Połączenie sześciokątów i strategii przywodzi na myśl przede wszystkim jedną słynną serię gier turowych, sygnowaną nazwiskiem twórcy pierwszej części – Sida Meiera. W bieżącym roku, po niekoniecznie udanej premierze kolejnej odsłony część zagorzałych fanów produkcji tego typu mogła poszukiwać odskoczni i miejsca przy ognisku w oczekiwaniu na ucichnięcie zawieruchy wokół ich ukochanej serii. Zupełnie przypadkiem premierę pod koniec lipca miała bowiem Let them trade, czyli produkcja pełna sześciokątnych kafelków, a w podobnym czasie w moje ręce wpadła również siódma Cywilizacja, dzięki czemu testowanie obu gier stało się jeszcze ciekawsze.

Ciekawa premiera od sąsiada
Let them trade (LTT) to drugi tytuł niemieckiego studia Spaceflower, które kilka lat temu wydało prostą platformówkę 2D – World Splitter. Na swoim warsztacie trzymają natomiast Click to clear, czyli interesującą wariację dungeon crawlera. Mimo dość oczywistego zestawienia z najnowszą Cywilizacją powyższa gra nie jest jednak odpowiedzią na niespecjalnie udaną premierę kolejnej odsłony kultowej serii. Produkcja LTT zaczęła się bowiem co najmniej w 2020 roku, o czym świadczą pierwsze aktualizacje twórców na platformie Steam. Mimo to może ona stanowić miłą dla oka i umysłu alternatywę dla o wiele starszej i bardziej skomplikowanej rodzinki. Wydawcą natomiast jest ByteRocker’s Games, czyli kolejne niemieckie studio, działające na growym rynku już od 2008 roku.

Cywilizacja, ale dla początkujących graczy
Zgodnie z tym, co napisałem już wcześniej, Let them trade już na pierwszy rzut oka może kojarzyć się z kultową serią, lecz w gruncie rzeczy jest to skojarzenie mocno powierzchowne. Wydaje się, że producenci są tego bardzo świadomi, gdyż już na samym początku opisu gry na Steamie zaznaczają, że ich produkcja nie jest wielką, pochłaniającą ogromne pokłady wolnego czasu strategią ciągnącą się przez epoki. Przy okazji wbijają też szpilkę przeróżnym tytułom mobilnym utrzymanym w podobnym tonie. Czym zatem jest najnowsze dzieło Spaceflower?
Przede wszystkim to wariacja gatunku city builderów utrzymana w bardzo przystępnej dla graczy atmosferze. Każda rozgrywka zachęca nas do zastosowania innego podejścia, odkrywania innego kawałka mapy czy zabawy łańcuchami dostaw. Na tym jednak zabawa się nie kończy, bo po wypracowaniu jednego ciągu i ustabilizowaniu ekonomii, z czasem naszą krainę mogą nawiedzać bandyci, których odstraszyć może tylko rycerski miecz.

Pokaż mi swoje towary!
Let them trade oferuje nam dwa tryby rozgrywki: kampanię fabularną oraz sandbox. W pierwszym z nich możemy wcielić się w rolę zarządcy, któremu król wraz ze swoim wiewiórczym doradcą zlecają przeróżne zadania. W początkowych misjach mają one na celu nauczyć nas podstawowych mechanik, jednak każda kolejna mapa dorzuca mniejsze lub większe wyzwanie, nie zawsze tłumacząc wprost, jakie kroki trzeba podjąć, aby np. zacząć produkcję chleba. Warto jednak zaznaczyć, że nie jesteśmy też rzucani od razu na głęboką wodę (a takie odczucie miałem przy najnowszej Cywilizacji), twórcy uniknęli także prowadzenia graczy za rączkę, co świadczy o tym, że potrafili całkiem dobrze wyważyć poziom trudności.
W przypadku trybu piaskownicy możemy natomiast wybrać jedną z dostępnych map i spersonalizować jej ustawienia trudności. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby na ich podstawie w umieszczonym w grze edytorze stworzyć kafelek po kafelku nową krainę (lub delikatnie zmodyfikować jedną z wgranych). Z pomocą przychodzi także warsztat Steam, w którym możemy podzielić się naszą produkcją, ale także skorzystać z dobrodziejstwa kreatywnych umysłów innych graczy.
Zabawmy się w mikrozarządzanie
Najbardziej charakterystycznym aspektem gry są charakterystyczne sześciokątne kafelki, na których możemy wznosić budowle, mosty czy drogi. Niemal każdy z nich kryje w sobie jakiś zasób, który pozwala na postawienie na nim, np. hodowli owiec czy kopalni. Do części z nich jednak nie będziemy mieli dostępu na samym początku, gdyż schowane są one za drzewkiem badań. Każde z nich wymaga natomiast zakupienia przez zamek odpowiednich surowców, produkowanych przez różne miasta. W tym miejscu zahaczamy o prawdopodobnie najistotniejszy aspekt rozgrywki, od którego pochodzi sam tytuł gry.

Let them trade, czyli pozwólmy im handlować – tak pokrótce można określić ogólną strategię na każdą rozgrywkę. Źródłem naszych dochodów jest bowiem 25% podatek od wymian między miastami. Nie nastąpi to jednak, jeśli każde miasto będzie miało dostęp do odpowiednich zasobów. Tu właśnie wkrada się pokusa drobnego mikrozarządzania, czyli budowania osad w taki sposób, by każda specjalizowała się w dostarczaniu jednego lub dwóch surowców, co zresztą sugeruje w poradnikach sama gra. Po wielu rozgrywkach muszę stwierdzić, że to bardzo rozsądne podejście do rozgrywki. Warto też orientować się nieco w zależności między podażą a popytem, bo czasem jeden budynek więcej pozwoli na dłuższą metę pozostawić nieco więcej monet w zamkowym skarbcu.
Na początku większości map gra oferuje nam możliwość budowy tylko domów dla chłopów i kilku najpotrzebniejszych „fabryk”. Wraz z zagłębianiem się w kolejne zadania potrzebujemy jednak bardziej zaawansowanych surowców, co wymaga od nas tworzenia (czasem) wyrafinowanych łańcuchów produkcji. Przy okazji trzeba też na bieżąco monitorować poziom danego zasobu na wolnym rynku. Od tego już tylko kilka kroków do pochopnego inwestowania w kolejne ulepszenia naszych budynków, mające podnieść poziom produkcji. Właśnie to najbardziej spodobało mi się w Let them trade. Pod przyjemną otoczką skrywa się produkcja wymagająca ruszenia głową (choć nie tak mocno jak w innych strategiach).

Zasiądź do stołu
Gra utrzymana jest w przyjemnej dla oka szacie graficznej, przypominającej płytki do gry strategicznej wykonane z drewna. Więcej smaczków kryje się jednak po oddaleniu kamery od planszy. Okazuje się bowiem, że każda mapa umieszczona jest na stole otoczonym przez krzesła. Na jednym z nich znajdziemy nawet przedmiot będący mrugnięciem oka do graczy, jakim jest pudełko od gry planszowej Let them trade właśnie. Gdy porozglądamy się kamerą po pomieszczeniu, dostrzeżemy nawet wylegującego się na osłonecznionym parapecie sierściucha. Warty zaznaczenia jest także fakt, że każdy transport, zarówno wewnątrz miasta, jak i między nimi, znajduje graficzne odwzorowanie (w postaci robotnika z wózkiem) na mapie, co z przyjemnością obserwuje się na większym przybliżeniu.

Przyjemna alternatywa na długie wieczory
Let Them Trade to przyjemna, strategiczno-ekonomiczna wariacja city buildera, która na wiele godzin wciąga prostotą i relaksującym klimatem. Gra pozwala na budowę miast, tworzenie łańcuchów dostaw i przede wszystkim ingerowanie w ekonomię poprzez podatki, wpływ na poziom surowców i zarządzanie handlem. Choć rozgrywka jest przystępna i mniej złożona niż w tytułach pokroju Civilization, nie brakuje jej głębszych elementów, takich jak planowanie specjalizacji miast czy balansowanie podaży i popytu. Humorystyczne komentarze w dialogach i subtelne smaczki wizualne sprawiają, że gra nabiera jeszcze większej lekkości. To udana propozycja dla graczy szukających odprężenia, lecz z nutą strategicznego wyzwania. Obecnie jej cena na Steam wynosi około 80 złotych, jednak gdybym miał zdecydować się na zakup, to poczekałbym do najbliższej promocji, w międzyczasie walcząc z tytułami na kupce wstydu.
