W ostatnich latach na półki księgarń trafiają kolejne tytuły opatrzone mianem Kolekcji Legend. Należą do nich powieści powstałe W zamierzchłych czasach, gdy władza w odległej galaktyce nie została jeszcze przejęta przez Myszkę Miki. W skład Legend wchodzą bowiem dzieła wydane przed przejściem marki Gwiezdnych Wojen pod skrzydła Disneya. Wśród nich kryje się wiele perełek nieznanych młodszym fanom, a także opowieści stanowiące inspirację dla historii opowiadanych przez Filoniego i spółkę. Właśnie o kilku takich przykładach chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć.
Dwóch zawsze ich jest. Nie mniej, nie więcej

Pozwoliłem sobie zacząć od trylogii, która jest nierozerwalnie związana ze schyłkowym okresem Republiki i narodzinami Imperium, których świadkami byliśmy w filmach. Kto z nas bowiem nie pamięta słynnych słów „Dwóch zawsze ich jest. Nie mniej, nie więcej. Mistrz i jego uczeń”. Wiele lat przed sagą rodu Skywalkerów w galaktyce użytkowników ciemnej było na pęczki strony mocy. Ciągłe intrygi i wewnętrzne niesnaski utrudniały im jednak utrzymywanie dominacji i prowadzenie skutecznych zmagań z Zakonem Jedi. Wszystko to jednak miało się zmienić, gdy pojawił się Bane. Droga Zagłady, Zasada Dwóch oraz Dynastia Zła opowiadają o tym, jak na podstawie nauk dawnych mistrzów wykuwał on Zasadę Dwóch, dzięki której Sithowie mogli przez kolejne tysiące lat kłaść podwaliny pod ponowne przejęcie władzy w galaktyce.
Przeżyj, żebyś nadal mógł walczyć

Te mądre słowa pochodzą od Kala Skiraty, czyli jednego z mandaloriańskich najemników odpowiedzialnych za szkolenie sklonowanych żołnierzy na Kamino. Wbrew swojej aparycji nie pozostawił on jednak swoich dzieci na lodzie, czemu dawał wielokrotnie wyraz na przestrzeni całego cyklu Komandosów Republiki. Opowiada on nie tylko o kulisach Wojen Klonów, ale również o tym, jak przedstawiciele zwaśnionych od setek lat społeczności Mandalorian i Jedi uczą się trudnej współpracy, by zapewnić swoim bliskim bezpieczeństwo. Dodatkowo dzięki Karen Traviss możemy poznać z bliska zakutych w beskar najemników w pełnej krasie, którzy nie są tak cukierkowi, jak ich poprzednicy z animacji, ale też nie są takimi fanatykami jak Wataha Śmierci. Na podkreślenie zasługuje także obraz klonów, które na początku bardzo dokładnie wykonują swoje rozkazy, by pod wpływem doświadczeń nabierać własnego oglądu na każdą sytuację. Również fani nie mniej kultowych growych komandosów znajdą coś dla siebie, gdyż z biegiem czasu do Drużyny Omega dołącza również Drużyna Delta.
Nie ma emocji – jest spokój

Jeden z fragmentów Kodeksu Jedi nierzadko przewijał się w myślach Jaxa Pavana – jednego z nielicznych Jedi, którzy przeżyli Rozkaz 66. Nie tylko musi ciągle uciekać przed dyrygowanym przez samego Dartha Vadera polowaniem, ale również musi rozwikłać zagadki związane z losem swego ojca. Dodatkowo w zgodzie ze swoim wyszkoleniem jako obrońcy pokoju stara się on pomagać potrzebującym, co ściąga na niego dodatkowe problemy. Gdy okrasimy to wszystko szczyptą zdrad i niespodziewanych sojuszy otrzymamy całkiem interesującą trylogię Nocy Coruscant, która dodatkowo rozszerza lub kontynuuje wątki poruszane w innych cyklach Expanded Universe.
Nieudany uczeń czyni swojego mistrza głupcem

Bez mistrza nie byłoby ucznia. Bez Qui-Gon Jinna nie byłoby Obi-Wana Kenobiego. Ich relacja nie przypominała jednak na początku tej, którą poznaliśmy w Mrocznym Widmie. Choć w Polsce ukazało się tylko siedem z dwudziestu tomów serii Uczeń Jedi, to zdecydowanie warto o nich wspomnieć. Pokazują one nie tylko rozwój relacji między słynnymi Jedi, ale również nieśmiało obrazują pewne cechy, które zupełnie nieświadomie przekazywane były przez kilka generacji mentorów, a których ślady możemy odkryć nawet w Anakinie i Ahsoce.
Liczę na więcej wznowień
W momencie powstawania tego zestawienia na rynku pojawiło się już nowe wydanie niewspomnianego powyżej Dartha Plageuisa, a w wydawnictwie Olesiejuk trwają prace nad wznowieniem kolejnych historii ze zbioru Legend. Czy znaczy to, że w kolejnych latach możemy spodziewać się powrotu kolejnych kultowych historii? Osobiście nie mam nic przeciwko temu, zwłaszcza jeśli chodzi o uwielbiane przeze mnie przygody Skiraty i jego bandy.
