MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Poprzedni
Następny

Doktor Strange w multiwersum obłędu – recenzja redakcji. Wrażenia po seansie.

Wszyscy czekaliśmy na film Doktor Strange w multiwersum obłędu, żeby móc poznać kolejne przygody tytułowego bohatera, na które Marvel Studios kazało nam czekać 6 lat! Czy produkcja sprostała naszym oczekiwaniom? 

Multiwersum obłędu przypomina liniową grę akcji, gdzie od prologu wiemy, kto jest tym złym, a bohater musi sporo polevelować i ulepszyć ekwipunek, żeby w ogóle mieć z nim jakiekolwiek szanse w finale. Jako, że mówimy o współczesnym akcyjniaku, to w wędrówce obowiązkowo towarzyszyć nam będzie postać drugoplanowa, której umiejętności na pewno się nam przydadzą, ale nie nawiążemy z nią żadnych relacji, bo to przecież my jesteśmy głównym bohaterem. Nie może też zabraknąć zróżnicowanych pod względem settingu lokalizacji, którymi żonglerka jest wyjaśniona krótkimi cutscenami. Myślę, że wiecie o jaki rodzaj gry mi chodzi. Takiej na maksa wciągającej, podnoszącej adrenalinę, gdzie liczy się czysty fun, a fabuła jest najczęściej pretekstowa. Tak też jest z nową przygodą Doktora Strange’a, a fakt ten niesie za sobą tak samo dużo zalet, jak i wad. Najbardziej mnie cieszy, że Sam Raimi wrócił po latach do formy i dostarczył autorski projekt, który na pewno zostanie w pamięci wszystkim, którzy unikają jumpscare’ów jak ognia. Nie jest to horror, bardziej nosi znamiona slashera, ale wciąż dostarcza solidnej rozrywki. Mimo moich obaw, film nie był festiwalem bezmyślnie wciskanych cameo i choć scenariusz rzeczywiście pomieścił ich sporo, fanserwis nie turla się za widzem przez cały seans. No i wreszcie Wanda mogła być Wandą na pełnym wiedźmim szkarłacie, co zrekompensowało mi fatalny finał WandaVision – gdyby nie wydarzenia z serialu, nie dostalibyśmy wszystkich tych fajerwerków, które oferuje film. W Multiwersum obłędu najgorzej wypadło jednak… samo multiwersum. Czuję tu ogromny niedosyt, bo potencjał tego konceptu ponownie został zmarnowany i sprowadzony do tych samych postaci, tylko w innych ciuszkach i charakteryzacji (fatalne What If… pozdrawia). Cierpi na tym sama postać Doktora, który w filmie służy tylko temu, by twórcy mieli kogo przemielić przez maszynkę do tworzenia bliźniaczo podobnych wariantów. MCU wykorzystuje wieloświat jako skrót fabularny (wspominane wcześniej skoki między lokacjami) i wygodną wymówkę dla twórców, by nie skupiać się na postaciach, zamiast tego serwując jak najwięcej ich alternatywnych wersji, przeplatając to występami gościnnymi. Jeśli tak ma wyglądać multiwersum w wydaniu Marvel Studios, to ja wolę popaść w obłęd trzymając się tylko jednej rzeczywistości – tej, w której będą powstawały projekty trzymające się od niego jak najdalej. – Rafał Halkowicz

CÓŻ TO BYŁ ZA SEANS! Mija kolejny dzień, a ja nadal jestem pod wrażeniem tego jak bardzo podobał mi się ten film. Nie było to takie wydarzenie, jak Spider-Man: No Way Home, ale tam gdzie Pająk nie domaga, tam Multiverse of Madness wbija w fotel! Sam Raimi dał tutaj 100% siebie i dał nam miks Martwego Zła ze swoim Spider-Manem! Elizabeth Olsen i Benedict Cumberbatch wspięli się na wyżyny aktorskich umiejętności i wspólnie z twórcami zapewnili nam jazdę bez trzymanki. Moje wszelkie obawy zostały rozwiane i nie był to kolejny cameo-fest, a prosta ale satysfakcjonująca fabuła. 

Co ważne, w obliczu tylu negatywnych komentarzy na temat CGI, pragnę zapytać: czy wy ludzie macie oczy?! Nie twierdzę, że były tutaj efekty specjalne zasługujące na Oscara, są one raczej poprawne jak to w MCU, ale całokształt robi wrażenie. Dawno żaden film Marvel Studios nie był taki piękny pod względem ujęć, montażu czy ogólnego zamysłu artystycznego. Cieszy, że to najbliższe horrorowi co kiedykolwiek wydało studio pod przewodnictwem Kevina Feige’a. Chciałbym zobaczyć wersję w kategorii „R”, chociaż czasami można mieć wątpliwości czy to na pewno PG-13. Jedyne rozczarowanie, które mam po seansie spowodowali… ludzie obecni na sali. Świetnie podsumowała to moja narzeczona: „Widzowie w naszym kraju, to takie osoby, których mózg potrafi ogarnąć czarodziejów, czarownice, superbohaterów, a nawet latające ośmiornice, ale nie potrafi zaakceptować dwóch kobiet wychowujących dziecko.” 

Cieszę się, że America Chavez dostała godne wprowadzenie, a Strange i Wanda dostali rozwój na jaki zasługiwali od dawna. Jeżeli czegoś sobie życzę, to żeby kolejne produkcje Marvela przyniosły więcej szaleństwa multiwersum, bo tutaj nie wykorzystano pełni potencjału. Oby inne filmy MCU były takie „inne” jak Multiverse of Madness. Samie Raimi – ZROBIŁEŚ TO!  – Darek Grzybowski

Super jest nowy Doctor Strange! W końcu nie zawiodłem się na efektach specjalnych w Marvelu. A to jest coś! Nic nie wybija się bardzo, pewnie dlatego, że wszystko jest w CGI i nie ma z czym się gryźć efekt komputerowy z rzeczywistością. Tylko to trzecie oko, które widać w zwiastunie, w samym filmie też wypada słabo. Fabuła jest prosta. Motywacje bohaterów jasne i klarowne. Nie ma się w czym zgubić. Ale to nic złego, w końcu to ma być blockbuster. To kolejny odcinek telenoweli Marvela. No i mamy typowy humor marvelkowy, które wg mnie nie zawsze pasował.  America Chavez jest w sumie taką sobie postacią. Jest sobie w tle, pojawia się, bo musi się pojawić, ktoś ją goni i Strange musi jej pomóc. W finale w sekundę uczy się kontrolować swoje moce, bo tego wymaga scenariusz i jest koniec filmu, więc trzeba jakoś rozwiązać sprawę. Cieszę się, że film nie jest wielkim cameo festem. Pojawiają się różne postacie, ale nie ma ich jakoś dużo. I mam wrażenie, że w porównaniu do Spider-Man NWH, Doctor Strange miał najpierw napisany scenariusz, a dopiero potem dobierali cameo. I jak się pojawia K… w roli R… to się po prostu posikałem ze szczęścia!!! Do tej pory to przeżywam XD Jak się cieszę. JEZU SUPER W KOŃCU. Piękny człowiek.

W końcu dostałem, powiedzmy, horror w MCU! W porównaniu do Moon Knighta, to co mi obiecano – dostarczono! Jest chwilami przerażająco, brutalnie i krwawo. Że to dostało PG13 to jestem w szoku. Dobrze się bawiłem w kinie. Już wiem, że pójdę jeszcze raz!! Teraz mam Unlimited znów, to mogę szaleć. Może pójdę na 3D. A co! ~ Adam Aleksandrowicz

Śmiało mogę stwierdzić, że najnowszy Doktor Strange to zdecydowanie moja ulubiona produkcja 4 fazy MCU. Film  idealnie łączy Martwe Zło z produkcją o superbohaterach. Horrorowemu klimatowi towarzyszy również niezwykła brutalność, aż się zdziwiłem, że to ciągle PG-13. Aktorsko wypada również świetnie zwłaszcza Elizabeth Olsen i Benedict Cumberbatch. Najbardziej jestem zadowolony z faktu, że nie otrzymaliśmy crossoverowego szaleństwa z licznymi cameo, a film o Strangeu i Wandzie. Natomiast te, które już się pojawiają,cieszą i to bardzo. Pamiętajcie, aby zostać na drugą scenę po napisach zdecydowanie warta zobaczenia.  

Co tu więcej mówić? To po prostu trzeba zobaczyć! Kuba Judek

Mogę ze spokojem stwierdzić, że Doktor Strange w Multiwersum Obłędu wbija w kinowe fotele jeszcze głębiej niż uwielbiane przeze mnie Avengers: Koniec Gry czy najnowsza produkcja z Tomem Hollandem w roli przyjaznego pajączka z sąsiedztwa. Zamiast festiwalu cameo otrzymaliśmy prawdopodobnie najmroczniejszy i najbrutalniejszy film w całym MCU. Dodając do tego poruszanie poważnych tematów, jak chociażby wewnętrznych rozterek postaci oraz wspaniałą grę aktorską Benedicta Cumberbatcha i Elizabeth Olsen otrzymujemy przepis na najprawdopodobniej najlepszy film, spod szyldu Marvel Studios, który ujrzał światło dziennie. Tym, co osobiście mi się spodobało było jeszcze więcej możliwości do śledzenia Doktora Strange szybującego po ekranie w Pelerynie Lewitacji czy jeszcze większa ilość różnorodnych zaklęć. Choć film należy do tej lepszej części uniwersum, to jednak brakowało w nim tego czegoś co rozłoży na łopatki i nie pozwoli zapomnieć o tym, co ujrzałem w kinie. No i swoją drogą niektóre żarty sprawiały wrażenie, jakby zostały siłą wepchnięte do danej sceny. Kuba Trojanowski

Idąc na seans przygód naczelnego maga Marvela nie miałem żadnych oczekiwań, no może nie licząc gościnnych występów. Obejrzałem dobrze zmontowany film z fajnymi (prawie wszystkimi) bohaterami i efektownymi wodotryskami graficznymi. Wanda i Strange dawali radę i byli naprawdę intrygującymi postaciami, czego nie mogę powiedzieć o Chavez, która jest tak stereotypową nastoletnią bohaterką w opresji. Nudna, nieciekawa i nie bardzo interesują mnie jej dalsze losy. Miejmy nadzieję, że w kolejnych produkcjach MCU zostanie lepiej rozpisana. W samym filmie zabrakło mi także porządnego zawiązania akcji, bo finał jest dosyć… powolny. Chyba najwięcej radości sprawiło mi obserwowanie na ekranie Gargantosa, który został wykonany z wielką pieczołowitością. Szkoda, że dostał tak mało czasu ekranowego. Nowe przygody Strange’a nie zostają jednym z moich ulubionych filmów, bo jednak zabrakło w nim trochę odwagi twórczej, aby zrobić coś innego, niż klasyczne kino superbohaterskie. Mateusz Zelek

Jako fanka Doktora Strange’a – zarówno tego komiksowego jak i filmowego – w dniu premiery pobiegłam do kina na jego najnowsze ekranowe przygody. Teraz, będąc już kilka dni po seansie, nadal czuję wobec tej produkcji wewnętrzne rozdarcie. Z jednej strony nie mogę jej odmówić wysokiej jakości wizualnej (CGI na najwyższym poziomie!). Reżyser Sam Raimi pokusił się nawet o dodanie elementów grozy, co sprawiło, że przy pewnej scenie podskoczyłam na fotelu. Z drugiej strony obrał on jednak bezpieczną drogę fabularną, przez co Doktor Strange w multiwersum obłędu nie wyróżnia się na tle innych filmów z MCU. Po wyjściu z kina nie czułam takiej euforii, jak po Spider-Man: Bez drogi do domu. Być może postawiłam poprzeczkę za wysoko, nakręcona hypem i uwielbieniem do głównego bohatera. Mimo wszystko warto zobaczyć tę produkcję na dużym ekranie i zostać do drugiej sceny po napisach, która jest puszczeniem oczka do każdego fana Marvela. – Agnieszka Michalska

Czekałam na ten film odkąd w kinach namiętnie puszczano zwiastun Multiwersum Obłędu. Nie zawiodłam się! Seans minął mi naprawdę szybko, nawet poczułam malutki niedosyt, gdy zobaczyłam napisy końcowe. Swoją drogą dodatkowa druga scena, majstersztyk! Było warto siedzieć do końca. 

Wracając do fabuły. Doctor Strange, jak zwykle nie zawiódł, ale… uważam, że show skradła Wanda. Boże. Ten mrok. Ten ból. Te zniszczenie. Scarlet Witch przez duże W. Momentami czułam się, jakbym oglądała horror, ale reżyser Sam Raimi lubuje się w takich efektach i Marvel potrzebował tego. Wizualnie też bardzo dobrze. CGI palce lizać! Momentami nie wiedziałam, gdzie skierować wzrok, bo wiele działo się na kinowym ekranie. Na pewno pójdę jeszcze raz na seans, ale tym razem w IMAXIE. Marvel mnie nie zawiódł, jak zresztą w każdym tytule, który miałam okazję obejrzeć. Jeśli jeszcze zastanawiacie się nad pójściem do kina na ten tytuł, to podpowiem Wam, że warto iść i samemu doznać najlepszego kina akcji. – Agnieszka Barwicka

Doktor Strange w multiwersum obłędu to jeden z lepszych filmów Marvela (zaraz obok Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni)  jakie widziałam w ostatnim czasie. Początkowo nie miałam wielkich oczekiwań, ale finalnie tytuł wywarł na mnie ogromne wrażenie. Czuć było klimat horroru klasy B za sprawą reżysera Raimiego. Mimo to nie było go wiele, bo wszystko zostało przyjemnie wyważone i poza charakterystyczną nutą dla reżysera widać też było klasycznego Marvela. Dodatkowo efekty specjalne wbijały w fotel, zwłaszcza w 3D. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i z niecierpliwością czekam na więcej! Jedyny minus jaki dostrzegłam, to brak wyjaśnienia pewnych rzeczy, które mają swoje powiązania chociażby z WandaVision. Osoby nie znające historii przedstawionej w serialu mogą być lekko skołowane obecnym zachowaniem Wandy, dlatego przed seansem warto nadrobić zaległości. Czy jest to konieczne? W mojej ocenie tak, ponieważ znacznie przyjemniej ogląda się Multiwersum Obłędu znając wątek fabularny we wcześniej wspomnianym serialu. – Kasia Szałańska

Sam Raimi w zmyślny, jak i kreatywny sposób posługuje się b-klasowymi środkami i trickami horror’owymi. Niestety, zapędy Raimiego prędko zostają stłamszone przez konwencję i ścisłe ramy, których muszą trzymać się produkcje z logotypem Marvela. Doctor Strange in the Multiverse of Madness, to kolejny niezły Marvelek – tyle że ja jestem już nimi zmęczony i znużony. – Hubert Kołutkiewicz

Idąc do kina nastawiałem się na spektakularne widowisko i… nie zawiodłem się. Film urzekł mnie intrygującymi scenami i wybitnymi kreacjami aktorskimi. W końcu zobaczyłem prawdziwą Szkarłatną Wiedźmę! Elizabeth Olsen tchnęła w tę postać masę uczuć i ukazała jej dramatyczność.

Uważam, że nie jest to typowy film MCU i dla mnie to było rewelacyjne posunięcie. Mroczny klimat odważnie stąpający po linii rozgraniczającej film familijny od produkcji dla dorosłych oczarował mnie w zupełności. Podczas seansu nie uświadczyłem nachalnego fanserwisu, a mrugnięcia okiem do widza były subtelne. Gdy usłyszałem melodię z mojej ulubionej bajki z lat dziewięćdziesiątych szeroko się uśmiechnąłem.

Sam Raimi stworzył dzieło w swoim typowym stylu i zgodzę się ze stwierdzeniami krążącymi po sieci, że nie każdemu spodoba się taka wizja. To widowisko typu „Pokochaj albo znienawidź”. Ja jestem w tej pierwszej grupie. Pomimo kilku rozwiązań, z którymi nie potrafię się oswoić, film spełnił moje oczekiwania, wywołał uśmiech na twarzy i dostarczył ogromnych emocji. Tutaj nie ma czasu na nudę. Chcę więcej takich produkcji! – Kamil Bastrzyk

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

NAJNOWSZE WPISY

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

UDOSTĘPNIJ
UDOSTĘPNIJ