MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Zupełnie inne oblicze Jamesa Wana. „Wcielenie” – recenzja filmu

Gatunek horrorów jest jednym z moich ulubionych. Lubię to napięcie i zastanawianie się, która postać dotrwa do końca. Filmy tego typu najczęściej nie mają głębokiej fabuły i ich jedynym celem jest dostarczenie krwawej rozrywki. Ileż to razy bohater czy bohaterka podejmuje niedorzeczne decyzje, by ocalić skórę i nieświadomie zmierza prosto w ramiona oprawcy?

Spragniony wrażeń, muzyki budującej napięcie i kiepskich dialogów chwyciłem za Wcielenie. Od razu moją uwagę przykuł reżyser. James Wan to przecież ojciec dwóch części Obecności – serii, która już stała się kultowa. Ta informacja zwiększyła moje oczekiwania, dlatego też objąłem żonę i  rozpoczęliśmy seans.

Zupełnie inne oblicze Jamesa Wana. „Wcielenie” – recenzja filmu

Kadr z filmu Wcielenie

Salutte giallo!

Na początku odniosłem wrażenie, że mam do czynienia z banalną historią. Młoda para oczekuje dziecka, więc szczęście powinno buchać przez okna dużego domu. Niestety, tak nie jest. Mąż głównej bohaterki to człowiek agresywny, któremu dużo nie potrzeba, by zaatakować żonę.  Madison (Annabelle Wallis) w wyniku ataku partnera uderza głową o ścianę. Przerażona zamyka się w pokoju na noc, chcąc spędzić ją w miarę spokojnie. I… wtedy się zaczyna.

James Wan całkiem odszedł od swojego stylu, więc jego fani mogą przeżyć niemałe zaskoczenie. Reżyser, jednak, przed premierą ostrzegł widzów, że produkcja ma być pewnego rodzaju hołdem dla włoskiego nurtu kina grozy, zwanego „giallo”, którego świetność przypadała na lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte. Piękne słówko oznacza tyle, co „żółty”. Tak określano filmy, w których fabuła kręciła się wokół brutalnych morderstw i poszukiwaniu ich sprawców, którzy obowiązkowo nosili czarne rękawiczki. Nazwa pochodzi od żółtych okładek popularnych we Włoszech powieści kryminalnych.

Co ciekawe, giallo często były cenzurowane i zakazane w wielu krajach z uwagi na efekty gore i sceny przemocy. W czasach Piły czy Ludzkiej Stonogi wydaje się to zaskakujące, prawda? Dziś gatunek ten został zastąpiony przez amerykańską odmianę – slasher.

Kadr z filmu Wcielenie

Po obejrzeniu Wcielenia usiadłem do napisania tej recenzji i… musiałem najpierw złapać oddech. Poczułem rozdarcie wewnętrzne, bo przecież ja – miłośnik kina grozy – nie wiedziałem, co wam napisać.  Targały mną rozbieżne emocje. Dlaczego? Czytajcie dalej.

Mogę powiedzieć, że James Wan podołał zadaniu i podczas seansu ujrzymy niemal wszystkie cechy charakterystyczne dla giallo. Krew i czarne rękawiczki są. Skomplikowana fabuła również.

Bardzo spodobał mi się pomysł reżysera, by uhonorować specyficzny gatunek filmowy, ale już pierwsza scena pokazała, że nie miałem do czynienia jedynie z włoską odmianą slashera. Później się tylko w tym utwierdziłem, patrząc jak Wan stworzył swoisty miks wielogatunkowy. Odwołań do innych produkcji też jest tu ogrom.

Kadr z filmu Wcielenie

Elektryczne fajerwerki i wejście smoka

Wcielenie ma elementy nadprzyrodzone, które niestety, nawet w finale nie są wyjaśnione. Można to łatwo wybaczyć, bo do końca zagadką pozostaje, czy mamy do czynienia z potworem czy z człowiekiem. Ciekawe są też umiejętności mordercy, który walczy na ekranie niczym Bruce Lee. Sceny walki są interesujące, nawet jeśli zrozumiemy, że w rzeczywistości przeciwnik padłby po pierwszej minucie. Mnie szczęka opadła w jednej sekwencji i do głowy przychodziło mi tylko pytanie „Jak?” Chciałbym jeszcze dowiedzieć się, gdzie oprawca nauczył się tego wszystkiego.

Intryga wciągnęła mnie i niczym detektyw zacząłem ją rozwiązywać. Najważniejszą odpowiedź znalazłem bardzo szybko, a szczegóły tylko odrobinę później.

Historia nie pędzi na złamanie karku i w tym przypadku jest to plus. Zjawiskowe są też sceny zabójstw przedstawione w formie wizji bohaterki. Podobało mi się, gdy nagle wokół Madison zmieniało się otoczenie, zupełnie jak w ekranizacjach serii gier Silent Hill.

Kunszt Wana w tworzeniu kina grozy najlepiej oddają według mnie dwie sceny: zdjęcie przez oprawcę… hmm… „maski” – byłem jednocześnie zaskoczony i przerażony oraz ucieczka Madison przez cały jej dom ukazana z lotu ptaka.

Kadr z filmu Wcielenie

Kult horroru klasy B

Reżyser nie zamierza raczyć widza jump scare’ami, chociaż trafił się jeden bądź dwa. Bliżej mu do oldschoolowych metod straszenia, jakie prezentują stare horrory, gdzie morderca z nożem czy maczetą w ręku gonił swoje ofiary. Ten film mógłby błyszczeć w witrynie wypożyczalni kaset VHS. Dziś może nie otrzymać takiego rozgłosu.

Kolejnym typowym elementem dawnych filmów grozy są drętwe dialogi, których usłyszymy tu całe mnóstwo. Nie ma również co liczyć na kwieciste monologi czy głębokie przemyślenia bohaterów. Uważam, że to było celowym zabiegiem, mającym nawiązać do produkcji ubiegłego wieku. Wówczas skupiano się na wiernym ukazaniu brutalności oraz walki o przetrwanie, dlatego niekoniecznie uważam kwestie dialogowe za minus.

Myślę, że ciekawym zabiegiem było wykreowanie pary detektywów rodem z jakiegoś serialu proceduralnego, którzy – co interesujące – również są cechą charakterystyczną giallo. Pełnią oni rolę rozładowującą napięcie, ponieważ sceny z nimi mają żartobliwy wydźwięk.

Wybuchy śmiechu powodowały u mnie zbliżenia na twarze postaci, które również miały odnosić się do minionej epoki. Ten zabiegł psuł napięcie, o grozie nie wspominając.

Podczas seansu czułem, że reżyser kocha horrory klasy B i z dbałością o szczegóły chciał oddać im hołd i za to szanuję jego pracę. Miłośnicy Koszmaru z Ulicy Wiązów, Halloween czy Piątku 13-go powinni polubić tę produkcję. Są też elementy groteskowe, które mogą wywołać uśmiech na twarzy, ale myślę, że Wan dał je umyślnie, chcąc w ten sposób zredefiniować swoją twórczość.

Kadr z filmu Wcielenie

Sceneria to arcydzieło

Wan osadził fabułę w Seattle. Przyznam, że nie znałem historii tej metropolii, a film mi ją przybliżył, ukazując piękne w swej upiorności podziemia, które są swoistą mogiłą starego miasta strawionego przez pożar lata temu.

Kolejnym fascynującym miejscem jest szpital psychiatryczny o gotyckiej architekturze, którego wyglądu nie powstydziłyby się królestwa z uniwersum Władcy Pierścieni.

To dwa przykłady, ale mówię wam, że każde przedstawione miejsce ma swój urok.

Kadr z filmu Wcielenie

Dobre i złe kino

Myślę, że rzesza widzów doceni Wcielenie, ale znajdą się też tacy którzy uznają poświęcony mu czas za stracony. Jeśli chodzi o mnie, to przyznam, że jestem na rozdrożu. Produkcja ma wiele interesujących elementów, a odniesienia do starego kina grozy – za wyjątkiem irytujących zbliżeń – są świetne. Wan w logiczny sposób przedstawia historię i stopniowo poszerza przedstawiony świat, ale czasami wkrada się gdzieś chaos. To idealny film na miarę lat dziewięćdziesiątych, ale ciężko będzie mu znaleźć miejsce we współczesnym świecie. Raz bawiłem się bardzo dobrze, raz łapałem się za głowę. Zastanawiam się też, dlaczego Warner Bros. zgodziło się na takie kino niezależne.

James Wan stworzył kontrowersyjny projekt. Nie jest idealny, ma wiele wad, ale kurczę! Jest oryginalny pomimo powielania utartych już schematów. Jeśli kochacie stare horrory i lubicie produkcje Jamesa Wana, to jest duża szansa, że Wcielenie wam się spodoba, a już na pewno jest warte uwagi.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ