Deadpool w wersji mangowej? Już sam ten pomysł brzmi jak coś, co mogło skończyć się spektakularną klapą albo totalnie odjechaną perełką. Deadpool Samuraj to właśnie taka jazda bez trzymanki – pełna energii, przerysowanego humoru i świadomego absurdu. Zapraszam do recenzji.
Deadpool trafia do świata mangi
Za Deadpool Samuraj odpowiada duet Sanshirō Kasama (scenariusz) i Hikaru Uesugi (rysunki), a seria pierwotnie ukazywała się w japońskim Shōnen Jump+. Sam pomysł jest prosty: wziąć postać od lat funkcjonującą w komiksach wydawanych przez Marvel Comics i wrzucić ją w sam środek japońskiej stylistyki shōnen.
I to czuć od pierwszych stron. Kadry są dynamiczne, miny przerysowane, emocje wybuchają jak fajerwerki. Deadpool w tej wersji jest jeszcze bardziej ekspresyjny niż zwykle.
Fabuła kręci się wokół jego obsesyjnej potrzeby dołączenia do Avengers. Nikt go nie traktuje poważnie, co oczywiście tylko podkręca jego determinację. Kiedy pojawia się zagrożenie, Wade próbuje udowodnić, że jednak nadaje się na „prawdziwego bohatera”. Brzmi znajomo? Trochę tak. Ale forma robi tu ogromną różnicę.

Humor na sterydach
Nie oszukujmy się, jeśli sięgacie po historię z Deadpoolem, to wiecie, że będzie gadał. Dużo. Problem w tym, że tutaj gada jeszcze więcej. Żart goni żart. Są momenty naprawdę zabawne. Deadpool komentujący własne kadry czy nabijający się z innych bohaterów potrafi rozbroić. Szczególnie gdy zaczepia takie postacie jak Iron Man i kompletnie nie przejmuje się powagą sytuacji.
Ale… bywa też męcząco. Czasami miałem wrażenie, że twórcy uznali, iż skoro to Deadpool, to musi mówić bez przerwy. Nie każdy żart trafia, nie każdy gag ma odpowiednią puentę. Momentami tempo siada, bo zamiast rozwijać historię, stoimy w miejscu i słuchamy kolejnego monologu. To nie jest zły humor. To po prostu humor w nadmiarze.

Rysunki robią robotę
Jeśli coś w tym tomie działa praktycznie bez zarzutu, to warstwa graficzna. Hikaru Uesugi świetnie odnajduje się w dynamicznych scenach akcji. Walki są efektowne, kadry pełne ruchu, a mimika postaci naprawdę żywa.
Czuć klimat mangi shōnen, ale jednocześnie nie zapomniano, że to wciąż historia osadzona w marvelowskim świecie. Jest brutalnie, jest krwawo, momentami wręcz absurdalnie przesadnie, czyli dokładnie tak, jak powinno być przy Deadpoolu.
Fabuła? Jest, ale schodzi na drugi plan
Fabuła jest raczej pretekstem do kolejnych gagów i efektownych starć. Zagrożenie się pojawia, bohaterowie reagują, Deadpool robi swoje. Nie jest to historia, która zostanie ze mną na długo. Nie ma tu wielkiej dramaturgii ani szczególnie pogłębionych motywacji. To raczej jazda bez trzymanki, która ma przede wszystkim bawić.
Sprawdź też: Cruella. Czerń, biel i czerwień – recenzja komiksu – Gdzie jest Cruella?

Czy warto?
Deadpool Samuraj to bardzo specyficzna pozycja. Jeśli lubicie Deadpoola w jego najbardziej rozgadanej, przerysowanej wersji i nie przeszkadza wam humor, który czasem idzie o krok za daleko, to będziecie zadowoleni. Jeśli natomiast wolicie bardziej wyważone historie, możecie się odbić.
Jedno trzeba jednak przyznać – to nie jest kolejny bezpieczny, odtwórczy projekt. To eksperyment. A eksperymenty, nawet jeśli nie są idealne, zawsze są ciekawsze niż kolejne bezpieczne historie.
Sprawdź też: unOrdinary. Tom 1 — recenzja komiksu — Zwykły wśród niezwykłych

