MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Poprzedni
Następny

Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni – recenzja filmu. Nauczka dla tych, którzy zwątpili.

Przyznaję, że przed kinowym seansem wiedziałem o postaci Shang-Chi tyle, co nic. Mało tego, kampania promocyjna i średni w moim odczuciu film o Czarnej Wdowie spowodowały, że byłem przygotowany na pierwszą klęskę czwartej fazy MCU. Myśląc o klimatach sztuk walki i kultury dalekiego wschodu byłem pewien, że twórcy z Marvel Studios potraktują temat po macoszemu. Co wyszło mi z tych rozważań? Podobnie jak mój redakcyjny kolega Rafał musiałem uderzyć się w pierś i przeprosić Kevina Feige’a i jego zespół, że w nich zwątpiłem. Czy była to produkcja na tyle dobra, że warto zaopatrzyć się w jej wydanie na DVD lub Blu-Ray?

Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni – recenzja filmu. Nauczka dla tych, którzy zwątpili.

Fotos z filmu Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni

Kogo witam, kogo goszczę?

Nowa marka, jeżeli można tak napisać o postaci, to również ważna kwestia, czyli casting. Główną i jednocześnie tytułową rolę powierzono Simu Liu. Stał się on jednocześnie pierwszym urodzonym w Azji (konkretnie w Chinach) aktorem prowadzącym w filmie od czerwonego M. Przygotowując się do występu, nabrał masy mięśniowej, a także rozpoczął treningi różnorakich sztuk walki. Wszystko to przydało się wychowanemu w Kanadzie Liu, ponieważ mógł bez obaw wykonywać swoje własne sceny kaskaderskie.

W inne postacie wcielili się między innymi: Awkwafina (Katy, najlepsza przyjaciółka Shanga), Meng’er Zhang (siostra Shanga), czy fenomenalny Tony Leung jako Xu Wenwu (ojciec Shang-Chi). Warto wspomnieć o ciekawych cameo Benedicta Wonga (chyba nie muszę podpowiadać, w kogo wciela się w Marvel Cinematic Universe), który na arenie bije się z Abomination, a także o udziale w projekcie Bena Kingsleya, czyli… Mandaryna z Iron Mana 3, który tak bardzo podzielił fanów po swoim występie.

Fotos z filmu Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni

Za kamerą stanął Destin Daniel Cretton urodzony na Hawajach reżyser, który współtworzył także scenariusz, a pomogli mu w tym Andrew Lanham (ci panowie współpracowali już razem na planie Tylko sprawiedliwość) oraz David Callaham. Ten ostatni to prawdziwy „człowiek-blockbuster”, ponieważ w jego filmografii można znaleźć takie tytuły jak: Doom, Niezniszczalni, Zombieland: kulki w łeb, Wonder Woman 1984, czy Mortal Kombat. Co ciekawe, w tym roku obejrzymy wyczekiwaną animację o pewnym pająku z Nowego Jorku i również w tym przypadku w historii palce maczał Callaham.

Fotos z filmu Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni

Everybody was Shang-Chi fighting!

Fabuła filmu nie jest specjalnie odkrywcza, można powiedzieć, że to kolejny Marvel. Mamy dużo wydarzeń, kilka mniejszych i większych starć, które prowadzą do wielkiego finału i walki z największym wrogiem. Na szczęście pomimo tego Shang-Chi wyróżnia się czymś zupełnie innym, a konkretnie klimatem i choreografią.

Wspominałem na początku tego tekstu, że byłem pełen obaw, czy Marvel Studios „udźwignie” w tematach kultury dalekiego wschodu i sztuk walki. MCU ma w swoim portfolio wiele ikonicznych i cudownie zrealizowanych „mordobić”, ale tutaj mamy do czynienia z zupełnie innym przypadkiem. Geneza tej postaci niejako wymusza bardziej tradycyjne bijatyki, choć z nadnaturalnymi elementami znanymi z komiksów. W obydwu przypadkach szybko żałowałem, że zakładałem najgorsze, ponieważ widać, że naprawdę wszyscy twórcy przyłożyli się, aby odpowiednio przedstawić te aspekty.

Za każdym razem, kiedy główny bohater wdawał się w jakąś bitkę, patrzyłem na to z podekscytowaniem i doceniałem bezapelacyjne oddanie hołdu najważniejszym azjatyckim filmom o sztukach walki.

Fotos z filmu Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni

Dodatkowo również w Legendzie dziesięciu pierścieni „zagrało”, to co zwykle wypada na odpowiednim poziomie w przedsięwzięciach Marvel Studios, czyli humor. Nie było przesytu żartów, a sceny z Benem Kingsleyem („staremu Mandarynowi” przypadła tutaj typowa rola „comic reliefu”) bawiły mnie jeszcze długo po seansie.

Muszę dodać, że chociaż MCU dało nam w ostatnim roku lepsze soundtracki (Eternals czy Spider-man: No Way Home), to nie mogę powiedzieć, żeby Joel P. West zawiódł, przygotowując muzykę. Co prawda, niestety nie wychodziła ona na pierwszy plan, tak jak, chociażby we wspomnianych wyżej Eternals, ale pasowała swoim stylem do klimatu. Co ciekawe, kompozytor ten miał okazję tworzyć utwory do seriali i filmów dokumentalnych związanych z tematyką dalekiego wschodu, co zapewne tłumaczy odpowiedni dobór dźwięków w jego wykonaniu.

Polacy nie gęsi i swój dubbing mają!

Jako dziecko uwielbiałem oglądać trylogię prequeli Gwiezdnych Wojen z polskim dubbingiem, a seria przygód o Harrym Potterze nadal brzmi dla mnie nienaturalnie w oryginalnej wersji. W swoim dorosłym życiu za to kompletnie przestałem zwracać uwagę na rodzime opracowania głosów. W przypadku Shang-Chi sprawdziłem „nasze” brzmienie i spodobało mi się na tyle, że postanowiłem poświęcić mu osobny akapit!

Po pierwsze tytułowa rola w wykonaniu Michała Klawitera (za którą dostał nominacje w plebiscycie Złote Pady na naszym portalu). Młody poznański aktor znany jest ze współpracy z Netflixem, a wcześniej wcielił się między innymi w młodego Hana Solo, a także Flasha z uniwersum DC. Gracze mogą kojarzyć go jako Damona z Days Gone, ale również Marvina z Gothic II: Kroniki Myrtany.

Fotos z filmu Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni

Po drugie… właściwie to każda inna osoba z tego projektu! Naprawdę, nie przesadzam. Natalia Sikora, Zofia Domalik, Arkadiusz Jakubik i fenomenalny Jerzy Kryszak. Tutaj wszyscy wnoszą coś od siebie i czynni to oglądanie po polsku przyjemnym. Być może jest to też spowodowane tym, że do głosów aktorów takich jak Robert Downey Jr, czy Chris Evans lub Hemsworth jestem już tak bardzo przyzwyczajony i są dla mnie na tyle ikoniczne, że nie umiem oglądać ich inaczej, niż po angielsku. W przypadku Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni nie miałem jeszcze okazji osłuchać się z barwą aktorów na tyle dokładnie, żeby czuć dyskomfort przy innym brzmieniu.

Fotos z filmu Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni

Wstawaj samuraju, jest płyta do zamówienia!

Odpowiadając na pytanie z początku tej recenzji, warto jest mieć ten film na półce. To pierwsza produkcja z czwartej fazy MCU, która wprowadziła nowe postacie, a już zapowiedziany sequel świadczy o tym, że fani polubili się z tymi bohaterami. Tym bardziej polecam zakupom osobom, które nie miały okazji obejrzeć Shang-Chi w kinie, ponieważ tych walk, tego piękna scenerii i tego klimatu naprawdę trzeba doświadczyć, bo jest to mimo wszystko inny Marvel, niż ten który znamy.

Ponadto wydanie Blu-Ray zawsze naszpikowane jest dodatkami, które zapewniają niepowtarzalną okazję, żeby jeszcze bardziej zgłębić ten wspaniały świat!

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

NAJNOWSZE WPISY

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

UDOSTĘPNIJ
UDOSTĘPNIJ