MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Evercade VS – recenzja konsoli. Retro dla kolekcjonerów.

O Evercade słyszałem już od dłuższego czasu. Pierwsza iteracja tego sprzętu bardzo mnie zaciekawiła. Handheld z możliwością podpięcia do TV, do tego z legalnymi grami na cartridgach? Brzmi jak coś niemożliwego w obecnych czasach. Nosiłem się z zamiarem kupna tego sprzętu przez długi czas, jednak za każdym razem rezygnowałem z prostego powodu – wolę grać na konsolach stacjonarnych. Aż tu nagle, BANG, firma Blaze spełnia mój mokry sen i zapowiada Evercade VS, czyli stacjonarną wersję wspomnianego wyżej sprzętu.

Evercade VS – recenzja konsoli. Retro dla kolekcjonerów.

To nie jest tani chińczyk

Pierwsze co rzuca się natychmiastowo w oczy to opakowanie. Ładna, kolorowa, przykuwająca uwagę, bijącą wręcz latami 80-tymi po oczach obwoluta. Po jej zdjęciu ukazuje się grube, czerwone pudełko, które mówi nam jasno – masz do czynienia z produktem klasy premium. Dobra, ale najważniejsza jest zwartość, prawda? W środku wita nas czarna, plastikowa wytłoczka z konsolą oraz instrukcją obsługi (w tym też w języku polskim).

Do samej konsoli wrócimy jednak nieco później. Dalej, wytłoczka z dwoma nowymi cartami z serii arcade. Na samym spodzie, dwa pady oraz kabel micro USB. Standardowo, jak to w mini konsolach bywa, zabrakło zasilacza. Jednak dość dużym minusem jest brak przewodu HDMI.

Solidny kawał plastiku

Wygląd samej konsoli jest po prostu fenomenalny. Od frontu wita nas ruchoma klapka pod którą znajdziemy dwa sloty na carty, a nieco niżej szeroki pasek LED sygnalizujący działanie konsoli. Na samym dole umieszczono cztery porty USB pod nasze kontrolery, zaś po prawej stronie u góry uwypukla się szary włącznik. Na tyle umieszczono port micro USB do zasilania, gniazdo HDMI oraz przycisk resetu. Całość w dotyku wydaje się być niezwykle solidna. Konsola została wykonana z grubego, delikatnie szorstkiego plastiku. No i co najważniejsze, czuć wagę tego sprzętu czyli prawie pół kilograma.

Pady obdarzono długim, bo 3-metrowym przewodem USB. Stylistycznie mocno nawiązują one do handhelda od Blaze. D-pad chodzi bardzo przyjemnie i co najważniejsze, jest bardzo precyzyjny. Przypomina trochę ten znany z Mega Drive’a od Segi. Dalej umieszczono trzy przyciski, start, select oraz menu. Na samym końcu znajdują się cztery przyciski funkcyjne. Na tyle pada umieszczono jeszcze dodatkowe guziory, imitujące bumpery, czyli L1, L2, R1 i R2. Całość jest bardzo lekka, jednak solidnie wykonana. Nic nie trzeszczy, nic się nie wygina, wszystko jest idealnie spasowane i działa po prostu przyjemnie.

Retro w nowym wydaniu

Czas wreszcie przejść do dania głównego, czyli działania całego sprzętu. Przy pierwszym uruchomieniu jesteśmy proszeni o konfigurację sieci WiFi. Tak, konsolka ma możliwość aktualizacji po sieci co jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Samo menu posiada dość bogate opcje. Zakładka „ekran” pozwoli nam wybrać format obrazy, shadery, oraz motywy menu. Reszta jest raczej standardowa, ot, dźwięk, sieć, język itd. Co ciekawe, można wybrać też język polski, jednak tymczasowo odradzam to rozwiązanie. Głównie z powodu braku polskich znaków, co momentami dość mocno rzuca się w oczy. Najciekawszą jednak zakładką jest ostatnia, a mianowicie „tajne”. W niej możemy wpisać kod, który uaktywni jakiś sekret.

Mi się udało odnaleźć jeden i tym samym uzyskałem dostęp do gry Kubo 1 & 2. Z resztą, to nie jedyny easter egg skryty w systemie konsoli. Np. gdy nie mamy wsadzonego żadnego carta, możemy przy odpowiedniej kombinacji przycisków na padzie odblokować kolejne gierki. Szkoda tylko, że te nie zapisują się w pamięci konsoli, więc za każdym razem podczas uruchomienia konsoli, trzeba będzie wciskać je na nowo.

Warto nadmienić też fakt, że jeśli chcemy pograć w powiedzmy cztery osoby, to możemy wykorzystać do tego też inne kontrolery. Ja pod ręką posiadam jedynie pada do PS4, jednak ten został wykryty i działał po kablu bez problemu. Po najnowszej aktualizacji można też wykorzystać handhelda, co podobno sprawdza się równie dobrze.

Mania kolekcjonowania

Gry wydawane są na cartridgach, w ładnych plastikowych pudełkach wraz z kolorową instrukcją. Co ważne, nie są to typowe chińskie składanki w stylu 99999999 in 1, a oryginalne, licencjonowane produkcje. Każda taka składanka zawiera od kilku do kilkunastu gier. Trafiają się tutaj więc składaki znanych studiów czy producentów gier jak chociażby Interplay, Codemasters, Technos, Galeco, ale również produkcje mniej znane, jak chociażby kompilacja Idie Heroes (która zresztą stała się moją ulubioną), czy Mega Cat Studios. Co warto podkreślić, prawie wszystkie carty wydane do tej pory są w pełni kompatybilne z Evercade VS.

Wyjątkiem jest Namco Museum 1 & 2, które z powodów licencyjnych działa tylko na handheldzie, więc niestety możemy zapomnieć o pograniu w Splatterhouse 2 & 3 na VS. Wielka szkoda, aczkolwiek żyję cichą nadzieją, że Blaze dogada się w Namco i możliwość uruchomienia tych składanek zostanie odblokowana w jakiejś łatce. Jednak i bez nich gracze nie mają na co narzekać, ponieważ baza gier jest ogromna. W momencie premiery było ponad 260 tytułów, więc myślę, że każdy fan retro znajdzie coś dla siebie.

Aktualnie wypuszczane są dwa rodzaje kolekcji: standardowa, z czerwoną okładką, zawierające konsolowe porty gier, oraz fioletowe z automatowymi wersjami. Na grzbietach umieszczono też numerki, które ułatwiają rozeznanie się, które zestawy już mamy, ale też nieco podjudzają nas do zebrania pełnej kolekcji. Ceny nie są jakieś zabójcze, bo wynoszą one między 75zł a 85zł za cartridge. Blaze co miesiąc zapowiada kolejne kolekcje gier, więc możemy śmiało liczyć na dość długie wsparcie dla ich systemów.

Fajną opcją jest również możliwość zapisu gry bezpośrednio na nośniku. Do każdej produkcji jest przypisanych 5 slotów, dzięki czemu możemy kontynuować naszą rozgrywkę na przenośnym systemie od Blaze. Mała rzecz, a cieszy.

Konsola idealna?

Szczerze mówiąc, ciężko jest mi się do czegokolwiek przyczepić. Jakość emulacji jest bardzo dobra, ani razu nie spotkałem się z jakimiś dropami animacji (poza tymi, które generował oryginalny sprzęt), problemami z dźwiękiem czy obrazem. A emulacja jest tu naprawdę szeroka, zaczynając od starszych sprzętów jak Atari, po NES’a, SNES’a, przez GameBoy’a, a na PlayStation 1 kończąc. Do wyglądu i ergonomii też nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Jedyne co bym osobiście zmienił to zasilanie po USB-C, które staje się obecnie już standardem.

Poza tym, system ten daje mi to, czego inne nie potrafią dać od lat – radość z kolekcjonowania. Fakt wydawania gier na tak archaicznym nośniku jak cartridge sprawia, że cofam się w czasie o dobre 20 lat, gdzie za dzieciaka tłukłem w gierki na Nintendo 64 jak dziki. Kolorowe i bogate instrukcje po prostu cieszą oko i są miłym urozmaiceniem w dobie pustych pudełek, w których hula wiatr i lata płyta. Bo widzicie, Evercade VS to nie tylko kolejny sprzęt z półki neo-retro. To też swoiste doświadczenie, którego nie odda żadna inna konsolka, na którą wrzucimy kartę SD pełną romów.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

NAJNOWSZE WPISY

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ