REKLAMA

GRA O WŁASNĄ TOŻSAMOŚĆ – RECENZJA GRY FC27  

Michał Perlik

Opublikowano: 11 października 2026

Spis treści

 

Co roku w zasadzie powtarzam sobie dokładnie to samo: tym razem robię sobie przerwę. Nie kupuję kolejnej odsłony, nie daję się porwać przedpremierowemu szumowi, nie będę po raz kolejny wierzył, że kilka zmian, garść nowości i kolejna porcja marketingowych obietnic wystarczą, by rozpalić we mnie dawną pasję. Przecież doskonale wiem, jak to wygląda. Znam tę serię od podszewki, pamiętam jej najlepsze momenty i potrafię bez większego problemu wymienić rzeczy, które od lat potrafią doprowadzić mnie do szewskiej pasji. A jednak przychodzi kolejny sezon, pojawia się nowa odsłona, piłka ponownie trafia na murawę, a ja… znowu jestem na miejscu. Od FIFA 02. Rok po roku. Bez wyjątku. I chyba właśnie w tym tkwi największy paradoks tej relacji. 

 

Piłkarskie déjà vu  

FIFA nigdy nie była dla mnie wyłącznie grą o strzelaniu goli. To również wspomnienia, setki rozegranych spotkań, niezapomniane bramki, nerwowe końcówki, zwycięstwa smakujące lepiej niż powinny i porażki, po których człowiek miał ochotę wyłączyć konsolę i już nigdy do niej nie wracać. To ewolucja, którą obserwowałem przez lata – od czasów, gdy sama możliwość rozegrania wirtualnego meczu z ulubionymi drużynami potrafiła dostarczyć nieprawdopodobnej frajdy, po współczesne produkcje próbujące coraz wierniej oddawać tempo, fizyczność i taktyczną złożoność prawdziwego futbolu. Zmieniały się konsole, oprawa graficzna, mechaniki, licencje i nazwa na pudełku. Zmieniały się również moje oczekiwania. Jedno pozostawało jednak niezmienne: gdzieś z tyłu głowy zawsze tliła się nadzieja, że następna odsłona przypomni mi, dlaczego przed laty zakochałem się w tej serii.

GRA O WŁASNĄ TOŻSAMOŚĆ – RECENZJA GRY FC27

Teraz na murawę wkracza EA Sports FC 27. Kolejny rozdział historii, która przetrwała zmianę nazwy, zmieniające się trendy i niejedną burzę wokół kierunku rozwoju. Dla to następna szansa, by udowodnić, że marka potrafi ewoluować. Dla graczy z kolei kolejna okazja, by przekonać się, czy za znajomym szyldem kryje się coś więcej niż aktualizacja składów, kosmetyczne poprawki i dobrze znana formuła. Dla mnie natomiast to jeszcze jeden powrót do świata, od którego co roku obiecuję sobie odpocząć, a z którego ostatecznie nigdy nie potrafię zrezygnować. Nie zamierzam jednak oceniać produkcji przez pryzmat samych wspomnień ani szukać na siłę powodów, by usprawiedliwiać kolejne decyzje twórców. Po ponad dwóch dekadach spędzonych z tą serią należy jej się coś więcej niż bezwarunkowa lojalność. Należy jej się szczera ocena – zarówno z perspektywy wieloletniego fana, który doskonale pamięta, skąd to wszystko się zaczęło, jak i gracza, który chce po prostu dostać dobrą, wciągającą grę piłkarską. Pytanie brzmi, czy tym razem EA Sports da mi powód, bym chciał wrócić również za rok. A może po raz kolejny skończy się na tym samym: kilku pięknych bramkach, paru siwych włosach, obietnicy zrobienia sobie przerwy i kolejnym sezonie, w którym znów spotkamy się na murawie. 

REKLAMA

Między ulicą a stadionem 

Największą zaletą EA Sports FC 27 jest to, że twórcy nie ograniczyli się wyłącznie do odświeżenia oprawy i aktualizacji składów. Wprowadzono zmiany, które mają wpływać na sam przebieg spotkań, a więc na element najważniejszy w każdej grze piłkarskiej. Ulepszona orientacja zawodników w ataku, inteligentniejsze wbiegnięcia w wolne przestrzenie oraz większy nacisk na ręczne sterowanie defensywą mają sprawić, że boiskowe wydarzenia będą w większym stopniu zależały od naszych decyzji. EA zmniejszyło wpływ automatycznych interwencji obrońców sterowanych przez sztuczną inteligencję, próbując oddać więcej odpowiedzialności w ręce gracza.

GRA O WŁASNĄ TOŻSAMOŚĆ – RECENZJA GRY FC27

W praktyce największy potencjał tych zmian tkwi w poczuciu sprawczości. Dobrze rozegrana akcja, odpowiednio dobrany moment podania czy skuteczne zatrzymanie rozpędzonego napastnika powinny wynikać z naszego wyczucia, a nie z tego, że gra postanowiła wyręczyć nas w najważniejszym momencie. 

Na uznanie zasługuje również przebudowa rynku transferowego w karierze menedżerskiej. Studio wprowadziło aktywne licytacje klubów, bardziej realistyczne wyceny piłkarzy oraz dodatkowe możliwości negocjacyjne, w tym klauzule dotyczące występów i odkupu zawodnika. Dynamiczne oceny mają ponadto uwzględniać formę, morale i kondycję piłkarzy. To zmiany, które mogą zwiększyć zaangażowanie osób traktujących karierę nie tylko jako drogę do zdobycia kolejnych trofeów, lecz również jako długofalowy projekt zarządzania klubem. Transfer przestaje być wyłącznie prostą transakcją polegającą na wybraniu nazwiska i zaakceptowaniu oferty. Pojawia się przestrzeń na negocjacje, kalkulowanie ryzyka i budowanie zespołu z myślą o przyszłości.

GRA O WŁASNĄ TOŻSAMOŚĆ – RECENZJA GRY FC27

Mimo wszystkich kontrowersji trudno odmówić FC 27 rozmachu licencyjnego i różnorodności piłkarskiego świata. Ponad 21 tysięcy zawodników, ponad 800 klubów i reprezentacji, przeszło 140 stadionów oraz ponad 35 lig tworzą rozległą bazę, dzięki której gra może być atrakcyjna dla fanów różnych rozgrywek i drużyn. Ta skala ma znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać. Możliwość poprowadzenia ulubionego klubu, rozegrania sezonu w mniej popularnej lidze czy stworzenia własnej piłkarskiej historii jest jednym z powodów, dla których seria od lat pozostaje tak rozpoznawalna. Nowa odsłona nie musi wymyślać futbolu od nowa, by oferować setki godzin zabawy. Czasami wystarczy solidna podstawa, szeroki wybór drużyn i trybów oraz rozgrywka, która potrafi wciągnąć na tyle, że jeden mecz niepostrzeżenie zamienia się w cały wieczór. To właśnie ta znajoma, piłkarska formuła pozostaje jednym z najmocniejszych argumentów przemawiających za najnowszą odsłoną. 

Myśląc o wadach, to na ten moment pierwszy na myśl rzuca mi się The Grounds zapowiadano jako powiew świeżości i krok w stronę zupełnie nowego doświadczenia w serii EA Sports FC. Społecznościowy hub, w którym można swobodnie poruszać się własną postacią, spotykać innych graczy i brać udział w dodatkowych aktywnościach, na papierze brzmiał jak interesujące rozwinięcie dobrze znanej formuły. Problem w tym, że pomiędzy ambitnymi założeniami a faktyczną realizacją pojawia się wyraźna przepaść. Zamiast tętniącego życiem piłkarskiego świata otrzymujemy przestrzeń, która szybko zaczyna sprawiać wrażenie pustej, pozbawionej charakteru i pozbawionej powodów, by spędzać w niej więcej czasu. Samo poruszanie się postacią nie daje szczególnej satysfakcji – animacje i sterowanie sprawiają wrażenie mało naturalnych, przez co eksplorowanie otoczenia zamiast przyjemności staje się kolejnym obowiązkiem. Równie szybko ulatnia się entuzjazm związany z dostępnymi minigrami. Aktywności pokroju kopania piłki do kosza mogą przez chwilę bawić swoją nietypowością, ale brakuje im głębi i różnorodności, które zachęcałyby do regularnego powracania. W efekcie The Grounds bardziej przypomina ciekawostkę dodaną do listy nowości niż przemyślany tryb, który rzeczywiście wzbogaciłby całą produkcję.

GRA O WŁASNĄ TOŻSAMOŚĆ – RECENZJA GRY FC27

Ponadto do wad zaliczyłbym postawę bramkarzy. W FC 27 ich postawa bywa tak nieprzewidywalna, że momentami trudno uwierzyć, iż mamy do czynienia z zawodnikami, którzy powinni stanowić ostatnią i najważniejszą linię obrony. Problem nie sprowadza się wyłącznie do pojedynczych pomyłek, które przecież zdarzają się również w prawdziwym futbolu. Chodzi o sytuacje, w których golkiper reaguje z opóźnieniem, wykonuje nienaturalną animację albo odbija piłkę wprost pod nogi nadbiegającego napastnika, jakby zamiast ratować drużynę, próbował za wszelką cenę sprowokować kolejną okazję do strzału. Najbardziej frustrujące jest jednak to, że takie błędy potrafią całkowicie zmienić przebieg meczu. Możemy przez kilkadziesiąt minut konsekwentnie budować akcje, dobrze ustawiać defensywę i kontrolować wydarzenia na boisku, by ostatecznie stracić bramkę po strzale, który nie powinien sprawić profesjonalnemu bramkarzowi większych problemów. Jeszcze gorzej, gdy pierwsza interwencja kończy się odbiciem piłki w najbardziej niekorzystnym kierunku, dając rywalowi niemal gotową dobitkę.

GRA O WŁASNĄ TOŻSAMOŚĆ – RECENZJA GRY FC27

Ostatni element jaki wyraźnie rzucił mi się w oczy to przekombinowany system stałych fragmentów gry. Twórcy postanowili gruntownie przebudować ten element rozgrywki, wprowadzając dwufazowy system wykonywania stałych fragmentów. W teorii brzmi to obiecująco: większa kontrola nad zagrywką, możliwość odpowiedniego ustawienia zawodnika w polu karnym i dodatkowy wpływ na walkę o pozycję przed strzałem. W praktyce nowy system potrafi być nieintuicyjny, chaotyczny i zwyczajnie irytujący. Nie chodzi o to, że każda zmiana w sterowaniu powinna spotkać się z krytyką. Rozbudowanie stałych fragmentów mogłoby być świetnym pomysłem, gdyby rzeczywiście dawało więcej swobody i pozwalało realizować różnorodne zagrania. Problem w tym, że dodatkowa złożoność nie zawsze przekłada się na większą głębię. Czasami zamiast poczucia, że mamy pełną kontrolę nad sytuacją, pojawia się wrażenie walki z mechaniką, która komplikuje coś, co wcześniej było znacznie bardziej intuicyjne. A przecież rzut rożny nie powinien przypominać obsługi skomplikowanego panelu sterowania. 

W pogoni za ideałem  

EA Sports FC 27 to kolejna odsłona, przy której trudno mówić o jednoznacznym rozczarowaniu, ale jeszcze trudniej o pełnej satysfakcji. Mimo kilku niewykorzystanych szans gra potrafi dostarczyć mnóstwa piłkarskich emocji, wciągnąć na długie godziny i przypomnieć, dlaczego od lat tak chętnie wracamy do wirtualnej rywalizacji. To właśnie ta znajoma przyjemność płynąca z dobrze rozegranego spotkania, walka o zwycięstwo do ostatniego gwizdka i radość z pięknie wypracowanej bramki sprawiają, że nowa odsłona wciąż ma sporo do zaoferowania. Nie wszystko działa jednak tak, jak powinno, a część niedociągnięć potrafi skutecznie wybić z rytmu i odebrać frajdę nawet z najbardziej emocjonujących spotkań. Największy problem polega na tym, że potencjał tej produkcji jest wyraźnie większy niż jakość niektórych jej elementów. Nowe pomysły nie zawsze przekładają się na równie dobrą realizację, a błędy, które potrafią irytować już po kilku meczach, przypominają, że seria nadal ma nad czym pracować. Nie przekreśla to jednak całości. FC 27 pozostaje solidną propozycją dla fanów wirtualnego futbolu, szczególnie tych, którzy szukają rozbudowanej piłkarskiej rozrywki i wiedzą, czego oczekują od kolejnej odsłony. To gra, która potrafi dać sporo satysfakcji, choć czasami sama rzuca sobie kłody pod nogi. 

Zdjęcie: Michał PerlikMichał Perlik

„EA Sports FC 27 to kolejna odsłona piłkarskiej serii, która mimo kilku niedociągnięć wciąż potrafi dostarczyć mnóstwo emocji i zapewnić dziesiątki godzin dobrej zabawy. Na uznanie zasługuje przede wszystkim rozwój rozgrywki, większe znaczenie decyzji podejmowanych na boisku oraz zmiany w karierze menedżerskiej, dzięki którym negocjacje transferowe i budowanie własnego zespołu zyskują dodatkową głębię. Ogromna baza licencjonowanych zawodników, klubów i rozgrywek pozwala zanurzyć się w tym świecie jeszcze bardziej, tworząc zdecydowanie wyższe wrażenia immersyjne. Choć nie wszystkie nowości spełniają oczekiwania, a problemy z bramkarzami czy stałymi fragmentami gry potrafią zepsuć niejedno spotkanie, fundamenty rozgrywki nadal dają sporo satysfakcji. FC 27 nie jest rewolucją, ale zachowuje to, co od lat przyciąga mnie do tej serii czyli emocje, rywalizację i tę wyjątkową radość z dobrze rozegranego meczu.”

7/ 10

ZALETY +

WADY -

Michał Perlik

Jestem Michał, pochodzę z Opola, natomiast z wykształcenia jestem dziennikarzem oraz PR-owcem. Do mojego wachlarza zainteresowań można śmiało wpisać m.in. muzykę, sport, filmy, a także gry wideo. Z tematyką gier mam do czynienia od wczesnych lat dzieciństwa. Początkowo na popularnym PC, natomiast w późniejszym okresie za sprawą konsol stacjonarnych, w których gustuje zresztą po dziś dzień. Jako moją ulubioną grę zdecydowanie wskazuje ,,Assassin's Creed II'' do którego pałam wielkim sentymentem oraz nostalgią. Miło tak raz na jakiś czas ponownie załączyć ten tytuł, zagłębić się we włoskie klimaty i poskakać po paru dachach słonecznej, XV-wiecznej Florencji. Nie zagłębiając się w szczegóły, zapraszam do zapoznania się z moimi artykułami.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

This Bed We Made – recenzja gry (PS5). Cztery godziny, które znikają bez śladu

This Bed We Made – recenzja gry (PS5). Cztery godziny, które znikają bez śladu

The Social Reckoning: W sieci konsekwencji (2026) – recenzja filmu. W sidłach Big Techu.

The Social Reckoning: W sieci konsekwencji (2026) – recenzja filmu. W sidłach Big Techu.
obrazek przedstawiający okładkę książki Beta vulgaris

Beta vulgaris — recenzja książki — Surrealistyczne buraki i bardzo realne lęki

Beta vulgaris — recenzja książki — Surrealistyczne buraki i bardzo realne lęki
Okładka komiksu Absolute Wonder Woman. Ostatnia Amazonka. Tom 1

Absolute Wonder Woman. Ostatnia Amazonka. Tom 1 – recenzja komiksu – Absolutnie fantastyczna!

Absolute Wonder Woman. Ostatnia Amazonka. Tom 1 – recenzja komiksu – Absolutnie fantastyczna!

Coś dla uporządkowania myśli – recenzja Azul Kids

Coś dla uporządkowania myśli – recenzja Azul Kids

Dark Souls to nawet nie jest on – recenzja Ubongo Extreme Deluxe

Dark Souls to nawet nie jest on – recenzja Ubongo Extreme Deluxe