MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Poprzedni
Następny

The Last Guardian – recenzja gry. Dziesięć lat trudnej produkcji i totalna klapa.

Dużo słyszałem o The Last Guardian – głównie zachwyty, jaka ta gra jest super i że ma inne podejście do gameplay’u. Niestety, nie miałem okazji nigdy w nią zagrać aż do wczoraj. W ramach Playstation Collection pobrałem tytuł i… srogo się zawiodłem.

The Last Guardian – recenzja gry. Dziesięć lat trudnej produkcji i totalna klapa.

Latka lecą

Ja zdaję sobie sprawę, że Fumito Ueda to wielki człowiek, ale ze swoim zespołem porwał się na tworzenie gry, która przerosła ich możliwości. I tak po prawie dziesięciu latach trudnej produkcji, w końcu The Last Guardian ujrzał światło dzienne. Ja gram w to dodatkowo sześć lat po premierze. Jak tytuł zestarzał się po takim czasie?

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że nie ukończyłem The Last Guardian– odpadłem po jakichś 4-5 godzinach.

Muszę przyznać, że wizualnie nie zachwyca. Grafika jest lekko stylizowana, więc nie wygląda to źle, ale widać sporo nakładających się na siebie tekstur. Wątpię też, że gra wyglądała dobrze w momencie swojej premiery. To jest duży problem produkcji, które powstają zbyt długo – zdążą się zestarzeć, zanim jeszcze ujrzą światło dziennie. Nie chodzi mi tylko o grafikę, ale również o kwestie techniczne – trendy się zmieniają, wchodzą różne nowinki technologiczne, przez co tytuł może wydawać się toporny, mimo że został wydany niedawno.

Czy przesadna naturalność to droga do perfekcyjnej gry?

Nasz bohater – bezimienny chłopiec – budzi się w tajemniczych ruinach obok wielkiego pół-ptaka, pół-ssaka, stworzenia o imieniu Trico. Zwierzak początkowo nastawiony jest do nas negatywnie, ale gdy już uwolnimy go z łańcuchów i nakarmimy, zaczyna nam ufać.

Od strony rozgrywki The Last Guardian to taka przygodówka, symulator chodzenia okraszony zagadkami środowiskowymi. Te akurat są sympatyczne i ciekawie przemyślane. Czasem może frustrować fakt, że tytuł nie ma żadnego systemu prowadzenia gracza – czegoś na zasadzie żółtych elementów znanych między innymi z Uncharted czy Ghostrunnner – ale muszę przyznać, że ma to swój klimat w tych ruinach. Choć fakt, potrafiłem się zgubić nie raz w mojej krótkiej przygodzie.

Jestem w stanie zrozumieć, że Fumito Ueda chciał oddać w produkcji naturalność ruchów i zachowań dziecka i zwierzęcia, ale nie wiem, czy tego oczekuję od gry. Chłopiec porusza się jak ostatnia oferma, biegając – potyka się, wspinając – wykonuje tysiące niepotrzebnych ruchów… Nie wiem, czy Ueda miał kiedyś do czynienia z dzieckiem, ale ja miałem i wiem, że się tak nie porusza.

Animacje są generowane proceduralnie, więc postacie żywo reagują na to, co się dookoła nich dzieje. Urocze jest to, że Trico czasem złapie beczkę z jedzeniem w pysk w powietrzu, a czasem obije mu się ona od noska i zwierzak zrobi skwaszoną minę. Również, gdy za długo ją trzymamy w rękach, to będzie próbował nam ją wyrwać.

Okej, więź z Trico jest przedstawiona sympatycznie – gdy stworzenie po walce jest przestraszony, musimy go pogłaskać, żeby się uspokoił, wyjmujemy włócznie z ciała, dajemy pożywienie. To jest coś, czego nie odda inne medium. Jednak… z tą naturalnością przychodzi masa problemów.

Zwierzak jest nieposłuszny – wołam go kilkukrotnie, żeby do mnie przyszedł, a on stoi i się patrzy i dopiero po jakimś czasie dociera do niego komenda. Podczas rozwiązywania zagadek też jest to denerwujące. Teoretycznie wiem, co muszę zrobić, więc krzyczę do Trico, ale on woli robić swoje. Chciałem się dostać na platformę wyżej, więc proszę go, żeby podszedł, żebym mógł się tam dostać. Niestety on się nie słucha, więc myślę, że źle podchodzę do tego zadania i szukam innego sposobu, żeby pokonać ten poziom, bo może rzeczywiście należy zrobić coś innego. Jednak nie… moja pierwsza myśl była dobra, tylko zwierzak jest uparty…

Kamera też ma swój świat, robi, co jej się żywnie podoba – nie nadąża za bohaterem, przez co musiałem nią sam manewrować, a i tak mimo wszystko zahacza się o obiekty i nie chce ich omijać.

Ponarzekałem…

Osobiście nie wiem, komu mógłbym polecić The Last Guardian. Nie wiem, czy jest ktoś, komu frajdę sprawiałoby siłowanie się z tym olbrzymim stworzeniem i kamerą. Nie miałem żadnej przyjemności z grania, tylko się frustrowałem, jak bardzo ten tytuł nie działa.

Rozumiem, że to był jakiś passion project Fumito Uedy i chciał go za wszelką cenę dokończyć i wypuścić w świat. Odnoszę jednak wrażenie, że produkcja trwała tyle czasu, pochłonęła tyle zasobów, że był zmuszony w końcu wypuścić to, co miał i dostaliśmy niedokończony produkt.

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

UDOSTĘPNIJ
UDOSTĘPNIJ