REKLAMA

Street Fighter – recenzja filmu – Piękny pierdolnik <3

Adam Aleksandrowicz

Opublikowano: 22 października 2026

Grafika przedstawiająca plakat filmu Street Fighter
Spis treści

Bałem się nowego Street Fightera, bo po zwiastunach zapowiadało się, że to będzie albo świetna produkcja, albo totalny niewypał. Jak wyszło w rzeczywistości?

 

Blockbuster od linijki

W ostatnich latach widać trend na blockbustery tworzone według podobnego schematu – duża samoświadomość, masa żartówi bohaterowie rzucający głupiutkimi one-linerami. To taki lekki powrót do klimatu lat 90., ale z domieszką odniesień do współczesnej popkultury. Z podobnych produkcji przychodzą mi do głowy między innymi Dungeons and Dragons: Złodziejski honor (2023) czy Władcy Wszechświata (2026). To specyficzny rodzaj kina i rozumiem, że nie każdemu musi przypaść do gustu. Ja jednak kupuję to w całości! 

Grafika przedstawiająca kadr z filmu Street Fighter
Street Fighter | filmweb.pl

 

Nigdy nie był ze mnie Jean Claude Van Damme, ani też Bruce Lee

Na początku filmu poznajemy historię pierwszego turnieju World Warrior, przedstawioną w formie animacji stylizowanej na anime. To ciekawy sposób na pokazanie retrospekcji i podkreślenie widowiskowości walk. Czy był konieczny? Niekoniecznie – pewnie można było nakręcić te sceny z aktorami, ale fajnie, że twórcy eksperymentowali z formą. Podobały mi się te wstawki.. 

REKLAMA

Kilka lat później M. Bison (David Dastmalchian) organizuje drugą edycję turnieju, żeby wyciągnąć z ukrycia Ryu (Andrew Koji) i wyssać z niego energię Psycho Power. Po konflikcie z Ryu Ken Masters (Noah Centineo) zostaje celebrytą, użycza twarzy w reklamach różnych produktów, a wieczorami upija się do nieprzytomności. Tajna agentka Chun-Li (Callina Liang) szuka zemsty na ludziach, którzy zamordowali jej ojca. W zasadzie to tyle, jeśli chodzi o punkt wyjścia tej historii. Nie jest to może jakaś porywająca i oryginalna historia, ale działa jako tło do wielu pojedynków między postaciami. 

Na ekranie pojawiają się też inni bohaterowie, jak Guile (Cody Rhodes), Balrog (50 Cent), Vega (Orville Peck), Zangief (Olivier Richters) czy Dhalsim (Vidyut Jammwal). Powiedziałbym jednak, że każdego z nich definiuje właściwie jedna cecha charakteru. Nie przeszkadza mi to jednak szczególne, bo nie jest to film o nich. To bohaterowie poboczni, mają kilka efektownych scen. Szczególnie zapadł mi w pamięć Dhalsim, który cudownie wije się na arenie! Do tego postacie mają piękne stroje i charakteryzację żywcem wyciągnięte z gier.

Humor też jest totalnie w moim stylu. Lubię, jak bohaterowie sobie dogryzają, widzą absurd tego świata i go komentują, ale mimo wszystko traktują go dość poważnie, nie wyśmiewając jego założeń. Przy kilku scenach śmiałem się tak głośno, że pewnie słyszała mnie cała sala. Ale kiedy jedna z postaci nagle rzuciła: „Co robisz w piątek?”, rozwaliło mnie to na łopatki. Bez kontekstu ten tekst nie jest zabawny, ale w filmie trafia w punkt!

Grafika przedstawiająca kadr z filmu Street Fighter
Street Fighter | filmweb.pl

 

Mistrz polecił unikać niepotrzebnych walek

Same walki są naprawdę dobrze zrealizowane. Kocham to, że twórcy zupełnie nie wstydzą się tego, że jest to film na podstawie gry wideo. Nikt nam nie tłumaczy, dlatego w tym świecie istnieje magia i demony – rzeczy po prostu się dzieją i musisz zaakceptować ten stan rzeczy. Niesamowicie cieszy mnie, że nie próbowano tego urealistyczniać na siłę. Z jednej strony starcia są namacalne – czuć, jak moc uderzeń wylewa się z ekranu. Z drugiej są absurdalne, a ciosy przeczą prawom fizyki. Bohater dostaje w twarz, przebija się przez kilka ścian budynku, po czym wstaje, otrzepuje się i wraca dalej obijać mordy. Coś pięknego!

Mógłbym mieć pretensje, że sam turniej został potraktowany po macoszemu, bo większość walk odbywa się poza ekranem. Jadnak, skoro sam Bison traktuje go w filmie jedynie jako pretekst do ściągnięcia konkretnych osób do Metrolao City, jestem w stanie to wybaczyć. Tym bardziej że w to miejsce, dostajemy bardziej osobistą historię Kena i Ryu. Dzięki temu pojedynki oglądamy w nieco innym kontekście.

Jestem ogromnym fanem tego, jak dobrze udało się przenieść absurdalne finiszery na wielki ekran! Bohaterowie wykrzykują nazwy ataków (kocham <3). Uwielbiam też całą sekwencję w barze! Może i jest jedną wielką ekspozycją, której zadaniem jest przedstawić nam bohaterów, ale przy okazji cudownie pokazuje ich charaktery, style walki i rywalizację o to, kto ma większego. Choć moim faworytem pozostaje pojedynek Ryu i Hondy w saunie – uwielbiam takie wykorzystywanie otoczenia!

Efekty specjalne również są na wysokim poziomie. No, może oprócz Jasona Momoy wcielającego się w Blankę…

Sprawdź też: Until Dawn – recenzja filmu – Czy adaptacja gry stała się horrorem dla widzów?

Grafika przedstawiająca kadr z filmu Street Fighter
Street Fighter | filmweb.pl

 

Wtorek

Street Fighter to naprawdę przedziwny film. Bawiłem się na seansie wybornie – absurdalny humor, przerysowane postacie i walki, to zdecydowanie moje klimaty. Podoba mi się też, że twórcy nie wstydzą się growego rodowodu tej historii i nie próbują na siłę tłumaczyć każdego dziwactwa. Jasne, fabuła nie jest szczególnie odkrywcza, a sam turniej mógł dostać więcej czasu ekranowego, ale zupełnie nie przeszkodziło mi to w czerpaniu frajdy z seansu.

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to film dla każdego, ale moim zdaniem wypada zdecydowanie lepiej niż nowe Mortal Kombat. Dla mnie to po prostu piękny pierdolnik, który dokładnie wie, czym chce być!

Sprawdź też: Powrót do Silent Hill – recenzja filmu – Powrót do tanich horrorów z lat 90.

Zdjęcie: Adam AleksandrowiczAdam Aleksandrowicz

„Dla jednych będzie to najlepszy film, jaki w życiu widzieli. A dla drugich… będzie to wtorek.”

8/ 10

ZALETY +

WADY -

Adam Aleksandrowicz

Urodzony z padem w dłoni. Gdy wszyscy na wsi zagrywali się na Pegazusie, ja grałem na Playstation. W swoim życiu byłem skrytobójcą, superbohaterem, archeolożką, zabójcą bogów, smokiem, hakerem i przetrwałem apokalipsę. W wolnych chwilach buduję miasta i popijam krafciki. Z grubsza tak wygląda moje życie. Z grubsza, bo lubię zjeść.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Majster Symulator (Low budget repairs) – recenzja gry (PC). Jest dobrze? Jest tanio!

Majster Symulator (Low budget repairs) – recenzja gry (PC). Jest dobrze? Jest tanio!

Zombie Graveyard Simulator –  recenzja gry (PC). Biznes po trupach. Dosłownie!

Zombie Graveyard Simulator –  recenzja gry (PC). Biznes po trupach. Dosłownie!

Lost & Found: A This Bed We Made Story – recenzja gry (PC). Sophie wraca, ale zdecydowanie zbyt krótko

Lost & Found: A This Bed We Made Story – recenzja gry (PC). Sophie wraca, ale zdecydowanie zbyt krótko
Grafika przedstawiająca okładkę gry Obakeidoro 2: Chase & Seek

Obakeidoro 2: Chase & Seek – recenzja gry – Kiedy podwórkowy berek staje się sztuką przetrwania

Obakeidoro 2: Chase & Seek – recenzja gry – Kiedy podwórkowy berek staje się sztuką przetrwania

GDY KURTYNA OPADA – RECENZJA FILMU DIGGER

GDY KURTYNA OPADA – RECENZJA FILMU DIGGER
Grafika przedstawiająca plakat i tytuł filmu Primetime

Primetime – recenzja filmu – Cena piętnastu minut

Primetime – recenzja filmu – Cena piętnastu minut