MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Krakowskie potwory – recenzja serialu. Potworne męczarnie.

Recenzję Krakowskich potworów miałem już przygotowaną jakiś czas temu. Przyjrzałem się jej uważnie. Podszedłem do niej bardzo sceptycznie, ponieważ produkcję oceniłem wyjątkowo surowo. Pomyślałem więc, że dam jej jeszcze jedną szansę. O drogi Perunie, jak ja bardzo żałuję, że straciłem kolejnych siedem godzin życia na to karkołomne wyzwanie.

Krakowskie potwory – recenzja serialu. Potworne męczarnie.

Gwizdanie przed snem wzywa demona

Produkcja zaczyna się niewinnie. Oto Alex (Aleksandra Walas), studentka pierwszego roku medycyny, przesiaduje w jednym z krakowskich barów. Raczy się kolejnym U-bootem i szuka potencjalnego partnera/partnerki na noc. Jej wzrok pada na mężczyznę, który w pewnym momencie zagaja do niej  tekstem o tym, że gwizdanie przed snem wzywa demony. Jeszcze przez chwilę widz ma nadzieję, że za moment do sali wparuje jakieś obleśne stworzenie, które rozgoni towarzystwo. Nic bardziej mylnego. Alex wpada w taneczny trans i ląduje w łóżku z przypadkowym facetem, któremu w nocy każe „wypierd*lać”. A my nadal obserwujemy jej wzloty i upadki. Możemy podejrzewać, że bohaterka zmaga się z problemami natury psychicznej. Szczególnie mocno wybrzmiało to w scenie, kiedy do jednej ze swoich koleżanek wykrzykiwała „tik tak, tik tak”. I tak w tym Krakowie się żyje – od melanżu do melanżu. Nasza bohaterka jest klasyczną outsiderką, która mierzy się z demonami przeszłości. Odtrąca wszystkich tych, którzy mogą w jakikolwiek sposób się do niej zbliżyć. Jedynym jej marzeniem jest, dostanie się do elitarnego kółka patologicznego prowadzonego przez znanego profesora Jana Zawadzkiego (Andrzej Chyra). W sumie nie wiemy, dlaczego chce się dostać do tego grona, ani tego, dlaczego ta grupa cieszy się taką popularnością

Czarne chmury nad Krakowem

„Na początku był Chaos, nazywany przez Słowian Wojną Kręgów. Armia ognia i wody, białych i czarnych bogów pogrążone były w śmiertelnej walce. Aż pojawił się żywioł ziemi […]. Wtedy walczący bogowie zobaczyli, że na świecie jest dosyć miejsca na dobro i na zło. Zawarli pokój i oddali świat w ręce ludzi” – opowiada w jednej ze scen profesor Zawadzki. Widz szybko się orientuje, że grupa pod przykrywką medycznych badań, zajmuje się zjawiskami paranormalnymi i zabijaniem pomniejszych demonów. Alex ma stać się brakującym ogniwem ekipy. Wzbudza zainteresowanie znakami, które maluje na egzaminie i tak trafia do jednej z krakowskich kamienic. To miejsce stało się domem dla studentów o ponadprzeciętnych umiejętnościach. Każdy z nich posiada nadprzyrodzone moce, które pozwalają na walkę ze słowiańskimi istotami. Dopiero na przestrzeni kolejnych odcinków poznajemy ich umiejętności, ponieważ twórcy nie odkrywają od razu wszystkich kart. Pojawienie się nowej członkini pozwoli na nowo zdefiniować rolę i obowiązki grupy.

Uratować świat przed przerażającym dzieckiem

Kto miał okazję zobaczyć zwiastun Krakowskich potworów, ten wie, że bohaterom przyjdzie się zmierzyć z demonicznym bytem ukrytym w ciele umorusanego dziecka. Ten wielki słowiański bóg, który kryje się w jego wnętrzu, żeruje, by przetrwać. Przyznam szczerze, że nasz antagonista raczej wywołuje rozbawienie, niż strach. I chociaż sprowadza na świat m.in. bóstwo mordujące dzieci – Spasa, sam nie grzeszy inteligencją. Brakuje mu lizaka i posadzenia w piaskownicy, żeby mógł w spokoju znęcać się nad budowlami z piasku. Jego ambicje podbicia krakowskiej ziemi sprowadzają się do urażonej dumy i próby pokazania innym, że teraz dopiero wszyscy poznają jego prawdziwą moc.

Czy jest tak źle?

Tak. Produkcja cierpi na olbrzymią liczbę wątków, które pozostawia bez rozwiązania. Ciekawie mógłby wypaść wątek profesora, który naznaczony jest tragiczną rodzinną traumą. Gdy zaczyna pokazywać prawdziwą twarz, zmuszając swoich podopiecznych do rzeczy, których nie chcą robić… historia się urywa i pozostawia bez odpowiedzi. Niewiele wiemy o studentach. Fabuła utkana jest z takich domysłów. Trudno kibicować bohaterom, którzy pozbawieni są charakterologicznej głębi. Dialogi są źle napisane. Efekty specjalne – mizerne, a wygląd ostatniego demona woła o pomstę do nieba. Warto dodać, że jest ich bardzo mało. Wszyscy częściej walczą z własnymi słabościami, niż ze stworami z mitycznych wierzeń. Czasem widz na chwilę się uśmiechnie, gdy usłyszy, że w krakowskim barze spotkać można Piwkę -słowiańską boginię od pijanych lub Świteziankę, która uprowadza i doprowadza do śmierci młodych mężczyzn. Są to jednak pojedyncze ciekawe wynurzenia pośród bezmiaru scenariuszowej głupoty. Panteon słowiańskich demonów, legendarnych legend i motywów został zdeptany i potraktowany wyjątkowo bez serca. Coś, co mogło stać się wspaniałym rozreklamowaniem rodzimych legend, jest kolejnym nieudanym netflixowym projektem.

A wystarczyło opowiedzieć historię młodych ludzi, którzy pośród krakowskich kamienic, walczą ze stworami z polskich legend. Pojedynkują się ze smokiem wawelskim, próbują odczarować gołębie z rynku, uciekają przed zjawami morderczych Tatarów, by na końcu odegrać hejnał na Wieży Mariackiej. Myślę, że byłoby ciekawiej, ale chociaż Kraków pięknie sfilmowano. Można zagwizdać z zachwytu! Chociaż… uważajcie, bo możecie wezwać demona.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ