Po Wicked sięgnęłam na długo po jej premierze – książka ma bowiem już 30 lat. Zapoznałam się z nią także po pojawieniu się na szklanych ekranach wersji filmowej tego dzieła.
Zaintrygowała mnie idea opowiedzenia nieco inaczej znanej nam już historii z Oz. Nieidealne postaci miały być dla mnie ukoronowaniem tej narracji. Czy tak się stało? Moje wrażenia poznacie poniżej.
Zaskakująco intrygujące złego początki…
Autor wprowadza nas w fabułę dość intensywnie. Poznajemy pastora, jego ciężarną żonę oraz nieco fanatycznych parafian. Zegar Smoka Czasu, tak bardzo przez naszego bohatera znienawidzony, zdaje się wyciągać z ludzi ich najdziksze instynkty.
Nikt nie jest święty, nikt też nie pozostaje do szpiku kości zły.

Najbardziej intrygującą postacią w tym początkowym kalejdoskopie jest matka głównej bohaterki, Elfaby. Widzimy zarówno jej matczyne zmagania, szok związany z narodzinami odmiennego od wszystkich dziecka, smutne perspektywy życia w małej wiosce z dala od cywilizacji, jak i uniesienia, których – jak się okazuje – w jej życiu było całkiem sporo.
Był to bardzo dobry początek. Wątki śledziłam z lekkością oraz żywym zainteresowaniem.
Opowieść o wybitnej jednostce czy politycznych zmaganiach?
Wicked niemal od pierwszych stron stawia nas w roli obserwatorów rozmaitych konfliktów – zarówno światopoglądowych, religijnych, jak i politycznych. Władza Czarnoksiężnika, walka o prawa Zwierząt, dyskryminacja ze względu na wygląd czy pochodzenie… jest tego sporo.
Otoczona tymi trudnymi wątkami główna bohaterka, Elfaba, ma przed sobą trudne zadanie – dorastać w świecie, który z góry skazuje ją na porażkę ze względu na specyficzny wygląd.
Osamotnienie, bycie odmieńcem wyrzutkiem towarzyszy czytelnikowi niemal przez całą książkę. Jeśli nie ze względu na wygląd, to na liberalne poglądy lub niepełnosprawność. Sporo tu smutku, bólu i nieszczęścia. Mnogość tych motywów może być trudna dla wrażliwych odbiorców.
Zielono mi, czyli kilka słów o głównej bohaterce
Elfaba, czyli późniejsza Czarownica, nie jest na szczęście Mary Sue. Obserwujemy rozwój wielowymiarowej postaci, która od momentu narodzin toczy walkę o przetrwanie w krainie Oz.
Przyjście na świat Elfaby obarczone zostało klątwą, a specyficzny odcień jej skóry stał się późniejszym przekleństwem. Jako czytelnicy śledzimy jej dorastanie, naukę oraz przełomowe momenty, które ostatecznie kreują jej osobowość.
Nazwałabym to procesem hartowania stali, gdyby nie fakt, iż wraz z rozwojem fabuły Elfaba… dziwaczeje i staje się postacią coraz nudniejszą. Intrygujące początki, odmienność, pierwsze relacje z rówieśnikami i specyficzne przyjaźnie zostają zastąpione milczeniem, dziwactwami oraz sławą Złej Czarownicy z Zachodu. Z inteligentnej outsiderki zmienia się w podstarzałą ciotkę.
Miałam szczerą nadzieję, że otrzyma od losu nieco więcej niż serię nietypowych zachowań, czarne ubrania i miotłę. Pomimo ciekawie prowadzonej narracji, właśnie tutaj poczułam się rozczarowana.
Czy łatwo utożsamić się z Elfabą? Paradoksalnie myślę, że tak. Zakładam ostrożnie, że większość z nas została kiedyś odrzucona – poczuliśmy się samotni w tłumie czy po prostu niezrozumiani.
Codziennie ktoś zostaje wykluczony z pewnych kręgów ze względu na wygląd czy poglądy. Czasem ze smutnego powodu, który można streścić w zdaniu: „ktoś wpływowy mnie nie lubi”.
Podczas lektury było mi nieco żal Elfaby – niezwykłego potencjału ukrytego pod zieloną, nieakceptowaną przez innych skórą. Jest oddana swoim poglądom, wierzy głęboko w słuszność swoich racji, co daje jej mocne fundamenty.
Ambiwalentny stosunek miałam do jej relacji z młodszą siostrą Nessarozą. Z jednej strony Elfaba była autentycznie oddana opiece nad niepełnosprawną siostrą, z drugiej pojawia się rozczarowanie i żal, że to Nessi znajduje się w centrum uwagi otaczającego świata.

Bywa także irytująca, a swoim dystansem odstrasza potencjalnych kompanów. Jako młoda kobieta w Akademii jest tak zamknięta w swoim świecie, że zaskakujące było dla mnie nawiązanie przez nią jakichkolwiek znajomości. Zdecydowanie nie jest to postać czarno-biała – i bardzo dobrze.
Samotność w tłumie
Pozostali bohaterowie Wicked są równie niejednoznaczni. Począwszy od jej matki – kobiety dość wyzwolonej, co jednocześnie zdaje się być obroną przed zimnem obcego jej świata. Wyrwana z prominentnej rodziny, udała się z mężem na odludzie, gdzie powoli gasła.
Mąż, pastor – człowiek bezgranicznie oddany Bogu i dobru – ze stoickim spokojem obserwował jej stopniowy upadek. Przede wszystkim mentalny, a w konsekwencji także moralny, jak przynajmniej sugeruje autor.
Znajomi Elfaby ze szkoły, a szczególnie Glinda, to również interesujące postaci. Glinda wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zostaje jej współlokatorką i przechodzi jedną z największych metamorfoz w całej fabule. Początkowo dumna, uważająca się za lepszą od innych i niezbyt inteligentna, stopniowo staje się kobietą dojrzalszą, bardziej stabilną i mniej skupioną na sobie.
Czy da się polubić Glindę? Myślę, że przy odrobinie dobrej woli – tak, choć nie jest to łatwe zadanie.
Siostra Elfaby, Nessaroza, to kolejna skomplikowana postać. Od najmłodszych lat zdana na pomoc innych z powodu braku obu rąk, próbuje zdobyć autorytet siłą charakteru oraz religijnymi przekonaniami. Początkowo czytelnik może jej współczuć, jednak dość szybko zostaje zaskoczony jej sposobem bycia. Gregory Maguire jest mistrzem kreowania trudnych charakterów – Nessaroza z pewnością jest jednym z nich.
Wyniesiona na wysokie stanowisko Nessi staje się jeszcze bardziej nieznośna. Cóż – ma magiczne buty od ojca i jego pełną uwagę, której tak bardzo brakowało Elfabie.
Kolejnym kontrowersyjnym wątkiem jest relacja Elfaby z Fijero. Specyficzna w swoim przebiegu, z założenia romantyczna, zasługuje na uwagę. Chcielibyśmy, by główna bohaterka zaznała akceptacji i szczęścia. Krótka, lecz intensywna relacja z Fijero spełnia te kryteria. Jednak dziwaczne podejście Elfaby odbiera jej znamiona romantyzmu. Dodajmy do tego fakt, że Fijero zdradza żonę oraz oddala się od własnych dzieci – sprawa znacząco się komplikuje.
W tle przebiegają polityczne przepychanki, intrygi madame Dokropnej, poznajemy motywy Czarnoksiężnika, a towarzyszą nam również Zwierzęta, spychane na margines społeczeństwa. Pod tym względem w Wicked jest intensywnie.
Ku zbiorowej sprawiedliwości można uznać, że każdy w tej historii w jakiś sposób cierpi. Jeśli jest inaczej, fabuła szybko weryfikuje ten limit szczęścia.
Relacje między bohaterami są trudne – pełne manipulacji, nieszczerości i chęci osiągania własnych celów nawet kosztem innych. Oz to brudny świat; nie oczekujmy tutaj wzniosłych deklaracji czy heroicznych poświęceń. Paradoksalnie sprawia to, że całość wydaje się bardziej ludzka.
Pojęcia dobra i zła mocno się zazębiają. Granice zacierają się, a zło nie zawsze jest tym, czym się wydaje. Mam wrażenie, że właśnie to jest jednym z głównych przesłań tej powieści.
O oprawie historii słów kilka
Jak na tak bardzo nacechowaną moralnie książkę, Wicked czyta się dość przystępnie. Nie odczuwałam trudności ze skupieniem na akcji. Język nie jest przesadnie skomplikowany, a polskie tłumaczenie pozostaje jasne i czytelne.
Dla mnie jakość fabuły spadła nieco po odejściu Elfaby ze szkoły – od tej chwili stawała się nudniejsza. Pragnę jednak zaznaczyć, że jest to bardzo osobista opinia i inni czytelnicy mogą odnaleźć w tej części interesujące wątki.
Narracja robi się coraz cięższa, mniej płynna i mniej angażująca. Być może nie tyle staje się nudna, co właśnie przytłaczająca – podobnie jak dorosłe życie jej bohaterów. To jednak mnie nieco rozczarowało.
Chwila zadumy
Czasami czytamy książki, które pozostają w nas długo po ich zakończeniu. Przeżywamy je w głowie na nowo, zastanawiamy się, co bohaterowie mogli zrobić inaczej.
Z przykrością stwierdzam, że Wicked nie wywarło na mnie aż takiego wrażenia. To dobra jakościowo powieść, która jednak nie zaangażowała mnie emocjonalnie.
Zdecydowanym plusem pozostaje refleksja nad dobrem i złem. To motyw uniwersalny, a każdy z nas stawia granicę pomiędzy nimi w nieco innym miejscu. Wicked pokazuje, jak łatwo etykietujemy innych i jak bardzo świat odbiega od czarno-białych podziałów.
To właśnie uznaję za najmocniejszy punkt tej historii.
Podsumowanie
Jeśli jesteście fanami mroczniejszych opowieści, chcielibyście otoczyć się magią, a jednocześnie przyjrzeć się walce człowieka z samym sobą – ta książka jest dla Was.
Myślę, że to także interesująca pozycja dla fanów Czarnoksiężnika z Krainy Oz. Jeśli jednak poszukujecie lekkiej lektury na zimowy wieczór, Wicked może okazać się wymagające. Sporo w niej polityki, konfliktów światopoglądowych i bólu istnienia.
Aczkolwiek, jako fanka słowa pisanego, zachęcam, by samodzielnie wyrobić sobie opinię. I tym optymistycznym akcentem zapraszam Was do własnej podróży przez Wicked.


