Bezprzewodowe słuchawki gamingowe za około 370 zł potrafią dziś sporo zaoferować. ENDORFY Viro Wireless kuszą świetną baterią, wygodą i trzema trybami łączności. Sprawdziłem, czy równie dobrze wypadają w praktyce.
Jeszcze kilka lat temu zakup dobrych bezprzewodowych słuchawek gamingowych oznaczał dość konkretny wydatek. Dzisiaj wybór jest znacznie większy, a coraz ciekawsze modele pojawiają się również w okolicach 300–400 zł. I właśnie w ten segment celują ENDORFY Viro Wireless.
Marka nie próbowała tutaj wymyślać koła na nowo. Wzięła sprawdzoną konstrukcję Viro, pozbyła się kabla i dorzuciła kilka rozwiązań, które mają sprawić, że nowe słuchawki będą czymś więcej niż tylko zestawem do grania przy komputerze. Mamy więc łączność 2,4 GHz, Bluetooth, klasyczny minijack 3,5 mm, tryb hybrydowy, odpinany mikrofon z redukcją szumów ENC oraz naprawdę dużą baterię. Na papierze wygląda to bardzo dobrze. Co ważniejsze, po bliższym poznaniu Viro Wireless niewiele z tego dobrego pierwszego wrażenia znika.
ENDORFY Viro Wireless stawiają na prostotę
Pod względem wyglądu Viro Wireless zdecydowanie nie należą do słuchawek, które krzyczą „gaming” z drugiego końca pokoju. Nie znajdziemy tutaj RGB, agresywnych przetłoczeń ani przesadnie futurystycznych elementów.Jest czarno, prosto i raczej minimalistycznie.
Mi takie podejście zdecydowanie odpowiada. Dzięki temu po odpięciu mikrofonu można spokojnie wyjść w nich z domu i nie wyglądać, jakby przed chwilą uciekło się ze stanowiska na turnieju esportowym.
Konstrukcja sprawia przy tym dobre wrażenie jakościowe. Muszle wykonano głównie z tworzywa, ale producent zastosował również aluminiowe elementy oraz metalowy pałąk, dzięki czemu całość nie sprawia wrażenia taniej. Nic przesadnie nie pracuje, nie trzeszczy i nie daje poczucia, że trzeba obchodzić się ze słuchawkami jak z jajkiem.
Trzeba jednak zaznaczyć, że nie jest to szczególnie lekki model. ENDORFY Viro Wireless ważą około 354 gramów, więc na papierze wynik może trochę odstraszać. W praktyce masa została jednak dobrze rozłożona i podczas normalnego korzystania nie miałem wrażenia, że słuchawki przesadnie ciążą na głowie.

Komfort to jeden z największych atutów Viro Wireless
W słuchawkach gamingowych komfort jest dla mnie równie ważny jak samo brzmienie. Co z tego, że sprzęt gra świetnie, jeżeli po dwóch godzinach zaczynam zastanawiać się wyłącznie nad tym, kiedy będę mógł go zdjąć?
Tutaj ENDORFY wykonało naprawdę dobrą robotę. Nausznice są duże, miękkie i wykorzystują piankę memory foam, a ich hybrydowe wykończenie łączy materiał z syntetyczną skórą. Materiałowa część stykająca się bezpośrednio z głową ogranicza przegrzewanie uszu, co szczególnie doceniłem podczas dłuższych sesji.
Docisk również został dobrany rozsądnie. Słuchawki siedzą pewnie, ale nie próbują zmiażdżyć czaszki. Regulacja pałąka jest szeroka, więc ze znalezieniem odpowiedniego ustawienia nie powinno być większego problemu.
Nie oznacza to oczywiście, że po pięciu czy sześciu godzinach kompletnie zapomnimy, że mamy coś na głowie. Te 354 gramy gdzieś tam nadal są. Jak na swoją masę Viro Wireless okazują się jednak zaskakująco wygodne i jest to jeden z tych modeli, w których bez większego problemu można spędzić cały wieczór.
2,4 GHz, Bluetooth i kabel. Tak powinno to wyglądać
Jedną z rzeczy, które najbardziej podobają mi się w ENDORFY Viro Wireless, jest ich uniwersalność. Producent daje nam trzy sposoby połączenia: bezprzewodowe 2,4 GHz, Bluetooth oraz analogowe połączenie przez minijack 3,5 mm.
Do grania naturalnym wyborem jest 2,4 GHz. Opóźnienie jest na tyle niewielkie, że podczas rozgrywki przestałem w ogóle myśleć o tym, że korzystam ze słuchawek bezprzewodowych. Połączenie jest stabilne, a dołączony odbiornik USB-C można wykorzystać zarówno z komputerem, jak i kompatybilnymi urządzeniami mobilnymi czy konsolą PlayStation.
Bluetooth przydaje się z kolei przy telefonie, tablecie czy laptopie. Jest jeszcze klasyczny przewód 3,5 mm, który pozostaje bardzo przydatnym zabezpieczeniem, gdy chcemy podłączyć słuchawki do sprzętu bez obsługi dwóch pozostałych standardów.
Najciekawszy jest jednak tryb hybrydowy 2,4 GHz + Bluetooth. Można grać na komputerze i jednocześnie pozostawić słuchawki połączone z telefonem. Gdy ktoś zadzwoni, rozmowę da się odebrać bez zdejmowania headsetu. W czasie połączenia dźwięk z 2,4 GHz zostaje wyciszony, więc nie jest to pełne miksowanie dwóch źródeł, ale nadal szybko przyzwyczaiłem się do tej funkcji.
To jeden z tych dodatków, które nie wyglądają spektakularnie w tabelce ze specyfikacją, ale po kilku dniach korzystania trudno byłoby mi z niego zrezygnować.

Jak grają ENDORFY Viro Wireless?
W środku znalazły się dynamiczne przetworniki o średnicy 53 mm, pracujące w zakresie 20–20 000 Hz. I od razu zaznaczę, że Viro Wireless nie próbują udawać studyjnych słuchawek o idealnie neutralnym charakterze.
Fabryczne strojenie jest dość ciepłe. Bas jest mocny, mięsisty i zdecydowanie znajduje się na pierwszym planie. W grach akcji wypada to bardzo efektownie. Eksplozje mają odpowiednią masę, strzały brzmią konkretnie, a silniki w grach wyścigowych potrafią przyjemnie zamruczeć.
Nie jest to jednak bas dla każdego. Przy domyślnych ustawieniach w niektórych materiałach potrafi wyjść przed szereg i lekko przykryć średnicę. Jeżeli ktoś lubi jaśniejsze, bardziej analityczne brzmienie, prawdopodobnie dość szybko zajrzy do korektora.
I warto to zrobić, bo Viro Wireless bardzo dobrze reagują na EQ. Delikatne uspokojenie niższych częstotliwości i lekkie podbicie góry wystarczyło, żeby dźwięk zrobił się bardziej otwarty i szczegółowy. Nie potrzeba tutaj godzin eksperymentowania, a różnica jest naprawdę zauważalna. Podobne możliwości korekcji oferuje aplikacja Viro Studio.
W grach jest naprawdę dobrze
Po odpowiednim ustawieniu brzmienia Viro Wireless bardzo dobrze radzą sobie również tam, gdzie liczy się coś więcej niż efektowne eksplozje. Kroki, przeładowanie broni czy kierunek nadchodzących strzałów da się szybko zlokalizować, więc słuchawki spokojnie odnajdują się również w sieciowych FPS-ach.
Dostępny jest także wirtualny dźwięk 7.1 Xear Surround. Nie jestem zwolennikiem włączania przestrzennego audio za wszelką cenę i tutaj też nie zmieniłem zdania. W filmach czy bardziej widowiskowych grach efekt potrafi być przyjemny, ale podczas rywalizacji zostawałem przy klasycznym stereo. Jest po prostu bardziej przewidywalne.
A co z muzyką?
Po zmianie ustawień EQ Viro Wireless okazują się też całkiem dobrymi słuchawkami do codziennego słuchania muzyki. Nie są oczywiście sprzętem dla audiofila i nie próbują nim być, ale 53-milimetrowe przetworniki potrafią wygenerować przyjemne, dynamiczne brzmienie z całkiem szeroką sceną.
Fabrycznie najlepiej odnajdują się w elektronice, hip-hopie czy rocku, czyli tam, gdzie solidna podstawa basowa jest mile widziana. Po uspokojeniu dołu stają się znacznie bardziej uniwersalne.
Dobrze, że ENDORFY nie potraktowało Bluetooth wyłącznie jako dodatku do specyfikacji. Odpięcie mikrofonu, sparowanie słuchawek ze smartfonem i wyjście z nimi z domu jest tutaj całkowicie naturalnym scenariuszem.

Mikrofon z ENC daje radę
Mikrofon jest odpinany, co już samo w sobie uważam za dobrą decyzję. Jeżeli akurat go nie potrzebuję, nie muszę chodzić ze sterczącym przed twarzą ramieniem.
Do rozmów na Discordzie, komunikacji w grach czy wideokonferencji jakość jest więcej niż wystarczająca. Głos pozostaje czytelny i nie brzmi przesadnie cienko, choć oczywiście nie jest to poziom osobnego mikrofonu USB.
Znacznie ważniejsza jest tutaj redukcja szumów ENC. Dobrze radzi sobie z jednostajnym hałasem w tle, takim jak pracujący komputer, wentylator czy odgłosy dochodzące zza okna. Nie wytnie absolutnie wszystkiego, ale różnica jest wyraźna i podczas rozmów funkcję tę zdecydowanie warto pozostawić włączoną.
Szkoda jedynie, że na samym mikrofonie nie ma wyraźnej diody informującej o jego wyciszeniu. To drobiazg, ale przy intensywnej komunikacji potrafiłby się przydać.
Bateria jest wręcz absurdalnie dobra
Jeżeli miałbym wskazać jedną cechę Viro Wireless, którą ENDORFY może bez kompleksów chwalić się na pudełku, byłby to właśnie czas działania.
Producent deklaruje do 130 godzin pracy przy połączeniu 2,4 GHz oraz nawet 240 godzin przez Bluetooth przy 50 proc. głośności. To wartości, przy których ładowanie słuchawek przestaje być elementem codziennej rutyny.
Co istotne, nie są to liczby całkowicie oderwane od rzeczywistości. Niezależne pomiary przy 2,4 GHz wskazywały na około 96–100 godzin ciągłego działania przy umiarkowanej głośności. Nadal jest to świetny rezultat.
W praktyce oznacza to tyle, że o ładowarce można zwyczajnie zapomnieć na wiele dni. Dla mnie jest to znacznie ważniejsze niż kolejny efekt RGB albo dodatkowy tryb przestrzenny, którego prawdopodobnie nigdy bym nie użył.
Ładowanie odbywa się przez USB-C. Jednocześnie szkoda, że aplikacja nie pokazuje w bardziej czytelny sposób dokładnego poziomu baterii podczas pracy przez 2,4 GHz. Przy tak ogromnej pojemności nie jest to problem, który będzie doskwierał codziennie, ale właśnie dlatego łatwo kompletnie zapomnieć, kiedy słuchawki były ostatnio podłączone do zasilania.

ENDORFY Viro Studio jest przydatne, choć mogłoby być lepsze
Na komputerach z Windowsem dodatkowe możliwości odblokowuje ENDORFY Viro Studio. Znajdziemy tutaj między innymi korektor, ustawienia wirtualnego dźwięku 7.1, regulację mikrofonu oraz funkcje związane z przetwarzaniem dźwięku.
Najważniejszy jest dla mnie EQ. Jak wspominałem wcześniej, Viro Wireless zdecydowanie zyskują po delikatnym dostrojeniu i dobrze, że producent daje użytkownikowi odpowiednie narzędzia.
Sam program jest prosty i nie przytłacza liczbą zakładek, choć widać tutaj jeszcze pole do poprawy. Niektóre gotowe profile dźwiękowe zmieniają charakter słuchawek zbyt agresywnie, dlatego zdecydowanie bardziej polecam stworzenie własnych ustawień.
Brakuje mi również kilku drobnych elementów związanych z obsługą baterii. Nie zmienia to jednak faktu, że Viro Studio faktycznie wnosi coś do użytkowania słuchawek, zamiast być aplikacją instalowaną raz i zapominaną chwilę później.
ENDORFY Viro Wireless – czy warto?
ENDORFY Viro Wireless nie są słuchawkami idealnymi. Fabryczne brzmienie jest dla mnie trochę zbyt mocno przesunięte w stronę basu, przydałaby się wygodniejsza kontrola poziomu baterii, a masa 354 gramów nie każdemu przypadnie do gustu. Nie znajdziemy tutaj także ANC, choć akurat w gamingowym headsetcie za około 370 zł trudno uznać to za poważny zarzut.
Lista rzeczy, które producent zrobił dobrze, jest jednak znacznie dłuższa.Przede wszystkim są to bardzo wygodne i solidnie wykonane słuchawki, które mogę bez problemu założyć na kilka godzin. Do tego dostajemy świetną łączność 2,4 GHz, Bluetooth, minijack, przydatny tryb hybrydowy, dobry mikrofon z ENC oraz baterię, której część znacznie droższych modeli może zwyczajnie pozazdrościć.
Brzmieniowo również jest dobrze, szczególnie po kilku minutach spędzonych z korektorem. Viro Wireless potrafią być efektowne w singlowych grach akcji, a jednocześnie zapewnić odpowiednią kierunkowość w sieciowych FPS-ach. Po odpięciu mikrofonu równie dobrze można wykorzystać je do muzyki czy filmu.
ENDORFY nie próbuje tutaj wygrać jednym spektakularnym bajerem. Zamiast tego oferuje bardzo kompletny headset, w którym większość elementów po prostu działa tak, jak powinna. I właśnie to uważam za największą zaletę Viro Wireless.
W cenie około 370 zł to dla mnie jedna z ciekawszych propozycji dla osób szukających uniwersalnych, bezprzewodowych słuchawek gamingowych ze świetnym czasem pracy na baterii.
Nie udało się wczytać zdjęcia. Wybierz inne lub otwórz pełny rozmiar.
Damian Daszek„ENDORFY Viro Wireless to bardzo udany, wszechstronny headset gamingowy, który przekonuje wygodą, świetnym czasem pracy na baterii i trzema sposobami łączności. Brzmienie po lekkiej korekcie wypada naprawdę dobrze, mikrofon spełnia swoje zadanie, a tryb hybrydowy okazuje się zaskakująco przydatny. Nie są idealne, ale w swojej cenie oferują naprawdę dużo.”
