Big Hops to platformówka, która na pierwszy rzut oka wygląda jak kolorowa, lekka przygoda. Szybko okazuje się jednak, że pod tym uroczym stylem kryje się gra przeładowana pomysłami, mechanikami i systemami. Pytanie tylko – czy więcej zawsze znaczy lepiej?
Podróżnik wbrew własnej woli
Big Hops to trójwymiarowa gra platformowa, w której wcielamy się w Hopa – żabę, która została porwana przez tajemniczego ducha Dissa. Aby wrócić do domu musimy naprawić sterowiec, ale aby to uczynić, potrzebujemy znaleźć jego części.
W trakcie swojej podróży odwiedzimy różnorodne, kolorowe krainy:
– las, w którym mieszka Hop ze swoją rodziną,
– Czerwoną Pustynię, na której grasuje groźny gang,
– słoneczne wyspy i platformę wiertniczą znajdującą się na otwartym oceanie,
– jaskinie i kopalnie pod Roztrzaskaną Górą,
– zwariowany świat poza światami kontrolowany przez Dissa, w którym nie obowiązują prawa fizyki!
Jak na platformówkę przystało krainy są różnorodne, a w tym przypadku również półotwarte, co oznacza, że możemy je zwiedzać w dowolny sposób. Nie jestem fanem tego rozwiązania, bo momentami zwyczajnie się gubiłem. Raz zdarzyło się, że spadłem z góry na niższy poziom danej lokacji i musiałem ponownie pokonywać spory kawałek levelu. Nie pomogło również skoczenie w przepaść albo wczytanie zapisu, bo gra zapamiętuje ostatnie miejsce, gdzie Hop stał na ziemi i tam go cofa. Z drugiej strony dobrze współgra to z bogactwem mechanik.

Hop może wszystko!
Big Hops oferuje dostęp do całej masy umiejętności, dzięki którym główny bohater może się wspinać, biegać po ścianach, bujać się, pływać, nurkować, zjeżdzać na brzuchu, skakać, dashować i wiele, wiele innych, ale część z nich lepiej odkryć samemu. Wiele z nich łączy się w ciekawe kombinacje, które urozmaicają rozgrywkę i wyzwania. Te dwie ostatnie (skok i dash) to w ogóle inna szkoła jazdy, która po opanowaniu pozwala wykonywać efektowne akrobacje i pokonywać duże odległości. Cały czas zastanawiam się, na ile to był bug, który został przerobiony na feature, czy twórcy planowali to od początku! Całość działa naprawdę płynnie, a sterowanie Hopem jest bardzo responsywne, dzięki czemu przyjemnie pokonuje się kolejne poziomy.
Kolejną umiejętnością jest długi żabi język, który pozwala Hopowi łapać przedmioty, przyciągać się do wybranych punktów czy huśtać się nad przepaściami. Dodatkowo służy do otwierania zamków w prostej mini-gierce, ale musicie tego doświadczyć na własnej skórze!
Gracz może również wspinać się po płaskich powierzchniach, ogranicza go jedynie wytrzymałość Hopa, którą można tymczasowo zwiększyć dzięki specjalnej miksturze. Ta mechanika skojarzyła mi się mocno z Little Kitty Big City, do którego swoją drogą jest małe nawiązanie w tej produkcji.

Jeszcze więcej mechanik!
Po drodze natrafimy również na krzaki, na których rosną różnego rodzaju owoce, a każde z nich ma unikalny efekt – jedne tworzą rośliny ułatwiające wspinaczkę, inne wybuchają lub podpalają przeszkody odblokowując zablokowane przejścia. Jest tego znacznie więcej, ale warto odkryć je samemu i się zaskoczyć. Uważam, że ciekawie urozmaicają rozgrywkę oraz sprawiają, że można ukończyć dany poziom na wiele różnych sposobów. Tym bardziej, że możemy je schować na później do plecaka, który ma kilka dostępnych miejsc, i wykorzystać w mniej oczywistych sytuacjach!
Jakby tego było mało, to możemy zbierać robaki, a gra oferuje nawet system ich identyfikacji, ale wydawał mi się on zbędny. Robaczki możemy też zjeść, aby się uleczyć lub wydłużyć czas wspinaczki. Kolejną rzeczą do zbierania są monety, za które możemy kupić sobie ubrania, nakrycia głowy i drobne ulepszenia. Niby fajnie, ale okazuje się, że możemy zebrać maksymalnie 500 na raz, potem gra nas informuje, że nie mamy już miejsca w portfelu. Miejsc do ich wykorzystania nie jest wcale tak dużo, a przydatnych rzeczy do kupienia jest jeszcze mniej. Spoko, że możemy kupić nowe ubranka i spersonalizować naszego Hopa, ale chyba przydałby się większy balans w ilości zebranej waluty. Zbierałem też płatki kwiatów, ale te zupełnie były dla mnie nieprzydatne.
W pewnym momencie dostajemy aparat, którym możemy robić zdjęcia. Ciekawe na chwilę, ale dla mnie upierdliwe było wyciąganie tego aparatu, robienie zdjęcia i następnie chowanie go do plecaka, bo w przeciwnym wypadku Hop upuszczał go na ziemię! Chyba że coś źle zrozumiałem, co też jest sporym problemem w Big Hops, bo dwa razy zdarzyło mi się, że produkcja wprowadzała nową mechanikę, której w ogóle nie tłumaczyła.
Mam wrażenie, że miałem jeszcze przedmioty w ekwipunku, z których korzystałem tylko raz, gdy je otrzymałem, a potem nie czułem potrzeby ich używania. Czy zepsuło mi to zabawę? Absolutnie nie, ale na pewnym etapie czułem się przytłoczony możliwościami!

Zwariowany świat poza światami
Jak myślicie, że to koniec, to jesteście w błędzie! Po mapie rozsiane są ukryte poziomy, które przeniosą nas do zwariowanych poziomów w świecie Dissa. Bardzo mi się podobały, bo oferowały bardziej wymagające wyzwania łącząc przewodnie mechaniki, które akurat wykorzystywaliśmy w prawdziwym świecie.
Dodatkowo przez całą grę będziemy również zbierać mroczne odłamki, dzięki którym u Dissa możemy odblokować przypinki modyfikujące rozgrywkę. Tutaj poczułem lekki klimat metroidvanii, bo mamy kilka miejsc na przypinki i musimy dobierać, co aktualnie potrzebujemy. Lubię takie rozwiązania i plus za to, że przypinki są widoczne w trakcie zabawy na plecaku protagonisty!
Sprawdź też: KAKU: The Ancient Seal – recenzja gry – Chłopiec, świnka i cztery żywioły

Ciężko się nudzić!
Big Hops to platformówka pełna pomysłów, która momentami zachwyca swoją kreatywnością i swobodą poruszania się. Jednocześnie jednak potrafi przytłoczyć nadmiarem mechanik i nie zawsze dobrze tłumaczy swoje zasady. Mimo kilku problemów to wciąż bardzo przyjemna i różnorodna produkcja, która szczególnie przypadnie do gustu graczom lubiącym eksperymentować i odkrywać systemy na własną rękę.
Sprawdź też: Kangurek Kao (2022) – recenzja gry. Sentymentalny powrót do młodzieńczych lat.
