Kiedy w 2010 roku David Fincher wraz z Aaronem Sorkinem stworzyli The Social Network, Facebook był w zupełnie innym miejscu. Nikt z nas nie przypuszczał, że portal, na którym użytkownicy wstawiali swojskie zdjęcia śniadań i innych posiłków oraz publikowali krindżowe opisy, w ciągu 16 lat zmieni się w miejsce wzmożonego hejtu, dezinformacji i polaryzacji użytkowników. Czy The Social Reckoning: W sieci konsekwencji jest równie dużą transformacją względem swojego poprzednika? Zapraszam do lektury!
Algorytm nie ma sumienia
Seans rozpoczyna się historią o wstawionej blondynce. Krótka scenka portretuje sprzeczkę białej Amerykanki z policjantami o imigranckich korzeniach. Od słowa do słowa dochodzi do eskalacji, którą konserwatywna republikanka uwiecznia na swoim smartfonie, dbając o teatralną gestykulację, żeby wideo wzbudzało w odbiorcach jak najwięcej emocji. Na nagranie natyka się Frances Haugen (Mikey Madison), pracownica Facebooka z działu dbającego o etyczne funkcjonowanie korporacji. Przerażona odkryciem, zamiast pisać kod, rozpoczyna własne śledztwo. Nie dowierza, gdy odkrywa, że aż 64% członków organizacji ekstremistycznych znajdujących się pod lupą FBI miało trafić do rekruterów za sprawą algorytmów Fejsa. Sęk w tym, że nawet pracownicy jej działu, którym powinno zależeć na uczynieniu mediów społecznościowych lepszym miejscem, radzą jej, żeby nie zagłębiała się w temat i zajęła powierzonymi wcześniej zadaniami. 
Równolegle The Wall Street Journal zatrudnia wielokrotnie nagradzanego reportera śledczego – Jeffa Horwitza (Jeremy Allen White). Błyskotliwy, choć niezbyt obeznany z technologią dziennikarz, który sam nie potrafi nawet obsłużyć nawigacji, próbuje zrozumieć meandry nowych mediów, posiłkując się statystykami i wiedzą innych. Znalezienie potencjalnych źródeł okazuje się jednak karkołomnym zadaniem. Aż w pewnym momencie losy naszej dwójki się splatają. Czy wspólnie uda im się obnażyć strategie funkcjonowania giganta?
Najpierw musisz zadać im ból. Potem wygrywasz
Aaron Sorkin swój pisarski kunszt udowodnił już w Prezydenckim pokerze. Największą zaletą The Social Reckoning są dialogi, które momentami przypominają mecz ping-ponga. Jest w nich sarkazm, jest dramaturgia, są też celne riposty, które niejednokrotnie trafiają w samo sedno problemu. Sorkin doskonale wie, jak napisać rozmowę, żeby nawet wymiana zdań o tabelkach, statystykach i korporacyjnych procedurach potrafiła przykuć uwagę widza. Czego zatem zabrakło? Myślę, że przede wszystkim emocji i bardziej złożonych postaci. Bo chociaż cały film jest o ludzkich uczuciach i o tym, że udostępniamy przede wszystkim to, co nas najbardziej boli lub wkurza, to tutaj tych emocji było jak na lekarstwo.
Myślę, że gdyby historia nie opierała się na prawdziwych wydarzeniach, Sorkin może bardziej poszarżowałby z tworzeniem niezapomnianych kreacji. Postać Madison jest wyrazista, czasami trochę introwertyczna, ale kupuję ją w całości. Aktorka bardzo dobrze odnajduje się w roli kobiety, która z jednej strony doskonale rozumie mechanizmy działania korporacji, a z drugiej nie potrafi pogodzić się z tym, co odkrywa. Wierzy w swoją misje, chce połączyć ludzi na całym świecie.
Mam nadzieję, że fani White’a mnie nie zjedzą, ale w moim odczuciu aktor nie zaprezentował niczego nowego. Gdyby ktoś przed seansem pokazał mi klipy z recenzowanego tytułu i The Bear, ciężko byłoby mi je od siebie odróżnić. Dla mnie to wciąż ten sam Carmy, tylko zamiast w restauracyjnej kuchni biega po ekranie, próbuje rozwikłać kolejną zagadkę.

Zdecydowanie więcej frajdy sprawił mi Billy Magnussen, który wręcz idealnie nadaje się do odgrywania wszelkiej maści zwyroli z Doliny Krzemowej. Ma w sobie tę specyficzną mieszankę korporacyjnej pewności siebie, wyższości i sztucznego uśmiechu, za którym kryje się człowiek przekonany, że wie lepiej od wszystkich. Wystarczy kilka jego spojrzeń, żebyśmy zrozumieli, że mamy do czynienia z kolejnym typem, który w poniedziałek opowiada o zmienianiu świata na lepsze, a we wtorek bez mrugnięcia okiem zatwierdza decyzje, które ten świat czynią gorszym. Moment gdy Horowitz przychodzi do jego gabinetu po komentarz jest elektryzujący. Magnussen świetnie odnajduje się w tej konwencji i szkoda, że takich charakterystycznych postaci nie dostaliśmy więcej.
No i oczywiście Jeremy Strong jako Mark Zuckerberg. Tutaj naprawdę trudno się do czegokolwiek przyczepić. Aktor wygląda i zachowuje się niemal jak kopia założyciela Facebooka, szczególnie podczas scen przedstawiających jego próbę przesłuchania przed amerykańskimi politykami. Sztywna mimika, wyuczone odpowiedzi, nienaturalny sposób mówienia i spojrzenie człowieka, który czuje, że każda jego sekunda jest cenna, a dział PR marnuje jego jakże drogi czas. Momentami miałam wrażenie, że oglądam archiwalne nagrania prawdziwego Zuckerberga, a nie hollywoodzką produkcję. Żałuję jedynie, że nie zobaczyliśmy go więcej, bo Strong bez większego wysiłku kradnie uwagę w każdej scenie, w której się pojawia. Ogólnie mam wrażenie, że Sorkin w swojej reżyserskiej pracy skupił się bardziej na sprawozdawczym charakterze narracji niż na kreatywnym przedstawieniu własnej wizji. Zamiast pełnokrwistego dramatu o ludziach uwikłanych w machinę wielkich pieniędzy otrzymaliśmy momentami bardzo sprawnie zrealizowaną rekonstrukcję wydarzeń.
Wszystkie odcienie korporacyjnej szarości
Od strony wizualnej The Social Reckoning również nie próbuje odkrywać Ameryki. Zdjęcia Jeffa Cronenwetha są dość ciemne, momentami nawet za bardzo. Dominują chłodne barwy, przygaszone światło i korporacyjne wnętrza, w których trudno doszukiwać się choćby odrobiny życia. Rozumiem ten zabieg, bo przecież nie oglądamy kolorowej opowieści o sukcesie Doliny Krzemowej, ale historię o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami jednej z najbardziej wpływowych firm na świecie. Mimo wszystko chwilami miałam ochotę, żeby ktoś wreszcie zapalił tam światło albo wstawił im te piłkarzyki do pokoju socjalnego. Wizualnie jest poprawnie, konsekwentnie, tylko brakuje mi kadrów, które zostałyby w głowie na dłużej. Szczególnie gdy przypomnę sobie, jak świetnie pod względem estetycznym prezentował się film Finchera.
Znacznie lepiej wypada warstwa dźwiękowa. Udźwiękowienie jest świetne, a odpowiednio dobrane instrumentale skutecznie budują atmosferę powolnego łączenia kropek.. Wystarczy dźwięk przychodzącej wiadomości, kolejny dokument pojawiający się na ekranie i muzyka, która stopniowo podkręca napięcie. Bardzo podobało mi się, jak za pomocą tych środków twórcy próbują zamienić dziennikarskie śledztwo w pełnoprawny thriller. Im więcej elementów układanki trafia na swoje miejsce, tym wyraźniej czujemy, że bohaterowie zaczynają rozumieć skalę problemu. I choć sam scenariusz nie zawsze potrafi utrzymać emocjonalne zaangażowanie, to ścieżka dźwiękowa niejednokrotnie ratuje sytuację.
Potężniejszy niż państwo
W filmie pada stwierdzenie, że Facebook jest potężniejszy od każdego pojedynczego państwa na świecie. Brzmi absurdalnie? Być może, ale kiedy zaczniemy zastanawiać się nad tym nieco dłużej, trudno całkowicie odrzucić tę myśl. Mówimy przecież o korporacji, która ma wpływ na informacje docierające do miliardów użytkowników, kształtuje dyskusje społeczne, a poprzez swoje algorytmy decyduje, jakie treści mają największą szansę zdobyć popularność. Co gorsza, w przeciwieństwie do demokratycznie wybieranych władz, zarządzający platformą nie muszą co kilka lat zabiegać o głosy obywateli. Muszą przede wszystkim dbać o wyniki finansowe i zadowolenie akcjonariuszy.

Najbardziej przerażające w The Social Reckoning nie jest jednak to, że Facebook posiada tak wielką władzę, ale fakt, że mechanizmy opisane w filmie są nam doskonale znane. Przecież wystarczy otworzyć dowolny portal społecznościowy, żeby przekonać się, że najbardziej angażujące treści niekoniecznie są tymi najbardziej wartościowymi. Nienawiść, strach i oburzenie sprzedają się znakomicie. Algorytm nie zastanawia się nad tym, czy użytkownik po obejrzeniu kolejnego materiału stanie się lepszym człowiekiem. Liczy się to, czy zostanie na platformie jeszcze przez kilka minut.
Temat okazuje się niezwykle aktualny, szczególnie w świetle ostatnich dramatycznych wydarzeń w polskich szkołach, w których doszło do ataków z użyciem niebezpiecznych narzędzi. Pojawiają się również doniesienia o kolejnych nastolatkach podejrzewanych o przygotowywanie podobnych czynów, a śledczy badają między innymi ich aktywność w internecie. Nie oznacza to oczywiście, że winę za takie tragedie można automatycznie przypisać mediom społecznościowym albo że wszystkie ataki zostały zaplanowane za ich pośrednictwem. Trudno jednak nie zadawać pytań o rolę internetowych społeczności, radykalizujących treści i mechanizmów, które potrafią nagradzać najbardziej skrajne zachowania. Właśnie dlatego historia przedstawiona przez Sorkina nie wydaje się opowieścią o problemach sprzed kilku lat, a komentarzem do rzeczywistości, z którą mierzymy się tu i teraz.
Czy warto złapać się w tę sieć?
The Social Reckoning: W sieci konsekwencji to film potrzebny, chociaż niekoniecznie tak dobry, jakiego oczekiwałam. Po wyjściu z seansu byłam pogrążona w refleksjach. Jednak po dwóch dniach zdałam sobie sprawę, że to nie z powodu brawurowej reżyserii. Sorkin bierze na warsztat temat niezwykle ważny i aktualny, ale paradoksalnie w historii o manipulowaniu emocjami sam nie potrafi tych emocji w pełni wykorzystać. Dostajemy świetnie napisane dialogi, bardzo dobre występy Madison i Stronga, znakomite udźwiękowienie i dziennikarskie śledztwo, które potrafi zaintrygować. Brakuje jednak odrobiny szaleństwa, mocniejszych konfliktów i bohaterów, których losy zostałyby z nami na dłużej.
W 2010 roku Fincher i Sorkin pokazali nam, jak narodził się gigant, który miał połączyć cały świat. Szesnaście lat później oglądamy konsekwencje jego sukcesu. I choć nowa produkcja nie dorównuje swojemu poprzednikowi pod względem filmowej finezji, to pozostawia po sobie kilka niewygodnych pytań. Bo może największy problem wcale nie polega na tym, że Facebook wie o nas wszystko, lecz na tym, że doskonale wie również, jak wykorzystać nasze słabości. A my, mimo świadomości tych mechanizmów, następnego dnia i tak odruchowo sięgamy po telefon i zaczynamy scrollować. Po wyjściu z kinowej sali złapałam się na tym, że od razu na Messengerze opisałam wrażenia z projekcji. I momentalnie w myślach skarciłam się za to. Czy potrafimy jeszcze żyć bez Mety?
Sonia Moćko„The Social Reckoning: W sieci konsekwencji to sprawnie zrealizowany, oparty na prawdziwych wydarzeniach thriller o mrocznych mechanizmach działania Facebooka, który dzięki błyskotliwym dialogom, znakomitemu udźwiękowieniu i kilku świetnym kreacjom aktorskim skutecznie obnaża grzechy Big Techu, ale przez zbyt sprawozdawczą narrację i niedostatek emocji nie potrafi dorównać kultowemu poprzednikowi.”