MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Zgniła zieleń. "Nieśmietelny Hulk, tom 1" – recenzja komiksu

Jaki jest Hulk, każdy widzi. Duży, zielony i silny. Banner to ten nerd, który może i ma niestandardowo wysokie IQ, ale jest przeklęty porywczym alter ego i bardzo mu z tego powodu smutno. Tak przynajmniej ten duet jest sportretowany w znacznej większości historii i umówmy się, nie jest to motyw, który zainteresuje publikę na dłuższą metę. Może właśnie dlatego postać ta nie może się pochwalić zbyt imponującą reprezentacją na rynku polskim.

"Ogólnie rzecz biorąc, człowiek nie jest tak dobry, jakim się sobie wydaje, ani jaki pragnie być"

Skupiając się na XXIw., fani Zielonego Giganta naprawdę nie mieli w czym wybierać. Szlaki przecierało wydawnictwo Mandragora, wydając u nas dwie mini-serie: Banner Briana Azarello (2001) i Wolverine/Hulk Sama Keitha (2003-2004), ale tuż po nich nastała głucha cisza aż do roku 2013, kiedy to w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela trafił na rynek Niemy krzyk Petera Davida (WKKM, nr 7).   Dzięki Hachette dostaliśmy również Planetę Hulka (nr 23 i 30) oraz Wielką Wojnę Hulka ( nr 51) Grega Paka – historie powszechnie uznawane za najlepsze w kontekście tej postaci.

W ramach WKKM i Superbohaterowie Marvela, Hulk powracał jeszcze kilkukrotnie, ale nie były to albumy tak przełomowe, jak te rozgrywające się na Sakaar. Warto jeszcze wspomnieć o Hulk – Szary Jepha Loeba i Tima Sale’a (Mucha Comics, 2015) i Hulk – Koniec i inne opowieści Petera Davida (Egmont, 2017), bardzo udane opowieści, ale wpisujące się w mechancholijno-destrukcyjny schemat, tak dobrze znany z połyskujących promieniami gamma stron. I na tym zapewne skończylibyśmy hulkowe kalendarium, bowiem wskutek wydarzeń II Wojny Domowej (Egmont, 2019), a raczej fatalnych i totalnie nielogicznych z perspektywy ówczesnego continuum komiksowego decyzji Briana M. Bendisa, Hulk pożegnał się ze światem, zresztą (jak się później okazało) na własne życzenie.

Na szczęście, z odsieczą przybył Al Ewing, który na stronach Avengers – Nie poddamy się (Egmont, 2021) naprawił narracyjny chaos i przywrócił do życia Bannera i jego wściekłe alter ego. Jednocześnie zmieniając na zawsze mitologię tej postaci i czyniąc z niej coś niepowtarzalnego. Hulk bowiem nie był już niesamowity. Był nieśmiertelny.

"Mój Szatan, długo więziony w klatce, wyrwał się na swobodę z opętańczym rykiem"

Al Ewing zdecydował się wybrać z Hulkiem w melancholijną podróż do korzeni, odwiedzając te rejony, z których potwór ten się wywodzi – opowieści grozy. Nie będzie dla nikogo żadną niespodzianką, że największą inspiracją dla stworzenia tej postaci był Doktor Jekyll i Pan Hyde R.L. Stevensona, choć ja bym do tego kotła dorzucił ten Frankensteina Mary Shelley, czy dowolną opowieść o wilkołakach. Nie ma co ukrywać, że potwór, który okazjonalnie rozrywa twoje mięśnie, rosnąc do absurdalnych rozmiarów, przejmuje świadomość, by siać chaos i zniszczenie, a później pozostawia cię bezbronnego na jakimś odludziu z dziurą w pamięci, to nie jest materiał na bajkę dla najmłodszych. A mimo to, udało się ten schemat wpisać w popkulturę i używać jako narzędzia do generowania imponujących efektami specjalnymi walk. Hulk nie jest przerażający, a często wręcz zabawny, żeby nie powiedzieć pocieszny.

Nieśmietelny Hulk zrywa ze schematami znanymi z filmów MCU i oferuje zupełne przeciwieństwo dużego, zielonego Bannera w swetrze i okularach, jakiego widzieliśmy w Endgame (którego, tak swoją drogą, uwielbiam, ale wiem, że jestem w mniejszości;). Hulk Ewinga to potwór z koszmarów, który przebudza się, gdy zapada zmrok. Noc to jego czas, a wtedy jest nie do zatrzymania. W nowym przydomku nie ma grama przesady, bowiem zdolności regeneracyjnych mogłaby mu pozazdrościć nawet hybryda Deadpoola z Wolverinem. Jest też przerażająco inteligentny, a w swych działaniach przebiegły i jak przystało na potwora – okrutny. Kieruje się swoją pokręconą logiką i moralnością, która wymyka się wyobraźni. Jak więc snuć opowieść o niepowstrzymanej sile chaosu? Gdzie drzemie potencjał tej historii?

"W każdym lustrze jest dwóch ludzi. Ten, którego widzisz... ...i drugi, którego nie chcesz zobaczyć"

Drugą stroną zielonej monety jest oczywiście Banner. Co ciekawe, jest go zdecydowanie mniej, niż można by się było tego spodziewać. Odnoszę wręcz wrażenie, że to Bruce stanowi drugą jaźń Hulka, nie odwrotnie. Zielony Gigant wiedzie prym na stronach komiksu, podczas gdy jego  ludzkie alter ego pojawia się okazjonalnie. I na szczęście – nie jest to okazja, by snuć smętne monologi o przekleństwie, które zmuszony jest nosić. Banner jest u Ewinga pogodzony z losem. Cóż z tego, że może zginąć, ba, nawet sam może się zabić, ale to nie zmieni faktu, że jego mroczny pasażer zniknie. Potwór będzie żył wiecznie, a to dla niego znaczy dokładnie to samo. Mamy tu więc kolejny trop z opowieści podszytej dreszczykiem, a to zaledwie jedna z kart w talii Ewinga.

Fabuła, choć wydaje się być mocno fragmentaryczna i stawia na drodze Hulka coraz to dziwniejsze istoty do pokonania, jak w przeciętnym serialu proceduralnym, gdzie co odcinek prowadzonej jest inne śledztwo, ma pewien motyw przewodni, a są nim tajemnicze Zielone Wrota. Czym są? Dokąd prowadzą? I jaki to ma związek z samym Hulkiem? Mogę jedynie zdradzić, że sięgają gamma-genezy i są nierozerwalnie związane z jego istnieniem. Resztę musicie odkryć sami, bo jest to opowieść, której tajemnice zdecydowanie warto poznać. Szczególnie, że to dopiero wstęp do większej narracji. Zdecydowanie większej.

"Bo ja przecież nie istnieję: istnieją tysiące luster, które mnie odbijają"

Nowa pozycja w egmontowym katalogu Marvel Fresh to rzecz unikatowa głównie przez swój niepowtarzalny charakter. Bez wątpienia jest to opowieść grozy, choć trudno ją raczej nazwać horrorem. Owszem, na drodze Hulka twórcy stawiają wiele zjawisk paranormalnych, ale mogą szokować obrzydliwością, aniżeli wywoływać gęsią skórkę lęku. Rysownik Joe Bennet, który w znacznej większości odpowiada za stronę graficzną tytułu, stanął na wysokości zadania i sprawił, że niektórych kadrów szybko nie uda się nam wymazać z pamięci. Celowo nie powołuje się na konkretne sceny, bowiem pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz, a wiele jest w tym komiksie stron, które powstały tylko po to, by zostawić czytelnika z wyrazem niemałego zaskoczenia na twarzy. Za jeden z moich ulubionych motywów odpowiedzialni są Avengers i… słoiki. Więcej nie zdradzę.

Nie byłbym sobą, gdybym nie pochwalił też absolutnie fenomenalnych ilustracji Alexa Rossa, które w oryginale zdobią okładki “Nieśmiertelnego Hulka”. Na szczęście, Egmont każdy numer (a jest ich w pierwszym tomie dziesięć) sygnalizuje tymi małymi dziełami sztuki, do tego opatrzonymi stosownymi cytatami, wybranymi przez Ewinga na myśl przewodnią danego rozdziału, co naprawdę podbija klimat całości. A skoro scenarzysta mógł ich użyć, to i ja w kontekście jego dzieła pozwoliłem sobie zrobić to samo – kilka z nich znajdziecie w podtytułach.

Warto dać szansę Zielonemu Gigantowi, nawet jeśli dotychczas jego popkulturowy wizerunek nie przypadł Wam do gustu. Nieśmiertelny Hulk to bowiem jeden z najlepszych komiksów Marvela wydanych u nas w tym roku. A może nawet i nie tylko Marvela.

Zielony to nowy czarny. Nawet jeśli odrobinę przegniły – to wciąż nieśmiertelny.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ