REKLAMA

Pierwsze zdanie boli najbardziej. Jak pisać, żeby naprawdę coś napisać?

Jakub Trojanowski

Opublikowano: 10 maja 2026

Spis treści

 

Myślę, że najtrudniejszym aspektem w pisaniu tekstów jest moment utworzenia nowego pliku i rozpoczęcia procesu twórczego. Nad pierwszą wersją tego tekstu usiadłem po miesięcznej przerwie ze względu na egzaminy na studiach. Z mojego skromnego doświadczenia wiem, że najtrudniejszy jest ten pierwszy akapit lub dwa. Potem z każdym kolejnym przelanym na papier, w mojej głowie pojawia się coraz więcej pomysłów. Sprawia to, że czasem recenzje gier indie osiągają długość równą tekstom dotyczącym filmowych premier lub większych tytułów.

Wypada wiedzieć, o czym chcemy napisać

Przede wszystkim, aby napisać opinię, recenzję czy felieton trzeba mieć pewien obiekt, o którym będziemy opowiadać. W przypadku pierwszych dwóch jest to zazwyczaj jakiś materialny przedmiot, jak książka, film czy gra, natomiast felieton jest znacznie luźniejszą formą. Nie zawsze skupia się on na jednym dziele, a częściej na jakiejś serii lub zjawisku występującym w środowisku, np. graczy. Bez względu jednak na formę, którą tworzymy, warto poświęcić pewien czas na dość oczywisty, podstawowy punkt. Co mam na myśli? Aby zrecenzować jakiekolwiek dzieło lub wyrazić krótką opinię na jego temat, trzeba się z nim bliżej zapoznać. Opiera się to najczęściej na przeczytaniu książki lub komiksu, obejrzeniu filmu czy przejściu gry (lub jej głównej linii fabularnej, jeśli mamy do czynienia z przeciętnym RPGiem wydanym w ostatnich latach). Natomiast felieton wymaga większego zagłębienia się w tematykę, często przeczytania kilku lub kilkunastu tekstów, choć research jest w innych formach równie ważny, do czego jednak wrócę w jednym z kolejnych akapitów.

Notatnik w kieszeni to podstawa

Gdy już wciągnąłem się w twórczy świat, zacząłem nosić ze sobą  osobny notatnik, by móc zapisywać w nim myśli, zdania, a nawet całe akapity. Zdarza się bowiem, że pomysły na tekst pojawiały się, gdy czekałem na zajęcia na uniwersytecie, wracałem do domu, a nierzadko też, gdy biegałem. Jest to o tyle ważne, że czasem trudno jest wszystko zapamiętać, szczególnie pracując jednocześnie nad kilkoma tekstami (w pewnym momencie było to w moim przypadku aż 5 recenzji). Wniosek z tego taki, że lepiej przelać zawczasu myśli na papier, by potem nie musieć przeklinać naszej zawodnej ludzkiej pamięci.

REKLAMA

O czym jeszcze warto pamiętać?

Nie wiem, czy was to zaskoczy, ale przez kilka lat tworzenia tekstów słownik synonimów stał się moim bardzo dobrym przyjacielem, do którego zwracam się częściej, niż mogłoby się wam wydawać. Niełatwo bowiem z głowy rzucać alternatywnymi określeniami dotyczącymi dzieła, by żadne z nich nie powtórzyło się w obrębie akapitu. W tym punkcie z pomocą przychodzi także czytanie – książek, publikacji czy recenzji innych autorów. Dzięki temu nasz zasób słownictwa będzie się powiększał, przez co nie będziemy pisać, że książka jest dobra. Może być ona znakomita, porywająca czy też intrygująca.

Innym grzeszkiem, który stosunkowo łatwo popełnić, jest też spojlerowanie, czyli coś, za co czytelnicy i koledzy zjedzą cię żywcem. Oczywiście nie oznacza to, że nie możemy w ogóle poruszać tematu fabuły. Wręcz przeciwnie, powinniśmy to robić i wyrażać swoje opinie na jej temat. Nakreślając jej zarys, powinniśmy omijać wszelkie istotne zwroty akcji oraz nie streszczać całości – zamiast tego opowiedzieć tylko o głównych założeniach, zostawiając nieco niedopowiedzeń przyciągających uwagę czytelnika.

Analiza, interpretacja, porównanie

Bez względu na to, czy mamy do czynienia z książką, filmem czy grą, pierwszy krok to analiza dzieła. Jakie motywy zostały w nim zawarte? Do jakiego gatunku możemy je przypisać?  Znając odpowiedzi na te pytania, możemy przejść do kolejnego etapu, czyli zinterpretować przekaz zaimplementowany przez autora lub ekipę produkcyjną. Po tym wszystkim warto porównać dzieło, z którym mieliśmy do czynienia – najczęściej nawiązujemy do dzieł z tego samego gatunku lub uniwersum. Na przykład Sezon Burz pana Sapkowskiego stawiamy obok pięcioksięgu o przygodach Kompanii Geralta, a Legendy i Latte obok Władcy Pierścieni czy właśnie Wiedźmina. W przypadku felietonu nie ogranicza nas praktycznie nic, całokształt tekstu, tematyka akapitów czy ogólny przekaz zależy tylko od naszej wyobraźni. Warto jednak obrać jakąś myśl przewodnią, wokół której będziemy kreować cały tekst. Może to być jakieś zjawisko, na które chcemy zwrócić uwagę, czy nawet piosenka, która nas poruszyła.

Przed wyruszeniem w drogę należy zrobić research.

Myślę, że nietrudno zapomnieć o tym, że podstawą dla niemalże każdego tekstu jest zbadanie tematu. To znaczy, że pisząc o grze/książce/filmie muszę poszukiwać dodatkowych informacji? Tak, jeśli chcemy, by nasze dzieło niosło ze sobą jakąś wartość. Wracamy tu do tego, o czym wspomniałem w poprzednim akapicie – pisząc o książce, warto zestawić ją z innymi przedstawicielami gatunku lub pozostałą twórczością danego pisarza. Dzięki temu można uwypuklić pewne rozwiązania, które się sprawdziły lub napomknąć o tych, które zawiodły. Gdy mamy do czynienia z jakąkolwiek serią robi się jeszcze ciekawiej. Z jednej strony można z zapałem prześledzić jak styl pisania, bohater, organizacja czy uniwersum rozwijały się wraz z kolejnymi iteracjami. Łatwo tu jednak wpaść w pułapkę – do takich analiz przydaje się bardzo dobra znajomość autora czy uniwersum. Właśnie z tego powodu staram się śledzić poszczególne serie od początku do końca, a wskakiwania w środek historii unikam jak ognia.

Moim zdaniem dobry tekst powinien omawiać dane dzieło lub temat z różnych stron. Recenzja nie powinna skupiać się tylko i wyłącznie na przekazie danej produkcji (o co trudno np. w gatunku roguelike wśród gier), ale także na sferach oddziałujących bezpośrednio na zmysły odbiorcy – muzyce w grach i filmach, ilustracjach i okładce w książkach. Zwracam uwagę szczególnie na ostatni obszar – podczas mojej krótkiej kariery spotykałem się z krytyką recenzji powieści, które owszem – rozpływały się nad warsztatem pisarskim autora, znakomitą fabułą, ale ani słowem nie wspominały o okładce, ilustracjach czy papierze, którego użyto w danym tomie (a tu czasem zdarzało mi się nieco krytykować).

Z kolejnymi tekstami, które przelewałem z głowy i serca na klawiaturę, wypracowałem sobie schemat, który stanowi szkielet większości tekstów. Pomaga on poruszyć wszystkie kwestie dotyczące danej produkcji, jednak czasem już na etapie researchu zdarza mi się wprowadzać tam pewne zmiany, które po prostu wynikają z tematu nad którym się pochylam.

Nie bój się przelać swej duszy na papier!

W ten sposób przechodzimy do równie ciekawego tematu, jakim jest przelewanie siebie na papier. W erze, w której tekst można wygenerować dobrym promptem i kilkoma kliknięciami, na pierwszy plan według mnie wysuwa się osobiste podejście autora do tekstu, który wychodzi spod jego pióra. Sztuczna inteligencja może sobie radzić dobrze w przedstawianiu obiektywnych informacji, jednak gdy wkraczamy na pole subiektywizmu, na prowadzenie wychodzi jednak człowiek z właściwą sobie unikalną wrażliwością. Z tego powodu w odwiecznej dyskusji dotyczącej recenzji bronię stanowiska, że oprócz suchych faktów powinna ona zawierać opinie autora, jego odczucia dotyczące poszczególnych aspektów dzieła. Myślę też, że wszelkie osobiste odniesienia autora do jego przeżyć nie zaszkodzą, a wręcz pomogą, nakreślając czytelnikowi sylwetkę twórcy. 

Innym zabiegiem przybliżającym autora do odbiorcy jest konsekwentne stosowanie formy pierwszoosobowej, zwłaszcza gdy wyrażamy swoje myśli i opinie. Na dobrą sprawę, nie ma znaczenia, czy zasiadamy do pisania recenzji, felietonu czy eseju. Dlaczego? Wszystkie chwyty są dozwolone – w każdej z tych form mile widziane jest nawiązywanie bezpośredniego kontaktu z czytelnikiem. Narzędzi do tego mamy w opór: pytania retoryczne, polemizowanie lub dyskusja z odbiorcą czy nawet bezpośrednie zwracanie się w jego stronę. Wszystkie te elementy składają się na oryginalny styl, który z upływem czasu staje się znakiem rozpoznawczym twórcy – bo teksty nie zawsze czyta się dla tematu, ale także dla autora.

AI to narzędzie, jeśli potrafimy z niego korzystać.

Nieco wyżej już lekko zahaczyłem o ten nieco grząski teren. Przyznaję się, że sam na początku podchodziłem do wszelkich modeli sztucznej inteligencji z ogromnym dystansem, jednak z czasem nauczyłem się korzystać z nich w taki sposób, by nie zastępowały one mojej kreatywności, a stanowiły tylko jedną z broni w moim twórczym arsenale. Bardzo dobrze sprawdzają się one np. przy poszukiwaniu i zestawianiu ze sobą różnych informacji. Nie muszę chyba mówić, że zawsze warto skonfrontować jednak odpowiedź modelu AI z naszą wiedzą lub poprosić o wskazanie źródła, z którego korzystał (wrzucam to do niemalże każdego prompta). 

Nie ograniczajmy się!

Pomału dobijamy do portu, dlatego pozwolę sobie wspomnieć jeszcze o kilku drobnych, lecz istotnych rzeczach. Nie starajcie się od razu wymyślać tytułu waszego artykułu – często rodzi się on z treści, która powstała w procesie twórczym, a uporczywe trzymanie się z góry założonego tematu może istotnie ograniczyć naszą ekspresję. Nie bójmy się ironii, dwuznaczności czy humoru. Przyciągają one uwagę odbiorcy i zwiększają szansę, że ktoś przeczyta owoce naszej pracy. Nie bójmy się także eksperymentować ze stylem i gierkami słownymi – jako przykład lubię podawać wstęp do recenzji Assassin’s Creed Origins, którym był odpowiednio zmodyfikowany kultowy monolog Skryby oraz recenzje różnych produkcji związanych ze Śródziemiem – prawie każda zawiera co najmniej jedno nawiązanie do słynnych cytatów i memów z tego uniwersum.

Sztuka dobrych podsumowań.

Pisanie rzadko bywa kwestią nagłego olśnienia – znacznie częściej jest efektem konsekwencji, ciekawości i gotowości do popełniania błędów. Najtrudniejsze jest zawsze to pierwsze zdanie, ale każde kolejne przychodzi już łatwiej, jeśli pozwolimy sobie pisać niedoskonale. Warto pamiętać, że dobry tekst to nie tylko analiza i research, ale także głos autora – jego wrażliwość, doświadczenie i sposób patrzenia na świat. 

Dlatego, zamiast czekać na idealny moment, lepiej po prostu zacząć: notować, szkicować, poprawiać. Bo pisanie, wbrew pozorom, nie zaczyna się od pomysłu – zaczyna się od decyzji, żeby usiąść i spróbować! 

Jakub Trojanowski

Student medycyny, prywatnie wielki fan papierowego wydania Gwinta. Od dziecka pochłaniam książki i filmy o różnorodnej tematyce. W wolnych chwilach, przy pracy lub nauce zawsze w tle wybrzmiewa klasyczną i filmową. Zarówno w grach, jak i w życiu lubię nieszablonowo podchodzić do problemów. Nie mam ścisłej czołówki ulubionych uniwersów, ale podium zajmują Władca Pierścieni, Wiedźmin i Mass Effect. Co nie znaczy, że z chęcią nie podyskutuję, chociażby o Asasynach goniących po dachach Szturmowców Imperium Galaktycznego.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

felieton o session a skate sim

Session: Skate Sim, czyli jak pokochać upadki [FELIETON]

Session: Skate Sim, czyli jak pokochać upadki [FELIETON]

Dla kogo powstało Funko Fusion?

Dla kogo powstało Funko Fusion?

Te postacie sporo namieszały w odległej galaktyce. Kogo z Gwiezdnych Wojen warto poznać bliżej?

Te postacie sporo namieszały w odległej galaktyce. Kogo z Gwiezdnych Wojen warto poznać bliżej?

Starsze jest lepsze? Jakie kultowe gry ze świata Gwiezdnych Wojen warto znać?

Starsze jest lepsze? Jakie kultowe gry ze świata Gwiezdnych Wojen warto znać?

Legendy Świata Gwiezdnych Wojen. Kilka słów o tym, jakie skarby skrywa przed nami przeszłość

Legendy Świata Gwiezdnych Wojen. Kilka słów o tym, jakie skarby skrywa przed nami przeszłość

Ćwierć wieku piłki – Felieton

Ćwierć wieku piłki – Felieton