Przeszło dwa lata temu w kinach zadebiutowała pierwsza część filmu Pięć koszmarnych nocy (ang. Five Nights at Freddy’s) na podstawie popularnej serii gier o tym samym tytule. Powracamy do kultowej pizzerii, by poznać mroczny sekret prawdziwego pochodzenia animatroników. Czy udało się zbudować ciekawą historię?
W następnym odcinku…
Akcja filmu rozgrywa się krótko po wydarzeniach z poprzedniej odsłony – Abby (Piper Rubio) tęskni za swoimi animatronicznymi przyjaciółmi, Mike (Josh Hutcherson) stara się, aby jego siostra zapomniała o wydarzeniach z pizzerii i wróciła do normalnego życia, a Vanessa (Elizabeth Lail) zmaga się z koszmarami, podczas których widzi swojego zmarłego ojca (Matthew Lillard).
Największym problemem filmu jest dla mnie całkowity brak klimatu i napięcia. Scenariusz nie ma sensu, bohaterowie podejmują zwyczajnie głupie i nieracjonalne decyzje, a dodatkowo nie potrafią ze sobą rozmawiać…
Od razu uprzedzam, że w tekście mogą pojawić się małe spoilery, ale bez nich ciężko wyjaśnić, jak jak absurdalny i niespójny jest scenariusz tego dzieła.

Kiepski scenariusz
Mike nie przechodzi w tym filmie żadnej drogi bohatera. Nic się o tym bohaterze nie dowiadujemy oprócz tego, że nieudolnie maluje dom, w którym mieszka razem ze swoją siostrą. Nawet nie wiemy, gdzie pracuje, albo czy w ogóle pracuje. Sprawia wrażenie postaci odziedziczonej po poprzednim filmie, bo ewidentnie zabrakło na nią pomysłu. Dodatkowo nie potrafi rozmawiać z ludźmi, bo jakby umiał, to nie byłoby tego filmu.
Przepraszam bardzo, ale w pewnym momencie dowiaduje się o tym, że Abby uciekła z domu, żeby znów spotkać się z animatronikami, jego reakcją jest: „to dziecko, pewnie wymyśla” XD Chłopie! Wy to dosłownie przeżyliście w poprzednim filmie!
Innym razem ucisza Vanessę, żeby potem mieć do niej pretensje, że nic mu nie mówi i nie może jej ufać. To absolutnie nie ma sensu, nawet przy dużej dozie zawieszenia niewiary.
Dodatkowo Abby chodzi do szkoły i uczęszcza na lekcje z robotyki, gdzie dręczy ją nauczyciel. I wygląda na to, że ten wątek pojawia się tylko po to, żeby animatroniki w końcu kogoś zabiły! Co i tak graniczy z cudem, ale o tym za moment.
W całym tym zamieszaniu pojawia się jeszcze ekipa filmowa, która nagrywa program o zjawiskach paranormalnych. Wybierają się oni do pizzeri, żeby chwilę później zginąć. Jednak nie ma to żadnych konsekwencji, bo podobnie jak w poprzedniej odsłonie, w tym świecie instytucja policji nie istnieje. Ludzie giną, ale nikt nie wydaje się tym zainteresowany.

Piękne animatroniki
Podobnie jak w pierwszej części 5 koszmarnych nocy projekty i wykonanie animatroników stoją na bardzo wysokim poziomie. Jestem pod ogromnym wrażeniem szczegółowości ich wykonania. Są jak żywcem wyjęte z gry. Szkoda tylko, że część z nich pojawia się tylko jako krótkie cameo dla uciechy fanów pierwowzoru.
Nowością jest Marionetka, która również prezentuje się interesująco i posiada trochę inne właściwości niż inne animatroniki. Tu się pojawia mój mały problem, bo film nie do końca mi wyjaśnia sposób jej działania. Do tej pory animatroniki były opętane przez dusze zmarłych dzieci i niby tutaj też tak jest, ale dlaczego potrafi opętać również innego człowieka?

Grande finale
W finale pojawia się jedna ciekawa sekwencja nawiązująca do gier – Mike siedzi przed ekranem monitora w pomieszczeniu bez drzwi i gdy zbliża się do niego animatronik, to używa świetnego kamuflażu, żeby się ukryć. Nie powiem, zaśmiałem się, bo generalnie to kilka minut było naprawdę udanych i faktycznie budowało napięcie Jednak reszta niestety leży…
Okazuje się, że Mike jest genialnym hakerem, bo razem z Vanessą umawiają się, że on otworzy mapę w komputerze i będzie śledził animatroniki, a ona pojedzie po nie samochodem. Robi to dosłownie w kilka sekund… Czemu nie mogli więc zobaczyć na mapie, gdzie one są i pojechać po nich razem? Niewiadomo…
Generalnie ten system potrafi też wyłączyć animatroniki, ale najpierw będą je chwile śledzić, żeby zbudować poczucie zagrożenia i napięcie.
Okazuje się, że animatroniki w tym filmie są bardzo powolne. Dodatkowo tupią niemiłosiernie, ale mimo wszystko potrafią się zakraść po cichu do czyjegoś domu, żeby go zamordować. I jeszcze jakby to dochodziło do skutku, ale naprawdę trzeba się postarać, żeby im nie umknąć. W efekcie finał okazuje się po prostu nijaki i pozbawiony napięcia.
Dodatkowo zostaje zmarnowany potencjał na starcie między samymi animatronikami.
Sprawdź też: Exit 8 – recenzja filmu – Piekło w pętli czasu

Zapowiedź kolejnego filmu
Przez ostatnie kilka dni miałem okazję podyskutować z fanami FNAFa i dowiedziałem się, że to jest film dla fanów i się nie znam, a dodatkowo to jestem gruby, więc nie powinienem się odzywać. Jednak film puszczany jest w ogólnodostępnym kinie i każdy może na niego pójść wydając pieniądze, więc powinien mieć sens dla każdego, kto widział chociaż poprzednią odsłonę.
Pięć koszmarnych nocy 2 wygląda jak zapowiedź trzeciej części. Pojawiają się nowi bohaterowie, których trzeba było wprowadzić, ale nie dowiadujemy się o nich zbyt wiele. Dostaliśmy więc takie coś, ni to straszne, ni to zabawne. To nawet nie jest ten typ złego filmu, który bawi – jest po prostu nudny.
Pamiętam, że przy okazji pierwszej części narzekałem na zachowanie ludzi w kinie. Podobne odczucia mam tym razem – rozmawianie na głos, wyjaśnianie sobie fabuły, kto jest kim w grze i dlaczego jest ważny, świecenie telefonami, generalnie w ostatnim czasie gorsze doznania z sali kinowej miałem tylko podczas drugiego seansu Minecrafta.
Sprawdź też: Filmowy FNAF jest tak samo kiepski jak gra – recenzja filmu Pięć koszmarnych nocy
