MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Zwiastuny, zbiórka! "Avengers, tom 2 - Dookoła świata" – recenzja komiksu

Tworząc swoją kilkutomową epopeję o Avengers, Jason Aaron zaczął na najwyższej możliwej nucie – zrzucając z nieba martwych Celestiali. Oczywiście, w stylu iście hitchcockowskim, taki kosmiczny deszcz był dla scenarzysty jedynie punktem wyjścia dla całej historii, a zarazem idealnym pretekstem do zawiązania całkiem nowego zespołu Mścicieli. W całym tym apokaliptycznym zamieszaniu niemałą rolę odegrał Loki, co miało podkreślić jego kanoniczną dla całego konceptu superbohaterszczyzny rolę – nic bowiem tak nie jednoczy, jak wspólny wróg. Tom pierwszy był więc idealnym wstępem do większej narracji, którą czytelnik będzie z wypiekami śledził przez kolejne kilkadziesiąt zeszytów. Jak więc na tym mocno podbudowanym tle fabularnym wypada druga odsłona komiksowych Avengers wydawanych w ramach Marvel Fresh? Zapraszam do lektury.

Zwiastuny, zbiórka! “Avengers, tom 2 – Dookoła świata” – recenzja komiksu

Jedni z wielu

Aaron, jako zaprawiony w boju scenarzysta, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że niesamowicie trudno będzie mu utrzymać skalę opowieści, która rozpoczyna się od deszczu zalewającego Ziemię zwłokami kosmicznych bóstw. Bardzo szybko dotarłby do momentu, gdzie jedyną opcją na podniesienie stawki byłby multiwersalny konflikt zagrażający całej strukturze wszechświata – dokładnie taki, jaki wykreował Jonathan Hickman w ramach swojego avengersowego runu będącego częścią Marvel Now.

Jako, że tak oczywista powtórka z rozgrywki się nie godzi, autor poszedł w zupełnie innym kierunku – zamiast rozdmuchiwać zagrożenia do niebezpiecznych rozmiarów, postanowił zagonić swoich Mścicieli do narożnika, czyniąc z nich jedynie jedną z wielu stron supebohaterskiego konfliktu o wpływy. Szczególnie, że nowym przywódcą zespołu zjednoczonego pod sztandarem kultowego A jest Czarna Pantera. Jak wiadomo nie od dziś,  Wakanda nie lubi, gdy ktokolwiek wtrąca się w ich sprawy, lud ten ceni sobie swoją autonomię, a globalny układ sił politycznych jest ich najmniejszym zmartwieniem – są bowiem w stanie całkiem nieźle bronić swoich granic. A teraz ich władca pozyskał także decydujący głos w działaniach Najpotężniejszych Ziemskich Bohaterów.

Taki obrót sprawy zdecydowanie nie odpowiada amerykańskim mocodawcom, bowiem ich silna dotąd reprezentacja na herosowej mapie została znacznie osłabiona. A to oznacza, że trykociarski tort można od teraz kroić na znacznie mniejsze, niż dotychczas kawałki i każdy będzie chciał wziąć udział w zbiorowej degustacji. W Dookoła świata Aaron zapozna więc czytelnika z takimi zespołami jak Obrońcy Głębin, Zimową Gwardią, czy Agentami Wakandy, a i to nie wyczerpuje całego superbohaterskiego potencjału tej historii – w końcu autor nie po to powołał do życia w pierwszym tomie Pradawnych Mścicieli, by od czasu do czasu także i im nie oddać kilku stron, prawda?

Dajmy więcej wątków - czytelnik wytrzyma

Niestety, wraz z większą ilością pionków na planszy, rozgrywka stała się mocno zdefragmentowana i trudno w przypadku drugiego tomu Avengers Aarona mówić o spójnej fabule. To bardziej zbiór wątków, które autor ma zamiar rozwijać w kolejnych numerach, niż koherentna historia. Czego tu nie ma! Dowiadujemy się o pierwszym z Ghost Riderów, który zamiast za kierownicą przeklętego auta, czy motocyklu, zasiadł na grzbiecie płonącego mastodonta. Do gry dołącza Namor, chroniąc w wątpliwie moralny sposób interesów Atlantydy. Kilka stron dalej, jesteśmy już w Rosji i obserwujemy losy tamtejszych herosów. Ba, scenarzysta znalazł też czas na imponującą zapowiedź Wielkich Wydarzeń, Które Nadejdą, by po chwili podjąć próbę zainteresowania czytelnika niezręczną randką Thora i Jennifer Walters.

Gdyby był to zeszyt zerowy, który ma za zadanie jedynie zasygnalizować mnogość wątków,  nie miałbym z tym żadnego problemu. Jednak ta narracyjna sałatka odbywa się w ramach całego tomu, a kulminacją tego zamieszania jest zeszyt dziesiąty, gdzie scenarzysta upchnął większość z tropów, o których wspomniałem powyżej. Co więcej, odrębność wątków sygnalizowana jest dosyć dosadnie, bo zmianą oprawy graficznej. Jeśli więc w ramach jednego tylko zeszytu (na sześć, które znajdziemy w tym tomie), zostajemy przygnieceni lawiną nie tylko fabularną, ale również wizualną, trudno tu mówić o odpowiednio zrównoważonych proporcjach komiksowej opowieści. Zdecydowanie lepiej by to działało, gdyby autorzy poświęcali więcej miejsca swoim postaciom i dali odpowiednio wybrzmieć poszczególnym wątkom, niż serwować może i atrakcyjne pod względem składników, ale jednak ciężkostrawne na dłuższą metę danie.

Klątwa sequeli

Kojarzycie na pewno taką niszową produkcję, jak Czas Ultrona. W teorii, wszystko powinno zadziałać. Mamy naprawdę dobrze zapowiadającego się złoczyńcę, który w komiksach niejednokrotnie napsuł krwi Mścicielom, mamy nareszcie zjednoczony zespół, pojawiają się też nowe (zapewne niesamowicie istotne dla całego uniwersum) postacie – toż to gotowy przepis na sukces, prawda? Prawda?! Jak się skończyło, wiemy wszyscy doskonale.

Tu się pojawił jednorazowy Quicksilver, tam Thor się kąpał w jaskini, by dowiedzieć się o Kamieniach Nieskończoności, Hydra zaliczyła cameo tylko po to, by ich wykończyć w kilku scenach,  na świat przyszedł Vision, a Hulk doczekał się romansu z Czarną Wdową, bo potrzebny był pretekst na jego wakacje na Sakaar. Dodajmy do tego Thanosa z Rękawicą po napisach, zemstę Wandy, rodzinę Hawkeye’a, wizję zagłady Avengers, Hulkbustera, Wakandę i Ulyssesa Klawa… dobra, już kończę wyliczankę, bo na pewno jej intencja jest już czytelna.

Jak pokazał rozwój MCU, większość tych wątków udało się w satysfakcjonujący dla widza sposób rozwinąć, ale nie zmienia to faktu, że Czas Ultrona był jedynie zapowiedzią nadchodzących produkcji, aniżeli dobrą i spójną historią. Ostatecznie, to tytułowy złoczyńca ucierpiał na tym najbardziej i był najsłabszym ogniwem całości. Podobnie ma się sytuacja z aaronowym Dookoła świata – scenarzysta roztacza przed czytelnikiem wizję opowieści o nieskończonym potencjale, rozsiewa ziarna, które zakiełkują podlewane regularną lekturą, a poległ na stworzeniu zajmującej i spójnej w ramach jednego tomu opowieści.

Drugi tom Avengers w ramach Marvel Fresh jest więc lekturą obowiązkową, ale nie z powodów, których życzyłby sobie autor. To nie unikatowa jakość tej opowieści przemawia za jej lekturą, a zwyczajnie zdrowy rozsądek – jeśli chcemy kontynuować przygodę z komiksowymi Mścicielami w takiej formie, musimy nadrobić Dookoła świata. Wątków, które Jason Aaron rozpoczął w tym tomie po prostu jest zbyt wiele, by potencjalny czytelnik mógł sobie pozwolić na ich zignorowanie. Taki szantaż scenopisarski nie bardzo do mnie przemawia i mam nadzieję, że wraz kolejnymi tomami autorom uda się odnaleźć właściwe tempo tej opowieści. Czytelnicy zasługują na coś więcej, niż tylko ładnie zapakowany zbiór zwiastunów.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ