REKLAMA

Vampire Therapist – recenzja gry PS5. (Nie)życie warte przeżycia.

Sonia Moćko

Opublikowano: 17 marca 2026

Spis treści

Czy wampir może cierpieć na wypalenie emocjonalne po kilkuset latach życia? A jeśli tak, to kto pomoże mu przepracować traumę? Vampire Therapist to nietypowa gra, która zamiast walki z potworami proponuje… terapię dla potworów. Czy warto wziąć w niej udział?

Fabuła i klimat

Kiedy jesteś wampirem nie możesz wejść do klubu incognito. Zafascynowani Tobą goci nie zmarnują żadnej okazji do flirtu z Tobą.

W grze wcielamy się w Sama Wellesa, amerykańskiego wampira z kilkusetletnim stażem, który pamięta czasy wojny secesyjnej. Doświadczenie życiowe sprawia, że zaczyna wyłapywać schematy i podobieństwa wśród wampirów, z którymi obcuje. Widzi, że wielu z nich nie czerpie satysfakcji z (nie)życia i dlatego chce się podzielić swoim odkryciem z kimś komu meandry ludzkiej (i nie tylko) psychiki nie są obce. Przybywa więc do Europy, gdzie w Lipsku ma spotkać się z jedynym wampirzym terapeutą – Andromachem. Siedzibą tego potężnego osobnika jest niemiecki klub pulsujący muzyką techno. Na wejściu mylnie bierze parę gotów za wampirów i przeprowadza im krótką sesję terapeutyczną. Po dostaniu się do środka poznaje twardą i nieustępliwą Crimson, kobietę, która jest partnerką dla Andromacha do wymiany krwi. Pomimo swoich 50 lat, wygląda wciąż na 25, i niczym cerber strzeże dostępu do swojego przyjaciela z korzyściami.

Po spotkaniu Sam dowiaduje się, że każda z jego teorii ma podstawę w psychologii, i jest klasyfikowana jako zniekształcenie poznawcze. Dzięki terapii poznawczo-behawioralnej pacjenci pracują nad swoimi przekonaniami, najpierw zauważając i nazywając je, a następnie uniemożliwiając im przejęcie kontroli.

REKLAMA

Ucieszyłam się, że otrzymaliśmy profesjonalną terminologię, bo na początku ciężko mi było z rozpoznawaniem przykładów, bazując na notatkach Sama i jego własnym nazewnictwie. Gorące metkowanie nie przemawiało do mnie tak, jak etykietowanie – przy terminologii terapeutycznej już łatwiej było mi działać.

Mechanika rozgrywki

Rozgrywka, jak to w visual nowelach, opiera się głównie na dialogach. Gra sprowadza się do przyjmowania pacjentów, dostajemy akta każdego z nich, a następnie przeprowadzamy krótki wywiad żeby zorientować się, z czym mamy do czynienia tym razem. Podczas sesji terapeutycznych gracz analizuje wypowiedzi pacjentów i identyfikuje tzw. zniekształcenia poznawcze (np. katastrofizowanie, nadmierne uogólnianie czy myślenie czarno-białe, negowanie pozytywów, etykietowanie). Na każdym etapie podlegamy superrewizji naszego autorytetu, który podpowiada nam w trakcie pracy. Jeżeli dokonamy nieprawidłowego rozpoznania, możemy próbować ponownie aż do skutku.

Kink room do zabawy? Nic bardziej mylnego. Będziesz mógł spróbować jeszcze ciepłej krwi Twoich wyznawców.

Pomysł jest absurdalny, ale twórcy wykorzystują go, by opowiadać o bardzo ludzkich problemach: poczuciu winy, samotności, traumie czy destrukcyjnych wzorcach myślenia. Humor miesza się tu z autentyczną refleksją nad psychologią, zamieniając wampiryczne dramaty w zaskakująco inteligentną i zabawną lekcję na temat terapii.

Mini gry z piekła rodem

Oprócz rozpoznawania zniekształceń poznawczych, do gracza należy karmienie Sama krwią, żeby ten przeżył. Czasami dostanie fiolkę z odrzuconym posiłkiem od swojego gospodarza, innym razem trzeba będzie pożywić się z szyi śmiertelnika. Celujemy w niebieskie żyły i w odpowiednim momencie musimy nacisnąć X na padzie. Czasami odnosiłam wrażenie, że nie chodziło o wcelowanie, a o powtórzenie czynności x razy, bo raz zaliczało ugryzienie w danym miejscu, raz nie.

Kolejną mini gierką była medytacja mindfullness. Tempo zwalniało, obraz robił się ciemniejszy, a dręczące Sama myśli wyskakiwały na ekranie.  Musieliśmy za pomocą pada spokojnie oddychać, a gdy się uspokoiliśmy, wszystko wracało do normy.

Research przed przyjęciem pacjenta jest koniecznie żeby wypaść profesjonalnie. A uwierzcie mi, że ten gagatek całą wizytę będzie usiłował zbić was z tropu.

Zdaję sobie sprawę, że mini gierki miały pozwolić nam odpocząć trochę od sesji i wnieść odrobinkę urozmaicenia. Nie jestem zwolenniczką mini gier w visual nowelach, uważam je wręcz za niepotrzebne i rozciągające gameplay.

Bohaterowie i dialogi

Jedną z największych zalet Vampire Therapist są świetnie napisane postacie. Każdy wampir ma własną historię i osobowość, często wynikającą z epoki, z której pochodzi. Spotykamy więc np. arystokratów sprzed kilku stuleci, którzy nie radzą sobie z nowoczesnym światem, czy wampiry zmagające się z moralnymi konsekwencjami swoich czynów. Dialogi są błyskotliwe, pełne ironii i naszpikowane samoświadomością, a jednocześnie potrafią być zaskakująco szczere i poruszające. Jestem fanką Andromacha i jego wspomnień z prawie 3000 letniego życia, tego, jak nazywa Marky Marka Aureliusza, czy zdradza pikantne smaczki z czasów Leonarda da Vinci. Jego kreacja momentami kojarzyła mi się z postacią Erica z serialu True Blood.

Oprawa

Gra ma stylizowaną, komiksową oprawę graficzną i minimalistyczną prezentację typową dla powieści wizualnych. Nie jest to produkcja spektakularna, ale styl pasuje do kameralnego charakteru rozgrywki. Dużym plusem jest pełny voice acting, który dodaje postaciom życia i humoru. Nie przypominam sobie drugiej tak dobrze zagranej visual noweli. Mogłabym w kółku słuchać Reinharda, który brzmi jak Tim Lindemann z zespołu Rammstein.

Na szczęście w chwilach słabości Twój mentor służy Ci zakulisowym wsparciem.

Podsumowanie

Vampire Therapist to niezwykle oryginalna pozycja, która zamiast adrenaliny oferuje coś rzadkiego w medium gier – refleksję nad emocjami i sposobem myślenia. Produkcja berlińskiego Little Bat Games przypadnie do gustu fanom psychoterapii i pracy nad sobą. Nie każdemu jednak spodoba się spokojne tempo i duża ilość dialogów, charakterystyczne dla wizualnych noweli, ale dla osób lubiących narracyjne eksperymenty może to być jedno z ciekawszych indie ostatnich lat. Jeżeli jesteście fanami Sucker For Love, to będziecie w domu.

Sprawdź także : https://grapodpada.pl/sucker-for-love/ 

Trailer:

 

 

ZALETY +

WADY -

Sonia Moćko

Dziennikarka z wykształcenia, kinomanka z zamiłowania odkąd mając kilka lat, trafiłam na niedzielny cykl "Kocham kino" na kanale drugim Telewizji Polskiej. Oceniłam na filmwebie ponad 4 tysiące filmów, 600 seriali i prawie 200 gier. Paragracz. Byłam normalna 3 koty temu. Ubóstwiam Baby Yodę i Sailor Moon. Ulubione platformy to Nintendo Switch i Xbox. Kolekcjonuje retro Barbie. Na Instagramie jako @matkapraskaodkotow.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Coffie Simulator – recenzja gry PC. Koci terror kapryśnych klientów.

Coffie Simulator – recenzja gry PC. Koci terror kapryśnych klientów.

Nie tylko świat tutaj umiera, ale także tempo akcji oraz system walki. Recenzja GreedFall: The Dying World 

Nie tylko świat tutaj umiera, ale także tempo akcji oraz system walki. Recenzja GreedFall: The Dying World 

Zrobiło mi się gorąco, ale nie z powodu wciągającej opowieści. Recenzja Dragonkin The Banished 

Zrobiło mi się gorąco, ale nie z powodu wciągającej opowieści. Recenzja Dragonkin The Banished 

The Sims 4: Królewskie dziedzictwo – recenzja gry. Wyższe sfery oznaczają duże afery!

The Sims 4: Królewskie dziedzictwo – recenzja gry. Wyższe sfery oznaczają duże afery!

Nie aż tak straszna Czarownica – recenzja książki Wicked 

Nie aż tak straszna Czarownica – recenzja książki Wicked 

Małpi król. Zamieszanie w Niebiańskim Pałacu — recenzja komiksu — Jak (nie) adaptować klasyki?

Małpi król. Zamieszanie w Niebiańskim Pałacu — recenzja komiksu — Jak (nie) adaptować klasyki?