Są gry, które pozwalają człowiekowi poczuć się inteligentnym. Są też takie, które bardzo szybko przypominają mu, gdzie jest jego miejsce. Ubongo Extreme Deluxe zdecydowanie należy do tej drugiej grupy.
Czy Ubongo Extreme Deluxe to planszówkowy soulslike, który najpierw niszczy Twoją pewność siebie, a potem zmusza Cię, żebyś spróbował jeszcze raz? Zapraszam do lektury.
Przecież to tylko kilka klocków
Ubongo Extreme Deluxe jest grą, którą można wytłumaczyć szybciej, niż przygotować stół do rozgrywki. Każdy gracz dostaje swoje elementy, a następnie próbuje dopasować je do wzoru widocznego na planszy. Nie ma nic skomplikowanego, znaczy jedynie w instrukcji!
Masz klocki, wzór, układaj.

I właśnie tutaj Ubongo zaczyna się z Ciebie śmiać. Bo problem nie polega na tym, że nie wiesz, co masz zrobić. Doskonale wiesz. Problem polega na tym, że Twoje ręce obracają klocek, oczy patrzą na pustą przestrzeń, a mózg jakoś nie umie tego dopasować.
„Tego się nie da ułożyć”
To hasło powinno być na pudełku, bo nie zliczę, ile razy padło to przy stole – oczywiście nie z moich ust, gdyż lata grania w gry doprowadziły mnie do perfekcji w koordynacji oko-ręka, przez co widzę dwa ruchy do przodu. Nawet nie mając planszetki przed sobą, ja już wiem. To ten wiedźmiński zmysł.
Samo dojście do momentu, w którym dorosły człowiek patrzy na kilka plastikowych elementów i zaczyna negocjować z geometrią, jest już wystarczająco zabawne. Jeszcze lepiej robi się wtedy, gdy zatniesz się na czymś, co wygląda banalnie.
W tym samym czasie ktoś obok kończy swoje zadanie, a Ty zaczynasz się zastanawiać, czy przypadkiem nie dostałeś wadliwej planszy. Najgorsze jest to, że zwykle nie dostałeś. Jak nie wadliwa plansza, to może wylew? Nie? To udar? Też nie? Czyli to jednak ja?
Presja czasu, czyli mózg właśnie wyszedł na spacer
Czasami sama układanka byłaby już wystarczającym wyzwaniem, ale Ubongo dorzuca do tego presję czasu. Musisz nie tylko znaleźć rozwiązanie, ale zrobić to szybko. Im bardziej się spieszysz, tym łatwiej wpaść w pułapkę jednego pomysłu i przez pół rundy próbować wcisnąć klocek w miejsce, do którego ewidentnie nie pasuje.
Klepsydra też działa tutaj trochę przewrotnie. Jeśli uda Ci się znaleźć rozwiązanie, czasu wydaje się dokładnie tyle, ile trzeba. Jeśli nie uda Ci się znaleźć rozwiązania, nagle dochodzisz do wniosku, że ktoś ewidentnie ukradł połowę piasku.
Najpierw doświadczenie, potem robi się ciekawie
Było to moje pierwsze Ubongo i dość szybko zauważyłem jedną rzecz. Osoby, które znały tę serię wcześniej, miały początkowo przewagę. Nie chodziło o znajomość konkretnych plansz, tylko raczej o sposób patrzenia na elementy. Wiedziały, jak do tego podejść, czego szukać i jak nie przywiązywać się za bardzo do pierwszego pomysłu.

Na szczęście ta przewaga zaczęła się z czasem zacierać. Ubongo nie daje poczucia, że nowy gracz przez cały wieczór będzie tylko statystą obserwującym, jak doświadczeni przeciwnicy zbierają wszystko ze stołu. Z każdą rundą zaczynasz trochę lepiej rozumieć sposób myślenia wymagany przez grę. Nie oznacza to oczywiście, że nagle stajesz się dobry. Po prostu zaczynasz bardziej świadomie przegrywać.
Marzyłeś o trójkącie, a dostałeś sześcian
Graliśmy zarówno w dwie, jak i cztery osoby i zdecydowanie bardziej podobała mi się większa liczba graczy.
Przy dwóch osobach nadal jest dobrze, ale dopiero przy czterech naprawdę czuć rywalizację.

Ktoś kończy. Ktoś jeszcze walczy. A jeszcze inny gracz siedzi nad prawdopodobnie najprostszym układem na stole i właśnie przeżywa osobistą tragedię. I to właśnie wtedy Ubongo pokazuje swoją najlepszą stronę. To nie jest rywalizacja oparta na przeszkadzaniu innym graczom. Nie zabierasz komuś kafelka, nie blokujesz ruchu i nie rozwalasz mu planu.
Walczysz głównie ze swoim układem. Ale jednocześnie doskonale wiesz, że wszyscy obok robią dokładnie to samo. Rywalizacja powstaje więc poprzez koncentrację i presję.
Trochę jak soulslike. Boss: geometria!
Ubongo Extreme Deluxe ma jedną cechę, którą bardzo lubię w trudnych grach.
Potrafi wkurzyć, ale nie w taki sposób, że chcesz odłożyć pudełko i więcej go nie oglądać.
Raczej: „Dobra, jeszcze raz. Teraz już to zrobię”.
To dokładnie ten sam rodzaj frustracji, który znam z soulslike’ów. Przegrywasz, ale wiesz, że to Twoja wina. Wiesz też, że rozwiązanie istnieje, dlatego chcesz spróbować ponownie.
Tutaj bossem nie jest wielki demon z mieczem długości samochodu. Jest nim sześciokąt.
Prosta gra, która bardzo skutecznie robi z Ciebie idiotę
Ubongo Extreme Deluxe ma chyba najlepszą możliwą cechę dla tego typu gry. Zasady są łatwe, ale sama rozgrywka już do takich nie należy.
Musisz tylko ułożyć kilka elementów, właśnie dlatego tak bardzo boli, kiedy nie potrafisz tego zrobić. To gra oparta na rywalizacji, ale rywalizacji wynikającej przede wszystkim z koncentracji i walki z własnym sposobem myślenia. Im szybciej próbujesz działać, tym łatwiej się zablokować. Im bardziej się blokujesz, tym bardziej chcesz udowodnić, że jednak potrafisz. Szybko wpada się w takie błędne koło, z którego może Cię wyrwać jedynie wygrana.

