Nowy rok, nowa ja – pomimo wielu postanowień, moje uwielbienie do symulatorów pozostało niezmienne. Tym razem wprowadzę was w świat zarządzania nocnymi klubami. Czy Disco Simulator to wyśmienity klub, czy raczej podła speluna? Zapraszam do recenzji.
Dobre, bo polskie!
Disco Simulator zostało wyprodukowane przez dwa rodzime podmioty: Games Incubator oraz Frozen Cave Studio. Pierwszego producenta możecie kojarzyć z recenzowanego przeze mnie wcześniej Police Shootout ( tu recenzja ) czy Animal Shelter 2 ( i tu recenzja ). Doceniam ich podejście do symulatorów i wizję, dzięki czemu tworzą oryginalne pozycje. Po odpaleniu Disco Simulator pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła, był klimat y2k i podobieństwo do The Sims: Balanga. Świecący parkiet, metalowe klatki, krzykliwe neonowe kolory przypomniały mi długie godziny spędzone przed PC na tworzeniu imprezy idealnej według moich nastoletnich kryteriów. Ten tytuł przeniósł mnie do 2002 roku, kiedy obsesyjnie zagrywałam się w The Partners, a interakcyjność parceli przypomniała mi ulubiony dodatek The Sims: Randka.

Piekło sterowania?
Grę przechodziłam na XSX. Pierwsze kroki były irytujące, potrzebowałam czasu, żeby odnaleźć się w sterowaniu padem. Swoimi zastrzeżeniami podzieliłam się z moim narzeczonym, który postanowił sprezentować mi kod na Disco Simulator na PC. Ukończyłam grę na kompie, a następnie powróciłam do niej na konsoli. I wiecie co? Sterowanie było równie komfortowe.

Temperaturaaaaa…jest pijana, no i buja się po klubaaachhhh….
Rozgrywkę rozpoczynamy od wyboru menagera i typu klubu, który chcemy poprowadzić. Każdy z menagerów ma swoje perki – jeden da Ci większy budżet na start, inny ma zniżki na ulepszenia bądź od razu startuje z możliwością organizowania eventów i zapraszania znanych DJ. Każda lokacja ma cel fabuły, który musisz osiągnąć, by móc odblokowywać następne punkty. Jeżeli preferujecie rozgrywkę bez presji, możecie zdecydować się na tryb wolny.

Na koniec pozostało jedynie wybrać nazwę klubu i można działać. Moim pierwszym lokalem w portfolio został Temperatura Music Club. W grze nie ma typowego samouczka, są podpowiedzi, tak więc pierwsza lokalizacja była swoistym poligonem doświadczalnym. Nazwa zobowiązuje, więc wystrój dyskoteki inspirowany był stacją benzynową Skolima. Wcieliłam się w postać Marthy, dzięki czemu miałam większe środki na dekorację klubu. Nie musząc zważać na koszty, postawiłam na samym środku podświetlany parkiet i dwa bary. W ciągu dnia zajmujemy się aranżacją przestrzeni, nadzorowaniem przestrzeni oraz zatrudnianiem pracowników.
Nocą dzieje się magia (i patologia)
Pierwsza noc to był chrzest bojowy. Zatrudniłam jedynie barmanów, więc densflor był zasypany śmieciami, a wszelkie sprzęty i armatura wymagały konserwacji. Każdy awans, to kolejne punkty ulepszeń w jednej z pięciu kategorii. Im szybciej będziecie rozwijać asortyment, tym szybsza będzie progresja.

Twórcy kładą nacisk głównie na zarządzanie. Gdy taneczna mekka jest gotowa, zaczynacie nocną zmianę. Klienci szturmują klub od 8 do 20. Twoim zadaniem jest monitorowanie incydentów. Część zadań możesz delegować na pracowników, resztę musisz robić sam. Są to przyjemne i szybkie mini gry, które skutkują zastrzykiem gotówki bądź reputacji. Pierwszą z nich jest stworzenie określonego drinka po wybraniu odpowiednich składników, innym razem musisz sprawdzić dowody podczas selekcji, czy skomponować set didżejski. Goście zasypiający na kanapie w alkoholowym amoku staną się Twoim codziennym krajobrazem. Tak samo awarie, czy bójki. Po kilku godzinach rozgrywki będziesz znał na pamięć każdy kryzys i mógł wybrać rozwiązanie idealnie pod wymaganie danego scenariusza. Z jednej strony to duże ułatwienie, z drugiej czasami miałam poczucie, że jak na strategię poprzeczka przez większość czasu nie była postawiona zbyt wysoko. Dopiero ostatnie misje wymagają sporo farmienia i samozaparcia.
U tego prywaciarza nie awansujesz, nie ma takiej opcji
Jednym z dostępnych ulepszeń są szkolenia pracownika. Nie wiem, co się zadziało, czy twórcy zapomnieli zaimplementować to rozwiązanie do gry, ale nawet po odblokowaniu mistrzowskiego szkolenia pracowników, nie można poszerzyć kompetencji żadnego z pracowników. Wszyscy zaczynają na poziomie pierwszym i na tym poziomie kończą. Na początku myślałam, że może ja coś robię źle, niestety okazało się, że zarówno w wersji PC, jak i tej na XSX występuje dokładnie ten sam problem. Słabo, że studio wypuściło na rynek niedopracowany produkt. Zawsze smucą mnie takie praktyki.

Klubowy soundtrack
Zaskoczyła mnie rozbudowana playlista, lecąca w naszym klubie. Znajdziemy tu dance, chill, techno, cyber rock, power metal, dubstep, trance, czy industrial. Moim absolutnym faworytem jest kawałek Deep Flow – utwór ten mógłby zostać viralowym hitem na Tik Toku. Muzyka w Disco Simulator ma wysoki wpływ na immersję, przy ulubionych piosenkach zdarzało mi się podkręcać soundbar.
Podsumowanie
Disco Simulator to tytuł, który wciągnął mnie na długie godziny – wkręciłam się tak mocno, że grałam w nią zarówno na XSX, i na PC. Zakochałam się w klimacie symulacji z początku lat 2000’, ścieżce dźwiękowej i prostym wyzwaniom, które sprzyjały relaksowi. Z drugiej strony gra jest powtarzalna i szybko znudzi amatorów prawdziwych wyzwań. Do tego ma niedopracowane elementy. Szkoda, bo symulator ma naprawdę duży potencjał i mam nadzieję, że twórcy dodadzą pominiętą opcję. Czy warto w nią zagrać? Myślę, że tak, ale gdy będzie na dobrej promocji.
Trailer:
