MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Raz maczetą, raz ARem zombie hołotę „World War Z: Aftermatch” – recenzja gry

Z kooperacyjnymi grami multiplayer nigdy nie miałem po drodze. Znajdź ludzi z najbliższego otoczenia, którzy również dysponują tym samym tytułem. Wykup subskrypcję PlayStation Plus. Posiadaj stabilne łącze, najlepiej bez limitów. W ogóle to stałe łącze. Zawsze pod górę. W takim razie, dlaczego sięgnąłem po tę produkcję? Bo dobrze bawię się w niej solo. Tak, ta recenzja będzie dotyczyć tylko i wyłącznie trybu dla pojedynczego gracza z SI na PlayStation 4 Pro. Teraz ta gorsza część akapitu – trochę suchych informacji. World War Z miał premierę 16 kwietnia 2019 roku na PC, XOne oraz PS4. Nie zaskoczę Was pisząc, że gra oparta jest na licencji filmu studia Paramount Pictures pod tym samym tytułem. Pandemia, zombie i czwórka ocaleńców próbujących dotrzeć do wyznaczonych punktów na terenie Nowego Jorku, Moskwy oraz innych miast. Należy także wspomnieć, że został doceniony przez niemal 15 milionów graczy. 21 marca 2021 roku przynosi nam rozbudowaną wersję World War Z o podtytule Aftermath. Czego nowego uświadczymy?

Screen z gry World War Z: Aftermatch

„Następstwo”

Rozszerzenie wprowadza wiele zmian oraz usprawnień rozgrywki. Postaram się Wam je wszystkie szczegółowo opisać. Zacznijmy od kampanii. Jak wspominałem, grałem w trybie „Poza siecią” z trzema towarzyszami pod postacią SI. Jeżeli z botami gra się w miarę przyjemnie w singlu, to w multi pomnóżcie wspomnianą przyjemność razy dwa, a nawet i trzy. Wracając jednak do misji fabularnych. Twórcy zaserwowali nam zupełnie nowe scenariusze fabularne podzielone tak jak w podstawowej wersji, czyli na akty i rozdziały. Tym razem przyjdzie nam walczyć z wygłodniałymi hordami zombie we Włoszech oraz azjatyckiej części Rosji. Wiąże się to ze zróżnicowanym otoczeniem oraz zupełnie nowymi postaciami związanymi z danym scenariuszem. Najbardziej podobała mi się kampania usytuowana w Kamczatce. Tony śniegu, zamarznięty statek wycieczkowy, walka z mrozem, a co za tym idzie, słabością człowieka jaką jest bezlitosne poczucie zimna. To ostatnie zwalczamy przy rozmieszczonych co jakiś czas nagrzewnicach, które oczywiście musimy uruchomić. Dołóżmy do tego próbę zdobycia energii niezbędnej do zasilania prowizorycznej bazy, setki jak nie tysiące nadciągających z każdej strony nieumarłych oraz, nie ukrywam, przyjemny gameplay (o nim w dalszej części). Wróćmy jednak na chwilę do tematu zdobycia zasilania. Oczywiście nie byle jakiego, bo zaczerpniętego z okrętu atomowego. Kino akcji klasy B? Może, ale mi to odpowiada. Miałem poczucie, że po coś prę do przodu, nie szczędząc przy tym ołowiu. Oczywiście Aftermath jest tzw. pełnym doświadczeniem World War Z. Zawarto w nim całe epizody z Game of the Year Edition, m.in. Tokio, Marsylię czy Jerozolimę. Jest w czym wybierać, więc każdy znajdzie swój ulubiony akt.

Screen z gry World War Z: Aftermatch

To gdzie te zmiany?

Jak wspomniałem, największy przełom nastąpił w sferze gameplayu oraz jego mechaniki. Zacznijmy od najważniejszego, czyli zmiany z trzecioosobowej na pierwszoosobową perspektywę. Czy wprowadza coś nowego? Tak, nowe doznania z rozgrywki. Po pierwsze to mniejsza widoczność. Widok z trzeciej osoby pozwala nam uchwycić to czego z pierwszej nie jesteśmy w stanie zobaczyć, np. za rogiem czy na wyższej kondygnacji wchodząc po schodach. Kiedy tego zabraknie, to gra automatycznie staje się niedużo, ale zawsze coś, straszniejsza i emocjonująca. Przeciwnikom łatwiej jest nas zaskoczyć. Buduje to delikatne poczucie czyhającego na każdym rogu niebezpieczeństwa. Po drugie, niektórym osobom łatwiej jest operować w trybie FPP niż TPP i na odwrót (oczywiście w dowolnym momencie perspektywę można zmienić). Moim zdaniem w tego typu produkcji nie wyobrażam sobie widoku TPP. Kooperacja czterech graczy, siekanie umarlaków. To nie Fortnite, więc cieszy mnie fakt, że twórcy postanowili dodać immersyjny tryb widoku jakim jest FPP. Mam oczywiście parę zarzutów, a dotyczą one uzbrojenia. Celowanie następuje tak jak w widoku z trzeciej osoby, czyli poprzez przybliżenie, a nie użycie przyrządów celowniczych. Drugim zarzutem jest tzw. praca na broni. Rozumiem, że nie wszyscy interesują się strzelectwem i militariami, ale każdy wie, jak dany oręż działa, nawet w najmniejszym stopniu (tym bardziej z gier). Niestety za każdym razem postać przeładowuje pistolet czy to karabinek tak jakby magazynek był pusty. W odpowiedniku HK416 będzie to używanie za każdym razem bolt catcha, czyli „klipsa”, który po wystrzeleniu ostatniego pocisku zatrzymuje zamek w tylnym położeniu. Po wpięciu nowego magazynka wystarczy go wcisnąć, zamek wraca na swoje pierwotne położenie, wsuwając nabój do komory nabojowej. A co kiedy nabój jest już w komorze? Wystarczy wypiąć stary i wpiąć nowy. Voilà, HKaśka gotowa do prowadzenia ognia. Szkoda, niby banalne rzeczy, a jednak cieszą i podnoszą realizm używanych pukawek. Cieszyć za to może nowy system walki wręcz. Brutalny? Nie do końca, ale na pewno zadowalający kiedy odrąbujemy kończyny czy dokonujemy dekapitacji przeciwnika w różnych kombinacjach dla poszczególnych bohaterów. Broń jednoręczna użyta pojedynczo lub podwójnie, dwuręczna. Każdy znajdzie coś dla siebie, choć wiadomo, walka z zombie w zwarciu to ostateczność.

Screen z gry World War Z: Aftermatch

Saber Interactive przygotowało od nowa system progresji oraz rozwoju postaci. Zaznaczam, że do tytułu podszedłem jako świeżak. Nie miałem styczności z wydaniem z 2019 roku, ale z recenzenckiego obowiązku przyjrzałem mu się dość uważnie. Jak podaje dystrybutor, dodano nową klasę postaci – straż przednia – tym samym zwiększając ogólną pulę do ośmiu. Znajdziemy tutaj: miotacza kul (ogólna broń palna), ludzkie inferno (ładunki wybuchowe), lekarza (czyli poczciwy paramedyk), kombinatora (zaopatrzenie), siekacza (walka wręcz), eksterminatora (walka na krótki dystans), droniarza (karabinki dalekiego zasięgu + kwadrokopter) oraz wspomniana straż przednia (mobilna tarcza rażąca przeciwników wyładowaniami elektrycznymi). W każdej z klas zdobyte punkty możemy zainwestować w nowe umiejętności oraz statystyki odblokowywane wraz ze zwiększeniem poziomów. Maksymalnie możemy zdobyć 30 poziom co daje 30 możliwości zainwestowania punktów rozwoju. Moim faworytem był miotacz kul. Nie oszukujmy się, w filmie do walki używano broni palnej, a ja sam nie widziałem sensu wyboru innej klasy. Jak w poczciwym L4D – strzelaj do wszystkiego, co się rusza, z wyjątkiem ocaleńców.

Na sam koniec tego akapitu o gameplayu. Left 4 Dead, inaczej tego nie ujmę. Oczywiście to nie jest ujmą dla World War Z, bo każdy tytuł opiera się bądź rozwija coś z innego. Czteroosobowa rozgrywka, dostarcz 4 skrzynie amunicji, znajdź 3 przełączniki, odeprzyj hordę. Nic nowego nie znajdziemy, ale czy jest sens zmieniać to co dobre i przyjemne? Nie bardzo. Jedno jest pewne, że po X czasu przychodzi zmęczenie daną grą i gracz szuka czegoś „nowego”. Nowa stylistyka, nowe mapy, nowy setting i to wszystko znajdzie w tej produkcji.

Screen z gry World War Z: Aftermatch

Déjà vu

Za każdym razem kiedy włączałem WWZ Aftermath miałem poczucie, że gdzieś to już widziałem, ale z naciskiem na walkę wręcz. Nie uwierzycie, ale było to Dead Island. Oczywiście część pierwsza, bo z Riptide w ogóle mi się nie skojarzyło. Tytuł łudząco przypomina dzieło polskiego Techlandu przez swoją oprawę graficzną. Promienie słoneczne, refleksy, może nie do końca ta sama paleta kolorów, bo nie uświadczymy w WWZA tropikalnej wyspy, ale na swój sposób coś jest w tych barwach. Jak na coopową młóckę nie jest źle. Silnik generuje potężne ilości nacierających na nas zombie, uwzględniając przy tym odpadające im kończyny. Niestety, na moim PlayStation 4 Pro zdarzały się spadki płynności, a w menu nawet drobne zawieszenia. Poszczęści się za to posiadaczom 9-tej generacji konsol. Jak zarzeka się producent, na nowych sprzętach tytuł utrzyma stałe 60 klatek w 4k. Do tego posiadacze wspomnianych konsol oraz PC otrzymają nowy tryb – Horda XL. Chciałbym to zobaczyć na własne oczy! Niestety, pełnoprawna edycja, oczywiście w ramach darmowej aktualizacji, na nową generację wystartuje dopiero w 2022 roku.

Było o grafice, teraz trochę o audio. Dźwięki wystrzałów są na akceptowalnym poziomie (niestety, to co związane z bronią jest dla mnie najważniejsze). Zapewne większość graczy nie zwróci na nie uwagi. Ot, są, bo broń palna przecież strzela. Tak samo mało kto wyłapie dźwięk spadających łusek. Nie będę się rozpisywać, bo nie o strefę audio-wideo chodzi w tej grze, tylko i wyłącznie o przyjemną rozgrywkę.

Screen z gry World War Z: Aftermatch

Zaskoczenie?

Nie spodziewałem się, że tytuł tak prosty w swoich założeniach (na dodatek w singlu) zaangażuje mnie w rozwój postaci oraz ulepszaniu broni. Jeszcze jeden rozdział, a może zacznę nowy akt? Nie oczekujcie niczego nowego, ale też nie skreślajcie tej produkcji. Jeżeli macie znajomych, którzy chętnie z Wami pograją – bierzcie w ciemno. Rozgrywka z randomowymi graczami – jak uważacie. Tak samo w singlu. Weźcie tylko pod uwagę, że należę do samotników i powtórzę to jeszcze raz – grałem poza siecią i bawiłem się świetnie! World War Z Aftermath + Spotify Video Game Soundtracks + słuchawki/dobre audio + druga połówka przytulana do Ciebie. Przepis na idealny początek każdego weekendu. 

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

NAJNOWSZE WPISY

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ