Są takie serie gier, które nie potrzebują rewolucji, żeby przypomnieć nam, dlaczego tak bardzo je lubimy. Najnowsza odsłona serii Ace Combat – Wings of Theve, ma ambicje, by nie tylko powtórzyć sukces poprzedniczki, ale również rozwinąć sprawdzoną formułę. Czy twórcom udało się wznieść na wyższy poziom?
Niebo pełne wojny
Seria Ace Combat od lat zajmuje szczególne miejsce wśród gier akcji. Nie jest to realistyczny symulator lotniczy, w którym musimy spędzić kilkanaście godzin na nauce podstaw sterowania. Zamiast tego otrzymujemy zręcznościową walkę w powietrzu, efektowne eksplozje, zaawansowane maszyny bojowe i historię, która niejednokrotnie potrafi być bardziej widowiskowa niż niejeden hollywoodzki film.

Tym razem trafiamy do fikcyjnego świata Strangereal, w którym Federacja Centralnej Usei zostaje zaatakowana przez Republikę Sotoa. Sytuacja jest dramatyczna, a przewaga przeciwnika sprawia, że obrońcy znajdują się na skraju całkowitej klęski. W tych okolicznościach trafiamy na pokład lotniskowca Endurance, gdzie rozpoczyna się nasza droga do zostania jednym z najważniejszych pilotów trwającego konfliktu.
Co ciekawe, tytułowe Skrzydła Theve nie są jedynie kolejnym efektownie brzmiącym określeniem. Legenda o niezwyciężonym pilocie staje się symbolem nadziei dla walczących żołnierzy, problem w tym, że za tą legendą kryje się również propaganda, a nasz bohater musi udowodnić, że jest kimś więcej niż tylko postacią wykreowaną na potrzeby podtrzymywania morale w armii i narodzie. To interesujący punkt wyjścia, który pozwala spojrzeć na dobrze znany motyw wojennego bohatera z nieco innej perspektywy.

Fabuła pozostaje przy tym wierna charakterystycznemu dla serii patosowi. Nie brakuje dramatycznych przemów, wielkich deklaracji, trudnych decyzji i sytuacji, w których los całego konfliktu zależy od jednego pilota. Jeżeli lubicie historie przypominające rozmachem japońskie anime, Wings of Theve powinno przypaść wam do gustu. Ja polecam też grę z japońskim dubbingiem, co pozwala jeszcze bardziej wczuć się w ten klimat.

Warto docenić, że nowa odsłona próbuje mocniej zaakcentować relacje pomiędzy członkami eskadry. Dzięki temu nie jesteśmy wyłącznie anonimowym pilotem wykonującym kolejne rozkazy. Towarzysze mają znaczenie dla przebiegu opowieści, a ich obecność pomaga budować atmosferę wspólnej walki. To właśnie te momenty sprawiają, że kolejne misje stają się czymś więcej niż tylko listą celów do zniszczenia.
Wsiadaj do kokpitu i ruszaj do walki!
Nie ma co ukrywać, że najważniejszym elementem Ace Combat 8: Wings of Theve pozostaje rozgrywka. W końcu nawet najlepsza historia nie uratuje gry, w której samo latanie nie sprawia przyjemności. Na szczęście twórcy doskonale wiedzą, co robią.
Podstawy zabawy pozostają niezmienione. Wsiadamy do kokpitu nowoczesnego samolotu bojowego, otrzymujemy cele i ruszamy do walki. Czasem musimy wyeliminować wrogie maszyny, innym razem zniszczyć instalacje naziemne lub wesprzeć sojuszników znajdujących się pod ostrzałem. W teorii brzmi to dość prosto, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Największą zaletą systemu walki jest jego dynamika. Samoloty reagują na nasze polecenia, manewrowanie pozwala wyjść z niebezpiecznych sytuacji, a namierzanie przeciwników i wystrzeliwanie rakiet zapewnia mnóstwo satysfakcji. Nie musimy być ekspertami od lotnictwa, żeby poczuć się jak as przestworzy. Jednocześnie wyższe poziomy trudności potrafią przypomnieć, że bez odpowiedniego planowania i refleksu nawet najlepsza maszyna nie gwarantuje zwycięstwa. Jednocześnie balans między rozrywką, a taktyką jest idealny. Na początku nadużywałem turbo i potem zorientowałem się, że nie doprowadzi mnie to do nikąd.

Wings of Theve nie ogranicza się przy tym do nieustannego powtarzania tego samego schematu. Kampania oferuje różnorodne zadania, zmieniające się warunki walki i przeciwników, którzy wymagają odpowiedniego podejścia. Szczególnie dobrze wypadają starcia z potężnymi konstrukcjami bojowymi. To właśnie w takich momentach Ace Combat 8 pokazuje swoją najbardziej widowiskową stronę, zmuszając nas do jednoczesnego obserwowania pola walki, unikania ataków i szukania okazji do kontrataku.
Duże znaczenie mają również warunki atmosferyczne. Chmury nie są jedynie ozdobą nieba, lecz potrafią wpływać na przebieg starć i utrudniać realizację zadań. Dzięki temu lot nie zawsze sprowadza się do bezmyślnego namierzania kolejnych celów. Czasem trzeba wykazać się cierpliwością, zmienić pozycję albo poczekać na lepszy moment do ataku.

Nie oznacza to jednak, że wszystko jest idealne. Zręcznościowa natura serii sprawia, że niektóre elementy mogą wydawać się mało realistyczne, a osoby oczekujące pełnoprawnego symulatora lotniczego szybko odbiją się od tej produkcji. Nie traktowałbym tego jednak jako poważnej wady. Seria Ace Combat od zawsze stawia na widowiskowość, a ósemka konsekwentnie trzyma się tych założeń.
Więcej niż tylko kolejna odsłona
Jednym z najważniejszych atutów najnowszej części jest skala całego przedsięwzięcia. Kampania obejmuje około trzydziestu misji, co stanowi wyraźne rozszerzenie względem poprzedniej głównej odsłony. Oznacza to sporo okazji do sprawdzenia swoich umiejętności, poznawania kolejnych fragmentów konfliktu i zmierzenia się z coraz trudniejszymi wyzwaniami.

Istotną rolę odgrywa również dobór samolotów oraz ich rozwój. Kolejne maszyny i dostępne uzbrojenie pozwalają dopasować styl walki do własnych preferencji oraz wymagań konkretnej misji. To ważny element, ponieważ odpowiedni wybór wyposażenia potrafi znacząco ułatwić starcie. Jednocześnie zdobywanie kolejnych możliwości daje dodatkową motywację, by wracać do kampanii.

Nie zabrakło także trybów sieciowych, a twórcy zapowiadali największy multiplayer w historii serii oraz rozgrywkę międzyplatformową. Tutaj nie spędziłem dużo czasu, ale rywalizacja z innymi graczami jest równie wciągająca, co kampania.
Jak to dobrze wygląda!
Samoloty w najnowszym Ace Combat prezentują się szczegółowo, krajobrazy potrafią zachwycić, a rozległe przestrzenie robią wrażenie. Przelot przez gęste chmury, nagła zmiana pogody, czy obserwowanie eksplozji na tle rozległego nieba potrafią skutecznie budować klimat. Nie chodzi wyłącznie o liczbę detali, ale również o to, jak dobrze całość wygląda w ruchu, a ruch w przestworzach potrafi być naprawdę dynamiczny.

Na osobne wyróżnienie zasługuje też dźwięk. Odgłosy silników, komunikaty radiowe i eksplozje skutecznie budują atmosferę powietrznego pola bitwy. Jednak prawdziwą wisienką na torcie jest muzyka. Ścieżka dźwiękowa podkreśla dramaturgię poszczególnych misji i sprawia, że nawet pozornie zwyczajne starcie może zamienić się w coś naprawdę epickiego.n Gracz czuje się jakby brał udział w produkcji epickiego filmu. W Ace Combat muzyka od dawna stanowi jeden z najważniejszych elementów tożsamości serii i tutaj również trudno ją zignorować.
Czy Ace Combat 8 ma jakieś wady?
Oczywiście, że tak. Choć Wings of Theve rozwija sprawdzoną formułę, nie każdemu przypadnie do gustu sposób prowadzenia historii. Patetyczne dialogi i wielkie deklaracje są częścią charakteru serii, ale czasami potrafią przytłoczyć. Jeśli nie przepadacie za taką konwencją, niektóre sceny mogą wywołać raczej uśmiech niż wzruszenie.

Podobnie wygląda kwestia samej rozgrywki. Choć poszczególne misje oferują różne wyzwania, podstawowy schemat pozostaje znajomy. Latanie, namierzanie, strzelanie i unikanie rakiet stanowią fundament zabawy, do którego trzeba się przekonać. Dla fanów serii będzie to zaleta, ale osoby oczekujące całkowicie nowego podejścia mogą poczuć pewien niedosyt.
Nie można też zapominać o trybie wieloosobowym, którego długoterminowa atrakcyjność zależy od czynników wykraczających poza samą konstrukcję gry.
Podsumowanie
Ace Combat 8: Wings of Theve to udana kontynuacja, która rozumie, za co gracze pokochali tę serię. Zamiast wywracać wszystko do góry nogami, twórcy postawili na rozwinięcie sprawdzonych rozwiązań, unikając przy tym nudy, czy powtarzalności. Otrzymujemy widowiskowe starcia powietrzne, rozbudowaną kampanię z interesującym punktem wyjścia dla historii i genialną oprawę audiowizualną.

Nie jest to produkcja pozbawiona wad, ale szczerze mówiąc są to bardzo subiektywne rzeczy, jak patetyczny styl opowieści, czy arcadeowa rozgrywka.
Jeśli lubicie zręcznościowe gry lotnicze, a przy tym nie przeszkadza wam wojenny patos rodem z japońskich produkcji, Ace Combat 8: Wings of Theve powinno znaleźć się na waszej liście zainteresowań. To jeden z tych tytułów, w których czas mija zaskakująco szybko, a twórcy dobrze rozumieją balans pomiędzy rozrywką, a wyzwaniem dla gracza.
Darek Grzybowski„Asy przestworzy wróciły i zdecydowanie nie zamierzają lądować. Bandai Namco Aces znowu przygotowali dla nas masę rozrywki, okraszonej porządną nutą wyzwania. Patetyczne historie, wzniosła muzyka i zróżnicowane zadania, sprawiają, że czas w Ace Combat 8: Wing of Theve płynie naprawdę szybko. Nie jestem psychofanem japońskich produkcji, ale latanie po niebie w tym tytule to sama przyjemność. ”