Czy wampir może cierpieć na wypalenie emocjonalne po kilkuset latach życia? A jeśli tak, to kto pomoże mu przepracować traumę? Vampire Therapist to nietypowa gra, która zamiast walki z potworami proponuje… terapię dla potworów. Czy warto wziąć w niej udział?
Fabuła i klimat

W grze wcielamy się w Sama Wellesa, amerykańskiego wampira z kilkusetletnim stażem, który pamięta czasy wojny secesyjnej. Doświadczenie życiowe sprawia, że zaczyna wyłapywać schematy i podobieństwa wśród wampirów, z którymi obcuje. Widzi, że wielu z nich nie czerpie satysfakcji z (nie)życia i dlatego chce się podzielić swoim odkryciem z kimś komu meandry ludzkiej (i nie tylko) psychiki nie są obce. Przybywa więc do Europy, gdzie w Lipsku ma spotkać się z jedynym wampirzym terapeutą – Andromachem. Siedzibą tego potężnego osobnika jest niemiecki klub pulsujący muzyką techno. Na wejściu mylnie bierze parę gotów za wampirów i przeprowadza im krótką sesję terapeutyczną. Po dostaniu się do środka poznaje twardą i nieustępliwą Crimson, kobietę, która jest partnerką dla Andromacha do wymiany krwi. Pomimo swoich 50 lat, wygląda wciąż na 25, i niczym cerber strzeże dostępu do swojego przyjaciela z korzyściami.
Po spotkaniu Sam dowiaduje się, że każda z jego teorii ma podstawę w psychologii, i jest klasyfikowana jako zniekształcenie poznawcze. Dzięki terapii poznawczo-behawioralnej pacjenci pracują nad swoimi przekonaniami, najpierw zauważając i nazywając je, a następnie uniemożliwiając im przejęcie kontroli.
Ucieszyłam się, że otrzymaliśmy profesjonalną terminologię, bo na początku ciężko mi było z rozpoznawaniem przykładów, bazując na notatkach Sama i jego własnym nazewnictwie. Gorące metkowanie nie przemawiało do mnie tak, jak etykietowanie – przy terminologii terapeutycznej już łatwiej było mi działać.
Mechanika rozgrywki
Rozgrywka, jak to w visual nowelach, opiera się głównie na dialogach. Gra sprowadza się do przyjmowania pacjentów, dostajemy akta każdego z nich, a następnie przeprowadzamy krótki wywiad żeby zorientować się, z czym mamy do czynienia tym razem. Podczas sesji terapeutycznych gracz analizuje wypowiedzi pacjentów i identyfikuje tzw. zniekształcenia poznawcze (np. katastrofizowanie, nadmierne uogólnianie czy myślenie czarno-białe, negowanie pozytywów, etykietowanie). Na każdym etapie podlegamy superrewizji naszego autorytetu, który podpowiada nam w trakcie pracy. Jeżeli dokonamy nieprawidłowego rozpoznania, możemy próbować ponownie aż do skutku.

Pomysł jest absurdalny, ale twórcy wykorzystują go, by opowiadać o bardzo ludzkich problemach: poczuciu winy, samotności, traumie czy destrukcyjnych wzorcach myślenia. Humor miesza się tu z autentyczną refleksją nad psychologią, zamieniając wampiryczne dramaty w zaskakująco inteligentną i zabawną lekcję na temat terapii.
Mini gry z piekła rodem
Oprócz rozpoznawania zniekształceń poznawczych, do gracza należy karmienie Sama krwią, żeby ten przeżył. Czasami dostanie fiolkę z odrzuconym posiłkiem od swojego gospodarza, innym razem trzeba będzie pożywić się z szyi śmiertelnika. Celujemy w niebieskie żyły i w odpowiednim momencie musimy nacisnąć X na padzie. Czasami odnosiłam wrażenie, że nie chodziło o wcelowanie, a o powtórzenie czynności x razy, bo raz zaliczało ugryzienie w danym miejscu, raz nie.
Kolejną mini gierką była medytacja mindfullness. Tempo zwalniało, obraz robił się ciemniejszy, a dręczące Sama myśli wyskakiwały na ekranie. Musieliśmy za pomocą pada spokojnie oddychać, a gdy się uspokoiliśmy, wszystko wracało do normy.

Zdaję sobie sprawę, że mini gierki miały pozwolić nam odpocząć trochę od sesji i wnieść odrobinkę urozmaicenia. Nie jestem zwolenniczką mini gier w visual nowelach, uważam je wręcz za niepotrzebne i rozciągające gameplay.
Bohaterowie i dialogi
Jedną z największych zalet Vampire Therapist są świetnie napisane postacie. Każdy wampir ma własną historię i osobowość, często wynikającą z epoki, z której pochodzi. Spotykamy więc np. arystokratów sprzed kilku stuleci, którzy nie radzą sobie z nowoczesnym światem, czy wampiry zmagające się z moralnymi konsekwencjami swoich czynów. Dialogi są błyskotliwe, pełne ironii i naszpikowane samoświadomością, a jednocześnie potrafią być zaskakująco szczere i poruszające. Jestem fanką Andromacha i jego wspomnień z prawie 3000 letniego życia, tego, jak nazywa Marky Marka Aureliusza, czy zdradza pikantne smaczki z czasów Leonarda da Vinci. Jego kreacja momentami kojarzyła mi się z postacią Erica z serialu True Blood.
Oprawa
Gra ma stylizowaną, komiksową oprawę graficzną i minimalistyczną prezentację typową dla powieści wizualnych. Nie jest to produkcja spektakularna, ale styl pasuje do kameralnego charakteru rozgrywki. Dużym plusem jest pełny voice acting, który dodaje postaciom życia i humoru. Nie przypominam sobie drugiej tak dobrze zagranej visual noweli. Mogłabym w kółku słuchać Reinharda, który brzmi jak Tim Lindemann z zespołu Rammstein.

Podsumowanie
Vampire Therapist to niezwykle oryginalna pozycja, która zamiast adrenaliny oferuje coś rzadkiego w medium gier – refleksję nad emocjami i sposobem myślenia. Produkcja berlińskiego Little Bat Games przypadnie do gustu fanom psychoterapii i pracy nad sobą. Nie każdemu jednak spodoba się spokojne tempo i duża ilość dialogów, charakterystyczne dla wizualnych noweli, ale dla osób lubiących narracyjne eksperymenty może to być jedno z ciekawszych indie ostatnich lat. Jeżeli jesteście fanami Sucker For Love, to będziecie w domu.
Sprawdź także : https://grapodpada.pl/sucker-for-love/
Trailer:
