Błoto, chłód i sterty buraków cukrowych – dla takiej rzeczywistości Elise i Tom porzucają wygodne mieszkanko na Brooklynie, by podreperować swój budżet. Elise dość szybko przekonuje się jednak, że zmęczenie po dwunastogodzinnych zmianach spędzonych na fizycznej pracy nie będzie stanowiło jej największego problemu. Na zbiorach buraka cukrowego w Minnesocie dzieje się bowiem coś niepokojącego, a związek z tym mają same buraki.
Beta vulgaris to horror z elementami surrealistycznymi wydany przez wydawnictwo Insignis StoryLight w ramach serii Mroczne Szepty. To także debiutancka książka Margie Sarsfield. Śledzimy w niej losy dwudziestokilkuletniej Elise, która chcąc szybko i sporo zarobić, wyjeżdża na zbiory buraka cukrowego w Minnesocie. Dziewczyna ma nadzieję, że ten zastrzyk gotówki będzie dla niej wybawieniem od problemów – wysokiego czynszu za wynajmowane na Brooklynie mieszkanie i karty kredytowej do spłacenia. We wszystkim towarzyszy jej jej chłopak Tom, który dzięki zgromadzonym przez rodziców środkom o koszty życia martwić się zupełnie nie musi.
Najstraszniejszy jest overthinking
Choć głównym elementem przyciągającym do tej książki są dziwnie podejrzane buraki, osobiście uważam, że najistotniejszą jej częścią są jednak bardzo realne, osadzone w zwykłej codzienności lęki głównej bohaterki. Całą historię obserwujemy bowiem przez pryzmat samej Elise i jej wewnętrznego monologu. A trzeba przyznać, że jest to monolog momentami naprawdę męczący. Elise niemal non stop myśli o swojej kiepskiej sytuacji finansowej, o potrzebie kompulsywnego kupowania, o życiu ponad stan i wynikającym z niego długom, o relacji z Tomem i dawno rozwiązanych problemach w niej, o chęci bycia zawsze moralnie dobrą i tym, jak oceniają ją inni… I o jedzeniu. Bardzo dużo o jedzeniu, ponieważ Elise cierpi także na zaburzenia odżywiania i rozliczanie się ze spożytych kalorii stanowi stały element jej codzienności. Stety (bądź niestety), jako osoba sama mierząca się z zaburzeniami lękowymi, mogę stwierdzić, że sposób myślenia Elise jest przy tym przedstawiony w sposób naturalny i niejednokrotnie utożsamiałam się z nią, kiedy po raz kolejny dopadała ją okrutna potrzeba overthinkingu na temat relacji lub gdy proste do rozwiązania problemy urastały w jej głowie do rangi tragedii. Jednocześnie sama również widziałam, że główna bohaterka – podobnie zresztą jak ja sama – kiedy wpadnie w ciąg lękowego rozkminiania, staje się po prostu nieznośna. Nic więc dziwnego, że książka dzieli czytelników i że dla części z nich postawa Elise i jej przemyślenia stanowią barierę nie do przeskoczenia.

Co z tym horrorem?
Dla mnie ostatecznie – choć zaskakująco – to właśnie realistyczne przedstawienie zaburzeń lękowych okazało się najlepszym aspektem tej książki. Rozumiem jednak, że komercyjnie doklejenie do tego dziwacznego horroru wypada lepiej. Sama zresztą ze względu na aspekt horrorowy właśnie po tę pozycję sięgnęłam. W tej kwestii po lekturze pozostał we mnie spory niedosyt. Przede wszystkim miałam poczucie, że ewidentnie niepokojące elementy pojawiają się w fabule zbyt późno – jestem przekonana, że wiele osób odrzuconych kreacją postaci Elise porzuci bądź porzuciło książkę, zanim cokolwiek dziwnego zaczęło się dziać. Im dalej w las, tym dziwaczniej i lepiej, ale samo zakończenie niestety pozostawiło mnie z pewnym poczuciem niedosytu. Może wszystko wydarzyło się nieco zbyt szybko, żeby zbudować dla finału odpowiedni klimat.
Wait, is this play about us?
Z perspektywy czasu Beta vulgaris budzi we mnie naprawdę mieszane uczucia. To powieść, która okazała się dla mnie bardzo niewygodna, ale z przyczyn zupełnie innych, niż mogłam się wcześniej spodziewać. Liczyłam na surrealizm i gadające niepokojące buraki, a dostałam po twarzy przypomnieniem, jak trudne dla mnie i mojego otoczenia mogą być moje własne codzienne przypadłości. Jestem zaskoczona, że to właśnie taka książka okazała się dla mnie poniekąd lustrem i do końca nie wiem, jak się z tym czuć, ale z pewnością sprawi to, że zostanie ona w mojej pamięci na długo.
Sprawdź też: Czarownictwo dla zbłąkanych dziewcząt — recenzja książki — Najstraszniejszym horrorem jest brak sprawczości

