REKLAMA

Monastery: Ora et Labora – Pierwsze wrażenia – Micromanagement w rytmie gregoriańskich chórów

Jakub Trojanowski

Opublikowano: 17 października 2026

Spis treści

Myślę, że sami wiecie, że w ostatnich latach na rynku nastąpił wysyp wszelkiej maści symulatorów. W natłoku premier raz na jakiś czas trafiają się perełki, zyskujące uznanie graczy, często jednak łatwo przegapić tytuły, które skrywają w sobie naprawdę ciekawe pomysły. Dzisiaj chciałbym opowiedzieć wam o grze, której rozwój śledziłem od pewnego czasu, a na którą trafiłem, przeglądając Reddita.

Monastery: Ora et Labora – Pierwsze wrażenia – Micromanagement w rytmie gregoriańskich chórów | Móóóóóóóódlmy sięęęęęęęęęęęę

Nie taka włoska robota

Dragonkin Studios to włoscy deweloperzy gier, którzy swoją przygodę zaczynali od narzędzi i gier AR i VR. Mimo licznych kolaboracji i działań w outsourcingu w swoim portfolio nie mieli jeszcze pełnoprawnego tytułu na komputery, co zmieniło się 24 września bieżącego roku, wraz z przejściem Monastery: Ora et Labora do wczesnego dostępu. 

Ich debiutancki tytuł należy do często spotykanej hybrydy podgatunków gier strategicznych – jest zarówno symulatorem budowania, jak i zarządzania. Tym razem zamiast wielkich miast czy baz w nasze ręce trafia średniowieczne opactwo. Naszym zadaniem jest pilnowanie, by mała wspólnota, która trafia pod nasze skrzydła na początku, zaczęła prosperować i rozwijać się mimo losowych wypadków czy pojawiających się co jakiś czas susz i epidemii.

REKLAMA
Monastery: Ora et Labora – Pierwsze wrażenia – Micromanagement w rytmie gregoriańskich chórów

Czas zabrać się do pracy

Wspomniałem już wcześniej, że główną osią rozgrywki jest nieustanna praca nad stworzeniem samowystarczalnego klasztoru. Startując z trzema mnichami pod naszą opieką, musimy zadbać przede wszystkim o podstawowe potrzeby życiowe, jak jedzenie, picie i spanie. Dopiero potem przychodzi kolej na bardziej burżujskie przyjemności, jak piwo, miody pitne, ale też lekarstwa. Na szczęście co kilka dni do bram opactwa puka kolejny kandydat, którego możemy przyjąć w nasze progi. Dzięki nadprzyrodzonemu natchnieniu mamy wgląd w przywary i zalety potencjalnych lokatorów.

Ze statystykami oraz silnymi i słabszymi stronami średniowiecznych zakonników łączy się także najważniejszy aspekt Monastery: Ora et Labora. Jest nim nieustanne zarządzanie aktualnie wykonywanymi zadaniami. Znacie to uczucie, kiedy lista zadań w pracy nieustannie się wydłuża, a wy nie wiecie już, gdzie włożyć swoje ręce? Przyznaję, że w pewnych momentach rozgrywki miałem bardzo podobne odczucia. Tym bardziej że niektórzy mnisi, mimo ponadprzeciętnych umiejętności w określonych dziedzinach, na przykład w kuchni, zupełnie nie radzą sobie z uprawą ziemi. Na szczęście z pomocą przychodzi tu cały system ustalania priorytetów – możemy to uczynić dwutorowo. 

Przede wszystkim możemy przydzielić każdego mnicha do zadania, w którym sprawdza się najlepiej, a z biegiem czasu rozwijać jego umiejętności w danej dziedzinie. Dodatkowo w obrębie jednej dziedziny, dajmy na to gastronomii, możemy przerzucać kucharza między garnkiem z zupą a piecem chlebowym, w zależności od tego, jaki pokarm jest na bieżąco bardziej pożądany.

Monastery: Ora et Labora – Pierwsze wrażenia – Micromanagement w rytmie gregoriańskich chórów

Micromanagement level hard

Rozgrywkę rozpoczynamy z bardzo ograniczonymi zdolnościami produkcyjnymi, jednak dzięki spędzaniu niezliczonych godzin w skryptorium, mnisi odkrywają nowe techniki i starają się wprowadzić je w życie. Bardzo spodobało mi się ubranie procesu zdobywania doświadczenia i drzewka rozwoju w otoczkę przepisywania ksiąg. Chyba sami przyznacie, że znakomicie wpisuje się to w klimat gry. Moim zdaniem warto pilnować, by równomiernie dbać o rozkładanie sił na zdobywanie wiedzy i uzupełnianie stanu magazynowego. Bardziej zaawansowane produkty pozwalają bowiem zyskiwać nieco większe przychody dla naszego opactwa. Przyznam się wam, że sytuacja, w której magazyny pękały w szwach, w moim przypadku występowała bardzo rzadko, gdyż codziennie istnieje możliwość sprzedaży zapasów pożądanych przez okolicznych wiernych, a raz w tygodniu możemy wymienić się towarami z wędrownym kupcem.

Muszę wam powiedzieć, że chyba dawno nie spotkałem się ze strategią ekonomiczną, która wymagała takiego poziomu zarządzania i pilnowania aktualnej sytuacji. Nie bójcie się jednak, gdyż można odpalić Monastery: Ora et Labora do odcinka ulubionego podcastu. Warto jednak pamiętać o tym, żeby nie zostawiać opactwa samopas, gdyż po kilku dniach może dopaść je jedna z dwóch rzeczy pewnych na świecie – na szczęście tym razem chodzi o podatki, które przychodzi nam płacić średnio raz w tygodniu. Na początku potrafią one napsuć dużo krwi (jak w prawdziwym życiu), jednak w miarę rozwoju opactwa i większej liczby surowców w skrytkach stają się one pomniejszą trudnością. 

Monastery: Ora et Labora – Pierwsze wrażenia – Micromanagement w rytmie gregoriańskich chórów

Klasztor, który trzeba urządzić

Oprawa audiowizualna Monastery: Ora et Labora dobrze wpisuje się w spokojny, średniowieczny klimat, choć najciekawsze okazuje się to, że wygląd klasztoru nie pełni wyłącznie funkcji dekoracyjnej. Rozmieszczenie pomieszczeń, oświetlenie i ozdoby mają znaczenie dla komfortu mnichów, a więc bezpośrednio wpływają na funkcjonowanie naszej wspólnoty. Planowanie przestrzeni wymaga zatem czegoś więcej niż tylko upychania kolejnych warsztatów i pomieszczeń na dostępnej działce. Musimy myśleć również o warunkach, w jakich zakonnicy pracują i odpoczywają, dzięki czemu urządzanie opactwa staje się kolejnym elementem ekonomicznej układanki. Całości dopełnia muzyka, a szczególnie chóry naśladujące chorały gregoriańskie, które świetnie pasują do klasztornego życia. To właśnie dźwięk pomaga złapać oddech między kolejnymi obowiązkami i podatkami, choć sama rozgrywka nie zawsze pozwala nam na równie spokojną kontemplację.

Monastery: Ora et Labora – Pierwsze wrażenia – Micromanagement w rytmie gregoriańskich chórów

Między kontemplacją a tabelką w Excelu

Monastery: Ora et Labora to produkcja, która potrafi zaskoczyć skalą zarządzania ukrytą pod spokojną fasadą średniowiecznego klasztoru. Przydzielanie mnichów do odpowiednich obowiązków, pilnowanie łańcuchów produkcyjnych, rozwijanie wiedzy i dbanie o finanse sprawiają, że niemal nieustannie musimy mieć rękę na pulsie. Szczególnie przypadło mi do gustu połączenie mechanik ekonomicznych z klasztorną tematyką, zwłaszcza rozwój technologii poprzez przepisywanie ksiąg oraz znaczenie odpowiedniego urządzenia przestrzeni. Nie jest to jednak propozycja dla każdego: osoby szukające bezstresowego budowania mogą poczuć się przytłoczone liczbą obowiązków, a status wczesnego dostępu oznacza, że nie wszystkie elementy muszą być jeszcze odpowiednio dopracowane. Mimo tych zastrzeżeń debiutancka produkcja Dragonkin Studios ma w sobie coś, co zachęca do powrotu do opactwa. Jeśli lubicie strategie ekonomiczne wymagające planowania, optymalizacji i regularnego doglądania podwładnych, warto dać jej szansę – najlepiej jednak z zapasem cierpliwości i świadomością, że klasztorne życie wcale nie musi być monotonne.

Zdjęcie: Jakub TrojanowskiJakub Trojanowski

„Monastery: Ora et Labora to klimatyczna strategia ekonomiczna, która zamienia prowadzenie średniowiecznego klasztoru w nieustanną walkę o zasoby, wydajność mnichów i stabilność finansową. Mimo wysokiego poziomu mikrozarządzania i niedoskonałości typowych dla wczesnego dostępu produkcja Dragonkin Studios ma sporo potencjału i może przypaść do gustu miłośnikom wymagających symulatorów.”

7,5/ 10
https://www.youtube.com/watch?v=tw3JBLKpk1g

ZALETY +

WADY -

Za udostępnienie gry do recenzji dziękujemy DRAGONKIN Studios!
Jakub Trojanowski

Student medycyny, prywatnie wielki fan papierowego wydania Gwinta. Od dziecka pochłaniam książki i filmy o różnorodnej tematyce. W wolnych chwilach, przy pracy lub nauce zawsze w tle wybrzmiewa klasyczną i filmową. Zarówno w grach, jak i w życiu lubię nieszablonowo podchodzić do problemów. Nie mam ścisłej czołówki ulubionych uniwersów, ale podium zajmują Władca Pierścieni, Wiedźmin i Mass Effect. Co nie znaczy, że z chęcią nie podyskutuję, chociażby o Asasynach goniących po dachach Szturmowców Imperium Galaktycznego.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Honeycomb: The World Beyond – Recenzja Gry – Kiedy Subnautica wychodzi na ląd

Honeycomb: The World Beyond – Recenzja Gry – Kiedy Subnautica wychodzi na ląd
dragons dogma 2 dark arisen recenzja gry

Dragon’s Dogma 2: Dark Arisen – recenzja. Mroźna wyprawa, na którą warto było czekać

Dragon’s Dogma 2: Dark Arisen – recenzja. Mroźna wyprawa, na którą warto było czekać

RODOS – recenzja gry planszowej – Ani trochę wybuchów?

RODOS – recenzja gry planszowej – Ani trochę wybuchów?

VisionQuest – recenzja serialu. Największa propaganda AI?

VisionQuest – recenzja serialu. Największa propaganda AI?

Batman/Superman. World’s Finest: Niemożliwe. Tom 6 – recenzja komiksu – Niemożliwe nie istnieje

Batman/Superman. World’s Finest: Niemożliwe. Tom 6 – recenzja komiksu – Niemożliwe nie istnieje

GRA O WŁASNĄ TOŻSAMOŚĆ – RECENZJA GRY FC27  

GRA O WŁASNĄ TOŻSAMOŚĆ – RECENZJA GRY FC27