Andor – recenzja redakcji. Wrażenia po seansie.

Kolejna kosmiczna przygoda wylądowała już na Disney+! Tym razem do odległej galaktyki zabierze nas jedna z postaci, którą poznaliśmy w filmie Łotr Jeden, czyli Andor!

Kolejne odcinku serialu Andor obejrzycie w każdą środę tylko w Disney+.

Andor – recenzja redakcji. Wrażenia po seansie.

Przyznam się, że kiedy pierwszy raz opublikowano informację o tym, iż powstaje serial opowiadający o losach Cassiana Andora — bohatera, którego poznaliśmy w Łotrze 1, to ta wiadomość nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia. Jasne — oglądałem film i uważam go, za jeden z ciekawszych tworów w Uniwersum Star Wars, jaki powstał po przejęciu marki przez Disneya, ale z sama postacią Cassiana jakoś „nie czułem mięty”.

Jakże wielkie było moje zaskoczenie, kiedy opublikowano pierwsze trailery tej produkcji. Po ostatnich napakowanych akcją, efektami specjalnymi, ale i średnio treścią produkcjach zapowiadało się, iż dostaniemy dojrzały i poważny serial w Odległej Galaktyce. I wiecie co? Tak właśnie się stało!

Pierwsze 3 odcinki pochłonąłem jednym tchem! Wiem, że nie każdemu ten serial się spodoba, ponieważ historia budowana jest w bardzo powolnym tempie. Jednakże dzięki temu dostajemy niemal intymną, pozbawioną zalewu fanserwisu opowieść o zwykłych ludziach, którzy próbują odnaleźć swoje miejsce w nowym galaktycznym imperialnym porządku.

Andor, to nic innego jak dramat polityczny w czystej postaci, który dopiero pomału zaczyna rozwijać skrzydła, ale niech mnie… chcę zobaczyć, jak pofrunie!! Polecam z całego fanowskiego serducha! – Michał Łazarów

Kiedy Disney i Lucasfilms poinformowali, że będzie nam dane obejrzeć serial Andor, to byłem pełen nadziei. W końcu Rouge One to top disneyowskich Star Wars, a od razu wspominano o powrocie Diego Luny do roli.

Później przyszły mroczne czasy dla mnie jako fana tej franczyzy. Epizod IX i seriale będące festiwalem cameo. Przez to zdążyłem o Andorze zapomnieć i stracić hype. Jak to wszystko wyszło?

Nie jest rewelacyjnie, ale zapowiada się naprawdę dobrze. Przyziemne opowieści w Star Wars wychodzą świetnie, a już pierwsze dwa odcinki są lepsze od Kenobiego. Co ciekawe, epizod trzeci jest w mojej opinii najlepszy i najciekawszy, co daje dobry prognostyk na przyszłość! – Darek Grzybowski

Zazwyczaj seriale z uniwersum Gwiezdnych Wojen niczym nie zaskakują. Można wręcz w ciemno spodziewać się kilku rzeczy. Grania na nostalgii, gościnnych występów postaci i szczątkowej historii, która nie wnosi nic nowego. Taki jest Mandalorianin, Boba Fett czy Kenobi. Andor zaś jest inny. Bardziej przypomina Ród Smoka niż wcześniej wymienione tytuły. Oba seriale mają powolne tempo, gra aktorska jest na przyzwoitym poziomie, a historia wciąga i intryguje. O ile dotychczasowa jakość produkcji HBO mnie nie dziwi, to najnowszej odsłony kosmicznej franczyzy już tak. To najbardziej klimatyczne Gwiezdne Wojny od lat.

Diego Luna nadal nie zawodzi w roli Cassiana. Natomiast Stellan Skarsgard tradycyjnie nie schodzi poniżej pewnego poziomu, ale to troje innych aktorów wyróżnia się. Adria Arjona (Bix Caleen) i Kyle Soller (Syril Karn) przekonująco wcielają się w zwykłym zjadaczy chleba, a Fiona Shaw jako Maarva, matka głównego bohatera, błyszczy i hipnotyzuje widza. Ostatnia scena wykonaniu tej aktorki naprawdę porusza. Wizualnie Andor może zachwycać. Nie razi sztucznością ani tandetnym CGI. Na ten moment technicznie jest to najlepszy serial z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zastrzeżenia budzi muzyka, która nie wpada w ucho i z upływem czasu rozmywa się w pamięci.

Cieszy mnie brak typowego dla Gwiezdnych Wojen podziału na jasną i ciemną stronę mocy. Ciężko stwierdzić, nie znając kontekstu, kto jest dobry, a kto zły. Każda postać ma sensowną i przyziemną motywację, więc łatwo kibicować nawet “imperialnym”. Strzałem w dziesiątkę było pojawienie się zwykłych żołnierzy. Łatwo i przyjemnie ogląda się, gdy ginie zdehumanizowany szturmowiec dowodzony przez oficera, dla którego śmierć podwładnego to tylko i wyłącznie błąd w statystyce. W Andorze zamiast tego mamy oddział złożony z indywidualnych jednostek, których los interesuje dowódcę. To powoduje, że finałowa scena walki w trzecim epizodzie, porusza dogłębnie. Nie spodziewałem się takich emocji.

Trzy pierwsze odcinki Andora dają nadzieję, że to nie będą tylko dobre Gwiezdne Wojny, ale przede wszystkim dobry serial. – Sebastian Wąsowski

Przyznam się, że większość informacji o nadchodzącej premierze nowego serialu ze świata Gwiezdnych Wojen przepłynęła gdzieś obok mnie, nie zwracając na siebie zbytniej uwagi. Jednak już po trzech odcinkach mogę stwierdzić, że jest to prawdopodobnie najlepsze dzieło z tego uniwersum, z którym miałem do czynienia (może pomijając książki z serii Komandosi Republiki).

Nie uświadczyłem tutaj ani oklepanego już na wszystkie strony konfliktu jasnej i ciemnej strony, ani przygód łowców nagród, ani tym bardziej festiwalu fanserwisu czy też ogromu efektów specjalnych. Do zalet serialu zaliczam również rezygnację z greenscreenów oraz technologii StageCraft na rzecz powrotu do kręcenia na realnych planach z dopracowanymi szczegółami.

Zamiast kolejnej odsłony walk na miecze świetlne lub pościgów w przestrzeni kosmicznej Tony Gilroy zafundował pomału rozpędzający się dramat polityczny, w którym zobaczyć możemy życie przeciętnych obywateli galaktyki. Na ten moment jestem naprawdę pozytywnie nastawiony do tego serialu i z przyjemnością będę co tydzień śledził nowe rozdziały z historii Cassiana Andora. – Jakub Trojanowski

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

O NAS:

Chcesz być na bieżąco, a nawet wiedzieć więcej o grach, komiksach, serialach lub filmach? GraPodPada.pl jest miejscem, gdzie znajdziesz informacje tworzone przez pasjonatów dla… graczy, czytaczy i oglądaczy ! Reprezentujemy różne opinie, patrząc na popkulturę z wielu perspektyw! Dlatego codziennie spodziewaj się treści wysokiej jakości i odnajduj interesujące Cię recenzje i informacje. Grasz w to? GraPodPada.pl to miejsce dla Ciebie… to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected]