Po kolejnych eventach DC nie miałem wielkich oczekiwań. Władza absolutna wyglądała jak następna historia, która narobi szumu i szybko zniknie. Po lekturze pierwszego tomu mogę powiedzieć, że jest lepiej, niż zakładałem.
Amanda Waller przejmuje kontrolę
Punktem wyjścia jest klasyczna zagrywka, tylko podkręcona do maksimum. Amanda Waller robi to, co zawsze, czyli manipuluje, kontroluje i ustawia wszystkich pod siebie. Tym razem jednak skala jest dużo większa. Bohaterowie tracą moce, a świat zaczyna patrzeć na nich jak na zagrożenie. I to działa naprawdę dobrze, bo zamiast kolejnej historii o ratowaniu planety dostajemy coś bardziej przyziemnego. Chodzi o wpływ, o narrację i o to, kto kontroluje sytuację.

Bohaterowie bez przewagi
Motyw odebrania mocy to coś, co w komiksach już było, ale tutaj wypada całkiem świeżo. Kiedy herosi tracą swoje zdolności, nagle okazuje się, że nie są przygotowani na takie warunki. Nie chodzi tylko o brak siły czy technologii. Chodzi o zmianę podejścia. Bohaterowie muszą kombinować, działać inaczej i radzić sobie bez tego, co do tej pory było ich największym atutem. To jeden z ciekawszych elementów tego tomu. Dzięki temu historia nie opiera się wyłącznie na akcji, tylko daje trochę miejsca na pokazanie postaci w innej sytuacji.
Dużo się dzieje, ale da się to ogarnąć
To wciąż event, więc skala jest spora. Pojawia się dużo bohaterów i kilka wątków jednocześnie. Różnica polega na tym, że tym razem nie robi się z tego kompletny chaos.Mark Waid prowadzi historię w miarę równo. Tempo jest szybkie, ale nie ma wrażenia, że wszystko dzieje się przypadkiem. Widać, że jest tu jakiś plan. Nie znaczy to, że wszystko działa idealnie. Są momenty uproszczone, a niektóre rozwiązania wydają się zbyt wygodne. Mimo to całość trzyma się lepiej, niż można było się spodziewać.

Rysunki robią dużą różnicę
Warstwa graficzna to jeden z mocniejszych punktów tego tomu. Za rysunki odpowiada między innymi Dan Mora i naprawdę widać jego styl. Kadry są dynamiczne, czytelne i dobrze prowadzą oko. Przy takiej liczbie postaci łatwo byłoby się pogubić, a tutaj wszystko jest poukładane. Sceny akcji mają energię, a spokojniejsze momenty nie wypadają blado. To jeden z tych komiksów, które po prostu dobrze się ogląda.
Nie wszystko wypada idealnie
Nie ma jednak sensu udawać, że to historia bez wad. Największy problem to sama Waller. Jest bardzo skuteczna i momentami aż za bardzo. Są chwile, w których wszystko idzie po jej myśli trochę zbyt łatwo. Druga rzecz to bohaterowie drugiego planu. Przy tak dużej obsadzie część postaci po prostu ginie w tle. Jeśli ktoś liczy na bardziej osobiste wątki, może poczuć niedosyt.
Sprawdź też: Mroczny kryzys na Nieskończonych Ziemiach. Tom 1 – recenzja komiksu – Nowe pokolenie w cieniu legend

Czy to działa?
Władza absolutna to solidny początek większej historii. Ma pomysł, ma tempo i wie, w jakim kierunku chce iść. Najważniejsze jest to, że ten komiks czymś się wyróżnia. Nie jest tylko kolejną opowieścią o wielkiej bitwie. To historia o kontroli i o tym, co zostaje z bohaterów, kiedy zabierze im się ich największe atuty. Jeśli kolejne tomy utrzymają ten poziom, może z tego wyjść naprawdę dobra seria.
Sprawdź też: Koszmarne Komando – recenzja komiksu – Horror w świecie DC

