Mace Windu – łysy Jedi z mieczem świetlnym o charakterystycznym purpurowym ostrzu. Jedni go kochają, inni oskarżają o przyczynienie się do upadku Zakonu Jedi. W rzeczywistości stąpa on po cienkiej granicy oddzielającej Jasną od Ciemnej Strony Mocy i nie ma nic przeciwko zmianie z obrońcy pokoju w generała armii klonów. O jednej z jego przygód po Ataku Klonów opowiada komiks Mace Windu. Jedi Republiki.
Od Marvela do odległej galaktyki
Za scenariusz do Jedi Republiki odpowiada Matt Owens – scenarzysta, który wcześniej pracował przy takich serialach jak Luke Cage, Agenci T.A.R.C.Z.Y. czy The Defenders, a także komiksowej wersji opowieści o przygodach Elektry. Mace Windu jest jego pierwszym spotkaniem z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Za rysunki odpowiada natomiast Denys Cowan (The Question, Static Shock) oraz Edgar Salazar (Alien: Paradiso, Stranger Things SIX). Kolorami wypełnił je działający w branży od 1995 roku Jochen Weltjens kryjący się pod tajemniczym pseudonimem Guru-eFX. Treść komiksu na język polski, podobnie jak w innych dziełach z tego uniwersum przełożył Jacek Drewnowski. Album pojawił się na rynku nakładem wydawnictwa Egmont.

Kolejne spojrzenie na ciekawy problem z odległej galaktyki
Mace Windu. Jedi Republiki skupia się przede wszystkim na postaci interesującego i nierzadko niejednoznacznego mistrza Jedi. Czytelnicy mogą towarzyszyć mu w podróży na Zewnętrzne Rubieże, na odległą planetę Hissrich. Powstał na niej jeden z kolejnych przyczółków Konfederacji Separatystów, co wymusza jakąkolwiek reakcję ze strony Republiki, jeśli chce ona zapobiec wyrwaniu kolejnych światów spod swoich skrzydeł. Tym razem jednak nie pora na pełnoskalową interwencję przy akompaniamencie dział krążowników i kroków tysięcy żołnierzy klonów. Członek Rady otrzymuje zadanie cichej infiltracji planety i rozpoznania planów wroga. Na misję wyrusza z nim Prosset Dibs, Rissa Mano oraz znacznie bardziej znany fanom Kit Fisto. Sprawa komplikuje się, gdy na jaw wychodzą tajne plany obu stron galaktycznego konfliktu wobec tej planety, a do głosu dochodzą także wątpliwości związane z funkcją pełnioną przez Jedi podczas tej wojny.

Jedi – Obrońca pokoju czy generał wojska klonów?
Wspominany motyw przewija się przez całą objętość historii. Od dyskusji głównego bohatera z innym mistrzem Jedi dotyczącym kwestii stanowisk zajmowanych przez Jedi podczas konfliktu zaczyna się przedstawiona przygoda Mace’a Windu. Im dalej w las, tym ciekawiej. Okazuje się, że sztywny i zawsze przepisowy posiadacz purpurowego ostrza skłonny jest porzucić wygodny fotel w Świątyni na Coruscant na rzecz prowadzenia Republiki z bitewnego frontu. Jak uczy nas historia, przyjęcie tego stanowiska niekoniecznie wyszło Zakonowi na zdrowie, jednak w Jedi Republiki jego przedstawiciele uznają, że dowodzenie armią jest szansą na sprowadzenie innych na dobrą drogę. Nie wszyscy jednak uznają to za moralnie dobrą decyzję, a narastającej różnicy zdań wewnątrz zespołu wypełniającego tajną misję nie zapudruje nawet pełna humoru relacja między dwoma sprawnymi szermierzami.
Niekoniecznie wszystko wyszło dobrze
Naprawdę lubię szatę graficzną w komiksach z uniwersum Gwiezdnych Wojen, które przyszło mi w ostatnich latach czytać. Nie mogę jednak przejść obojętnie obok dużego mankamentu tego tytułu. W oczy rzuca się momentami dramatyczne przedstawienie postaci, a zwłaszcza ich twarzy. Owszem, rozumiem, że każde medium rządzi się swoimi prawami, jednak w tym przypadku trudno zauważyć jakiekolwiek podobieństwo do innych dzieł związanych z odległą galaktyką. Zdecydowanie utrudnia to odbiór dzieła. Z drugiej strony mamy jednak dobrze odwzorowane miejsca, pojazdy czy roboty znane z innych odsłon. Dobór barw, dokładnie oddane rękojeści mieczy świetlnych czy charakterystyczne smugi związane z ruchem ich ostrzy tworzą całkiem satysfakcjonujący efekt, przyciągający wielu czytelników.
Sprawdź też: Star Wars Wielka Republika: Cienie Gwiezdnego Blasku – recenzja komiksu – Kto zginął, kto przeżył?

Siła propagandy siłą komiksu
Mimo niedociągnięć Mace Windu jest dobrym komiksem, który porusza siłę prowojennej propagandy, której zatracić dali się nawet Jedi. W przedstawionym momencie coraz wyraźniej stają się narzędziem Republiki. Komiks sprawnie portretuje Mace’a Windu jako postać niejednoznaczną, gotową porzucić rolę strażnika pokoju na rzecz generała, co wpisuje się w subtelną, ale wyraźną prowojenną propagandę Republiki Galaktycznej – konflikt jawi się jako konieczność moralna. Historia zyskuje na warstwie ideowej i dialogach, ale traci przez nierówną narrację i kontrowersyjną oprawę graficzną, która momentami wybija z immersji.
Sprawdź też: Star Wars. Wielka Republika. Na skraju równowagi. Przeczucie – recenzja komiksu – Czas na pokaz Yody

