Kościoły czy zakony to miejsca, które kojarzą się z poczuciem bezpieczeństwa i spokoju – pomijając parę smutnych przykładów, podawanych często przez media. Taki sam tok myślenia obrała Caroline, wraz ze swoją bliźniaczką Anną. Wierząc, że niejaka matka Lucia będzie w stanie pomóc im z niecodzienną przypadłością młodszej z sióstr. Zamiast wsparcia, zaznały jednak prawdziwego koszmaru…
To the sound of the monstrance clock…
Jak zapewne już się domyślacie, gra rozpoczyna się w momencie, gdy główna bohaterka imieniem Caroline, wraz ze swoją siostrą bliźniaczką Anną, podróżuje pociągiem. W tym krótkim wstępie dowiadujemy się, że zmierzają do miasteczka zwanego Villa Hess. Protagonistki są w posiadaniu informacji, jakoby matka Lucia z lokalnego zakonu była w stanie pomóc młodszej z nich z pewnym niecodziennym problemem. Otóż wszystko, co zostanie przez nią narysowane w rysowniku, staje się rzeczywistością. Za każdym razem wpada również w demoniczny trans, podczas którego szkicuje bez opamiętania. Po ciepłym przyjęciu przez jedną z zakonnic, siostry zostają skierowane do sypialni, aby mogły odpocząć po podróży. Jednak gdy ta starsza budzi się zupełnie sama, szybko na jaw wychodzi, że intencje Lucii nie są tak szlachetne, jak mogłoby się wydawać…

Tak wygląda ogólny zarys fabuły Tormented Souls 2. Anna zostaje pojmana, a Caroline będzie musiała przebić się przez zastępy nadnaturalnych przeciwników, żeby ją odzyskać. Główny wątek wypada bardzo interesująco – im dalszy postęp, tym coraz więcej rzeczy zaczyna układać się w spójną całość. Gra sprawnie łączy ze sobą naukę z pozaziemskimi mocami, więc żaden szczegół nie wydaje się być nie na miejscu. Fakt faktem gdy trochę przeanalizujemy sobie wszystkie wydarzenia, możemy znaleźć parę nieścisłości, lecz nie są one rażące.

Strike the death knell
Rozgrywka Tormented Souls 2 bazuje na klasycznych odsłonach serii Resident Evil. Mamy tutaj statyczną kamerę w rzucie izometrycznym, zarządzanie zasobami, możliwość zapisu w określonych miejscach i mnóstwo zagadek logicznych. Ta gra to staromodny survival horror pełną parą, nie ma co do tego żadnej wątpliwości. Nie zabrakło jednak oryginalnych rozwiązań, jak na przykład mechanika światła. Jeżeli nasza bohaterka przejdzie w zupełnie zacienione miejsce, nie mając w ręku niczego, co oświetli okolicę, ekran zacznie się zniekształcać i usłyszymy niepokojący dźwięk. Jeżeli grający nie wróci się w oświetlone miejsce, Caroline umiera. Wzbogaca to też nasze starcia z przeciwnikami, ponieważ przez większość rozgrywki musimy wybrać między trzymaniem źródła światła a bronią. Zwłaszcza, że przeciwnicy lubią atakować tam, gdzie najciemniej…

Z początku nasza bohaterka ma dostęp do młotka i pistoletu na gwoździe – są to jedyne rzeczy, które pozwolą jej na skuteczną obronę. Kolejne bronie zdobędziemy w trakcie progresji, niektóre jednak skrywają się za bocznymi ścieżkami i zagadkami. Oręż da się również rozbudować, przykładowo do strzelby możemy znaleźć i dołożyć dodatkową lufę, przez co zamiast pojedynczego pocisku, załadujemy dwa. Amunicja ukryta jest najczęściej w skrzynkach i wazach, które możemy zniszczyć, ale znajdziemy ją również w szafkach czy nawet leżąca gdzieś luzem. Nie ma jej wiele, więc czasem warto rozważyć walkę w zwarciu, która niesie za sobą ryzyko otrzymania obrażeń. Jeśli znajdziemy się blisko śmierci, możemy skorzystać z leków poprzez wejście w nasz ekwipunek. Są ich 3 rodzaje, od najsłabszego: povidone, tabletki przeciwbólowe oraz apteczka pierwszej pomocy. Podobnie jak pociski są rozproszone w różnych zakamarkach obszaru, więc warto mieć oczy szeroko otwarte.
To solve a crooked rhyme
Kolejnym ważnym elementem rozgrywki są zagadki logiczne, które niejednokrotnie przyprawiły mnie o ból głowy. W tym pozytywny, jak i negatywny sposób, ale do tego przejdziemy za chwilę. Niektóre z nich są całkiem proste i bardzo jasno wytłumaczone, czy to notatką, czy napisem na ścianie nieopodal. Najczęściej wymagają od nas zebrania kilku elementów, które potem musimy ułożyć w odpowiedniej kolejności. Samo kompletowanie potrzebnych nam rzeczy często będzie wymagać od nas przeniesienia się na „drugą stronę”. Żeby się do niej dostać, musimy odszukać lustro ze świecami, które służy za portal. Jeśli zapalimy odpowiednie świeczki, będziemy mogli przenieść się do piekielnej wersji naszego świata, która wygląda niczym rodem z książek Lovecrafta. W nim często wejdziemy do miejsc, które są niedostępne w zwykłym wymiarze, bądź znajdziemy rzeczy, które istnieją tylko w tym potwornym. Są jeszcze rzutniki wyświetlające obrazy, dzięki którym cofniemy się w czasie. Jak pewnie się domyślacie, ciężko się czasem połapać, co tu się właściwie dzieje.

Problem pojawia się wtedy, kiedy gra oczekuje od nas wykonania konkretnej czynności, nie dając nam w żaden sposób o tym znać, nawet subtelnie. W jednej z lokacji utknąłem na dłuższą chwilę, ponieważ nie miałem pojęcia o tym, że Caroline może przesuwać konkretne stoliki. Żeby było śmieszniej, jest to czynność tak rzadka, że kiedy po paru godzinach znowu musiałem coś przesunąć… to zapomniałem o takiej możliwości. W innym przypadku trzeba było znaleźć siostrę zakonną (a raczej jej trupa) zamrożoną gdzieś w zamrażarce, aby zabrać od niej pewien przedmiot. Oczywiście nie miałem o tym pojęcia, więc kręciłem się w kółko zastanawiając się, co pominąłem. Aczkolwiek w tym wypadku to chyba po prostu urok klasyków, które nie prowadzą nas za rękę.
In the middle of the night, it feeds
Starcia z bossami nie należą do nudnych. Łącznie jest ich pięciu, każdy z własnym motywem przewodnim oraz sposobem, w który musimy się z nim rozprawić. W znacznej większości przypadków sama brutalna siła nam nie wystarczy. Najczęściej musimy wykonać odpowiednią akcję po powaleniu adwersarza. Weźmy na przykład pierwszego bossa, z jakim się zmierzymy, czyli Iron Maiden. Jest to wielka siostra zakonna, dzierżąca ogromny młot, która skrywa swe oblicze pod maską z żelaza. Przebieg potyczki jest dość standardowy, unikamy jej ataków i strzelamy tak długo, aż padnie ona na kolana. Wtedy podbiegamy do niej, aby umieścić nóż w jej oczodole. Musimy to potem powtórzyć, co skończy się naszą wygraną.

Będąc jeszcze w temacie rozgrywki, niestety, ale grze nie udało się wyeliminować wszystkich błędów. Najpoważniejszym, na jaki się natknąłem, był niespodziewany crash, który automatycznie kończył grę. Jest to bardzo problematyczne, zwłaszcza, że grając na standardowym trybie trudności grę zapisujemy za pomocą taśmy do nagrywania. Całe szczęście reszta była już mniej znaczącą, mały błąd w animacji czy niezaładowana tekstura, nic całkowicie psującego grę.
He is the shining and the light
Graficznie, gra stoi na dobrym poziomie. Jeżeli mówimy o otoczeniu, oczywiście. Niestety, ale modele postaci, a konkretniej włosy, pozostawiają wiele do życzenia. Najbardziej jest to widoczne na Caroline, co jest jeszcze gorsze, ponieważ w końcu to ona jest widoczna na ekranie przez 90% czasu. Jej krwistoczerwona grzywa wygląda jak zrobiona z plastiku – wypada to naprawdę tragicznie i była to pierwsza rzecz, na którą zwróciłem uwagę po włączeniu kampanii. Nie dlatego, że mam bzika na punkcie włosów w grach, po prostu są tak złe, że od razu rzucają się w oczy. Postaci poboczne i przeciwnicy wyglądają, jakby zostali ulepieni z gliny, choć kiedy przyzwyczaimy się do nich, to ma to nawet swojego rodzaju urok. Choć sam design adwersarzy jest całkiem pomysłowy i różnorodny. 
O wiele lepiej prezentują się lokacje, które będziemy przemierzać. Mimo, że są bogate w przeróżne kolory (najbardziej kaplica z samego początku gry), przez cały czas budzą w graczu pewien niepokój. Caroline próbując uratować swoją bliźniaczkę odwiedzi zakon, miasteczko rybackie, fabrykę przetwarzająca ryby, cmentarz, szkołę podstawową a nawet podziemne laboratoria. Bo w końcu zawsze, gdy naukowcy robią coś złego, to musi dziać się to pod ziemią. Bardzo dobrze działa też tu oświetlenie, a czasem nawet jego brak. Jeżeli występuje, to nie jest ono zbyt jasne, co daje poczucie zagrożenia czyhającego za każdym zakrętem.
Come together, together as one
Tormented Souls 2 to kawał dobrego survival horroru w stylu retro. Mimo paru niedogodności, jak nieliczne błędy, graficzne niedociągnięcia czy problemy ze zrozumieniem zagadek, bawiłem się przednio. Chociaż biedna Caroline nie podzieliłaby zapewne mojego zdania. Przechodzenie między światami czy potrzeba oświetlenia drogi zapalniczką są naprawdę ciekawymi mechanikami. Ta pierwsza wywarła na mnie naprawdę duże wrażenie – przemieszczanie się pomieszczeniami pełnymi dziwacznych macek czy narośli, za każdym razem wprowadzało mnie w stan niepokoju. Widać też, że zespół włożył ogrom pracy w otoczenie. Każde pomieszczenie czy korytarz zostały skrupulatnie zaprojektowane, przez co zapadają w pamięć jeszcze długo po ukończeniu gry.
Jeżeli jesteś fanem horrorów i szukasz czegoś, co przypomni ci stare, dobre czasy, ta gra jest dokładnie tym, czego potrzebujesz!
