Podczas tegorocznej edycji Pyrkonu miałem okazję zatrzymać się przy stanowisku zespołu muzycznego, którego twórczość towarzyszy mi praktycznie od samego początku przygody z fantastyką. Zwłaszcza w ostatnim roku, gdy miałem okazję usłyszeć ich podczas koncertu w warszawskim Torwarze. Oprócz uzupełnienia mojego księgozbioru o kolejną część ich historii opowiadanej przez Zuzannę Topolińską miałem również przyjemność przeprowadzenia krótkiego wywiadu, który możecie przeczytać poniżej.
Czy przez lata działalności przed i po premierze Dzikiego Gonu jakkolwiek zmieniło się wasze podejście do tworzenia muzyki? Czy jednak nadal macie taką linię, której się bardziej lub mniej sztywnie trzymacie?
Podejście się nie zmieniło, bo mamy cały czas takie samo. Jesteśmy kreatywni i lubimy to robić po prostu. Chyba najbardziej z tego wszystkiego to lubimy tworzyć muzykę. Ale na pewno się zmieniły umiejętności. Przez tyle lat to się człowiek, no siłą rzeczy, nawet jakby nie chciał, to musi się nauczyć całkiem sporo. Więc umiejętności na pewno się powiększyły i to znacznie. Podejście mamy jednak takie samo.
Zostańmy jeszcze w temacie Dzikiego Gonu, czyli najsłynniejszego dzieła, w którym znalazły się wasze utwory. Macie jakiś ulubiony utwór z tej gry, czy wszystkie kochacie tak samo?
Wszystkie uwielbiamy, to fakt. Chociaż ja bym na pewno wyróżnił Silver for Monsters, ponieważ jest to takie trochę moje dziecko, które pamiętam, jak tworzyłem i było to bardzo dawno. To było na więcej niż 10 lat przed premierą gry, bo ten utwór powstał na przełomie 2000 i 2001 roku. I pamiętam, że sobie wtedy myślałem, że to jest bardzo fajny utwór, bardzo fajna melodia i fajnie jakby cały świat usłyszał, ale przecież nie masz szans, no bo jesteśmy totalnie nieznanym zespołem, więc pewnie nikt tego nie usłyszy, a szkoda. Tak sobie myślałem o tym utworze.
Czasem przez YouTube przewija mi się nagranie właśnie z imprezy, które było wrzucone do internetu parę dni przed premierą Wiedźmina 3 [TVOK Noc Muzeów Koncert grupy Percivala – przyp. aut]
Możliwe, bo my w ogóle nagraliśmy ten utwór dwa razy. Pierwsza wersja, która jest taka nieoczywista, bo to jest wersja trochę techno, a trochę metalowa, jest właśnie z tego 2001 roku, zdaje się, albo 2002. Tak, pierwszy raz nagraliśmy na demo Tutmesz Tekal. To była wersja taka bardzo nieoczywista, bo to było połączenie techno trochę z metalem, ale dokładnie to była ta melodia. Tylko że wtedy to był utwór instrumentalny i była grana na gitarze głównie. A potem w 2008 roku nagraliśmy pierwszą płytę tego naszego projektu folkowo-historycznego i tam nagraliśmy dokładnie tę wersję, która się pojawiła w grze. Czyli z tym Lelelej, który śpiewa Kasia. 
Więc jeżeli gra wyszła w 2015 roku, a my w 2008 wydaliśmy tę płytę, no to jakby nie liczyć 7 lat przed premierą gry, jakby opublikowaliśmy już ten utwór. Bardzo możliwe, że graliśmy go na koncertach na pewno, to był taki zawsze stały punkt programu naszych koncertów, więc na pewno przed premierą wielokrotnie go zagraliśmy na koncercie.
Gdzie znajdujecie inspirację do tworzenia kolejnych utworów?
Oj, różnie. Ostatnio coraz częściej z naszego życia czerpiemy, bo już trochę się nażyliśmy, więc trochę się nazbierało. Kiedyś może bardziej na zewnątrz szukaliśmy, bo jeszcze człowiek był młody i tyle nie wiedział o świecie, więc trzeba było. Tak powstała ta płyta, na której jest Silver for Monsters, tej pierwszej wersji, jako utwór, który się nazywa Sargon. No to wtedy akurat byliśmy zafascynowani taką poezją rodzimowierczą, międzywojenną. Ale inspiracje są wszędzie. Można się o nie bez przerwy potykać. Jest tego mnóstwo dookoła, ale też mnóstwo jest w środku. No teraz znajdujemy przyjemność w szukaniu w środku.
Jakie macie przeżycia po tej długiej trasie koncertowej po Polsce i po Stanach Zjednoczonych?
Tak, to było dla nas też ogromne przeżycie, bo my tak naprawdę pierwszy raz aż tyle koncertów na raz graliśmy w Stanach Zjednoczonych. Zagraliśmy 44 koncerty, jeden za drugim. No była to dla nas taka prawdziwa trasa koncertowa, jak do tej pory o takich tylko słyszeliśmy albo czytaliśmy. Żyliśmy dwa miesiące w busie, spaliśmy właśnie w autobusie. Tylko raz na jakiś czas była przerwa na jeden dzień, to wtedy mieliśmy tak naprawdę w dzień pokój hotelowy, bo w nocy i tak wracaliśmy do busa. To było ogromne przeżycie. Też wyzwanie duże pod kątem fizycznym i właściwie każdym. Nigdy aż tylu koncertów na raz nie graliśmy. Tym bardziej że po tej trasie w Stanach Zjednoczonych po zagraniu 44 koncertów wróciliśmy do Europy i zagraliśmy jeszcze kolejne ponad 20. W sumie wyszło ich ponad 60. Potem mieliśmy tylko miesiąc przerwy i polecieliśmy do Korei, do Singapuru, na Filipiny i do Szanghaju. Teraz mamy chwilę przerwy i lecimy do Chin.
Potem nadciąga Wild Hunt Live i kilka koncertów w Polsce?
Tak, jeden już się odbył – prapremiera w maju w Teatrze Capitol we Wrocławiu. To był taki trochę test, bo pierwszy raz zagraliśmy i pierwszy raz Teatr Avatar zatańczył. Wyszło bardzo fajnie, no i cieszymy się na koncerty, które przyjdą. Ale chociaż na razie o nich nie myślimy, bo pomiędzy tym jest jeszcze mnóstwo działań.
Np. zadanie poboczne związane z Wulgarnym Graczem [twórca internetowy – przyp. aut], które śledziłem na bieżąco jako wasz oraz jego fan. Było to coś bardzo ciekawego, ale też uroczego na swój sposób.
To ma swoje nieoczekiwane konsekwencje, o których na razie nie powiem, bo to jest tajemnica, ale wszystko się pod koniec roku okaże. Spodziewajcie się niespodziewanego w każdym razie.
W takim razie pozostaje tylko czekać z niecierpliwością. Dziękuję za rozmowę.
Na Pyrkonie zespół Percival Schuttenbach miał także prelekcję dotyczącą tworzenia muzyki do gier – tych większych i tych mniejszych. Nie zabrakło także nieco zakulisowych szczegółów i anegdot, a nawet prezentacji krótkiego fragmentu gry niezależnej, w której usłyszymy ich twórczość – Amber Griffin – tytułu przepełnionego motywami kaszubskimi.
