REKLAMA

High on Life 2 – recenzja gry – techniczna porażka, z którą bawiłem się bajecznie 

Alan Zygaj

Opublikowano: 7 kwietnia 2026

Spis treści

 

 

High on Life 2 jest kontynuacją bardzo ciepło przyjętej gry o tej samej nazwie. Po raz kolejny wcielimy się w postać ziemskiego najemnika, który zostaje uwikłany w konspirację big pharmy, zagrażającej gatunkowi ludzkiemu. Problem w tym, że musi najpierw ujawnić niecne zamiary wielkiej firmy farmaceutycznej. Czy produkcja okazała się godnym następcą? Tego dowiecie się z poniższej recenzji. 

REKLAMA

 

Ujarany życiem. 

 

Wątek główny High on Life 2 jest bezpośrednią kontynuacją tego z pierwszej części gry. Rozgrywka zaczyna się od dynamicznych zlepek, mających na celu szybkie przytoczenie nam, co działo się z protagonistą po pokonaniu kartelu G3. Zostaje on celebrytą, bierze udział w show randkowym, znajduje drugą połówkę, która po czasie jednak go zostawia, a rodzice rozwodzą się (nie będę wam spoilerował, kto zostanie ojczymem, sami się przekonajcie, bo to kompletny absurd). W naszej przygodzie towarzyszyć nam będą starzy znajomi – Gene, niebieski kosmita ciągle siedzący na kanapie przed TV oraz Suit-O, sztuczna inteligencja „żyjąca” w naszym kombinezonie. Powraca również dwójka gatlian (dla nieobeznanych – to nasze gnaty), Gus oraz Sweezy, no i nie zabrakło też Knifey’ego. 

High on Life 2 – recenzja gry – techniczna porażka, z którą bawiłem się bajecznie | Źródło zdjęć: Steam

 

Wracając do historii. W bardzo dużym skrócie dostajemy cynk, że na naszą siostrę, będącą częścią organizacji Bleeding Stars, zostało wydane zlecenie ze sporą sumką do zgarnięcia. Pędzimy więc na ratunek, wyprzedzając o sekundy zespół najemników łasych na nagrodę. Jako, że protagonista jest celebrytą i był na miejscu pierwszy, uznają, że to jemu należy się zabójstwo. Tu gra daje nam wolną rękę co do tego, co zrobimy dalej, aczkolwiek przejdziemy do tego później. Kanonicznie mordujemy wszystkich obcych, łamiąc kodeks łowcy nagród i jednocześnie zostajemy przestępcą z własnym listem gończym. Siostra odkrywa przed nami spisek Big Pharmy, chcącej zalegalizować przerabianie ludzi w narkotyki. Tak oto zaczyna się nasza przygoda, podczas której będziemy próbowali wszystko udaremnić, zabijając kosmitów zamieszanych w to bagno.  

 

Warstwa fabularna jest całkiem w porządku. Początkowo zdaje się być nieco kulejąca, ale po dwóch pierwszych zabójstwach priorytetowych celów, gra zaczyna nabierać tempa. Poziom humoru jest porównywalny do części pierwszej – nadal rzucane są żarciki sytuacyjne czy nawiązujące do obecnych wydarzeń na świecie (*kaszle* Jeffrey Epstein *kaszle*), często przełamywana jest czwarta ściana, a gra bawi się koncepcjami rozgrywki i oczekiwaniami gracza. Mnie osobiście nie bawił tak mocno, jak tego oczekiwałem, ale może trafi do kogoś z was. Całość jest stosunkowo krótka – High on Life 2 można ukończyć w zaledwie 10-11 godzin, pomijając wszelkie aktywności i „misje” poboczne. Jest to miła odskocznia od długich i sztucznie napompowanych tytułów, chociaż spokojnie można było wydłużyć zabawę o jeszcze parę godzin. 

High on Life 2 – recenzja gry – techniczna porażka, z którą bawiłem się bajecznie | Źródło zdjęć: Steam

 

W sumie, jak tak pomyślę, Gene jest trochę jak mój stary. Jeszcze kota mu dajcie na tą kanapę i zamieńcie filmy klasy ch$#j-wie-jakiej na F1. Gratulacje, odblokowaliście mojego starego. Nie wiem, po co wam to piszę, ale poczułem potrzebę podzielenia się tą informacją. 

 

Na desce przez świat! 

 

Mechanika poruszania się po świecie oraz walki jest największym atutem gry. Miasto Arcadii będziemy zwiedzać na deskorolce, którą na początku gry otrzymamy od pewnego jaszczurzego osobnika. Jazda nią jest bardzo intuicyjna i przyjemna – całe szczęście, bo to z niej będziemy korzystać przez ¾ czasu. Fakt faktem, nie ma co liczyć na jakieś zaawansowane triki, ale nie przeszkadza to w żaden sposób podczas podróży.  

High on Life 2 – recenzja gry – techniczna porażka, z którą bawiłem się bajecznie | Źródło zdjęć: Steam

Strzelanie w High on Life 2 również stoi na wysokim poziomie – każda broń, oprócz własnej osobowości, atakuje w unikalny sposób, imitując prawdziwe giwery. Moimi ulubieńcami szybko stali się Travis i Jan, małżeństwo, które nie zawsze jest ze sobą zgodne, co nieraz prowadzi do dość komicznych sytuacji. Podczas rozgrywki działają oni jak dwa rewolwery (a przynajmniej takie jest moje skojarzenie), mogące podbić przeciwników i elementy otoczenia w górę, co, oprócz potyczek, jest też kluczowe do wykonywania elementów platformowych. Te nie są mocno skomplikowane, lecz spełniają swoją funkcję w zadowalający dla mnie sposób. 

 

Gorzej jednak wypadły walki z bossami. Większość z nich jest po prostu tak zwaną gąbką na pociski, co dla nieświadomych oznacza, że mają bardzo dużą żywotność i „ubicie” ich zajmuje sporo czasu. Jest to niestety duży mankament, który przyćmiewa fakt, że sam design wielu z nich jest naprawdę ciekawy. Najbardziej przypadła mi do gustu liderka kultu na ziemi, która zamienia się w potwora, jakiego nie powstydziłby się sam John Carpenter. Niestety nie pomogło to w moim ogólnym odbiorze tego elementu, który wypadł prawdopodobnie gorzej niż humor. 

 

Liczę na glitche? No nie, właśnie nie! 

 

Jak zapewne podpowiada wam tytuł mojej recenzji, nie obyło się bez błędów i problemów, nawet poważnych. Wada ta jedno ma imię, a brzmi ono Unreal Engine 5. Niestety silnik ten znany jest z przysparzania problemów deweloperom, przede wszystkim pod względem optymalizacji. High on Life 2 również padło tego ofiarą. Ilość klatek na sekundę jest bardzo niestabilna, wahając się między 120 a 70 w sekundę, co bardzo negatywnie wpływa na odbiór gry. Próba zmian opcji graficznych nie zawsze przynosiła rezultaty, bo te po chwili wracały do swoich pierwotnych wartości. Momentami nawet generator klatek przestawał działać sam z siebie, na co nie było konkretnego sposobu. Warto oczywiście wspomnieć, że korzystam z karty graficznej RTX4060 w wersji dla laptopów, jeżeli posiadacie silniejszy sprzęt, błędy problemy z płynnością mogą być mniej zauważalne. 

High on Life 2 – recenzja gry – techniczna porażka, z którą bawiłem się bajecznie | Źródło zdjęć: Steam

Ogromnym problemem była też masa błędów. Niejednokrotnie glitchowałem się poza mapę czy moi towarzysze podczas misji decydowali się nie ruszać z miejsca, co nie pozwalało na popchnięcie wydarzeń dalej. Inni gracze napotykali podobne, jak nie jeszcze większe przeszkody. Jeden z odbiorców zauważył nawet, że występują one najczęściej wtedy, kiedy grający robi coś, czego twórcy nie przewidzieli w danym momencie. W trakcie pisania tego tekstu zespół deweloperów wypuścił już stosowne łatki, mające poprawić stan techniczny produktu, więc zapewne sytuacja jest już pod kontrolą. 

 Zerknij jeszcze na to ! : Painkiller – recenzja gry – Daj temu tytułowi szansę! [Alan & Kamil]

Pod względem oprawy graficznej jest dobrze. High on Life 2 jest pełne żywych kolorów, co moim zdaniem jest cechą mocno wyróżniającą ten tytuł. Animacje naszych kompanów spełniają swoje zadanie, zwłaszcza jeśli chodzi o ekspresję. Aktorzy głosowi, użyczający swojego brzmienia postaciom, spisali się na medal. Każdy gatlianin ma własną, wyrazistą osobowość, dzięki czemu, kiedy wchodzą oni ze sobą w interakcję całość wychodzi przekomicznie, w dobrym tego słowa znaczeniu. Ciężko mi wybrać faworyta, choć gdybym miał go wskazać, prawdopodobnie padłoby na Gusa. Nasz zielony przyjaciel jest zawsze pozytywnie nastawiony, starając się rozwiązywać konflikty rozmową zamiast siły ognia. 

 

Big pharma? Not anymore 

 

Mimo uporczywych problemów z płynnością i ustawieniami graficznymi, moja przygoda z High on Life 2 była pozytywnym doświadczeniem. Gra jest pełna przyjemnej akcji i elementów platformowych, a krótki czas fabuły głównej wpływa mocno na jej korzyść. Dzięki temu produkt nie staje się nudny albo uporczywy, a jeśli jesteśmy graczem o ograniczonej ilości czasu, to jest to tytuł dla nas. Zabrakło mi tu ciekawszych misji albo po prostu czynności pobocznych czy bardziej pokręconego humoru, lecz nie są to na tyle duże wady, aby zatrzymać odbiorcę przed sięgnięciem po przygody niemego protagonisty. Myślę, że mogę z czystym sumieniem polecić produkcję każdemu, kto szuka czegoś na parę godzin czystej zabawy. 

 

ZALETY +

WADY -

Alan Zygaj

Entuzjasta gier wymagających, w wolnym czasie pochłaniający masowo wszelaki kontent na temat branży.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Sknerus. Smok z Glasgow – recenzja komiksu – Młody Sknerus aktorem?

Sknerus. Smok z Glasgow – recenzja komiksu – Młody Sknerus aktorem?

Lumilas – recenzja gry planszowej – Kotki i las pełen duchów

Lumilas – recenzja gry planszowej – Kotki i las pełen duchów

Rayman 30th Anniversary – recenzja gry – Dobrze, że już tak się nie robi gier

Rayman 30th Anniversary – recenzja gry – Dobrze, że już tak się nie robi gier

Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu – recenzja komiksu – Prawda, która boli

Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu – recenzja komiksu – Prawda, która boli
toxic commando recenzja gry

John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry. Prawie jak L4D?

John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry. Prawie jak L4D?

Daredevil: Odrodzenie sezon 2 – recenzja serialu. Diabeł z Hell’s Kitchen powraca.

Daredevil: Odrodzenie sezon 2 – recenzja serialu. Diabeł z Hell’s Kitchen powraca.