Jason Aaron w swojej serii o Avengers stawia głównie na czyste szaleństwo. W zasadzie każdy tom to zmiana klimatu i zupełnie nowy pomysł. Jak będzie tym razem? Zapraszam do recenzji.
Co tym razem zaserwował nam Jason Aaron?
Siedziba Avengers przy pomocy zdrajcy zostaje zaatakowana przez Zimową Gwardię. Oddział rosyjskich bohaterów porywa Jennifer Walters. Czerwona Komnata słynąca z tworzenia żywych broni rzekomo znalazła sposób na złamanie She-Hulk i przemianę w niezwykle potężne i przerażające narzędzie.
Pewnie jak zauważyliście, ale tytuł albumu nawiązuje do klasyka World War Hulk z 2007 roku, jednak nie ma z nim absolutnie nic wspólnego. To taka gra słów Aarona bez żadnych prób podpinania się pod uznaną historię. Dla wielu jest to wielki plus, że nie otrzymaliśmy znowu tego samego. Ja niestety liczyłem na wariację tego wydarzenia i nie będę ukrywał, że trochę się zawiodłem. Autor rozwija i zamyka kilka pomniejszych wątków, natomiast centralną postacią opowieści jest Jennifer Walters. Tak jak zwykle w tej serii dzieje się tutaj naprawdę sporo, a przez całość przewija się masa postaci. Aaron nieustannie zaskakuje swoimi szalonymi pomysłami zarówno w pozytywny, jak i negatywny sposób. Trudno powiedzieć, że jest to jakaś porywająca historia, ale powiem szczerze, że podczas lektury bawiłem się całkiem nieźle.
Sprawdź także: Świt X. Wolverine – recenzja komiksu – Brutalna i krwawa podróż
Wielka wojna to dopiero początek
Wielka wojna She-Hulk to jedynie połowa objętości komiksu, resztę zajmuje jubileuszowy 750 zeszyt serii Avengers, który liczy aż 90 stron! Zawiera on epilog do tytułowego wydarzenia tego tomu oraz opowiada swoją własną historię, która została podzielona na kilka mniejszych rozdziałów. Dzięki ostatniemu zeszytowi czytelnik pozna prawdziwe znaczenie prehistorycznych Avengers, podróż Ka-Zara przez różne światy, najazd Deathloków oraz międzywymiarowy odział Dooma Supreme, który dąży, aby zapobiec narodzinom pierwotnych herosów na wszystkich ziemiach w multiwersum.
Jest to bardzo zróżnicowany zeszyt, który należy traktować jako zapowiedź kolejnych wydarzeń, do których seria ta będzie zmierzać. Nie powiem, ale prezentuje się to całkiem intrygująco. Mam nadzieję, że Jason Aaron za bardzo nie odleci i nie popsuje tego swoimi szalonymi pomysłami, gdyż to, co tu zaprezentował, ma naprawdę szansę wyewoluować w coś dobrego.
Podsumowanie
Czytając coraz to kolejne tomy Avengers, widzę, że Jason Aaron naprawdę świetnie bawi się całym uniwersum Marvela i próbuje w to wsadzić całe swoje serce. Niestety nie zawsze mu to wychodzi i można naprawdę narzekać, ale ma on ten niezwykły dar przemycania w każdym albumie motywów, które potrafią zaintrygować na tyle, że czuję potrzebę sięgnięcia po dalsze tomy. Wielką wojnę She-Hulk czyta się nie najgorzej i obiecuje naprawdę wiele, ale co z tego wyniknie, zobaczymy w przyszłości.