REKLAMA

Pan Przeznaczenia – Recenzja książki – Uważaj czego sobie życzysz śmiertelniku!

Jakub Trojanowski

Opublikowano: 10 sierpnia 2026

Spis treści

Mądrość ludowa rzecze, że człowiek uczy się na błędach, najlepiej kogoś innego. Myślę, że wielu z nas podczas swego dłuższego czy krótszego życia podjęło decyzje, których później się wstydziło, jednak nie mogło już cofnąć ich następstw. Co jednak, gdyby w naszym życiu pojawił się ktoś, kto dałby nam szansę na zmianę naszego losu? Takie pytanie stawia przed czytelnikami Jakub Mrozowski w swojej debiutanckiej powieści.

 

Raz rzuci siekierą, raz rzuci powieścią

Pan Przeznaczenia to pierwsza książka Jakuba Mrozowskiego, który jak sam mówi o sobie – długo zbierał historie, zanim przelał je na papier. Próbował wielu ról i zawodów, zahaczając nawet o sztukę cyrkową, popkulturę czy wspomniane siekiery.  Jak widać, z czasem przyszła też pora na wypróbowanie swojego pióra w prozie, rzucając się na popularny przez ostatnie lata gatunek fantasy. Debiut Mrozowskiego został wydany przez Wydawnictwo Nie Powiem w czerwcu bieżącego roku, a cała treść zamknęła się w 336 stronach.

Pan Przeznaczenia, Pan Niebieskiego Pokoju

Mimo że tytuł można przypisać bezsprzecznie do gatunku fantasy, to nie znajdziemy tu żadnej oklepanej walki dobra ze złem, czy nadciągającego kataklizmu zagrażającego światu. Przynajmniej takie wrażenie miałem na początku lektury. Autor całkiem umiejętnie zapożycza motywy i postacie z mitologii nordyckiej, właściwie wykorzystując je jako szkielet swojej historii. Treść książki została podzielona przez autora na cztery części – każda opowiada o losach innego mężczyzny, który staje przed wyborem oraz przed konsekwencjami ingerencji w przeznaczenie. Ogniwem, które łączy ich marne żywoty, jest nie kto inny, jak Pan Przeznaczenia, a obecnie lokator Niebieskiego Pokoju.

REKLAMA

Wyrusza on na poszukiwania osoby, która godnie zajmie jego miejsce na straży losów ludzi. Tak mówi każdemu z mężczyzn, któremu oferuje możliwość zmiany przeznaczenia. Spotyka on wdowca pragnącego odzyskać ukochaną, prześladowanego w szkole nastolatka, chłopaka, który utknął w toksycznej relacji i mężczyznę w średnim wieku, który raczej wygląda na zadowolonego ze swojego życia. Taki przekrój postaci całkiem trafnie oddaje problemy przygniatające ludzi, których codziennie mijamy na chodniku, zapatrzeni w ekrany telefonów. 

Co prawda nie jestem zwolennikiem parytetów, jednak podczas lektury brakowało mi spojrzenia na świat przez oczy kobiety. Książka w końcu porusza opowieści o losach ludzi, którzy na dobrą sprawę mogliby mieszkać za ścianą. Wydaje mi się, że motyw dokuczania w szkole czy toksycznego związku sam się prosił o odmienną perspektywę, jednak tak jak już wspomniałem – autor całkiem trafnie analizuje ich życie i decyzje, starając się wpleść w to psychologiczne i filozoficzne rozmyślania.

Kim ty właściwie jesteś Eryku? 

Eryk – tak przedstawia się Pan Przeznaczenia podczas każdej ze swoich wizyt w naszym świecie. Od pierwszych stron zarówno bohaterowie, jak i czytelnicy otrzymują okruszki informacji (np. klepsydrę pojawiającą się po opuszczeniu Niebieskiego Pokoju). Na początku łatwo je przeoczyć lub uznać za nieistotne, jednak z drobną pomocą uprzejmego nieznajomego wszystko zaczyna nabierać znaczenia. Już od początku bawi się on losami ludzi, dając im możliwość zmiany życia na lepsze, czemu daje już wyraz podczas rozmowy z pierwszym z mężczyzn. Kim jednak jest tytułowy Pan Przeznaczenia? Tego oczywiście nie zdradzę, jednak przyznam, że sam byłem lekko zaskoczony, gdy autor w końcu zdradził prawdziwe imię Eryka. Z czasem jednak wszystko zaczęło się ze sobą łączyć i z pewnym wyprzedzeniem trafnie przewidziałem, co wydarzy się w finale. 

Wydanie, które buduje klimat

Choć Pan Przeznaczenia nie jest książką kolekcjonerską z ilustracjami czy zdobioną oprawą, samo wydanie dobrze współgra z charakterem powieści. Mroczna, minimalistyczna okładka skutecznie buduje atmosferę tajemnicy i sugeruje, że czytelnika czeka historia balansująca między fantastyką a psychologiczną refleksją. Wnętrze utrzymano w przejrzystej formie, jednak tło pierwszych stron każdego z rozdziałów stanowi czarno-biała wersja ilustracji zdobiącej okładkę. Miękka oprawa, matowy papier i skrzydełka sprawiają, że książkę czyta się komfortowo, a jakość wykonania nie odbiega od współczesnych standardów.

Widzę tu spore pole do poprawy

Pan Przeznaczenia to debiut, który wyróżnia się przede wszystkim ciekawym pomysłem i umiejętnym połączeniem fantasy z psychologiczną refleksją nad wolną wolą, stratą i ceną podejmowanych decyzji. Największą siłą powieści jest intrygująca konstrukcja fabularna oraz stopniowe splatanie pozornie niezależnych historii w spójną całość. Książka potrafi skłonić do zastanowienia się nad własnymi wyborami, a poruszane przez bohaterów dylematy są na tyle uniwersalne, że łatwo odnaleźć w nich cząstkę siebie.

Nie jest to jednak powieść pozbawiona wad. W tekście można natrafić na drobne błędy korekty, powtórzenia oraz dość ograniczony zasób słownictwa, który miejscami obniża immersję. Choć rozterki bohaterów stanowią jeden z najciekawszych elementów historii, szybkie tempo przeskakiwania między kolejnymi wątkami sprawia, że nie zawsze mają szansę wybrzmieć z odpowiednią siłą. W efekcie niektórym postaciom brakuje psychologicznej głębi, a ich przemiany wydają się zbyt skrótowo przedstawione. Można też odnieść wrażenie, że autor częściej opowiada czytelnikowi o emocjach bohaterów, niż pozwala je samodzielnie odczuć poprzez ich zachowania i działania, przez co zasada „show, don’t tell” nie zawsze zostaje zachowana.

Mimo tych niedoskonałości, Pan Przeznaczenia pozostawia po sobie raczej dobre wrażenie. To książka z wyraźnym potencjałem, która pokazuje, że Jakub Mrozowski ma interesujące pomysły i potrafi budować angażujące historie. Jeśli w kolejnych powieściach większy nacisk położy na pogłębienie postaci i dopracowanie warstwy językowej, może za jakiś czas stać się autorem, po którego twórczość czytelnicy będą sięgać z nieukrywaną ciekawością.

 

ZALETY +

WADY -

Jakub Trojanowski

Student medycyny, prywatnie wielki fan papierowego wydania Gwinta. Od dziecka pochłaniam książki i filmy o różnorodnej tematyce. W wolnych chwilach, przy pracy lub nauce zawsze w tle wybrzmiewa klasyczną i filmową. Zarówno w grach, jak i w życiu lubię nieszablonowo podchodzić do problemów. Nie mam ścisłej czołówki ulubionych uniwersów, ale podium zajmują Władca Pierścieni, Wiedźmin i Mass Effect. Co nie znaczy, że z chęcią nie podyskutuję, chociażby o Asasynach goniących po dachach Szturmowców Imperium Galaktycznego.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Echoes of Aincrad – recenzja gry (Xbox Series X). Wreszcie własna legenda w świecie SAO. Szkoda, że nie zawsze chce się ją pisać

Echoes of Aincrad – recenzja gry (Xbox Series X). Wreszcie własna legenda w świecie SAO. Szkoda, że nie zawsze chce się ją pisać

Cat Life Simulator Demo – recenzja gry. Kot, chaos i odrobina Goat Simulator. Jest potencjał, ale przyda się jeszcze kilka poprawek

Cat Life Simulator Demo – recenzja gry. Kot, chaos i odrobina Goat Simulator. Jest potencjał, ale przyda się jeszcze kilka poprawek

Model Kit Shop Simulator: Prologue – recenzja gry. Za darmo to uczciwa cena!

Model Kit Shop Simulator: Prologue – recenzja gry. Za darmo to uczciwa cena!

Avengers. Zebrani. Tom 13 – recenzja komiksu – Jason Aaron mówi Avengersom „do widzenia”

Avengers. Zebrani. Tom 13 – recenzja komiksu – Jason Aaron mówi Avengersom „do widzenia”

Moon Knight. Tom 3 – recenzja komiksu – Marc Spector znowu ma problemy

Moon Knight. Tom 3 – recenzja komiksu – Marc Spector znowu ma problemy

Batman: Miasto szaleństwa – recenzja komiksu – Podróż do mrocznego odbicia Gotham

Batman: Miasto szaleństwa – recenzja komiksu – Podróż do mrocznego odbicia Gotham