W trzecim tomie serii, zatytułowanym Knight Sun, Ryan Parrott kontynuuje dekonstrukcję superbohaterskiego mitu, rzucając Dylana Siegela w wir wydarzeń, które ostatecznie zmuszają go do zdefiniowania, jakim typem bohatera chce być. Po mrocznych starciach z Hellbentem, tym razem stawką jest nie tylko przetrwanie, ale i zrozumienie prawdy o samej potędze Rogue Sun.
Nowe sojusze i powrót do korzeni
Tom trzeci obejmuje zeszyty #13–18 i od razu rzuca nas w sam środek rosnącego konfliktu. Dylan, choć coraz sprawniej posługuje się odziedziczoną mocą, wciąż czuje na plecach oddech przeszłości swojego ojca, Marcusa. Kluczowym elementem fabuły staje się tutaj pojawienie się postaci Knight Sun – poprzedniego nosiciela mocy, którego relacja z Dylanem wprowadza do komiksu nową dynamikę. Ryan Parrott zręcznie prowadzi narrację, w której mentor nie jest krystaliczną postacią, a lekcje, które serwuje chłopakowi, są często brutalne i niejednoznaczne moralnie.
Dzięki temu zabiegowi mitologia serii ponownie się rozszerza. Dowiadujemy się więcej o naturze Sun Stone i o tym, jak ogromną cenę płacili poprzedni strażnicy za dzierżenie tego artefaktu. To już nie jest tylko walka z „potworem tygodnia”, ale głębokie studium dziedzictwa, które bywa przekleństwem.

Dylan Siegel – bohater wciąż nieoczywisty
Największą siłą scenariusza pozostaje ewolucja Dylana. W Knight Sun chłopak przestaje być jedynie reaktywny. Zaczyna kwestionować zasady, którymi kierowali się jego poprzednicy, co prowadzi do tarć nie tylko z przeciwnikami, ale i z sojusznikami. Jego relacje z rodziną Bellów stają się jeszcze bardziej skomplikowane, a próba ułożenia sobie życia osobistego w cieniu płonącej maski dodaje historii potrzebnego, ludzkiego wymiaru.
Dylan wciąż potrafi irytować swoją porywczością, co konsekwentnie buduje jego autentyczność. To postać z krwi i kości, popełniająca błędy i borykająca się z poczuciem nieadekwatności. W trzecim tomie widać jednak wyraźny progres – to już nie jest ten sam zagubiony dzieciak z początku serii, choć do ideału bohatera wciąż mu daleko.

Eksplozja kolorów i dynamiki
Wizualnie Rogue Sun pozostaje w ścisłej czołówce współczesnych komiksów superbohaterskich. Abel, wspomagany przez Marco Renna, dostarcza plansze pełne energii. Sceny walk są niezwykle czytelne, a jednocześnie brutalne i widowiskowe. To, co jednak najbardziej przyciąga wzrok, to niezmiennie praca kolorysty, Chrisa O’Hallorana.
Kontrast między jaskrawymi, niemal oślepiającymi efektami ognia Rogue Sun a mrocznymi zakamarkami Nowego Orleanu tworzy unikalny klimat. Wizualizacje świata wewnątrz Sun Stone, gdzie Dylan komunikuje się z poprzednikami, są oniryczne i budują świetny fundament pod mistyczną stronę opowieści.
Sprawdź też: Radiant Black. Tom 1 i 2 – recenzje komiksów – Gdy kosmiczna moc wpada w ręce przeciętnego obywatela

Dla kogo jest Knight Sun?
Trzeci tom utrzymuje specyficzne tempo serii – Parrott nie spieszy się z domykaniem wszystkich wątków, woląc celebrować momenty budowania relacji między postaciami. Dla czytelników liczących na czystą, nieprzerwaną akcję, momenty ekspozycji mogą wydawać się przydługie, ale to właśnie one nadają Knight Sun głębi, której brakuje wielu mainstreamowym seriom.
Knight Sun to udane domknięcie pewnego etapu i otwarcie nowych drzwi w życiu Dylana. To komiks o konfrontacji z autorytetami i o tym, że budowanie własnej ścieżki wymaga czasem spalenia mostów łączących nas z przeszłością. Jeśli podobały Ci się poprzednie tomy, trzecia odsłona tylko utwierdzi Cię w przekonaniu, że Rogue Sun to jedna z najlepszych pozycji w katalogu Massive-Verse.
Sprawdź też poprzednie tomy:
– Rogue Sun. Kataklizm. Tom 1 – recenzja komiksu – Kiedy szkolny tyran staje się superbohaterem
– Rogue Sun. Hellbent. Tom 2 – recenzja komiksu – Dorastanie w cieniu ojca i walka z własnym przeznaczeniem

