Gdy siadam do tworzenia tego zestawienia, kątem oka widzę informację, że chwilowo cierpimy na brak nowych informacji o kolejnej grach spod szyldu Gwiezdnych Wojen, w tym także Star Wars. Zero Company. W ostatnich latach w nasze ręce trafiły dwie części historii Cala Kestisa, a w najbliższej przyszłości spodziewać się możemy finału trylogii, jak i kilku innych tytułów. W oczekiwaniu na nie można jednak cofnąć się nieco w czasie i dać szansę opowieściom jednogłośnie uwielbianym przez fanów.

Sam decydujesz, którą ścieżką podążysz
Kto z fanów Gwiezdnych Wojen nie słyszał o KOTOR-ze, niech pierwszy rzuci kamieniem. Nie mam tu na myśli małego urokliwego miasteczka położonego w Czarnogórze. Knights of the Old Republic oraz Knights of the Old Republic II – The Sith Lords to dwa rozdziały historii związane z osobnikiem, który wiele namącił w odległej galaktyce. W pierwszym z tytułów kierujemy poczynaniami oficera Starej Republiki z amnezją, który w pewnym momencie okazuje się być Revanem, zarówno zbawcą, jak i postrachem galaktyki. W drugiej natomiast towarzyszymy Wygnańcowi, który kiedyś służył pod dowództwem powyższego. Obie części nie tylko prezentują turową walkę opartą na systemie d20 z Dungeons & Dragons i licznych manifestacjach mocy. Są też obrazem szczytu sławy i umiejętności studia BioWare w zakresie tworzenia wciągających opowieści.

Drużyna Delta wkracza do akcji
Klony-komandosi byli poniekąd zwykłymi klonami na sterydach. Na opisywaniu ich przygód poza polem walki skupiała się pewna seria książek, o której wspominałem w innym zestawieniu. Natomiast o ich niezwykłej skuteczności możemy przekonać się z pierwszoosobowego widoku w grze Star Wars: Republic Commando, w której kierujemy poczynaniami Bossa oraz jego braci z drużyny Delta (Seva, Scorcha i Fixera). Do dziś tytuł ten cieszy się opinią jednej z najlepszych gier należących do uniwersum Gwiezdnych Wojen. Nic w tym dziwnego, bo trzeba przyznać, że widok z wnętrza hełmu ma swój urok. A Vode An rozbrzmiewające w głośnikach tylko zachęca do boju.

A gdyby tak pograć w klocki?
Pisząc o grach z tego uniwersum, nie można zapomnieć o grze, a właściwie kilku grach, w których dziesiątki godzin spędziło w młodości wielu graczy (ze mną włącznie). Połączenie poziomów z LEGO Star Wars oraz Lego Star Wars II: The Original Trilogy dało fanom tytuł znany jako LEGO Star Wars: The Complete Saga, czyli produkcję, która pozwalała na rozegranie fabuły pierwszych sześciu filmów, przedstawionej przy dużej pomocy klocków LEGO. Mnogość poziomów i dodatkowych wyzwań w połączeniu z charakterystycznym dla gier od Traveller’s Tales humorem były tym, co do dziś wielu graczy darzy sympatią. Co prawda producent próbował odwzorować to w LEGO Star Wars: The Skywalker Saga, jednak zdecydowanie przesadził w tym przypadku z ilością aktywności pobocznych.

Wyglądasz jak zwykły pastuch banth
Na początku 2024 roku na rynek trafił remaster Star Wars: Dark Forces, jednak oryginalna wersja radowała serca fanów prawie od trzydziestu lat. Z dzisiejszego punktu widzenia fabuła może się wydawać nieco oklepana, gdyż po zdradzeniu Imperium Kyle oddaje swoje usługi Rebelii, powoli zyskując coraz większą renomę. Podobną historię „od zera do bohatera” widzieliśmy już w odległej galaktyce wiele razy, czyż nie? Podążając w ślad za wydanym dwa lata wcześniej Doomem gra oferowała nowe rozwiązania, takie jak np. możliwość spoglądania w górę i w dół czy pływania. Dodatkowo oprócz wypełniania kolejnych celów misji można było eksplorować lokacje w poszukiwaniu sekretnych zaułków, których odkrycie nagradzało nas zazwyczaj stosem wzmocnień do wykorzystania. Ciekawym posunięciem było również wprowadzenie przedmiotów, które ułatwiały przeżycie w trudnych środowiskach, jednak ich działanie opierało się na baterii, której poziomu trzeba było strzec niczym oka w głowie. Nie można jednak zapominać, że dopiero Dark Forces II miała wnieść to, co galaktyka lubi najbardziej, czyli miecze świetlne i możliwość kreowania własnego podejścia do mocy.
