MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Devil May Cry 5 – recenzja po latach. Diabeł znowu zapłakał!

Devil May Cry 5 to magiczny tytuł. Choć jego premiera odbyła się prawie trzy lata temu, to wciąż z wielką chęcią do niego wracam – dlaczego? Co jest w tej grze takiego, że przykuło mnie na tyle do ekranu? 

Już od pierwszej zapowiedzi na E3 2018 wiedziałem, że Devil May Cry 5 trafi do mojej growej biblioteki. Moją radość wtedy, jako wieloletniego fana serii, można przyrównać do dziecka otwierającego wymarzony prezent na gwiazdkę. “Prawdziwy” Dante powrócił i to z jakim stylem! 

Oceniając ten tytuł na jego premierę, stwierdziłem, że nie potrafię określić ze swoimi uczuciami wobec tej produkcji. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że po parudziesięciu godzinach dalej mam wątpliwości, ale jednego jestem pewien – to jeden z najbardziej relaksujących tytułów, z jakimi się spotkałem w ciągu ostatnich kilku lat. 

devil may cry 5 fabuła
W Devil May Cry 5 nie brakuje pięknych lokacji – szkoda tylko, że większość czasu spędzimy w klifocie…

Devil May Cry 5 od strony fabularnej – to tutaj diabeł płacze najmocniej

Najpierw skupię się na tych mniej przyjemnych rzeczach, aby potem poszło z górki. Co mi nie grało w Devil May Cry 5? Największy problem tej produkcji leży w mojej opinii właśnie w fabule. Nie zrozumcie mnie źle – opowiedziana historia nie jest zła, odpychająca, czy powodująca zgrzyt zębów. Jest po prostu nijaka, przewidywalna i niezbyt angażująca. Pod tym względem nawet niesławne DMC2 czy DmC były bardziej angażujące.

Jeżeli do tej pory nie mieliście styczności z piątą odsłoną cyklu o łowcach demonów, to krótko streszczę, iż w tej części główne skrzypce ponownie gra Nero, którego poznaliście w czwórce. Już na samym początku w wyniku pewnego zdarzenia traci on rękę, a chwilę później na środku wyrasta wielką “wieżę”. Tym razem nie jest to Temen-ni-gru, a klifot, na którego tronie zasiada niejaki Urizen. Nasi protagoniści zdecydowanie będą mieli ręce pełne roboty! W międzyczasie pojawia się iście tajemniczy V, który zleca łowcom zabójstwo demonicznego króla, a już od samego początku widać, że facet coś ukrywa. 

Tak pokrótce prezentuje się wątek fabularny Devil May Cry 5. Wieloletni fani serii odgadnąć wszystkie tajemnice już na samym początku, niedzielni gracze jeszcze faktycznie mogą być zaskoczeni kilkoma zwrotami akcji. 


Za to na wielki plus zasługują sami bohaterowie! Nero w końcu nabrał charakteru. Poprzednio głównie krzyczał i płakał, przez co nie zyskał sobie sympatii zbyt wielu graczy. Teraz nieco zmężniał, stał się mocno sarkastyczny i można odnieść wrażenie, że jest pewną i nieco mniej żenującą wariacją protagonisty z DmC: Devil May Cry. 

Kyrie niestety się nie pojawia, ale za to sporo czasu antenowego zyskała Nico! Córka złowrogiego geniusza Agnusa, ale nie pochwalająca nikczemnych praktyk ojca. Wesoła, nieco zakręcona i iście zafiksowana na punkcie gadżetów osoba, która świetnie uzupełnia głównego herosa.

Dante, choć ciężko w to uwierzyć, nieco posiwiał, ale zdecydowanie nie stracił tej swojej ikry i humoru. Za to kolejna nowa twarz, V, to jego zupełne przeciwieństwo. Krąży wokół niego tajemnicza aura, a on sam jest mocno wyciszony i spokojny, co mocno kontrastuje z wybuchowymi charakterami łowców. 

devil may cry 5 wymagania
Poprzez zaimplementowanie Ray Tracingu, gra nieco zyskuje pod względem graficznym – po 3 latach dalej potrafi zauroczyć!

Zobacz też: „PERSONA 5 ROYAL” – pierwsze wrażenie. Zerwijmy maskę z twarzy.

Deja Vu, czyli wtórność pięknych lokacji w Devil May Cry 5

Kolejnym elementem, na który kręcę nosem, to monotonia, co nieco dziwnie brzmi, kiedy mowa o tak dynamicznym tytule, jak Devil May Cry 5. Sama rozgrywka jest niezwykle ciekawa, ale jeżeli denerwowało was w czwórce przechodzenie dosłownie tych samych etapów, to w tym przypadku jest podobnie, choć nie na tym samym poziomie. Wprawdzie momentami biegamy po Red Grave City, które wygląda naprawdę nieźle, tak jednak większość czasu spędza się w Klifocie, a on zbyt różnorodny nie jest i wszystko wygląda bardzo podobnie. 

Z drugiej strony, jak dłużej się o tym pomyśli, to praktycznie w każdej odsłonie zmuszeni byliśmy do biegania w kółko w te same miejsca, ale wcześniej były one przynajmniej ciekawie. W jedynce zwiedzaliśmy przepiękny zamek na wyspie Mallet, Temen Ni Gru z trójki zachwycało klimatem, a DMC4 było pełne fragmentów zachwycających oko. Prawdopodobnie niezbyt atrakcyjny wystrój wnętrza jest powodem, dlaczego właśnie przy piątce dopiero zaczęło mi to przeszkadzać.

Znakomity gameplay, czyli to, co diabły lubią najbardziej!

Wystarczająco już ponarzekałem, także pora zacząć wychwalać Devil May Cry 5 pod niebiosa za REWELACYJNY gameplay. Poważnie – uwielbiam slashery i zawsze z wielką chęcią sprawdzam nowe produkcje, w których głównym celem jest masowa eksterminacja przeróżnych kreatur. Jednak żadna inna gra nie sprawiłą mi tyle przyjemności z mashowania przycisków, jak właśnie ostatnia (dotychczas!) część cyklu. 

Capcom odrobił lekcje i stworzył znakomity system walki, przez co rozgrywka jest o wiele przyjemniejsza, płynniejsza i dynamiczna. Devil May Cry prawie zawsze wypadało pod tym względem bardzo dobrze, ale piąta odsłona cyklu dopieściła ten element do granic możliwości. 

W piątej odsłonie cyklu przyszło nam sterować aż czterema bohaterami, trójką w normalnym wątku fabularnym, a dodanym wraz z premierą edycji specjalnej Vergilem możemy przejść całą grę osobno, tylko nie spodziewajcie się wtedy specjalnych przerywników, jak to miało miejsce w 3 i 4. Wielka szkoda! Mocno liczyłem, że mocniej będę mógł zgłębić jego wątek, ale to temat na inną rozmowę.

Każdy z nich posiada całkowicie odmienny wachlarz ruchów i rozgrywka nimi jest naprawdę zróżnicowana. Nero ponownie chwyta za swój miecz Czerwoną Królową i pistolet Błękitną Różę, a demoniczną rękę zastąpił mechaniczną protezą. Jej przeróżne odmiany można wykupić u Nico albo znaleźć po drodze. Jedną można wystrzelić niczym pocisk, inna będzie namiastką starej mocy, a jeszcze inna odpowiada za leczenie. Młody może przy sobie nosisz zaledwie kilka sztuk i w każdej chwili jakąś zniszczyć, aby móc skorzystać z dobrodziejstw kolejnej. Mega!

Dante ponownie chwyci za Rebeliona i Ebony&Ivory, a z czasem jego ekwipunek powiększy się o parę nowych nabytków, takich jak zmiennokształtne nunchaku albo…kapelusz! Znów do dyspozycji będą cztery style, które swobodnie można przełączać w trakcie rozgrywki – od Ciebie zależy, którym grać w danym momencie. V to istny czarodziej i korzysta on z pomocy magicznych towarzyszy – Griffona, Cienia i Koszmaru. Jego styl zupełnie różni się od powyższej dwójki, jest bardziej techniczny, wymagający nieco więcej rozwagi. 

Do tego wszystkiego, po przejściu gry odblokowywany jest Krwawy Pałac, czyli standardowy już dla serii tryb, w którym pokonuje się coraz to kolejne poziomy wypełnione hordami przeciwników. To właśnie do niego wracam najchętniej, odpalam kilka etapów i relaksuję się, eliminując przeciwników i zachwycając się widowiskowymi kombinacjami, które właśnie wykonuję. Animacje wypadają naprawdę zjawiskowo i niezwykle cieszą oko. Całość jest iście dynamiczna i ciężko się nudzić nawet przez chwilę!

Potyczki z bossami, zupełnie jak cała gra, są niezwykle emocjonujące i satysfakcjonujące!

Zobacz też: „Dark Souls” – recenzja gry karcianej. Powstań nierozpalony!

Devil May Cry 5 pod względem technicznym. Czy next-genowy update jest wart uwagi?

Specjalna edycja Devil May Cry 5 została ulepszona z myślą o konsolach next-genowych. Zaimplementowano Ray Tracing, dla wszystkich, którzy pragną nieco lepszych wrażeń graficznych, a także tryb 120 FPS, jeżeli ktoś łaknie jak największej płynności z rozgrywki. Trochę ciężko odczuć ten skok jakości, kiedy większość lokacji wygląda bardzo podobnie, dlatego postawiłem na większą ilość klatek na sekundę, aby bezproblemowo móc rozprawiać się z nikczemnymi demonami. 

Możliwości DualSense objawiają się tylko i wyłącznie, kiedy grając Nero, próbujemy podładować jego miecz, bo poza tym nie było gdzie indziej ich wcisnąć. Dlatego jeżeli oczekujecie zupełnie nowych wrażeń, to możecie się nieco zawieść. Jeszcze jedna uwaga – jeżeli mieliście wcześniej zwykłą wersję na PS4, to zapomnijcie o transferze zapisu do edycji specjalnej – po prostu się nie da i grę trzeba przechodzić na nowo. Trochę słabe zagranie.

Podsumowanie. Lubiłem, lubię i lubić będę!

Daleko jest tej grze od ideału i po lekturze powyższego tekstu zapewne rozumiecie już, o co mi chodziło. Pomimo tych niedociągnięć, to ze względu na szalone tempo akcji, niezwykłą radochę i satysfakcję z samej rozgrywki ciężko mi nie zachwycać się tą produkcją. Obecnie rzadko który tytuł z wielką chęcią ogrywam po raz drugi, a w tym przypadku zrobiłem to kilkukrotnie i zapewne niedługo ponownie to zrobię. Dodatkowo nie jest to długi tytuł, wystarczy jeden wieczór i koniec, a że jatka jest tak przyjemna, to ciężko się nie skusić na więcej. 

Devil May Cry 5 to gra skierowana przede wszystkim dla fanów slasherów, i gier akcji, którzy oczekują stosunkowo prostej, ale satysfakcjonującej rozgrywki. Bohaterów naprawdę da się lubić, a system walki to czyste złoto. W tle przygrywa bardzo przyjemny soundtrack (Bury The Light to cudo), a graficznie cieszy oko. Polecam z czystym sumieniem! 

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ