bohaterek. Dzięki ingerencji medycyny estetycznej, makijażowi i oświetleniu, widz ma wrażenie, że pomiędzy obiema częściami minęły dwa lata, a nie dwadzieścia. Zarówno główny duet, jak i Emily Blunt mają skórę twarzy gładką niczym niemowlak. Zdaję sobie sprawę, że film portretuje branżę modową, ale mam już dość tego, że wiele aktorek ostatnio wygląda tak samo i że po raz kolejny branża filmowa funduje nam nierealne wzorce i kanony piękna, napędzając przy tym kompleksy. Marketingowa machina konsumpcji zarabiająca na deficytach kobiet ma się dobrze.

 

Tęskniłam za Tobą Mirando

Diabeł ubiera się u Prady 2 – recenzja filmu. | Zródło zdjęcia : Kadr z filmu

Maryl Streep to prawdziwa gwiazda, której ikoniczna Miranda Priestly zapisała się złotymi głoskami w historii Hollywood. Jej przerysowana postać bawi i wzrusza, to zdecydowanie mój ulubiony zły bohater. Sceny, w których pyta asystentkę, czy to, co powie, jest poprawne politycznie, i reaguje alergicznie na równościowe hasła, są niepodrabialne. Kreacja Anne Heathaway mniej mi podpasowała, myślałam, że twórcy zafundują nam ciekawsze starcie charakterów, a mam wrażenie, że Andy weszła znów w te same buty, ale pozornie na swoich zasadach. Świetnie punktuje ją Miranda podczas rozmowy w aucie. Trochę to zmarnowany potencjał. Podobnie jak jej wątek romantyczny, który kompletnie się nie rozwija i nie ma żadnego uzasadnienia. Pomiędzy nią a panem deweloperem nie ma ani krzty chemii, więcej emocji dostarcza jej relacja z toksyczną przełożoną. O wiele lepiej poradzono sobie z kreacją Emily (Emily Blunt), która, chociaż też ma coś do udowodnienia, robi to w bardziej metodyczny i agresywny sposób. Urzekło mnie, jak wcielała się w modową policję, punktując wizualne przewinienia zakochanego w niej Benjiego (Justin Theraux). Miło było zobaczyć jeszcze moją drugą ulubioną postać z filmu, czyli Nigela (Stanley Tucci). Runway to on i Miranda. Razem mają wszystko. Ciekawie zagrał również BJ Novak, którego w końcu mogłam oddzielić od jego roli z The Office. Ryan Howard byłby dumny, jak mu się poszczęściło.

 

Nierówna narracja, świetne dialogi i utwór, który buja

Scenariusz nie zawsze dorównuje ambicjom tematycznym. Brakuje tu centralnego konfliktu o takiej sile dramaturgicznej, jak relacja mentor–uczeń, która stanowiła o sile oryginału. Zamiast tego widz otrzymuje wielowątkową opowieść, w której poszczególne linie fabularne nie zawsze znajdują satysfakcjonujące rozwinięcie. Narracja momentami sprawia wrażenie fragmentarycznej, jakby podporządkowanej bardziej chęci powrotu do znanych motywów niż konsekwentnemu budowaniu napięcia. Na pochwałę zasługują dialogi – wiele z nich jest naprawdę wybitnie zabawnych i sarkastycznych. Jeden z tych, które urzekły mnie najbardziej, brzmi: Halo, tu Sztokholm, masz nasz syndrom, prosimy o jego oddanie.

Diabeł ubiera się u Prady 2 – recenzja filmu. | Zródło zdjęcia : Kadr z filmu

Na wzmiankę zasługuje również promujący film utwór, czyli Runway w wykonaniu Lady Gagi oraz Doechii. Jest to świeży i taneczny numer, który przypomina mi złote lata 2000, kiedy po lekcjach chodziło się do koleżanek oglądać Fashion TV. Piosenka towarzyszy mi wciąż od wyjścia z pokazu.

 

Noszę dwa turkusowe paski, jeden na fashionistów, drugi na modowych ignorantów

Pod względem formalnym film pozostaje wierny estetyce pierwowzoru. Starannie skomponowane kadry, elegancka scenografia oraz dopracowane kostiumy tworzą wizualnie spójny świat, w którym moda pełni funkcję nie tylko dekoracyjną, lecz także symboliczną. Ubrania stają się narzędziem komunikacji – wyrażają status, aspiracje i przynależność do określonego porządku społecznego. W tym sensie kontynuacja zachowuje jedną z najważniejszych cech oryginału, traktując modę jako język narracji. Bardzo podobało mi się nawiązanie w scenie napisów początkowych do ikonicznego momentu z dwoma paskami. Kiedy Andy w pierwszej części na widok grupy osób dywagujących nad dwoma pozornie takimi samymi paskami wybucha śmiechem, Miranda wypowiada płomienny manifest o tym, jak strój bohaterki z tego momentu został wykreowany i wymyślony w gabinecie, w którym ona teraz stoi i wyśmiewa proces kształtowania estetyki całego społeczeństwa. Na początku drugiej części, podobne paski są prezentowane młodej dziewczynie przez ulicznego handlarza. To puszczenie oka do fanów jedynki i potwierdzenie tego, że trend z wybiegów zatoczył koło i dotarł do „maluczkich” niezorientowanych w haute couture. Kiedy Andy zdaje sobie sprawę, że Miranda miała rację, uśmiecha się pod nosem.

 

Twórcy czasem gubią rytm

Nieco mniej przekonująco wypada natomiast warstwa rytmiczna filmu. Tempo opowieści bywa nierówne, a niektóre sceny przeciągały się, nie wnosząc istotnych informacji fabularnych. Można odnieść wrażenie, że twórcy nie do końca zdecydowali, czy chcą stworzyć dynamiczny dramat środowiskowy, czy raczej refleksyjne studium przemian kulturowych, czy może komedię obyczajową z dawnych lat. W efekcie produkcja oscyluje między tymi dwoma podejściami, nie osiągając pełnej równowagi.

Ostatecznie sequel okazuje się dziełem nierównym, lecz niepozbawionym wartości. Nie dorównuje świeżością i energią swojemu poprzednikowi, ale stanowi interesujący komentarz do współczesnych przemian w świecie mody i mediów. To film bardziej zachowawczy niż przełomowy, jednak podejmujący ważne tematy i oferujący kilka trafnych obserwacji.

Ja bawiłam się dobrze, jak na kawie z dawno niewidzianymi znajomymi, których kiedyś uwielbiałam.

 

 

 

Zerknij na inne recenzje :

Tomodachi Life Living the Dream – recenzja gry Nintendo Switch. Najbardziej abstrakcyjna codzienna telenowela zamknięta w twoim handheldzie  

Trading Card Shop Simulator – recenzja gry Nintendo Switch. Stworki z kart, czy już wszystkie masz?

ZALETY +

WADY -

Sonia Moćko

Dziennikarka z wykształcenia, kinomanka z zamiłowania odkąd mając kilka lat, trafiłam na niedzielny cykl "Kocham kino" na kanale drugim Telewizji Polskiej. Oceniłam na filmwebie ponad 4 tysiące filmów, 600 seriali i prawie 200 gier. Paragracz. Byłam normalna 3 koty temu. Ubóstwiam Baby Yodę i Sailor Moon. Ulubione platformy to Nintendo Switch i Xbox. Kolekcjonuje retro Barbie. Na Instagramie jako @matkapraskaodkotow.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Ride 6 – recenzja gry XSX. Motocyklowa obsesja zamknięta w symulatorze.

Ride 6 – recenzja gry XSX. Motocyklowa obsesja zamknięta w symulatorze.

Zwiastun Burz – Recenzja Książki – Chaos i Przeznaczenie zawsze Cię dopadną

Zwiastun Burz – Recenzja Książki – Chaos i Przeznaczenie zawsze Cię dopadną

Taniec ze smokami – Recenzja Książki – Ten walczyk nie będzie prosty

Taniec ze smokami – Recenzja Książki – Ten walczyk nie będzie prosty

Batman/Superman World’s Finest. Powrót do świata Kingdom Come. Tom 4 – recenzja komiksu – Powrót do legendy

Batman/Superman World’s Finest. Powrót do świata Kingdom Come. Tom 4 – recenzja komiksu – Powrót do legendy

The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered – recenzja gry – Mój rok z Oblivionem, czyli najlepsze rzeczy powstają w bólach

The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered – recenzja gry – Mój rok z Oblivionem, czyli najlepsze rzeczy powstają w bólach

Władza absolutna. Pozbawieni mocy. Tom 1 – recenzja komiksu – Gdy bohaterowie tracą wszystko

Władza absolutna. Pozbawieni mocy. Tom 1 – recenzja komiksu – Gdy bohaterowie tracą wszystko