MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Poprzedni
Następny

HADES – recenzja gry. Ucieczka z piekła.

O najnowszej grze studia Supergiant Games słyszeli już prawdopodobnie wszyscy, w końcu w tym roku będzie obchodziła już swoje drugie urodziny. Niemniej, jednak jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, spieszę z wytłumaczeniem – Hades to tytuł typu rouge-like, którego akcja rozgrywa się w świecie greckich mitów. Wcielamy się w syna tytułowego Hadesa – Zagreusa, który chce wydostać się z królestwa ojca, w czym ten mu nieustannie przeszkadza. Gra otrzymała mnóstwo tytułów gry roku 2020, będąc dostępną jedynie na Nintendo Switch i PC, a w 2021 ukazała się na „duże” konsole. Na jednej z tych ostatnich (Xbox Series X) podjąłem się wyzwania opuszczenia królestwa podziemi, kierując wzrok ku Olimpowi, chcąc sprawdzić, czy jest to faktycznie tak świetne. Chyba nie zaspoileruję już nikomu informacji, że TAK, jest super, ale o tym dalej.

Na wstępie powiem, że nie jestem fanem gier typu rouge-like. Pograłem trochę w Isaaca i Dead Cells, ale raczej w formie nudy na wykładach, niż beztroskiego zagrywania się w domu. Jednak przy Hadesie przez pierwsze kilka godzin nie mogłem oprzeć się pokusie „jeszcze jednej próby”. Już tłumaczę, dlaczego…

HADES – recenzja gry. Ucieczka z piekła.

Screen z gry HADES

O co tu chodzi?

Zagreus starając się przejść przez podziemia, przy każdej śmierci wraca do swojej „bazy wypadowej”, którą jest Dom Hadesa. Co ciekawe, to w tym miejscu rozwija się fabuła, ponieważ spotykamy tutaj troszkę inny zestaw postaci, z każdą kolejną podjętą próbą. Rozwijamy znajomości, rozdajemy nektary i poznajemy nowe szczegóły dotyczące naszej wędrówki, przeszłości, konszachtów między bohaterami.  Wprowadza to dość fajny element, bo każde podejście do lochów nie jest tylko ślepą wędrówką do ostatniego bossa, a w momencie śmierci w połowie drogi nie odczujemy efektu zmarnowanego czasu. Przecież zawsze fajne wrócić pogłaskać Cerbera czy posłuchać docinek Kostka.

Przechodząc już do właściwej rozgrywki… W grze mamy 4 główne lokacje, przez które musimy przejść, aby opuścić podziemia. Przy przejściu każdego pokoju wybieramy kolejny z dostępnych dwóch, czasem trzech, na podstawie daru, jaki będzie się w nim znajdował. Element ten jest świetnie rozwiązany! Zachowuje nutkę niepewności, co dane bóstwo czy ulepszenie nam da, ale jednak mamy jakąkolwiek możliwość wpłynięcia na ułożenie naszego buildu czy na zbieranie surowce, które akurat teraz bardziej nam się przydadzą. Właśnie, skoro o surowcach mowa, to jest kilka walut, dzięki którym możemy upiększać Dom Hadesa, dodawać stałe bonusy Zagreusowi, czy jeszcze inne rzeczy, ale gra wprowadza wszystko w tak idealnie dopasowanym tempie, że ani przez moment nie poczułem się zagubiony, a nowy kontent odblokowujemy jeszcze po kilkunastu godzinach expienia.

Screen z gry HADES

Rodzajów przeciwników i ich różnych kombinacji jest na tyle dużo, że po kilkudziesięciu godzinach wciąż nie czułem znużenia małą różnorodnością, a co dodatkowo ubarwia zabawę, to arsenał broni Zagreusa, którą wybieramy przed rozpoczęciem kolejnego „runa”, a w tym między innymi łuk, miecz, pięści czy… karabin maszynowy. Na początku wydawało mi się, że niektóre bronie są bardziej „op”, ale po użyciu ich kilka razy (tytuł sam poleca zmieniać bronię, dodając bonus surowców do jednej z nich przy każdym powrocie) zauważyłem, że jeśli to my przystosujemy się do walki danym orężem, a nie oręż do nas, to wszystkie stają się równie mocne i fun-to-play.

Każdorazowo, po ukończeniu około ośmiu poziomów losowo generowanych lochów spotykamy się z bossem, który również w każdym biomie ma kilka odmian i typów ataków. Tutaj pojawia się jednak pewien minus – wariacje są co prawda różne, jednak nie są to aż tak kolosalne różnice, a areny, na których walczymy, są za każdym razem te same, więc tu jednak zwłaszcza pierwszy i drugi mocny przeciwnik (czyli już w sumie 50%), którego pokonywałem już dziesiątki razy, zwyczajnie zdążył mi się przejeść.

Screen z gry HADES

Technikalia

Hades oferuje nam grafikę w stylu komiksowym, która jest bardzo przyjemna dla oka, nawet jakbyśmy zagrali w to za kilka lat – nie kłuje w oczy. Poziomy zrobione są bardzo starannie, poszczególne biomy bardzo się od siebie różnią i trzeba zwracać na nich uwagę na inne rzeczy, aby nie dać się zabić.

Typowo arcade’owy model walki wykorzystujący uskoki, słabe i silne ataki sprawdza się tutaj wyśmienicie. Szarpanina jest dynamiczna, Zagreus biega od jednego końca mapy do drugiego w mgnieniu oka, a jeśli tracimy życie lub finalnie umieramy – czuć, że to nasza wina, a nie gry.

Muzyka to kolejna rzecz, nad którą warto się pochylić! Świetnie wykorzystane zostały instrumenty pasujące idealnie do tematyki i epoki. Nawet nie trzeba nadstawiać uszu, żeby usłyszeć flety, harfy i tamburyny, wymieszane do tego z perkusją i elektrycznymi gitarami. Ja wiem, że to połączenie brzmi dziwnie, ale muzyka jest dopasowywana do lokacji, w których się znajdujemy, więc przy innych tonach bijemy przeciwników w mrocznych podziemiach czy polach elizejskich.

Co do wydajności na konsoli – nie mam żadnych zastrzeżeń. Przez około łącznie 60 godzin nie spotkała mnie żadna niemiła niespodzianka, animacje były płynne a obraz ostry jak żyleta.

Screen z gry HADES

Podsumowanie

Wracając jeszcze na moment do fabuły, chciałem wspomnieć, że produkcja generalnie nie wprowadza nas za mocno w świat greckich bogów i osób urzędujących w Domu Hadesa, zakładając, że mamy już jakiś zapas wiedzy. Jeśli więc macie ochotę zagrać i interesuje Was fabuła, a nie byliście/jesteście wielkimi fanami mitów, to polecam prześledzić sobie chociaż kto jest kim, co pomaga często wyłapywać różne żarty czy nieoczywiste połączenia między postaciami.

Podsumowując wszystko – Hades to naprawdę kawał dobrej gry, którą polecam każdemu, nawet jeśli nie jest fanem tego rodzaju rozrywki, tak samo jak ja. Systemy progresji są tak świetnie poukładane, że w żadnym stopniu ani ona nie frustruje, ani nie nudzi, gdy po raz n-ty wchodzimy do Tartaru. Poza tym każdy znajdzie tutaj coś dla siebie i wcale nie trzeba jej platynować, aby odczuć przyjemność. Jednorazowe „przejście” zajmuje około 20 godzin, jednakże wydaje mi się, że jeśli dacie szansę Hadesowi, to pogracie na pewno dłużej, bo „true ending” to co najmniej dwa razy tyle.

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

UDOSTĘPNIJ
UDOSTĘPNIJ